Zamknij

Stephen Puth w rozmowie z Radiem ZET: "Lubię myśleć o tym, żeby cały czas iść do przodu"

Redakcja
23.06.2020 19:50
Stephen Puth wywiad dla Radia ZET
fot. Instagram

Stephen Puth to amerykański wokalista i młodszy brat innej muzycznej gwiazdy — Charliego Putha. Słuchacze Radia ZET kojarzą go bardzo dobrze z przeboju „Sexual Vibes”, który cieszył się na naszej antenie wielką popularnością. Teraz 26-letni muzyk powraca z najnowszym singlem „Watching You Walk Away”. Magdalena Barczyk z Radia ZET miała okazję porozmawiać ze Stephenem o jego nowej piosence, ewentualnym duecie ze starszym bratem i planach na przyszłość.

Cześć Stephen, dobrze Cię widzieć. Powiedz, gdzie Cię właśnie spotkaliśmy?

- Jestem teraz w swoim domu w zachodnim Hollywood. Jest dosyć wcześnie (10:30 przyp. red.), ale jestem podekscytowany naszą rozmową.

To przejdźmy do rzeczy. Powiedz, jak ważna była dla Ciebie muzyka kiedy dorastałeś?

- Była zawsze wokół mnie. W tym sensie, że mama często o niej mówiła, grała na pianinie. Miałem może 11 lat i powiedziałem sobie – nie chcę już słyszeć pianina, chcę zacząć grać na gitarze. Muzyka była zawsze ucieczką od szkoły i pracy. Pewnego dnia obudziłem się i pomyślałem sobie – chcę się tym zająć na poważnie.

A co o Twojej muzyce sądzi Twoja rodzina? Mama była nauczycielką gry na pianinie, brat też „siedzi” w branży. Podobno wszyscy są szczerzy do bólu, prawda to?

- Jeśli piszę jakąś piosenkę, zawsze dzielę się nią najpierw z rodziną. Świetnym przykładem może być piosenka „Watching You Walk Away”. Na początku utworu pojawiło się przekleństwo. Moja mama, mój brat i moja siostra spojrzeli na mnie i jednogłośnie stwierdzili: „powinieneś to zmienić”. Ja na to: „ale mi się tak podoba”, a oni: „nie no, zmień to, ludziom bardziej się to spodoba, zresztą, komu to przekleństwo jest potrzebne”. Pomyślałem parę minut i zmieniłem to w końcu. To jest świetne, że zawsze możesz sprawdzić swoją pracę z rodziną i wtedy nabierze ona wyższej jakości.

Ty i Twój starszy brat Charlie jesteście muzykami. Zastanawiam się czy jest między Wami jakaś konkurencja albo zazdrość.

- Zupełnie nie. Na ostatnim roku w college’u powiedziałem mojemu bratu, że chcę nauczyć się produkcji muzyki. On podarował mi głośniki, keyboard, mikrofon, kupił mi też wtedy program do tworzenia muzyki, bo nie miałem na to pieniędzy. Zachęcił mnie, żebym zaczął działać, ale ostrzegł, że to poważny program i trzeba się przyłożyć. Szybko nauczyłem się obsługi. A wracając do pytania. To duże środowisko, nasza muzyka brzmi inaczej. Nie ma między nami rywalizacji, każdy stara się działać na najlepszy dla siebie sposób.

Czy możemy zatem czekać na braterski duet w piosence?

- W najbliższej przyszłości to się raczej nie wydarzy, ale może kiedyś? Na razie mam tylko kilka piosenek, więc muszę się rozkręcić. Dlatego na razie ważniejsze jest dla mnie uzbieranie materiału na EPkę i znalezienie fanów. Wiesz, ostatecznie jesteśmy innymi artystami, ale łączy nas nazwisko i ważne, żeby pokazać też muzyczne różnice między nami. Pracujemy nad tym.

Stephen załóżmy, że nie zajmujesz się teraz muzyką. Co mógłbyś robić? Wiem, że plany na przyszłość szły w zupełnie innym kierunku.

