Rape Day: gra, w której krzywdzi się kobiety. „Skoro w grach można mordować, to czemu nie gwałcić?” [AKTUALIZACJA]

07.03.2019 15:30

„Rape Day” to kolejna gra, która budzi olbrzymie kontrowersje i rodzi pytania o nawoływanie do przemocy w świecie komputerowej rozrywki. Czy gra, w której można gwałcić kobiety, powinna zostać dopuszczona na rynek? Jej twórca broni się w niekonwencjonalny sposób. Gra ma rzekomo trafić do „4% społeczeństwa, które stanowią socjopaci”. Gratulujemy wymyślnej strategii marketingowej! Jest już decyzja Valve o niedopuszczeniu gry na platformę Steam.

Rape Day: gra, w której krzywdzi się kobiety. „Skoro w grach można mordować, to czemu nie gwałcić?” [AKTUALIZACJA] fot. Desk Lamp (Steam)

Rape Day: gra, w której można gwałcić kobiety

O tej grze mówią wszyscy – „Rape Day” to tytuł, w którym wcielamy się w postać, która bez żadnych skrupułów morduje i gwałci kobiety w niemniej uroczych okolicznościach apokalipsy z udziałem krwiożerczych zombie. Choć na rynku nie brakuje oryginalnych, a nawet czasem absurdalnych gier wideo, nie oznacza to, że nie powinny istnieć pewne granice, których nie wolno przekraczać. Dużym producentom gier nie trzeba o tym na szczęście przypominać, nawet jeśli ich poprawność polityczna pod tym względem nie wynika jedynie ze szlachetnych pobudek. Jednak niezależni twórcy gier coraz częściej sięgają po środki, które pomagając zdobyć grze rozgłos, wypaczają sens takiej formy rozrywki. Trudno uznać możliwość gwałcenia kobiet w grze za formę „rozładowania napięcia w bezpiecznych warunkach wirtualnej rzeczywistości”. Tego typu tłumaczenia pojawiały się już zresztą wcześniej, m.in. jako próba wyjaśnienia zagadkowego upodobania użytkowników do wyrafinowanych morderstw postaci w popularnej grze komputerowej „The Sims”. Niestety tego poziomu braku dosłowności w „Rape Day” niejakiego Desk Lamp nie doświadczymy. Zabranie wirtualnej postaci schodów od drabinki basenowej dziwnie blednie przy graficznych scenach realistycznie wyglądających, brutalnych gwałtów. 

„Rape Day” może pojawić się na polskim Steamie

Miejmy jednak nadzieję, że zdrowy rozsądek zwycięży i gry tam nie uświadczymy. Twórca „Rape Day” aktualnie oczekuje na decyzję Valve o tym, czy gra zostanie usunięta z platformy Steam, przy czym już zdążył ponarzekać, że zajmuje to „więcej czasu niż zwykle”. 

Rzeczywiście, kto mógł przewidzieć ewentualne kontrowersje, wpisując w rubrykę opisu gry zwykłe: „W grze możecie gwałcić i mordować podczas apokalipsy zombie”. 

Jest też już oficjalna decyzja firmy - gra nie zostanie dopuszczona na platformę Steam. "Po gruntownym sprawdzeniu samej gry i towarzyszącej jej komunikacji doszliśmy do wniosku, że jej obecność na platformie Steam grozi nieprzewidzianymi konsekwencjami, które mogą okazać się kosztowne zarówno dla nas jak i społeczności graczy. W związku z tym zdecydowaliśmy, że 'Rape Day' nie zostanie na nią dopuszczona" - krótko podsumowało swoją decyzję Valve w oficjalnym komunikacie.

Przemoc w grach komputerowych

Przemoc w grach komputerowych razi coraz mniej. Zarzuty o przesadną histerię w odniesieniu do „Rape Day” są w tym wypadku kompletnie niesłuszne. Gdyby chodziło o sceny, do których świat wirtualnej rozrywki niejako już nas przyzwyczaił, nikt pewnie nie zawracałby sobie głowy kolejnym tytułem tego typu. A jednak kultura gwałtu ma się nadal zdecydowanie zbyt dobrze, abyśmy mogli pozwolić sobie na zignorowanie propagowania jej w tak otwarty sposób.

rape

Podobne kontrowersje towarzyszyły zresztą innej grze, która też próbowała żerować na najniższych ludzkich instynktach. W tytule „Jesus Strikes Back” wcielić można się było m.in. w Hitlera czy Jezusa, a do głównych zadań należało wyłapywanie „groźnych” homoseksualistów i wymyślne sposoby ich eliminacji. Dopracowane sceny strzałów prosto w tył głowy, szczególnie do członków wciąż represjonowanych społecznie grup nigdy nie powinny zostać zaakceptowane, nawet jeśli nie rozgrywają się w rzeczywistości. Tym bardziej nie przekonują nas argumenty twórcy gry, który powołuje się na wyniki badań, według których przemoc stosowana w grach komputerowych nie grozi próbami odtwarzania jej w prawdziwym świecie. Nie chodzi bowiem o to, że gracz po skończonej rozgrywce rzeczywiście ruszy na ulicę w poszukiwaniu najbliższej kobiecej ofiary, ale o to, że dając przyzwolenie na wydawanie takich gier, wspieramy mylny pogląd, że „każda kobieta trochę lubi być gwałcona”...

rapeday2

A powielanie takich wzorców u następnych pokoleń jest zwyczajnie strzałem we własne kolano. „Jeśli w grach można mordować, to czemu nie można gwałcić?” – tego retorycznego chyba w swojej naturze pytania twórcy „Rape Day” raczej nawet nie trzeba już komentować. Żenujące metody sprzedaży na hasła typu „gra dla 4% społeczeństwa, czyli socjopatów” nawet nie zasługują na uwagę.

Kto też jest przeciwny wypuszczeniu „Rape Day” na rynek, ten może podpisać petycję Change.org w tej sprawie. Od wczoraj udało się zebrać już 832 podpisy!

rape day

RadioZET.pl/AG

WARTO WIEDZIEĆ:  Napadł na studentkę w Łodzi, twierdzi, że nic nie pamięta. Są zarzuty i areszt dla 29-latka 

Oceń