Słuchaj
Robert Karpowicz, Marcin Sońta , Aga Kołodziejska
Michał Korościel
Damian Michałowski, Ewelina Pacyna
Mateusz Ptaszyński
Hubert Radzikowski
Redakcja Radia ZET
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

Tomek Michniewicz: Wierzę, że możliwa jest zmiana przyzwyczajeń

12.09.2019 22:40

Nie wierzę, że nagle porzucimy wszystkie zdobycze cywilizacji, ale wierzę, że możliwa jest zmiana przyzwyczajeń, które nas nic nie kosztują. Plastikowe słomki są tego świetnym przykładem. Czy słomka jest konieczna do wypicia napoju? Czy daje jakąś większą przyjemność? Zdecydowanie nie. Pozbycie się tego przyzwyczajenia nic nas nie kosztuje, ale środowisko bardzo może na tym zyskać... Tak o ekologicznym podejściu do życia mówi Tomek Michniewicz, dziennikarz, podróżnik, autor wielu książek. 

Tomek Michniewicz: Wierzę, że możliwa jest zmiana przyzwyczajeń fot. Materiały prasowe

Ostatnio w "New Yorkerze" pojawił się artykuł, który rozzłościł naukowców zajmujących się klimatem. Autor publikacji poświęcił swój tekst temu, w jaki sposób powinniśmy się przygotować na zmianę klimatu, bo uznał, że nie da się zatrzymać tego procesu. Klimatolodzy przyznali, że zmiany klimatyczne są faktem, ale my wciąż możemy ten proces zahamować. Ich zdaniem potrzebne są raczej teksty o tym, jak to zrobić, a nie, że nic się już nie da zrobić. Po której stronie opowiedziałbyś się w tym sporze? Czy mamy jeszcze szansę coś zmienić?

Tomek Michniewicz: Odpowiedź jest dość trudna, bo zależy od tego, jak będą wyglądały nasze działania, i to globalne działania, w ciągu najbliższych lat – 10, 20, 40... My idziemy ku katastrofie bardzo szybkim krokiem, tylko jeszcze tego nie widzimy. Widzą to, a właściwie odczuwają na własnej skórze, mieszkańcy krajów globalnego Południa, przede wszystkim strefy zwrotnikowej i równikowej. My, mieszkańcy Europy, jeszcze tego nie czujemy. Zmiany klimatu to dla nas sprawy odległe, o których słyszy się tylko w telewizji lub czyta w prasie.

Ale to nas dotyczy w bardzo dużym stopniu i coraz częściej będziemy się o tym przekonywać. Susze, powodzie, coraz większe amplitudy temperatury, coraz ostrzejsze lub łagodniejsze zimy, zjawiska pogodowe, które do tej pory nie występowały w naszej strefie geograficznej: tornada, huragany. Gdy to stanie się naszą codziennością, zaczniemy załamywać ręce i zastanawiać się, jak do tego doszło.

My po prostu przespaliśmy ostatnie 50 lat, bo ta katastrofa klimatyczna (uważam, że już w ten sposób powinno się określać to zjawisko) to nie jest wymysł naukowców z ostatnich 5 lat. To temat podnoszony od czterech dekad, tylko skutecznie ignorowany przez polityków na całym świecie.

Podsumowując i odpowiadając na twoje pytanie: jeśli będziemy robić to, co robimy w tej chwili, to faktycznie trzeba się szykować na katastrofę klimatyczną. Jeśli pójdziemy po rozum do głowy i globalnie, masowo zaczniemy aktywnie (i kosztownie) temu przeciwdziałać, to może uda się wyhamować trochę ten proces, bo zatrzymać go, niestety, już nie można.

Dotknąłeś dość istotnej kwestii. Zmiany klimatyczne to wynik zmasowanych działań przemysłu, ekspansywnej gospodarki rolnej, góry śmieci, które tworzymy... Wiele osób myśli, że skoro zmiany klimatu są efektem działań w skali makro, to nie ma sensu niczego zmieniać w ich mikroświecie (czyli ich życiu). Czy rzeczywiście tak jest?

Tomek Michniewicz: Przykro to przyznać, ale rzeczywiście tak jest. Jednostkowo nie jesteśmy w stanie nic zrobić. Używanie energooszczędnych żarówek, przesiadka z samochodu na rower, branie krótszych pryszniców... To raczej symboliczne działania niż realna zmiana. Bo wystarczy, że Chiny otworzą nową strefę ekonomiczną i postawią cztery fabryki, a te wszystkie nasze działania w całej Europie zostaną przekreślone przez emisję CO2 z tamtego regionu świata. To właśnie doskonale pokazuje, że te działania, mające na celu zahamowanie zmian klimatycznych, muszą się odbywać na wielu poziomach naraz.