- Miałem zajmować się finansami. Spędziłem nawet rok w pracy w Nowym Jorku – zajmowałem się Day Tradingiem, czyli krótkotrwałymi inwestycjami. Nie szło mi jakoś super (śmiech), ale ludzie tam byli jak jedna wielka rodzina. W sumie to nawet jestem dumny, że mogłem się w tym sprawdzić, ale prawda jest taka, że ja nie mógłbym siedzieć codziennie w biurze, nie mógłbym się po prostu skupić. To trudne.

Byłeś po prostu zbyt kreatywny na taką pracę.

- Tak mówią mi ludzie. Po prostu biura nie są dla mnie.

A z kim widziałbyś się w duecie na scenie?

- (zawstydza się) Oj, jest wielu takich artystów… Ja nie umiem odpowiadać na takie pytania (śmiech). A tak szczerze mówiąc, to ogromnym marzeniem byłoby zaśpiewać z Edem Sheeranem albo z Laną Del Rey – ona jest niesamowita! Ostatnio też zainteresowałem się bardziej muzyką hiszpańskojęzyczną, nie że od razu odkrywaniem nowych artystów, ale bardziej poznaniem samej muzyki. Dajmy na to Sofia Reyes – co za głos! Ta muzyka jest teraz wszędzie. Poza tym ostatnio poznałem fajnych ludzi – pracowaliśmy nad moimi nowymi piosenkami, super doświadczenie. Jestem też dobrym kumplem chłopaków z The Vamps – to brytyjski zespół rockowy. Zapraszali mnie nawet na swój koncert w Polsce w ubiegłym roku, kiedy ja byłem w Rumunii. Niestety nie udało mi się wtedy pojawić. Współprace są fajne, ale lepsze jest to, że z tymi ludźmi możesz po prostu się zaprzyjaźnić.

Zastanawiałeś się kiedyś, gdzie chciałbyś usłyszeć jedną ze swoich piosenek? Może być to jakieś zupełnie zaskakujące miejsce…

- Powiem ci tak. Jestem z tej kategorii osób, które jeśli słyszą swoją piosenkę w radiu, to przełączają stację. W sumie nawet nie wiem dlaczego (śmiech). Myślę jednak, że fajnie byłoby usłyszeć swoją piosenkę w filmie. O, jeszcze sobie przypomniałem - raz słyszałem swoją piosenkę w sklepie spożywczym. Jedna z moich piosenek pojawiła się także w reality-show „Love Island”. Znajomi powiedzieli mi, że muszę to obejrzeć – zerknąłem na 20 odcinków i faktycznie – jedna z dziewczyn słuchała mojej piosenki. Muszę przyznać, że to było trochę dziwne (śmiech).

Skoro wspomniałeś o radiu, a nasz wywiad jest właśnie wywiadem radiowym, to zdradzisz mi, czy pamiętasz moment kiedy pierwszy raz swoją piosenkę usłyszałeś w radiu?

- Pewnie, jechałem wtedy autem, jak zawsze. Właśnie – uwielbiam prowadzić. To jedna z moich ulubionych aktywności, pozwala przewietrzyć głowę i się na chwilę odizolować. Pamiętam ten moment, bo kupiłem właśnie nowe auto i miałem w nim kilka stacji radiowych, włączyłem, a tam moja piosenka. Na początku się ucieszyłem, ale potem to przełączyłem, bo uznałem, że to jednak trochę dziwne słuchać samego siebie.

Teraz w Radiu ZET hula Twój nowy przebój „Watching You Walk Away”. Jaka jest historia tej piosenki? Bardzo podoba się naszym Słuchaczom.

