Udawał, że dziewczyna wystawiła go w walentynki, aby nie płacić za posiłek. Żart stał się viralem

19.02.2019 17:14

Internetowe "pranki" niejedno mają imię, dlatego bloger Stephen Bosner w ostatnie walentynki postawił na oryginalność. Przez cały wieczór udawał, że umówiona randka wystawiła go w Święto Zakochanych, aby nie musieć płacić za posiłek w eleganckiej restauracji. Całą sytuację na bieżąco relacjonował na Twitterze, ku uciesze fanów, którzy docenili żart w pełni. Obsługa lokalu to jednak już inna historia...Czy darmowy stek był tego wart? Oceńcie sami!

Udawał, że dziewczyna wystawiła go w walentynki, aby nie płacić za posiłek. Żart stał się viralem fot. Shutterstock

Jak nie płacić za obiad w wykwintnej restauracji? Ten bloger znalazł sposób

Stephen Bosner ma 27 lat i jeszcze nie znalazł swojej "drugiej połówki", jednak samotne spędzanie czasu w Walentynki jakoś nigdy nie sprawiało mu problemu. Tym razem bloger uznał jednak, że kolejny maraton ulubionego serialu można przełożyć na inną okazję, a zamiast tego wykorzystać Święto Zakochanych, aby zdobyć...darmowego steka. 

Bosner zamówił stolik dla dwojga w jednej z  restauracji w mieście, po czym udawał, że został wystawiony przez dziewczynę, z którą się umówił. Całą sytuację na bieżąco relacjonował na Twitterze, nadając jej mocno komediowy charakter. Aby nadać zdarzeniu autentyczności w oczach obsługi lokalu zamówił dla swojej nieistniejącej dziewczyny kieliszek chardonnay, a ze sobą przyniósł torbę wypchaną papierami, która miała udawać przygotowany wcześniej upominek dla ukochanej.

Żart stał się viralem

Udając coraz bardziej smutnego i zrezygnowanego Bosner dopijał kolejne kieliszki wina, wprawiając w tym w niemałe zakłopotanie nie tylko obsługę lokalu ale i gości zajmujących stoliki obok. Jak łatwo się domyśleć, przeważały wśród nich szczęśliwe pary, które zdawały się współczuć "wystawionemu" blogerowi.

Bosner posunął się nawet do nagrania wiadomości głosowej, rzekomo kierowanej do "Katherine", jak nazwał swoją zmyśloną randkę. Nagranie na Twitterze obejrzało już ponad 118 tys. osób.

W końcu bloger doczekał się jednak tego, na czym mu zależało. Tuż przed zamknięciem lokalu jedna z par, która również postanowiła spędzić tam Walentynki zapłaciła rachunek Bosnera, w ramach "czegoś na pocieszenie". Na wysokości zadania stanęła także obsługa - kelnerzy zostali specjalnie jeszcze ponad pół godziny po zamknięciu, aby bloger mógł skończyć swój darmowy posiłek, składający się z potężnego steka. Czy prankstera dopadły potem wyrzuty sumienia? Trudno powiedzieć, jednak wśród komentarzy poza dowodami uznania najczęściej powtarzały się właśnie krytyczne głosy przypominające, że każdy żart ma swoje granice, a wykorzystywanie czyjejś życzliwości podczas gdy wypełnia swoje obowiązki nie ma usprawiedliwienia. Trudno się z tym nie zgodzić ale przyznajemy - sama historia jest całkiem zabawna. Ktoś chętny, aby przetestować to w przyszłym roku? Co do Bosnera, nie martwcie się, zdążył się już zrehabilitować, wpłacając 70 dolarów na konto wybranej fundacji. Sam lokal zaproponował mu za to darmowy kupon na następną randkę, o ile tym razem rzeczywiście przyjdzie razem z blogerem. To się nazywa szczęśliwe zakończenie!

RadioZET.pl/źródło:Mashable;WashingtonPost/AG

Oceń