Z tego punktu widzenia, zmiana zwykłych żarówek na te energooszczędne, to idiotyzm. Ktoś może zadawać sobie pytania: po co mam wydawać pieniądze, ograniczać się? Jaką będę mieć z tego korzyść? Ale to jednak ma sens, tylko musimy spojrzeć na to z innej perspektywy. Jako jednostki możemy również działać "ekologicznie" na wielu poziomach, np. jako konsumenci czy jako wyborcy. To my decydujemy, jakie produkty kupujemy i gdzie, to my stajemy przy urnach i wybieramy partię, polityków, którzy mają w swoim programie wygodę i dobrobyt lub ekologię i zdrowie. To my możemy wspólnie reagować na praktyki wielkiego biznesu.

Musimy mieć świadomość, że ekologia oznacza również zdrowie. Może płonące lasy Amazonki są dla nas czymś odległym, ale dymiący komin sąsiada już nie. Dym, który się z niego wydobywa dotyka nas osobiście, ma wpływ na nasze zdrowie. Zresztą do tego powinna sprowadzać się cała dyskusja na przykład na temat smogu: czy chcesz oddychać czystym powietrzem, czy nie? Nagle okazałoby się, że wszyscy chcą. I dyskusje, czy warto zamknąć kopalnie czy lepiej zainwestować w atom, nabrałyby innego wymiaru, bo ludzie zrozumieliby, że chodzi o ich własne zdrowie, a nie o abstrakcyjne pojęcia.

A w jaki sposób możemy działać ekologicznie na poziomie konsumenckim?

Tomek Michniewicz: Powinniśmy wiedzieć, skąd się biorą produkty, które kupujemy, jak się znalazły na sklepowych półkach. To jest coś, nad czym my, jako konsumenci, rzadko się pochylamy, a ja - jako podróżnik - widzę cały czas. Nie wiemy, gdzie te produkty powstają czy rosną, jakie koszmarne koszty ponoszą lokalne społeczności przy ich produkcji albo hodowli, jak dewastujący ma to wpływ na środowisko naturalne, w jakich warunkach są składowane, z jakich opakowań są rozpakowywane i jak są wstawiane na sklepowe półki. Nie wiemy też, co się z nimi dzieje, gdy są wyrzucane do śmieci. Niektórym może się wydawać, że wrzucając je do kosza, pozbywają się problemu, bo śmieci w magiczny sposób znikają. Otóż właśnie nie znikają, o czym można się boleśnie przekonać, jeżdżąc po Afryce. To tam widać, co się z tymi naszymi, wyrzuconymi rzeczami dzieje.

Pamiętam, jak w zeszłym roku w Polsce, zaczęły płonąć składowiska śmieci. Okazało się, że te toksyczne odpady zwożone są do nas z Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii. Dla wszystkich było to oburzające, krzyczano, że jesteśmy "składowiskiem śmieci Europy". Ale my też pozbywamy się śmieci w ten sam sposób. Przynajmniej od 20 lat wysyłamy je do Afryki. Podróżując po Nigerii, Ghanie czy Kamerunie, widzę składowiska toksycznych śmieci z Europy, które są tam palone w dokładnie taki sam sposób, jak u nas.

Może powinniśmy zacząć sobie zadawać pytania, czy na pewno potrzebujemy tych wszystkich przedmiotów, które kupujemy i co się z nimi dzieje, gdy je wyrzucamy... Kogo i ile to tak naprawdę kosztuje? Wtedy może okazać się, że większości tych rzeczy nie potrzebujemy albo po prostu, że nasza wygoda czy przyjemność nie jest warta naprawdę dużej krzywdy ludzi gdzieś tam daleko.

Znowu poruszyłeś bardzo ważny temat. W tym roku, w pod koniec czerwca, wprowadzono na Bali (jedna z indonezyjskich wysp - przyp. red.) całkowity zakaz używania plastiku, w tym popularnych słomek. Akurat wtedy byłam na wyspie i zauważyłam, że miejscowa ludność była przygotowana na te zmiany i gotowa do ich realizacji, ale turyści... nie. Wielu z nich nie chciało zrezygnować z plastikowych słomek, ani zastąpić ich bambusowymi czy metalowymi zamiennikami...

Tomek Michniewicz: Nie wierzę w taką rewolucję, że nagle porzucimy wszystkie zdobycze cywilizacji. Że zostawimy samochody i nawet późnym listopadem będziemy zawozić dzieci do przedszkola rowerem, że nie będziemy latać samolotem na wakacje ze względu na ślad CO2, lub że będziemy kupować ubrania raz na 10 lat. Świat tak nie działa i nie będzie działać. Wierzę jednak, że możliwa jest zmiana przyzwyczajeń, które nas nic - na dobrą sprawę - nie kosztują. I słomki są tego świetnym przykładem. Niech to będzie symbol naszej rozmowy.

Czy słomka jest konieczna do wypicia napoju? Czy daje jakąś większą przyjemność? Zdecydowanie nie. Przyzwyczailiśmy się do nich, bo knajpy zawsze serwowały napoje ze słomkami. Pozbycie się tego przyzwyczajenia nic nas absolutnie nie kosztuje, a środowisko bardzo może na tym zyskać. Nie musimy już słomek produkować, nie musimy ich przywozić z daleka, coś z nimi zrobić, gdy się skończy napój, i cały ten cykl produkcji i utylizacji po prostu znika.

