Słuchaj
Mateusz Ptaszyński, Marcin Sońta
Aga Kołodziejska
Damian Michałowski, Ewelina Pacyna
Marcin Łukasik
Redakcja Radia ZET
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

Andzia i ja, czyli rzecz o jamajskiej marihuanie [Relacja z podróży]

04.03.2019 12:08
xxx zet

Często myślimy stereotypami. Jamajka to Bob Marley i trawka. Ale Jamajka to naprawdę Bob Marley i trawka.

Jamajka fot. Shutterstock

Poza tym Karaiby pełną gębą. Piasek na plaży jest tak jasny, że aż razi, a woda tak turkusowa jakbyś miał w oczach instagramowe filtry… I czasem tylko ten turkus wody zamieniasz na zieleń plantacji. I przeżywasz szok. Osobiście byłam na dwóch plantacjach konopi indyjskich i za każdym razem zbierałam szczękę z podłogi. Dlaczego?

Przyleciałam na Jamajkę z kraju, w którym za posiadanie czy uprawę idzie się siedzieć. Z kraju, w którym na pytanie o legalizację słyszy się: „zalegalizować marihunanen? W żadnym wypadku! A komu to potrzebne?”

W Polsce marihuana jest nielegalna od 1997 roku, wcześniej nawet nie funkcjonowała w żadnym akcie prawnym. Na Jamajce też nie do końca jest legalna. Inaczej: nie jest legalna, ale nie jest też nielegalna. Jest zdekryminalizowana. Możesz dostać mandat, ale nie musisz, wolno Ci mieć 5 roślinek na użytek własny, ale jak wchodzisz na plantację do Zippo i widzisz ze 300 półtorametrowych krzaków, to zastanawiasz się, jak dużą rodzinę ma Zippo? Nie ma opcji, żeby plantacje, na które odwiedziłam, były legalne. Mimo to nikt nie miał nic przeciwko, bym filmowała i robiła zdjęcia, a za drobny napiwek jeden z chłopaków Zippo chętnie mnie oprowadził, wszystko objaśnił, a potem jeszcze zaprosił na wspólne palenie. Sativa czy indica? Ty wybierasz drogi gościu.  

Wiecie, w jakim momencie przeżyłam największy szok i nie mogłam uwierzyć własnym oczom? Kiedy na jedną z plantacji zabrała mnie Polka, żona najprawdziwszego jamajskiego rastamana i mama małej Ashanti. Trzylatka najpierw spytała, czy są tu krokodyle, na co nasz przewodnik rezolutnie odpowiedział, że nie o tej porze roku (!!! Aha, czyli o innych porach roku może Cię tu zeżreć jakieś wielkie bydlę!!!)…a zaraz potem wypuściła się w sam środek gigantycznej plantacji, zaczęła sobie podśpiewywać, zrywać listki i bawić się ze mną w chowanego. Umysł kobiety, dla której najbardziej egzotyczną plantacją do tej pory była plantacja rzepaku po prostu nie mógł pojąć, co się dzieje. Ale na Jamajce to całkowicie normalne. Przecież uprawa konopi i palenie marihuany to część drogi, którą podąża ruch Rastafari.

Na Jamajce pali prawie każdy. Tak jak my zaczynamy dzień od kawy, tak oni zaczynają od jointa. Charakterystyczny zapach unosi się wszędzie, w każdym zakątku wyspy, nie sposób od niego uciec. Nie palą tylko (wiem, że nie uwierzycie) Polacy, którzy się tam przeprowadzili. Ja wierzę. Kiedy coś przestaje być tabu i zaczyna być dostępne na wyciągnięcie ręki, przestaje też być tak bardzo atrakcyjne. Poza tym Polacy robią tam biznesy. Muszą jakoś zarabiać i z czegoś żyć. Na wiecznym haju pracuje się raczej mało efektywnie.

No właśnie, haj czy medytacja? Palenie bywa na Jamajce uroczystą ceremonią. Jamajczycy są świadomi, że substancje odurzające istniały jeszcze zanim człowiek stworzył system legislacyjny, więc są zaskoczeni faktem, że marihuana jest w wielu krajach nielegalna. Postrzegają ją jako substancję otwierającą umysł. Niemniej jeśli spytacie mnie, jak mi się rozmawiało czy dyskutowało o ważkich problemach ludzkości z upalonymi Jamajczykami, to odpowiem: jak z Kowalskim po 0,5 l wódki. Z jedną różnicą. Nigdy nie widziałam nikogo agresywnego po trawce. A po 0,5 l wódki już tak. Jak mówią Jamajczycy: „Yah Mon” i „Jamaica no problem”

Peace and Love, Bracia i Siostry!

___

Agnieszka Kołodziejka - Radio Zet

Oceń
Tagi