Co warto wiedzieć przed podróżą na Sri Lankę?

04.10.2018 01:07

Sri Lanka to piękna, rajska wyspa leżąca niedaleko Indii. Uwodzi wspaniałą roślinnością, egzotycznymi zwierzętami, pysznym jedzeniem i serdecznymi, wiecznie uśmiechniętymi mieszkańcami. 

Sri Lanka fot. Sebastian Karbarczyk

Intensywne kolory i zapachy (kadzideł, cynamonu i curry), gorące, wilgotne powietrze i uśmiechnięci ludzie – tak powitała nas Sri Lanka. Wylądowaliśmy na lotnisku pomiędzy Kolombo a Negombo w połowie lipca. Teoretycznie poza sezonem (w lipcu i sierpniu w południowo-zachodniej części kraju jest pora deszczowa), ale wcale nas to nie zniechęciło. Po pierwsze, sprawdziliśmy średni poziom opadów z ostatnich kilku lat w tym okresie (niewiele się różnił od pory suchej). Po drugie, nie rezerwowaliśmy z wyprzedzeniem noclegów (prócz dwóch pierwszych w Kolombo), więc w każdej chwili mogliśmy zmienić plany i zamiast na południe pojechać na wschodnie wybrzeże wyspy.

Sri Lanka – gdzie najlepiej pojechać?

Ta piękna wyspa ma wiele do zaoferowania, a wybór miejsca odpoczynku zależy od naszych preferencji. Jeśli chcemy odpocząć nad oceanem, na pięknej plaży otoczonej palmami kokosowymi, a popołudniami pozwiedzać ciekawe świątynie lub zobaczyć żółwie morskie, to polecam zachodnie i południowe wybrzeże Sri Lanki. Jeśli ktoś uprawia sporty wodne, a wieczorem lubi spędzić czas w dobrym towarzystwie, to powinien pojechać na wschodnie wybrzeże. Osoby, które chcą poznać faunę i florę tego kraju, mogą wybrać się na safari po jednych z wielu w tym kraju parków narodowych. Wielbiciele herbaty – odnajdą się w środkowej części kraju, w górach w okolicach Elle, Haputale, Nuwara Elija. Entuzjaści starożytności będą dobrze się czuć w trójkącie kulturalnym Sri Lanki, czyli w okolicach miast Pollonaruwa, Dambulla i Anuradhapura. Osoby interesujące się czasami kolonializmu lub współczesną historią znajdą wiele ciekawych miejsc do zwiedzania na północy kraju, w Dżafnie.

sr pola herbaciane 2

Na zdjęciu: Pola herbaciane w drodze na Ella Rock/ fot. Sebastian Karbaczyk

My wybraliśmy formę objazdową i przez ponad trzy tygodnie na Sri Lance przejechaliśmy ponad 1000 km i zatrzymaliśmy się w 8 miejscach. Noclegi rezerwowaliśmy z dnia na dzień, głównie przez booking.com. Zachodnia, południowa i środkowa część tego kraju jest najbardziej popularna wśród turystów, więc jest tam rozbudowana infrastruktura turystyczna. Jest wiele miejsc noclegowych w bardzo przystępnych cenach (my za pokój dla 4 osób płaciliśmy około 100 zł, ale można było znaleźć coś tańszego). Natomiast o wiele gorzej jest na północy kraju, gdzie jeszcze do 2009 r. toczyły się walki pomiędzy ugrupowaniem Tamilskie Tygrysy a lankijskim wojskiem. Tam jest niewiele miejsc noclegowych, a więc ceny są też o wiele wyższe. Podobnie jest we wschodniej części kraju.

Lankijczycy wciąż jeszcze odbudowują kraj po tsunami z 2014 r. W niektórych rejonach wciąż widać, jak ogromne spustoszenie zrobił ten żywioł.

Przeczytaj także: Sri Lanka: dlaczego warto odwiedzić wyspę? [PRZEWODNIK]

Jak można zwiedzać Sri Lankę?

Sri Lankę można zwiedzać na wiele sposobów. Wszystko zależy od funduszy, jakie mamy na tę wyprawę oraz od indywidualnych preferencji. Można wynająć samochód z kierowcą, który podczas pobytu będzie pełnił też funkcję przewodnika i organizatora wycieczki. Bardzo często widzieliśmy przy hotelach czy hostelach informacje o pokojach dla kierowców. Dostają oni darmowy nocleg (lub za niewielką opłatą) w zamian za to, że przywożą do tych miejsc „swoich” turystów.