Tak samo jest z innymi produktami: czy musimy używać jednorazowych torebek foliowych w sklepie? Czy musimy każdego pomidorka zawijać w folię? Odpowiedź jest prosta: nie musimy. Idąc dalej, możemy z nich spokojnie zrezygnować, tym bardziej, że pomidory w folii szybciej się psują. Zachęcam do eksperymentu, postarajmy się przez tydzień nie brać ze sklepu żadnej plastikowej torebki. Wystarczy powiedzieć w sklepie: "dziękuję za torebkę". Jestem pewny, że dojdziemy do wniosku, że nie są nam one do niczego potrzebne, że to tylko przyzwyczajenie, z którego możemy spokojnie zrezygnować. Na tym obszarze - jako konsumenci - możemy bardzo wiele zdziałać.

A co z plastikowymi butelkami? Są przecież miejsca, w których nie da się pić bieżącej wody.

Tomek Michniewicz: Jeśli ktoś chociaż raz zobaczy Wielką Pacyficzną Plamę Śmieci (ma ona obszar pięć raz większy od powierzchni Polski), dryfującą po Oceanie Spokojnym, to zaczyna rozumieć, że ta plastikowa butelka nie jest cywilizacyjną zdobyczą, ale dewastującym środowisko odpadkiem, elementem tej ogromnej "wyspy śmieci". To nie jest tak, że jak my tutaj wyrzucimy do Wisły butelkę, to ona wypłynie w Gdańsku i będziemy musieli sobie z nią poradzić. Ona trafi do Bałtyku, później do Atlantyku, a potem skończy na Malediwach czy w Kambodży.

Albo w żołądku wieloryba...

Tomek Michniewicz: Dokładnie, w żołądku wieloryba albo tuńczyka, którego my chwilę później będziemy jeść razem z tym plastikiem. My nie jesteśmy złymi ludźmi, po prostu nie jesteśmy świadomi tych wszystkich procesów. Jestem pewien, że gdybym zabrał każdego Polaka na wyprawę do Kamerunu czy Konga i pokazał mu palcem: "zobacz, to jest twoja butelka, którą wyrzuciłeś", a ona byłaby jeszcze podpisana: "Janek 2019", to by nigdy więcej takiej butelki nie kupił. Więc moim zadaniem, jako dziennikarza, jest uświadomienie wszystkim, że ta wyrzucona do śmieci butelka czy torebka foliowa nie znika, tylko dokądś się przemieszcza.

Ale wracając do pytania... W przypadku plastikowych butelek słowem kluczem jest dla mnie: wielorazowość. Nikomu nie zaszkodzi, jeśli będzie ze sobą zabierał butelkę wielorazowego użytku, np. bidon, i co rano napełniał ją wodą z filtra czy kranu, zamiast kupować plastikową butelkę jednorazowego użytku. To, co jest jednorazowe, powinno być jak najszybciej eliminowane z naszego życia.

Zostałeś ambasadorem kampanii "Klimada 2.0. Klimat się zmienia. Zmień sposób myślenia". W jaki sposób chcesz jako dziennikarz, podróżnik, autor wielu książek, wpłynąć na myślenie ludzi na temat klimatu?

Tomek Michniewicz: Właśnie w tym upatruję swoją największą rolę. Chciałbym, aby media, takie jak Radio ZET, zaczęły operować trochę innymi terminami, zmieniły narrację, zaczęły mówić w odpowiedni sposób o zmianach klimatu. Piszemy, mówimy jednostkowo o tym, że Syberia płonie, Amazonia płonie, że w Etiopii posadzono 350 mln drzew, aby zatrzymać deforestację. Chciałbym, aby te jednostkowe przykłady czytelnik, słuchacz czy widz zobaczył w szerszym kontekście. Dostrzegł, że te zmiany dotykają nas w bardzo dosłownym znaczeniu. Aby ten przekaz był bardziej zrozumiały i na przykład pan z Cetniewa, miał świadomość, że paląc opony w swoim piecu, przyczynia się do rozwoju nowotworu w płucach swoich dzieci czy wnuków. Bo to, czego nam najbardziej brakuje, to powszechna świadomość.

Chcę, aby ludzie zaczęli patrzeć na świat i klimat w skali makro, zaczęli dostrzegać globalne działania. I zobaczyli, że jeśli Malediwy wykupują już ziemię, by mieć się gdzie przenieść, bo za paręnaście lat woda zaleje im domy, że jeśli cała Afryka równikowa podejmuje decyzję o zasadzeniu gigantycznego muru drzew, który ma zahamować ekspansję Sahary, a Etiopia sadzi jednego dnia 350 mln drzew, to coś jest na rzeczy. Obawiam się, że Polska obudzi się dopiero wtedy, gdy trzeba będzie ewakuować Gdańsk...

Dziękujemy za rozmowę.

Wywiad przeprowadziły Monika Karbarczyk i Nina Czochara.

Tomek Michniewicz prowadzi w Radiu ZET program "Mapa świata", który emitowany jest w niedzielę w godzinach 10.00-13.00. Zapraszamy do słuchania!

Oceń