Boty w internecie. Jak działają, czemu służą i jak często można je spotkać?

14.09.2018 13:28

Nie zna się dnia ani godziny, w której zamiast słów człowieka czyta się w internecie publikację zamieszczoną przez zautomatyzowany program komputerowy, czyli bota. Tworzą one w Polsce nawet 30% politycznych wpisów.

boty w internecie fot. materiały prasowe

Te alarmistyczne dane pochodzą z raportu opracowanego na Uniwesytecie Oxfordzkim przez Roberta Gowrę, który przeanalizował ponad 50 000 tweetów politycznych zamieszczonych w internecie w marcu i kwietniu 2017 roku. Badając najaktywniejsze konta za boty uznał 33% z nich.

Z tymi danymi nie do końca zgadza się Fundacja Panoptykon, która przeprowadziła własną analizę aktywności polskich kont na Twitterze i doszła do wniosku, że część z nich został błędnie uznana za zautomatyzowane ze względu na profesjonalizm działania.

- Po bliższym zbadaniu okazuje się, że łatwo pomylić bota z profesjonalnie zarządzanym kontem (np. Donalda Tuska, Jana Rokity czy TOK FM) albo pospolitym internetowym trollem. Co więcej, sama obecność botów wcale nie przekłada się na wpływ: wygląda na to, że na polskim Twitterze nadal liczy się nie ilość, ale jakość interakcji - podsumowuje swoje badanie Fundacja Panoptykon.

Innego zdania są najprawdopodobniej służby specjalne kilku krajów (na przykład Rosji) – szacuje się, że zautomatyzowane konta na Twitterze miały ogromny wpływ na wynik wyników prezydenckich w USA – boty promowały „swojego” kandydata i oczerniały konkurenta. 

Jak pokazuje dochodzenie Radio ZET, z pomocy botów kreujących wizerunek popularności w sieci korzystał w trakcie kampanii wyborczej urzędujący prezydent RP, Andrzej Duda.

Jak działa bot?

Bot to prosty program komputerowy, którego podstawową wersje programista może stworzyć w dosłownie kilkanaście minut.

Oprogramowanie komunikuje się z serwisem docelowym (na przykład Twitterem) poprzez specjalnie stworzony słownik (API - Application Programming Interface), pobierając dane i wysyłając informacje o podjętych działaniach z pominięciem interfejsu użytkownika. Dzięki API programy mogą wymieniać się danymi w kontrolowany sposób, dokładnie wiedząc czym jest dana informacja (np. nazwą konta, treścią wiadomości czy datą jego publikacji).

Boty nie rozumieją treści, na które reagują, lub które publikują. Ich możliwości zależą od złożoności algorytmów, które nimi kierują – część z nich potrafi wywoływać tylko jedną akcję, część jest na tyle zaawansowana, że podczas reagowania na dane otrzymane z serwerów rozpoznaje, z jakimi dokładnie treściami ma do czynienia i na tej podstawie podejmuje działanie.

Program tego typu nie potrzebuje do działania dużej mocy obliczeniowej – bez problemu można uruchomić nawet tysiące botów. Każdy z nich prowadzi własne konto, obserwując wskazane przez twórców oprogramowania osoby i reagując na ich działania w ściśle wyznaczony sposób.

Boty mogą być aktywne non stop bądź też tylko w okresach wskazanych przez twórców.

Do czego służą boty?

Twitter roi się od botów – zautomatyzowane programy dostarczają zainteresowanym ważnych informacji bądź też służą czystej rozrywce. Użytkownicy serwisu społecznościowego mogą na przykład otrzymywać tweety dotyczące zbliżającej się pogody – poranną prognozę oraz ostrzeżenia o zbliżających się opadach czy porywistym wietrze. Boty mogą także informować na przykład o zagrożeniu trzęsieniem ziemi.

Boty są chętnie używane przez aktywistów – stworzono między innymi programy, które informują o każdej zmianie w artykule na Wikipedii dokonanej z komputera znajdującego się siedzibie parlamentu danego kraju. W domyśle ma to zwiększyć przejrzystość encyklopedycznych treści i zapobiegać ich przekłamywaniu do celów politycznych.

Zagłosuj

Korzystasz z pomocy botów w internecie?

Zautomatyzowane oprogramowanie może służyć także celom stricte rozrywkowym – istnieje na przykład bot, który odpowiada na każdego tweeta zawierającego frazę „It’s over 9000” odpowiednim cytatem z anime „Dragon Ball”. Inny program z kolei wysyła obraźliwe komentarza do każdego, kto wspomni go w swojej wiadomości.

Botami chętnie posługują się także wydawcy, automatyzując na przykład proces publikowania w internecie odnośników do nowych artykułów. Nie są one wklejane za każdym razem przez człowieka, tylko przesyłane przez program bezpośrednio do serwerów Twittera.

Nie wszystkie boty obecne w mediach społecznościowych mają pozytywne i szlachetne zastosowania – część z nich powstała, by kształtować opinię społeczną na przykład poprzez rozprzestrzenianie i popularyzowanie fałszywych informacji.

Astroturfing – zakazany internetowy marketing

Termin astroturfing oznacza podszywanie się pod odbiorców produktu – może to być na przykład smartfon, telewizor, ale także idea polityczna – i wystawianie samemu sobie pozytywnych recenzji, mających nakłonić prawdziwych użytkowników do zakupu towaru bądź zaakceptowania wybranej wizji.