Można przyłączyć się do innych podróżnych, którzy mają podobny do nas plan podróży, i wynajętym busem podróżować od miasta do miasta. Różnica pomiędzy wynajęciem samochodu z kierowcą a podróżowaniem busem polega na tym, że przemieszczacie się z punktu A do punktu B, ale resztę atrakcji musicie zorganizować sobie sami.

Można też wynająć samochód (o ile mamy prawo jazdy międzynarodowe), ale ta opcja jest dla osób o mocnych nerwach. Po pierwsze, na Sri Lance obowiązuje ruch lewostronny, po drugie na drogach (zwłaszcza w miastach) obowiązuje prawo silniejszego. Ruch uliczny jest bardzo chaotyczny i turyście z krajów europejskich jest się tam bardzo trudno odnaleźć. 

My jednak wolimy podróżować, korzystając z tych samych środków komunikacji, co mieszkający na tej wyspie ludzie. Tylko tak możemy poznać ich zwyczaje, mentalność, porozmawiać (nic tak nie zacieśnia więzi, jak wspólna podróż autobusem bez klimatyzacji :)).

sr pociag

Na zdjęciu: Typowy lankijski pociąg/ fot. Sebastian Karbaczyk

Sri Lanka jest bardzo dobrze skomunikowana. Ma całkiem dobrze rozbudowaną linię kolejową, dzięki czemu kraj można zwiedzać pociągiem, podróżując z północy na południe, ze wschodu na zachód. Ceny biletów kolejowych zależą od klasy wagonu. Najtańsze są bilety klasy trzeciej (cena zależy od kilometrów, ale maksymalnie to kilkanaście złotych), najdroższe są wagony z oknami panoramicznymi (przeznaczone właściwie tylko dla turystów) – w tym przypadku cena jest stała około 1000 lankijskich rupii (LKR). W przeliczeniu na złotówki to około 21 zł. Bardzo często zdarzało się, że kasjerzy na dworcu nie chcieli nam sprzedać biletów do wagonów trzeciej klasy, bo uznawali, że turysta z zachodu nie jest w stanie (bez klimatyzacji, w zatłoczonym wagonie) przetrwać podróży. Przy czym, klimatyzacja w pociągach na Sri Lance to zwykle… otwarte okno i wiatraczki przyczepione do sufitu. 

Warto pamiętać, by bilety na pociąg (zwłaszcza na dłuższe trasy) kupować z wyprzedzeniem – w dniu odjazdu pociągu biletów może już nie być. My zwykle robiliśmy to w dniu przyjazdu do danej miejscowości.

Podróż pociągiem po Sri Lance ma – oprócz niskich cen – jeszcze jedną zaletę. Można z niego podziwiać przepiękne widoki i podglądać życie zwykłych ludzi. Tory kolejowe dają pracę – można pracować na kolei, można sprzedawać przekąski i napoje podróżnym, można też tuk-tukiem przewozić podróżnych z bagażami do hostelu lub wynająć im pokój na kilka dni, dlatego wiele rodzin buduje swoje domy w pobliżu torów. Każdy przejazd pociągu jest wydarzeniem, zwłaszcza gdy są w nim turyści (od machania bolały nas ręce).

sr autobus

Na zdjęciu: Typowy lankijski autobus - można nim podróżować na krótkich i długich dystansach, ale w tym ostatnim przypadku jest to bardzo niewygodne/ fot. Sebastian Karbaczyk 

Tam, gdzie nie dociera pociąg, jeżdżą autobusy i busy. Ceny biletów też są niskie (góra kilkanaście złotych i to na naprawdę na dalekich trasach). Trochę wyższe są ceny biletów w autobusach z klimatyzacją (taką prawdziwą), ale nimi jeżdżą głównie lepiej sytuowani Lankijczycy oraz turyści. Podróżowanie w ten sposób dostarcza niezwykle dużo emocji. Po pierwsze, bilety kupuje się u asystenta kierowcy, który chodzi od pasażera do pasażera i pobiera opłaty. Po drugie, widok turysty w takim pojeździe jest na tyle rzadki (przynajmniej poza sezonem), że jest on atrakcją dla wszystkich podróżujących. Bardzo często pytali nas, czy mogą sobie z nami zrobić zdjęcie, dotykano naszej skóry i włosów. Wszyscy też – bez względu na stopień znajomości języka angielskiego – czuli się w obowiązku porozmawiać z nami, a czasem proponowali nocleg (niedrogi!) w swoim domu. Po trzecie, stan techniczny takich autobusów był, delikatnie pisząc, tragiczny, za to fantazja kierowców na drogach niczym (zwłaszcza przepisami) nieograniczona. Po czwarte, wsiadanie i wysiadanie z takiego pojazdu również stanowiło niemałą atrakcję – zwykle robiło się to w biegu, podczas jazdy (kierowca jedynie zwalniał przy przystankach).