- Naprawdę? (zawstydza się). Bardzo chcę przyjechać do Polski, jesteście dla mnie bardzo serdeczni, jestem na siebie zły, że jeszcze nie udało mi się do Was dotrzeć. Planowałem to zrobić tego lata, chciałem odwiedzić kilka miejsc na świecie i zatrzymać się w Polsce, ale ze względu na sytuację, chyba jednak teraz będzie to niemożliwe, ale w przyszłości na pewno będę. A wracając do piosenki – pracowałem w studiu z ludźmi, których niedawno poznałem – wspominałem o nich przed chwilą. Pomyślałem sobie wtedy, że chciałbym napisać piosenkę o weekendzie wstecz. Jakiś bar, zainteresowanie, poczułem, że można napisać coś na kształt „Sexual Vibe”. To miała być historia w sumie taka zwykła. Jakoś złożyło mi się w całość to „Watching You Walk Away” i utknęło w głowie, a jeśli chodzi o brzmienie, to na pewno musiała być gitara. Z jednej strony chciałem trochę na rockowo, z drugiej niekoniecznie. To wszystko miało przyjemnie brzmieć. I jakoś tak wyszło.

Co do tej pory zaskoczyło Cię w Twojej karierze najbardziej?

- Na pewno zaskakujące jest to, że zaczęto traktować mnie na poważnie jako twórcę piosenek i potem artystę. To jest świetne. Poza tym dużo podróżowałem ubiegłego lata, na początku tego roku też trochę udało się zwiedzić. Zobaczyłem Amerykę, której do tej pory nie miałem okazji odwiedzić. Zobaczyłem Rumunię, Danię, Anglię, Szwecję, Niemcy. Lubię odkrywać świat, obserwować jak żyją ludzie gdzieś zupełnie indziej. Myślę, że to jedna z największych zalet bycia artystą. Poza tym, z dotychczasowych wspomnień, to muszę wrócić do największego show jakie zagrałem. Byłem suportem koncertu Lizzo w Chicago. Mnóstwo ludzi, chyba 15 tysięcy. Byłem strasznie zdenerwowany, ale wrażenia były niesamowite. Ludzie zaczęli krzyczeć „kochamy cię!”, a ja uświadomiłem sobie, że oni znają moje imię! To jest takie szalone! Bycie na scenie to jak rozmowa z tłumem. To ogromne emocje.

Ludzie czasem nazywają to po prostu - sukcesem.

- Lubię myśleć o tym, żeby cały czas iść do przodu i jednak być na krawędzi. Pamiętać o tym, żeby ciągle i ciągle być lepszym. To jest frustrujące, ale warte działania.

Czego Twoi fani jeszcze o Tobie nie wiedzą?

- Jestem uczulony na wiele składników w jedzeniu. Mam w samochodzie cały spis rzeczy, których nie powinienem jeść. W zasadzie są to bardzo podstawowe składniki i muszę bardzo uważać na wszystko co jem.

Więc jak wygląda Twoje codzienne menu?

- Nie jadam śniadań, ale jeśli już coś mam zjeść, to jest to jakiś jogurt. Jednak najpierw sprawdzam czy nie ma w nim orzechów i soi, bo jestem całkowicie na nie uczulony. Przez długi czas nie mogłem także przyjmować niczego przygotowanego na oliwie z oliwek. Wiesz jak trudno jest chodzić do restauracji i zamawiać coś z góry, uprzedzając kelnera pytaniem, czy może upewnić się czy nie ma tam oliwy z oliwek.

Jest coś jeszcze czego nie wiemy?

- Nie wiem, czy to jest interesujące, ale potwornie boję się pająków.

Przybijam piątkę.

- Kiedy widzę jakiegoś w pokoju albo gdzieś w pobliżu, to mam taki dylemat: mogę go zabić, ale będę się z tym źle czuł. Ale z drugiej strony się go boję. Zawsze jestem w kłopocie, co zrobić.

Co dalej z Twoimi planami?

- Co dalej? Wiem, że na razie świat się zatrzymał i przez to zatrzymało się też kilka moich zamierzeń. Chciałbym wydać nową EP-kę, najlepiej w okolicach września. Miało się to wydarzyć latem, ale wiadomo, praca się przeciągnęła. Chciałbym wydawać nową muzykę, chciałbym wrócić na trasę, spotykać znowu ludzi. Tak jak wszyscy – chcę się zobaczyć wreszcie z moimi przyjaciółmi. Nowe czasy na pewną będą inne, oby lepsze.

