Zamknij

Filip Turowski "Głodny Świata": Kuchnia jest świetnym sposobem na poznanie kultury kraju [WYWIAD]

Nina Czochara
20.11.2019 11:32
Filip Turowski "Głodny Świata": Kuchnia jest świetnym sposobem na poznanie kultury kraju [WYWIAD]
fot. Filip Turowski

Pierwszą rzecz, jaką robię po wylądowaniu w danym kraju, to wybieram się na kawę lub lokalne jedzenie – siadam i podglądam. Uważam, że nie ma lepszego miejsca, aby popatrzeć na innych ludzi, poznać kulturę danego kraju, niż kawiarnia. Uwielbiam zaszywać się w takich miejscach przy filiżance dobrej kawy i obserwować. O swoim zamiłowaniu do podróży i jedzenia, projekcie „Foodkrywcy” i najdziwniejszych specjałach kulinarnych opowiada Filip Turowski, znany jako „Głodny Świata”.

Nina Czochara: Podróżujesz, zwiedzasz świat i smakujesz ten świat w dosłownym i przenośnym tego słowa znaczeniu. Skąd pomysł, aby połączyć swoje dwie pasje – do podróży i jedzenia? Od jak dawna jesteś „głodny świata”?

Filip Turowski: Na to pytanie nie tak łatwo mi odpowiedzieć. Myślę, że najpierw złapałem bakcyla podróżowania. I to się pojawiło w momencie, kiedy pracowałem w dużej korporacji, na etacie. Praca w pełnym wymiarze godzin zaczęła mnie w pewien sposób „uwierać”, szukałem inspiracji, czegoś nowego. Wtedy też zacząłem się rozczytywać w książkach podróżniczych – głównie o wyprawach dookoła świata (moją ulubioną pozycją jest „Sprzedaj lodówkę i jedź dookoła świata”). W końcu zdałem sobie sprawę, że chcę wyjechać w dłuższą podróż, że pora coś zmienić w moim życiu.

I postanowiłeś spełnić marzeniu wielu z nas – „rzucić wszystko i ruszyć w świat”…

Tak, rzeczywiście tak było. Spakowałem się i wyjechałam w roczną podróż dookoła świata. Z czasem w mojej głowie pojawił się pomysł, aby w swoich wyprawach wyróżnić aspekt kulinarny, skupić się na jedzeniu, gotowaniu. Od tego momentu postanowiłem uczyć się gotować, wyszukiwać jakiś fajnych smaczków, zdobywać nowe przepisy – od szefów kuchni, w szkołach gotowania czy na spotkaniach u znajomych. Z czasem stałem się znany jako „Głodny Świata”.

Na dzisiejszym wystąpieniu, w czasie World Travel Show, skupiłeś się na Malezji i jej kuchni. To Twój ulubiony kierunek kulinarny?

Ja jestem wiernym i oddanym fanem kuchni Tajlandii. Zakochałem się w niej w czasie pierwszej samotnej podróży wiele lat temu. Miłość do tajskich potraw jest moim przypadku nierdzewiejąca. Jeśli chodzi o Malezję, to w kategorii kierunków kulinarno-podróżniczych, wygrywa swoją nowością i różnorodnością smaków. Multikulturowość Malezji przekłada się na jej „multikulinarność”. Obecność tak wielu zróżnicowanych smaków i zapachów w jednym kraju czyni ten kierunek niezwykle interesującym. Znajdziemy tu kuchnię malezyjską rdzenną – z wpływami indonezyjskimi, ale również świetną chińską, indyjską czy japońską. Malezja daje możliwość spróbowania smaków różnych krajów w jednym miejscu.   

Kuchnia malezyjska
fot. Filip

Masz swój ulubiony przysmak malezyjski? Co mógłbyś polecić?

Ja jestem fanem deseru lodowego Cendol. Ja to nazywam śniegiem z mlekiem kokosowym i cukrem, w postaci kruszonego lodu. Uwielbiam też orzechowy naleśnik Apam balik. Ogólnie jestem prawdziwym miłośnikiem słodkich rzeczy, deserów.

A Malezyjczycy cukru w swoich deserach nie żałują…

To prawda, Malezyjczycy są bardzo słodkim narodem. W Malezji, jeśli nie lubimy zbyt słodkich potraw, w czasie zamawiania jakiegoś deseru czy nawet napoju powinniśmy wyraźnie zaznaczać, że ma być bez cukru. Tam cukier pojawia się naprawdę obficie i warto o tym pamiętać.

Cendol - kuchnia malezyjska
fot. Filip Turowski, na zdj. Cendol

Czy w czasie twoich podróży pojawił się kraj, w którym zasmakowałeś tamtejszej kuchni i zupełnie nie przypadła ci do gustu?

Ja mam problem z Kambodżą. Ale tutaj trzeba podkreślić, że ten kraj ma za sobą bardzo trudną historię i słynie raczej z kompleksu świątyń czy przepięknych plaż, a nie smacznej kuchni. Kambodża została niejako „zmieciona”, również kulturalnie. Kraj ten opiera się na tzw. „biedakuchni”. Znajdzie się kilka ciekawych dań, ale na pewno nie można tutaj mówić o różnych smakach, bogactwie kulinarnym.