Proceder jest poważny i rozpowszechniony do tego stopnia, że za walkę z fałszywymi recenzjami sprzętu zabrał się UOKiK – jeśli uda się udowodnić, że przedsiębiorstwo wprowadza konsumenta w błąd, prawo daje urzędowi możliwość nałożenia kary finansowej.

Zagłosuj

Sprawdzasz opinie na interesujący Cię temat w internecie?

Astroturfing jest działaniem nieetycznym, nie przeszkadza to jednak wielu przedsiębiorstwom w jego stosowaniu. Podgrzewanie atmosfery podczas premiery nowego produktu, pokazywanie go lepszym niż jest w rzeczywistości czy oczernianie konkurencyjnych wyrobów jest w internecie chlebem powszednim, gdyż wpływa bezpośrednio na poziom sprzedaży – większość konsumentów przed dokonaniem zakupu to właśnie w sieci upewnia się w przekonaniu, że ich wybór jest właściwy, zapoznając się z opiniami innych użytkowników.

Pomysł na zwiększanie swojej pozornej popularności w internecie spodobał się także politykom, którzy w prosty sposób mogą sprawić wrażenie, że głoszone przez nich przekonania i decyzje cieszą się ogromnym poparciem społecznym. Wystarczy, że pod artykułami przedstawiającymi ich działania zaczną pojawiać się komentarze zachwyconych wyborców.

Boty w polityce

Politycy muszą pokazać, że porywają tłumy. Kiedyś oznaczało to na przykład wynajmowanie statystów bądź też przeprowadzanie mobilizacji wśród zwolenników (lub osób od nich zależnych), tak by frekwencja na spotkaniu wyborczym robiła odpowiednie wrażenie.

Dziś dyskusja polityczna przeniosła się do internetu – i spora w tym zasługa trolli, czyli osób wynajmowanych przez danych polityków lub ugrupowania do tworzenie pożądanego wizerunku w sieci przez publikowanie komentarzy i głosów poparcia.

Politycy liczą na to, że czytelnicy będą chcieli poznać także opinię innych na temat danego wydarzenia – kontrolowanie pojawiających się wypowiedzi pozwala więc sprawiać wrażenie, że społeczeństwo i wyborcy popierają dane rozwiązania w znacznie większym stopniu, niż w rzeczywistości.

Twitter stał się bardzo lubianym przez polityków narzędziem – pozwala błyskawicznie i zwięźle komunikować treści. Często to właśnie w tym serwisie ogłaszane są najważniejsze decyzje polityczne.

Podobnie jak w rzeczywistości, także i w internecie politycy potrzebują statystów udających, że wypowiedzi są ważne dla dużej liczby osób. W przypadku internetu sprawa jest o wiele łatwiejsza – wszystko, co jest niezbędne do spopularyzowania danego punktu widzenia, mogą zrobić boty.

Ich działanie objawia się na kilka sposobów. Po pierwsze – zawyżają liczbę osób, które obserwują danego polityka, tworząc wrażenie, że jest bardziej wpływowy niż w rzeczywistości. Po drugie – przekazując dalej i komentując tweety danego polityka sprawiają, że jego wypowiedzi postrzegane są jako absorbujące uwagę i skłaniające do interakcji, dzięki czemu pojawiają się w najgorętszych tematach dyskutowanych przez społeczność Twittera.

Zagłosuj

Rozpoznasz konto prowadzone przez bota?

Po trzecie zaś – mogą służyć do nieczystej walki z przeciwnikami politycznymi. Twitter stara się walczyć ze sztucznym pompowaniem popularności wpisów – oponent może to wykorzystać, stosując boty do promowania wpisów swojego przeciwnika aż do chwili, gdy zadziałają mechanizmy ochronne i kontu danego polityka zostaną obcięte zasięgi – publikowane przez nich treści będą pokazywane mniejszej liczbie czytelników.

Takie możliwości kuszą polityków, ale także i służby specjalne, które znalazły sposób na wpływanie na wybory w innych krajach – wystarczy stworzyć armię botów, które wykreują odpowiednie postrzeganie przez wyborców wpieranego kandydata.

Eksperci są zdania, że w takich działaniach przoduje Rosja, której boty i trolle bardzo aktywnie uczestniczyły w dyskusji publicznej podczas wyborów prezydenckich w USA, referendum w sprawie Brexit czy wyborów prezydenckich we Francji.

Wojna światowa botów

XXI wiek stał się erą informacji. Kto ją kontroluje, ten sprawuje władzę i ma przewagę. Nic więc dziwnego, że w sieci toczy się już regularna walka o to, jakie wiadomości kształtować będą opinię społeczną. 

Facebook, Twitter i inne media społecznościowe borykają się z problemem fałszywych newsów - nieprawdziwych informacji, rozprzestrzeniających się między innymi za pomocą botów. Mogę one wpływać na losy całych państw (zmieniając na przykład sympatie wyborcze obywateli czy poparcie społeczne dla działań rządu - na przykład podpisania umowy międzynarodowej czy przeprowadzenia interwencji zbrojnej). 

Nie znaleziono jeszcze skutecznego rozwiązania, które zapobiegałoby działaniom dezinformacyjnym prowadzonym przez boty - wśród pomysłów największych serwisów społecznościowych jest między innymi oznaczanie treści, które po sprawdzeniu przez specjalistów okazały się być nieprawdziwe.

Boty już teraz walczą ze sobą o to, jaką wersję informacji na dany temat zobaczy więcej osób - działania te będą się tylko wzmagać i intensyfikować. Wojna informacyjna na świecie już trwa.

RadioZET.pl/MT

Oceń