Spacerem po Tel Awiwie. Weekend w najbogatszym mieście Izraela

27.11.2018 13:24

Pozwólcie, że zabiorę was na spacer po Tel Awiwie. Dlaczego akurat Izrael? Bo jesienią i zimą jest tam piękna pogoda, a polecieć z Warszawy, Poznania czy Krakowa na 4-5 dni można nawet za 160 PLN. Jeśli jednak oczekujecie, że w grudniu położycie się na plaży w bikini i będziecie potrzebować kremu z wysokim filtrem, to jesteście w błędzie. Mojej późno listopadowej eskapadzie towarzyszyła temperatura na poziomie 20-22 stopni Celsjusza. Wystarczająco dużo, aby wygrzać kości przed nadchodzącą polską zimą. A zatem zapraszam na wycieczkę…

Spacerem po Tel Awiwie. Weekend w najbogatszym mieście Izraela fot. A. Kołodziejska

Jesteśmy w dużym, dwupoziomowym apartamencie przy ulicy Bograshov prowadzącej prosto nad morze. Apartament ma chyba ze 150 metrów kwadratowych, świetnie wyposażoną kuchnię, 6 miejsc do spania, dwie łazienki, wielki salon i - co najważniejsze dla grupy podróżujących razem przyjaciół - bardzo duży taras na dachu z widokiem na całe miasto i częściowym widokiem na morze. Do morza mamy 700 metrów, ledwie 10 minut piechotą. Na tarasie spędzamy pierwszy i każdy kolejny wieczór. W nocy jest chłodno, ale wystarczy założyć grubszą bluzę i wypić kilka kieliszków doskonałego izraelskiego wina, żeby zrobiło się cieplej. Rano budzą nas promienie słońca… już wiemy, że nie warto się wylegiwać w łóżku, szybki prysznic i w miasto! Najpierw maleńka winda. Poprzedniego dnia wjeżdżaliśmy nią we trójkę z bagażami na dwa razy ( ciekawostka: ortodoksyjni Żydzi podczas szabatu nie mogą wykonywać żadnej pracy. Z tego powodu od zachodu słońca w piątek do zachodu słońca w sobotę wiele wind w budynkach zatrzymuje się kolejno na każdym piętrze. Wszystko dlatego, że włączenie lub wyłączenie jakiegokolwiek urządzenia, także naciśnięcie przycisku w windzie, jest uznawane za pracę ).

Wychodzimy na ulicę i od razu kierujemy się w stronę plaży. Na pierwszej witrynie punktu z usługami (chyba ksero) dwie kaczuszki... takie, jakie dzieci zabierają do wanny, są zwrócone do siebie dzióbkami i są .... tęczowe. Już wiemy, że jesteśmy w miejscu, które akceptuje wszystko i wszystkich. Tel Awiw to chyba najbardziej przyjazne środowisku LGBT miasto świata. Coroczne parady ściągają do miasta ćwierć miliona ludzi i są nie tylko świętem tej społeczności, ale także świętem wszystkich ludzi, dla których wolność jest najwyższą wartością.

Idziemy prosto ulicą Bograshov, po prawej stronie pod numerem 27 jest urocze bistro, w którym są już pierwsi miłośnicy jedzenia śniadania poza domem. Lehem Vehaverim wypieka własne pieczywo, a w menu śniadaniowym jest wszystko, czego dusza zapragnie - od muesli przez tosty po doskonałą izraelską szakszukę. Ceny co prawda urywają głowę, ale przecież jesteśmy na krótkich wakacjach. Zamawiamy i jemy niespiesznie, bo dokąd tu się spieszyć? Przy stolikach ludzie czytają poranną prasę, rozmawiają albo okazują sobie czułości, dwóch bardzo przystojnych chłopaków trzyma się za ręce... zamówili tosty z awokado. Zjadamy ze smakiem naszą szakszukę, płacimy i idziemy dalej w kierunku plaży. Przed nami przejście przez ulicę, a zaraz za nią piękna, ciągnąca się wzdłuż wybrzeża promenada. Od mariny do starego portu w Jafie promenada ma około 5 km, my lądujemy gdzieś w połowie drogi i pierwsze kroki kierujemy na plażę - chcemy sprawdzić, czy to prawda, że o tej porze roku temperatura wody jest zwykle o jeden stopień wyższa niż temperatura powietrza. To prawda. Plażą idziemy w kierunku Jafy.

Mimo że jest wcześnie, kilku wysportowanych chłopaków rozebranych do połowy gra w siatkówkę. Ktoś czyta książkę w cieniu palmy, kilka koleżanek rozkłada ręczniki, będą korzystały ze słońca… co chwilę mija nas ktoś uprawiający jogging. Spacer jest niezwykle przyjemny. Końcówka listopada, a na termometrach 20 stopni. Dochodzimy do starej Jafy, najpiękniejszej części Tel Awiwu. To miejsce o bardziej orientalnym charakterze niż reszta miasta. Jest tu słynna wieża zegarowa, dwa zabytkowe meczety, ogrody i oczywiście masa kawiarenek i restauracji.

Miłośnicy przysiadania na kawie i ciastku muszą jednak głęboko sięgać do portfela. Wizyta w Tel Awiwe to spory wydatek. Apartament kosztował nas 800 zł za dobę. Wynajęcie samochodu na 3 dni nie było drogie, 250 PLN, ale paliwo potrafi kosztować nawet 7 PLN za litr. Kurs izraelskiego szekla do złotówki to w tej chwili praktycznie 1:1. Każdy posiłek zjadany w restauracji to koszt mniej więcej 100 szekli od osoby. Jeśli bierzemy wino do obiadu, koszt niemalże się podwaja. Szakszuka kosztuje 60 szekli, szklanka świeżo wyciskanego soku z pomarańczy 20 szekli, sok z granatów 30 szekli, danie rybne lub z owocami morza około 150 szekli, kieliszek wina 20-30 szekli. Łatwo policzyć, że tanio nie jest. Oczywiście można przyjąć wersję niskobudżetową, robić zakupy w sklepie i jeść na plaży. Ale ceny produktów także zaskakują, opakowanie hummusu to koszt od 15 do 30 szekli, a półtoralitrowa woda mineralna - 7 szekli. Ci, którzy nie mogą sobie pozwolić na takie ceny, powinni spać i robić zakupy w dzielnicach arabskich.

Na zwiedzanie Tel Awiwu spacerem lub rowerem miejskim warto poświęcić około dwóch dni, podróż do Jerozolimy samochodem to 1,5 – 2 godziny, nieco szybciej będzie komunikacją miejską, która porusza się wyznaczonym pasem i unika korków, ale trzeba pamiętać, że w czasie szabatu taki transport może być utrudniony. Wycieczka nad Morze Martwe także obowiązkowa. I oczywiście ogromną przyjemność jesienią i zimą sprawia spędzenie dnia na plaży.

Przedłużony weekend plus znalezienie dobrej lotniczej promocji to dobry przepis na jesienno-zimową przerwę w pracy. A że trochę drogo? Na pewno macie co nieco w śwince skarbonce… czas ją rozbić, a wtedy kierunek Tel Awiw.

Agnieszka Kołodziejska

___

Przeczytaj także:

Wybierasz się do Izraela? Oto 8 miejsc, które warto zwiedzić

Jerozolima. Zwiedzanie „Świętego Miasta” Izraela 

Oceń