A jak spędzasz ten szczególny czas? Jak wygląda Twoja codzienność?

- Wstaję, potem od razu pierwszą rzeczą są jakieś ćwiczenia. Jestem człowiekiem, który musi się pobudzić, żeby normalnie funkcjonować. Potem staram się coś ugotować, chociaż najlepszy w tym nie jestem. Później wchodzę sobie do mojego małego studia, czasem z pomysłami, czasem bez, ale przynajmniej dobrze się bawię. Dzwonię też do mamy i taty, bo nie ma teraz zbyt wielu okazji do spotkań. Tak to wygląda. Staram się zachować zdrowie psychiczne i fizyczne. Trzeba utrzymać kondycję, a to wymaga pracy.

Najlepszy serial, który obejrzałeś niedawno i najlepszy album, który słuchałeś?

- Ouuu. Zerknę w telefon. Hmmm. Wszyscy chwalą „Króla tygrysów”, a mi jakoś „nie podszedł”. Tak, wiem, niepopularna opinia. Ostatnio wróciłem do „Better Call Saul”, czyli prequelu „Breaking Bad”. Tak, wiem, trochę późno, ale bardzo się wciągnąłem. A co do muzyki. Wiesz co ostatnio robię? Słyszałaś o Rufus Du Sol?

Pewnie!

- Odkrywam ich muzykę za nowo. Słuchałem ich trzy, może cztery lata temu. Teraz posłuchałem ich nowej muzyki i jest super. Piosenka „Treat You Better”, która nie jest zupełną nowością, ale brzmi fenomenalnie. Dźwięki, słowa, to wszystko się składa. Ale uwielbiam downtempo, chill w muzyce Dance. To sprawia mi radość. Poza tym słucham też The Revivalists, grają taki trochę amerykański folk, nie wiem w sumie, czy tak to można nazwać, ale tak mi się wydaje. Wiesz, jeszcze ostatnio znalazłem piosenkę, która pojawiła się chyba kilka tygodni temu – „What You Need” Chorda Overstreet’a. Brzmienie jakby Bob Dylan spotkał Imogen Heap. Utwór jest świetny. Napisałem mu nawet wiadomość, że ta piosenka jest po prostu niesamowita! Nie jestem jakoś szczególnie na topie z popem, ale przyznam szczerze, że nowy album Lady Gagi jest nieprawdopodobny.

To już na koniec – jakie jest Twoje największe marzenie?

- Największe marzenie… Hm. Oczywiście chciałbym nadal wydawać muzykę taką, jaką lubię, z odpowiedzią od świata, że komuś też się podoba. Szczerze mówiąc, to jeśli jutro tysiąc osób odkryje moją muzykę, to będzie jak spełnienie marzenia. Ja oczywiście mogę tworzyć i słuchać tego sto razy, ale jeśli nie spodoba się to nikomu innemu, to bez sensu. Jaka będzie wtedy Twoja droga? Tak więc to jest najważniejsza sprawa. Chciałbym mieć wielu fanów, którzy byliby mi tak przychylni jak Polska.

Stephen, bardzo dziękuję Ci za rozmowę, trzymamy za Ciebie kciuki i czekamy na Ciebie w Polsce.

- To ja bardzo dziękuję. I mam pytanie – jakieś charakterystyczne danie u Was? Wiem, trochę dziwnie, że pytam.

Chyba muszę powiedzieć zgodnie ze zwyczajem, że najbardziej charakterystyczne są jednak „pierogi”.

- O! Pierogi! (powtarza sobie trzy razy). Teraz dopiero słyszę dobrą wymowę słowa „pierogi”. Wydaje mi się, że kiedyś jadłem. I chyba pokocham Polskę.

Rozmawiała Magdalena Barczyk