Słuchaj
Michał Korościel, Damian Michałowski
Marcin Sońta , Mateusz Ptaszyński
Justyna Dżbik, Kamil Nosel
Hubert Radzikowski
Redakcja Radia ZET
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

Facebook uratował im życie. Ofiarom wypadku pomogli znajomi

06.09.2018 18:02

Ofiarom groźnego wypadku na skuterze podczas wakacji pomogły...social media. Prośbę o pomoc podawali dalej użytkownicy z różnych krajów.

Facebook uratował im życie. Ofiarom wypadku pomogli znajomi fot. Go Fund Me/Stacey Eno

Social media uratowały im życie

Jeśli kiedyś zastanawialiście się, do czego właściwie może przydać się konto na Facebooku, ta historia udowodni wam, że social media potrafią być prawdziwym ratunkiem. Mikey Lythcott i Stacey Eno poznali się w Tajlandii. Jakiś czas później ruszyli we wspólną podróż na indonezyjską wyspę Bali. Przebywali tam od zaledwie 7 godzin, kiedy przytrafił im się groźny wypadek - ich skuter wpadł do wąwozu. "Kiedy upadłem na ziemię, jedyne co widziałem to skrawek nieba pośród drzew. Nie mogłem poruszać lewym nadgarstkiem i miałem wrażenie, jakbym złamał jakąś kość w plecach. Było ciemno i ledwo udało mi się odrobinę podnieść. Nie mogłem się w ogóle poruszać" - opowiadał 36-letni Lythcott. Co chwila wołał swoją towarzyszkę, kiedy jednak w końcu odpowiedziała, okazało się, że też nie była się w stanie poruszać i była prawdopodobnie ciężko ranna. "Myślałem, że tam umrę. Nikt nie wiedział, gdzie jesteśmy a ja sam nie pamiętałem w tamtym momencie, jaką konkretnie drogą się tam dostaliśmy" - relacjonował mężczyzna. Jedyne, co udało mu się wymyślić, to wezwanie pomocy przez telefon, jednak ten z lokalną kartą SIM, który miał przy sobie, musiał wypaść gdzieś w trakcie spadania do wąwozu, gdyż nigdzie nie mógł go znaleźć. Wtedy zdarzył się cud - okazało się, że w kieszeni miał swojego smartfona, z którego korzystał na co dzień w Stanach Zjednoczonych. "Włączyłem międzynarodowy roaming i ledwo udało mi się złapać zasięg" - wspominał Amerykanin. Udało mu się umieścić alarmujący post na swoim profilu na Facebooku, o prostej treści: " Pomocy. Jestem w niebezpieczeństwie. Wezwijcie policję".

lyth1

Pomogli znajomi z Facebooka

Mikey od dawna utrzymywał wiele kontaktów z zapoznanymi podczas licznych podróży znajomymi za pośrednictwem serwisu. Tam też dzielił się zdjęciami i innymi materiałami z egzotycznych krajów, które odwiedzał. Post z prośbą o pomoc jako pierwsza zobaczyła Aimee Sparks, którą Mikey poznał jeszcze w 2004 roku, a z którą w 2014 roku wspólnie udali się do Nepalu. "Pracuję zdalnie i zazwyczaj mam włączonego Facebooka w trakcie - post Mikeya zobaczyłam jakieś dwie minuty po tym, jak go umieścił. Byłam zaskoczona i oczywiście przerażona. Wystraszyłam się, że ktoś go porwał, lub podał mu narkotyki" - opowiadała użytkowniczka serwisu. Dzięki możliwości wykonywania połączeń za pomocą Messengera kobiecie udało się porozmawiać chwilę z Lythcottem. "Był bardzo zdezorientowany, nie do końca umiał powiedzieć, gdzie aktualnie przebywa, wspominał tylko o lesie. Dodawał też, że za chwilę rozładuje mu się telefon. Fantastycznie, że udało nam się w ogóle połączyć, wiele osób, które zobaczyły jego post nie były do końca pewne, czy to nie żart kogoś, u kogo logował się po prostu na komputerze. Nie byli pewni, czy reagować" - tłumaczyła Aimee. Ponieważ trzeba było ustalić lokalizację poszkodowanej pary, Aimee poprosiła kolegę o przesłanie jej w aplikacji przypiętej lokalizacji. 

insta

Użytkownicy podawali sobie informację dalej

W akcję ratunkową włączyło się wielu użytkowników. Znajoma z Vancouver zaczęła telefonować do swoich znajomych w Indonezji z prośbą o pomoc. Inny użytkownik z Los Angeles ustalił dokładniejszą, prawdopodobną lokalizację pary dzięki internetowym mapom i otrzymanej pinezce. Znajomy z Holandii powiadomił z kolei policję na Bali. Jeszcze inna osoba, mieszkająca w Pradze umieściła numery do konsulatu. Zawiadomiony o sytuacji konsul dodzwonił się do Lythcotta. "Powiedział, że pomoc jest w drodze, ale muszę mu pomóc nas odnaleźć. Zdążyłem tylko powiedzieć, że prawdopodobnie znajdujemy się w pobliżu hotelu, który figurował obok przypiętej lokalizacji, którą wysłałem wcześniej Aimee. Potem telefon mi padł, a w dodatku czułem, że powoli tracę przytomność" - Lythcott nie był wcale pewien, czy pomoc dotrze do nich na czas, tak jednak powtarzał rannej Stacey, aby się nie bała. Mieli jednak wiele szczęścia - w przeciągu 3-4 godzin usłyszeli głosy szukających ich ratowników i udało im się ich zawołać. Zostali przetransportowani do najbliższego szpitala, jednak obrażenia, które odnieśli, były zbyt duże, aby mogli być tam leczeni. W szpitalu przebywali aż do 3 września. "Mikey mi naprawdę zaimponował. Spontanicznie ruszył na Bali, aby się ze mną spotkać. Kto wiedział, że to będzie aż tak szalona przygoda! Podróżowanie potrafi być ryzykowne i czasem lekko przerażające, ale nie ma mowy, aby któreś z nas przestało to robić. W trakcie wyjazdów poznajesz tylu inspirujących ludzi, od których można się wiele nauczyć. Ten tragiczny wypadek przypomniał nam, ile takich osób mieliśmy okazję już poznać i jak to wpłynęło na nasze życie. Bez technologii i przyjaciół nie przetrwalibyśmy. Gdyby nie ludzie, których kiedyś spotkaliśmy na swojej drodze, kto wie, co by się z nami stało" - podsumowywała Eno.

eno fot. Go Fund Me/ Stacey Eno

Jak dodaje, ich największym obecnym wyzwaniem jest opłacenie wysokich kosztów leczenia poza granicami własnych krajów. Tu jednak znowu liczą na wsparcie technologii - aby uzbierać środki na pokrycie rachunków medycznych, rozpoczęli kampanie crowdfundingowe. 

Wy też możecie pomóc Eno i Lythcottowi. 

RadioZET.pl/źródło;CNNTravel/AG

Oceń