Dodatkową atrakcją w autobusach komunikacji publicznej – o której koniecznie trzeba wspomnieć – są dekoracje i muzyka. Ta ostatnia to uwielbiane przez większość disco w stylu bollywoodzkim i obrazki świętych (hinduskich, buddyjskich i… chrześcijańskich) w części dla kierowców.

Te wszystkie elementy sprawiały, że sama podróż była jednym z najciekawszych elementów naszej wyprawy.

Gdzie i co najlepiej jeść na Sri Lance?

Sri Lanka jest rajem dla wegetarian i wegan, bo większość potraw jest bezmięsnych. Owoce i warzywa są tam bardzo tanie i w ciągłej sprzedaży. Sok z mango w przeliczeniu na złotówki kosztuje około 2-3 złote, podobnie sok z czerwonego kokosa czy małych lub czerwonych bananów.

sr jedzenie

Na zdjęciu: Typowe danie lankijskie Rice&Curry

Kuchnia Sri Lanki to mieszanka azjatyckich smaków: kuchni indyjskiej, chińskiej i tajskiej. Najbardziej znaną potrawą w tym kraju jest curry z ryżem (Rice&Curry), zwykle podawane na liściach bananowca (nie trzeba ich myć i są organiczne). Lankijczycy jedzą prawą ręką (lewa przeznaczona jest do innych, mniej higienicznych czynności). Jednak turystom podawane są łyżki, chyba dlatego, by nie ubabrali wszystkiego dookoła. Ryż podawany jest oddzielenie, sosy curry z różnymi warzywami (można również zamówić z rybą lub kurczakiem) również są w oddzielnych pojemniczkach. Wszystkie ostre, niektóre piekielnie ostre (czasem turysta płakał, gdy jadł). Dodawany jest do niektórych posiłków papadam, czyli smażony w głębokim oleju cienki i chrupki naleśnik indyjski. Koszt takiego dania to jakieś 200-300 LKR, czyli jakieś 4,5-6,5 zł. Oczywiście w restauracjach typowo turystycznych ta cena może być znacznie wyższa. 

Inną popularną wśród turystów potrawą jest Kottu Roti, czyli danie z warzyw z dodatkiem jajka lub mięsa, przypraw oraz placka rotti. Wszystkie składniki są szatkowane przez kucharza – jest to wyjątkowy spektakl sztuki kulinarnej – i w takiej formie podawane do jedzenia. Koszt jest podobny do ryżu z curry.

Dużą popularnością cieszą się tu owoce morza (i są też niezwykle tanie), ale my nie jemy mięsa, więc nie mieliśmy okazji (i chęci) tego typu dań spróbować.

Lankijczycy żyją z turystów, więc – jeśli jest taka potrzeba – zrobią burgera, spaghetti czy steka, ale… zwykle te potrawy są bardzo niesmaczne. Oczywiście w miejscach popularnych turystycznie (np. w Elle, Kolombo czy Kandy) są restauracje specjalizujące w kuchni zachodniej, ale my je zwykle omijaliśmy szerokim łukiem. Dlaczego? Bo w czasie naszych podróży trzymamy się bezwzględnie jednej zasady: jemy to, co lokalni mieszkańcy i tam, gdzie oni. Wtedy mamy gwarancję, że jedzenie jest świeże i smaczne, a ceny przyzwoite. W lokalach dla turystów (zwłaszcza poza sezonem) takiej gwarancji nie mamy. Stosowanie się do tej zasady bez żadnych wyjątków sprawia, że podczas podróży nigdy nie mieliśmy żadnych problemów ze strony układu pokarmowego. Ale – muszę przyznać – jedzenie w niektórych lokalnych jadłodajniach wymaga wyjścia poza sferę komfortu. Nie wchodząc w szczegóły, Lankijczycy i Europejczycy mają inne standardy czystości. My jedliśmy tam, gdzie... nie przyklejaliśmy się do krzeseł i to było jedyne kryterium wyboru miejsca.

sr sniadanie

Na zdjęciu: Typowe lokalne śniadanie/ fot. Sebastian Karbaczyk

Warto tu również wspomnieć o śniadaniach. Zwykle w hotelach i hostelach jest możliwość wyboru pomiędzy tradycyjnym posiłkiem lankijskim a europejskim. To pierwsze trzeba zamówić z jednodniowym wyprzedzeniem (lub zrezygnować z hotelowego jedzenia i udać się do jakiejś lokalnej knajpki, gdzie takie dania są serwowane codziennie). Śniadanie europejskie to zwykle grzanki z chleba tostowego, dżem z mango, kiełbaski (dla mięsożerców), jajka sadzone oraz owoce. Do picia kawa, herbata lub soki. Po prostu kulinarna nuda!

