Słuchaj
Mateusz Ptaszyński, Marcin Sońta
Aga Kołodziejska
Damian Michałowski, Ewelina Pacyna
Marcin Łukasik
Redakcja Radia ZET
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

Sycylia. Włoska królowa

29.10.2018 11:25

Większości ludzi Sycylię kojarzy się z cytrynami, pomarańczami, mafią i „Ojcem Chrzestnym”. O tych dwóch ostatnich aspektach Sycylijczycy nie chcą jednak rozmawiać, bo denerwuje ich łatka, którą tej pięknej wyspie przykleili filmowcy. Dlatego teraz pozostaję daleko od mafii, ale bardzo blisko „wściekłej królowej” - bo tak mieszkańcy nazywają Etnę, największy czynny wulkan w Europie.

Sycylia. Włoska królowa fot. Agnieszka Kołodziejska

Etna od czasu do czasu wybucha… pluje lawą. Ci, którzy mieszkają blisko, odczuwają wówczas lekkie wstrząsy. Ale nauczyli się z tym żyć, tym bardziej, że wulkan nie zalewa już Katanii tak jak kiedyś. Teraz zrobili specjalne korytarze dla lawy, która już nie przedostaje się dalej, niż powinna. Co innego pył wulkaniczny. Ten osadza się wszędzie. Widać to, kiedy podróżuje się po Sycylii - im dalej od Etny,  tym jaśniejsza zabudowa.

Ale do sprzątania uciążliwego pyłu Sycylijczycy już się przyzwyczaili. Oczywiście sprzątają go głównie kobiety. To, co w relacjach damsko-męskich od razu uderza na Sycylii, to bardzo wyraźny podział ról. Facet, macho, nie kala swoich rąk ugotowaniem obiadu albo zmywaniem naczyń. On zasiada z kolegami do kieliszeczka limoncello, a kobiety sprzątają. Nikt na Sycylii nie widzi w tym nic złego, nikt nie odbiera tego jako dyskryminację płci, tak po prostu jest od wieków. Ciężkie życie mają Sycylijczycy, którzy ożenili się z Polkami - my nie ulegamy tak łatwo. Ale wiele z nas daje się złapać na słynne „ciao bella”. Nogi się Słowiankom uginają, kiedy zatrzymuje się przystojniak na skuterze i proponuje, że podrzuci nas z zakupami do domu, a potem zabierze na kawę. W dodatku Sycylijczyk bardzo dba o swój wygląd. Panowie mają marynarki z innego materiału na lato, z innego na zimę, często szyte na miarę i rzeczywiście wyglądają w nich fantastycznie. Kobiety wcale nie pozostają w tyle. Rzadko która wychodzi z domu z niepomalowanymi ustami, a normą jest wizyta u fryzjera raz, dwa razy w tygodniu.

Do fryzjera jednak nie dotrzecie autobusem. Na Sycylii właściwie nie istnieje coś takiego jak komunikacja miejska. Sama kilka razy boleśnie się przekonałam, że przystanek autobusowy bywa po prostu wiatą, pod którą można się schronić przed deszczem. Rozkład jazdy owszem jest, ale jeśli chcesz dojechać na czas do pracy, pojedź samochodem. Każda rodzina ma przynajmniej dwa samochody. Co prawda 10 lat temu na wyspie wybudowano metro, ale straszy w nim pustkami, bo mieszkańcy jakoś nie przyzwyczaili się do tego środka transportu, mimo że roczny abonament kosztuje niewiele ponad 100 euro. Swoją drogą, nic dziwnego, że każdy ma swój samochód - za „trzaśnięcie drzwiami” taksówkarz bierze 10 euro, a 8-kilometrowa podróż kosztowała mnie 28 euro.

Wszystko na Sycylii, podobnie jak w całych Włoszech, kręci się wokół jedzenia. Na rynku jak na arabskim suku: tłoczno, głośno i czego dusza zapragnie - od bawełnianych skarpet, przez żywe ośmiornice i tony oliwek, po najwspanialsze bakłażany i pieczone karczochy. W Polsce też potrafimy robić niezłą pizzę, więc coraz więcej przyjezdnych próbuje jednak innych specjałów tamtejszej kuchni. Moim największym zaskoczeniem była granita. Coś na kształt sorbetu. Robi się ją w specjalnej maszynie z wody, cukru i odpowiedniego składnika, a więc na przykład migdałów czy pistacji. Porcję podaje się zawsze z dużą, słodką, ciepłą…bułką, którą macza się w zmrożonej granicie i możemy powiedzieć, że zjedliśmy typowe sycylijskie śniadanie. Ale tylko latem, gdy jest gorąco. W październiku kończy się sezon na granitę i musimy na nią czekać kilka kolejnych miesięcy. Polecam spróbować również arancini, ryżowe kulki z nadzieniem (mięsnym, warzywnym) smażone w głębokim tłuszczu. Kaloryczna bomba, ale wystarcza niemal za obiad.

Sycylijczycy na potęgę jedzą koninę. Niektórych przyjezdnych to oburza lub obrzydza, na przykład Polaków. Spotkałam w Katanii Polkę, która przerażona tym kulinarnym zwyczajem wykupiła z rzeźni za 1000 euro konia. Nazwała go Niedźwiadek i zakwaterowała w stajni, gdzie od kilku lat płaci po 400 euro miesięcznie za jego godną emeryturę.

Kolejnym zaskoczeniem było dla mnie na Sycylii espresso. Nie sama kawa, ale to, że niektórzy zamiast espresso doppio (podwójnego espresso) zamawiają po prostu dwa espresso. Kto, jeśli nie Sycylijczyk, wie lepiej, że doppio będzie oszukane i będzie miało dużo mniejszą moc niż dwa oddzielne espresso…

Na koniec jeszcze jedna rzecz, która na Sycylii wprawiła mnie w osłupienie… na ulicach stoją automaty z marihuaną… Na każdym roku znajdziemy też sklep sprzedający produkty takie jak napoje, czekolada, a nawet lizaki dla dzieci (!!!). Te ostatnie podobno łagodzą objawy ADHD. Jednak nie wszystko, co legalnie kupimy na Sycylii, możemy wwieźć do Polski. Susz o zawartości 11% THC tylko do konsumpcji na wyspie.
Sycylia to niezły wybór na późne wakacje, w połowie października wciąż jest tu 25 stopni. Dobry, jeśli kochamy barokowe zabytki. I świetny na podróż kulinarną. I wyobraźcie sobie, że Sycylijczycy nie znają przeboju Umberto Tozzi „Ciao Siciliano”!

___

Agnieszka Kołodziejska

Oceń
Tagi