Santorini nie radzi sobie z turystami. Władze chcą wprowadzić ograniczenia

11.09.2018 09:49
xxx zet

Santorini, jedna z najpopularniejszych greckich wysp, nie może poradzić sobie z ogromną liczbą statków, które codziennie na pokładzie przywożą tysiące turystów. Burmistrz planuje wprowadzenie zakazów i limitów, ale przedstawiciele branży grożą, że bez turystów nie będzie pieniędzy.

Santorini - Oia fot. Pixabay

Coraz więcej popularnych turystycznie miejsc nie radzi sobie z nadmiarem turystów. Dokładnie taki problem dotknął Santorini - grecką wyspę położoną na Morzu Egejskim. Ma zaledwie  90 km2 powierzchni, zamieszkuje ją około 20 tys. ludzi, a w 2017 roku przyjęła ponad 5,5 mln turystów. "Za duży tłok, za dużo śmieci, za mało wody" - tak w zeszłym roku mówili mieszkańcy Santorini o skutkach napływu turystów. Problem przepełnienia dostrzegają nie tylko lokalni, ale też władze, jak i sami przyjezdni.  W szczycie sezonu Santorini jest dosłownie oblężone, a burmistrz miasta, Nikos Zoros, głośno mówi o tym, że "wyspa osiągnęła punkt krytyczny".

Santorini: ograniczenie liczby przypływających statków

Już w zeszłym roku po raz pierwszy ograniczono liczbę statków wycieczkowych i podwyższono ceny, co przynajmniej w teorii miały powstrzymać część chętnych. W praktyce wyglądało to jednak inaczej. Właśnie dlatego zapadła decyzja, by ponownie zwiększyć limit. Od początku 2019 roku do brzegów Santorini będzie mogło przypływać maksymalnie 8 tys. osób dziennie.

Jeśli statki zignorują zakaz lub przypłyną w czasie, gdy dzienny limit został już osiągnięty, będą zawracane do portu lub rozlokowywane na innych wyspach.

"

Wiele osób tutaj zarabia na statkach wycieczkowych, ale muszą coś dać od siebie. Sieć elektryczna i wodna jest na granicy wytrzymałości, ilość śmieci podwoiła się dwukrotnie w ciągu ostatnich pięciu lat – tłumaczy Nikos Zoros, burmistrz wyspy w rozmowie z „Wall Street Journal”. – Jeśli nie będziemy kontrolować tłumów, odbije się to rykoszetem i nas zrujnuje – dodał. "

Przedstawiciele branży turystycznej protestują

Jedynym przeciwnikami wprowadzenia ograniczeń dla turystów są przedsiębiorcy, dla których każdy turysta to dodatkowy zarobek. Jak podaje fly4free.pl, tylko w 2017 roku rejsy przyniosły greckiej gospodarce prawie 550 mln euro. Szacuje się, ze 15 proc. tej kwoty dotyczy właśnie Santorini.

"

- Szanujemy decyzję burmistrza, chociaż mamy poczucie, że niesłusznie obwinia się nas za problemy spowodowane przez turystów, chociaż jesteśmy głównym źródłem przychodów – oświadczyli przedstawiciele stowarzyszenia The Cruise Lines Industry. "

Obawy związane z nowymi ograniczeniami wyrazili także niektórzy właściciele nieruchomości, restauracji czy sklepów. Nikos Nomikos, prezes stowarzyszenia handlu detalicznego przyznał, że zamiast ograniczeń, chciałby, aby na wyspę przypływało jeszcze więcej ludzi.

Przeczytaj także:

• Surowy zakaz we Florencji. Za jedzenie na ulicy w centrum nawet 2100 zł mandatu

Źródło: fly4free.pl

___

RadioZET.pl/NC

Oceń
Tagi