Tam, gdzie była taka możliwość, prosiliśmy o śniadanie lokalne, czyli na przykład naleśniki z mąki pszennej lub kukurydzianej z dodatkiem prażonych wiórków kokosowych (coconut rotti), ewentualnie z warzywnym lub rybnym curry. Bardzo smaczne były też smażone placki z mąki ryżowej (hoppersy) podawane na słono z jajkiem lub na słodko z miodem oraz jogurtem. Ich odmianą były placuszki w kształcie gniazd (string hoppers) z farszem z curry. Do każdego posiłku zawsze dodawane były owoce (banany, arbuzy, melony lub ananasy).

Toalety na Sri Lance…

Są praktycznie w każdym lokalu z jedzeniem, na dworcach i… są utrzymane we względnej czystości. Przyznam, że byłam mocno zdziwiona, że nie śmierdzi w nich moczem. Na pewno mają na to wpływ nawyki higieniczne Lankijczyków. Nie używają oni papieru toaletowego (choć dla turystów robią wyjątek :)) – podmywają się za pomocą węża prysznicowego zamontowanego tuż przy toalecie lub kubełka z wodą. W miejscach turystycznych są klasyczne toalety, jednak w miejscach mniej turystycznych i w pociągach są… toalety na tzw. narciarza.

Lankijczycy przykładają ogromną wagę do czystości ciała, więc wszędzie są umywalki i mydła, by można było umyć dłonie.

Noclegi na Sri Lance

Tak jak wspominałam wcześniej, najlepsza oferta noclegowa jest w zachodnio-południowej oraz środkowej części kraju. Można tu znaleźć pokoje na każdą kieszeń. Najtańsze są noclegi w hostelach, w pokojach kilkuosobowych, a także w prywatnych domach. Niestety nierzadko pozostawiają one wiele do życzenia. Zimna woda pod prysznicem, zatęchła pościel... My wybieraliśmy noclegi w kwocie około 100 zł dla 4 osób (na głowę wychodziło około 25 zł). W tej cenie były zwykle europejskie śniadania (za lokalne trzeba było dopłacić), ciepła woda pod prysznicem i czysta pościel z ręcznikami (jeśli ktoś lubi z nich korzystać). 

taras

Na zdjęciu: Jedna z naszych kwater niedaleko Elle/ fot. Sebastian Karbaczyk

Rezerwując noclegi, warto patrzeć nie tylko na cenę, ale również na oceny i opinie innych podróżujących. To pomoże nam uniknąć ewentualnych kłopotów. Zwykle bardzo dokładnie czytaliśmy informacje na temat naszych potencjalnych gospodarzy, ale i nam zdarzyła się zabawna wpadka. Gdy byliśmy w górach, w okolicach Elle, wynajęliśmy nocleg z przepięknym widokiem z tarasu. Miejsce nas zachwyciło – cisza, spokój, tylko od czasu do czasu przejeżdżały w oddali pociągi... Wydawało się, że trafiliśmy do raju. Niestety okazało się, że codziennie rano czekała nas pobudka – nasz domek stał niedaleko szkoły, gdzie w głośników od 6.00 rano była puszczana głośna muzyka, później słychać było modlitwy dzieci (w szkole dzieci modlą się do Buddy i składają ofiary). Cisza zapadała dopiero około 8.00, ale o spaniu już nie było mowy. 

Zawyżanie cen i naciąganie…

Gdy pytałam osoby, które były na Sri Lance, co im się nie podobało w tym kraju, większość odpowiadała, że naciągacze i podwójne standardy cenowe (inne ceny są dla lokalsów, inne dla turystów).

Rzeczywiście na Sri Lance są inne ceny dla turystów, inne dla lokalnych mieszkańców. Dotyczy to nie tylko atrakcji turystycznych, ale również biletów autobusowych, podróży tuk-tukiem czy jedzenia. Jednak mnie ta kwestia nie bulwersuje ani nie dziwi. Dysproporcja pomiędzy zarobkami Lankijczyków i Europejczyków jest bardzo duża, a różnice w cenie – choć znaczące – to i tak dla nas śmiesznie niskie. Dla przykładu: Lankijczyk za podróż autobusem zapłaci 20 LKR, a turysta 50 LKR. W przeliczeniu na złotówki to odpowiednio 40 groszy i 1 zł. Podobnie jest w przypadku przekąsek, które można kupić od ulicznego sprzedawcy, Lankijczyk zapłaci za samosa 20 groszy, my 60 groszy. Różnica jest, ale czy warto o takie sumy kruszyć kopie?

sr sigiriya

Na zdjęciu: Widok ze skały Pindurangala na Sigiriyę/ fot. Sebastian Karbaczyk

Oczywiście trochę inaczej wygląda sprawa biletów do różnych atrakcji. Na przykład w Anuradhapurze za jednodniowe zwiedzanie trzeba było zapłacić 30 dolarów za osobę, podobnie, aby wejść na skałę Sigiriyę. W każdej takiej sytuacji rozważałam, czy taki wydatek jest konieczny – za bilet potrzebny do zwiedzania Anuradhapury zapłaciłam (było warto), a z wchodzenia na Sigiriyę zrezygnowałam. Wybrałam inną opcję, czyli wejście na skałę Pindurangalę, z której roztaczał się równie piękny widok. Za bilet zapłaciłam jedynie 5 dolarów.

Podobnie jest z wjazdem na teren parku narodowego. Możemy zapłacić 30-40 dolarów od osoby za udział w safari i zobaczyć słonie, krokodyle i inne egzotyczne zwierzęta lub zaoszczędzić te pieniądze, podglądając życie makaków, których jest na tej wyspie mnóstwo.

sr tuk tuk

Na zdjęciu: Tuk-tuk wśród pól herbacianych/ fot. Sebastian Karbaczyk

Jeśli chodzi o kierowców tuk-tuków, to przyznam, że nigdy nie zostałam oszukana. Po prostu ustalałam cenę, zanim wsiadłam do środka i zawsze miałam przy sobie odliczoną kwotę (po pewnym czasie wiedziałam, ile taki kurs może mnie kosztować). Gdy uważałam, że cena jest za wysoka, to rezygnowałam z kursu, dziękując panu za rozmowę. To zawsze działało – kierowcy widząc, że jestem wobec nich grzeczna, traktowali mnie podobnie i albo dochodziliśmy do porozumienia, albo rozchodziliśmy się każdy w swoją stronę.

Dla niektórych irytujące może być zachowanie kierowców tuk-tuków namawiających do przejażdżki ich pojazdem. Mnie ono nie irytowało, bo uznałam, że to jest ich praca. Jeśli nie zapyta, nie zarobi. To proste. Jeśli nie miałam ochoty skorzystać z ich propozycji, to grzecznie odmawiałam, mówiąc, że lubię zwiedzać pieszo.

W ogóle Lankijczycy (Syngalezi oraz Tamilczycy) są niezwykle życzliwe nastawieni do turystów. Powszechne jest witanie się na ulicy, zagadywanie i prowadzenie pogawędek (czy nam się podoba na Sri Lance, skąd jesteśmy itd.). Naprawdę warto czasem przystanąć i porozmawiać, przyjąć zaproszenie na herbatę. Osobiście wolę rozmowę z lokalsami od wyścigów w zwiedzaniu atrakcji. 

sr ludzie

Na zdjęciu: Tamilowie podczas festiwalu ku czci jednego z hinduistycznych bogów/ fot. Sebastian Karbaczyk

Jaką walutę najlepiej zabrać ze sobą na Sri Lankę?

Na Sri Lance można bez problemu wyciągać pieniądze z bankomatu (oczywiście w miastach) z niezbyt wysoką prowizją. Korzystaliśmy z tej opcji dość często. Jednak wzięliśmy ze sobą również dolary (w niektórych hotelach wolą płatność w dolarach, ale to nie jest wymóg); część pieniędzy wymieniliśmy na lotnisku w kantorze, by móc zapłacić za taksówkę oraz... kartę telefoniczną. 

Warto rozważyć kupno karty lokalnego operatora telefonicznego. Dzięki temu mamy dostęp do taniego i dobrze działającego internetu komórkowego, a także możliwość wykonywania lokalnych rozmów (np. do zamawiania tuk-tuka). 

Monika Karbarczyk

Oceń