Drugim miejscem, do którego nie mogę się przekonać w kontekście kuchni, są Filipiny. Kraj ten jest dość nietypowym „przykładem kulinarnym”. Zasłynął nawet z tego, że mimo iż obejmuje prawie 8000 tys. wysp i ma dostęp do morza ze wszystkich stron, to jego kuchnia nie opiera się na rybach i owocach morza, lecz na wieprzowinie i kurczaku. I choć uwielbiam Filipiny (często żartuję, że to mój kraj z imienia) to dla mnie kuchnia tego kraju pozostawia wiele do życzenia.

A co sądzisz o kuchni polskiej?

Muszę przyznać, że nie jem zbyt często takiej tradycyjnej, polskiej kuchni. Jestem raczej fanem nowej, polskiej kuchni – jeśli mogę to tak nazwać. Chodzi mi o kuchnię w klimatach fusion, roślinnych, bardziej „nowoczesnych”.

Rozumiem, że pierogi czy barszcz czerwony w twoim przypadku odpadają?

Muszę przyznać, że niespecjalnie za takimi potrawami przepadam. Nie wiem, czy ma to związek z faktem, że w dzieciństwie nie jadłem zbyt często tego typu potraw. I chociaż pewnie potrafiłbym sam ulepić pierogi, to przy wyborze – czy przygotować tradycyjne polskie danie czy na przykład tajskie curry – wybrałbym to drugie. Ja ogólnie na swoich warsztatach gotowania czy w przepisach, które publikuję w internecie, skupiam się na przybliżaniu kuchni świata, a nie tej polskiej.

Filip Turowski
fot. Filip Turowski

Najdziwniejsza potrawa, którą miałeś okazję spróbować, to…

Takich dziwnych potraw było sporo, ale myślę, że najdziwniejszą rzeczą, jaką jadłem było sannakji – to młoda, pokrojona ośmiornica, która na talerzu jeszcze się rusza. W czasie jedzenia takiego dania trzeba po prostu złapać pałeczkami „żywą” mackę i po prostu ją zjeść. Najlepiej bardzo szybko ją połknąć, bo przysysa się do języka i podniebienia…

Mimo wszystko zdobyłeś się na odwagę, żeby to zjeść. Czy jest jakaś potrawa, której nie byłeś w stanie spróbować?

Jest taka jedna rzecz, do której pomimo wielu podróży do Azji, nie jestem w stanie się przekonać. To danie nazywa się różnie, w zależności od kraju. Na Filipinach określa się to jako balut – to po prostu jajo kacze z pełni uformowanym zarodkiem ptaka. Po otwarciu tego jajka widać już powoli rozwijające się kaczątko z dziobem i piórami – takie coś się zjada i podobno jest przepyszne. Ale wygląda naprawdę okrutnie. Nie wiem, czy kiedykolwiek się przełamię i tego spróbuję.

Oprócz bloga „Głodny Świata”, prowadzisz też projekt podróżniczo-kulinarny „Foodkrywcy”. Na czym on polega i do kogo jest skierowany?

„Foodkrywcy” to jest projekt, w którym – w czasie wspólnych, zorganizowanych wyjazdów – dzielimy się swoją pasją do podróżowania, kuchni i odkrywamy świat tak na 100 procent. Ja w czasie swoich wypraw po świecie poznałem tak wiele smacznych miejsc, garkuchni i spróbowałem tak wielu fantastycznych rzeczy, że zdałem sobie sprawę, że chcę się tym podzielić z innymi. Jest spora grupa osób, która lubi przygody, poznawanie nowych miejsc, ale obawia się samotnych wyjazdów lub po prostu preferuje bardziej zorganizowane wycieczki. Z myślą o takich osobach przygotowujemy i prowadzimy niezapomniane, kulinarne wyprawy. Na ten moment można wybrać się z nami na taki wyjazd do Tajlandii, Wietnamu, Malezji, na Bali i niedalekiej przyszłości planujemy również Laos. Tam, przez mniej więcej dwa tygodnie, poznajemy dany kraj, lokalną kulturę i przede wszystkim – dużo jemy, degustujemy. Staram się, aby w programie wyjazdu pojawiła się lekcja gotowania, oczywiście z lokalnym szefem kuchni. Ogólnie – w czasie takich podróży wszystko obraca się wokół jedzenia.

Filip Turowski
fot. Filip Turowski

Mogę się pokusić o stwierdzenie, że dla ciebie podróżowanie bez poznawania kuchni, specjałów kulinarnych danego kraju nie będzie pełne, kompletne?

Uważam, że każdy powinien podróżować wedle swoich własnych potrzeb. Chociaż dla mnie kuchnia jest jednym lepszym sposobów na poznanie kultury danego kraju. Pierwszą rzecz, jaką robię po wylądowaniu w jakimś kraju, to wybieram się na kawę lub jakiś posiłek do lokalnej knajpy – siadam i podglądam.  Sporo moich tekstów w ostatnim czasie poświęcam szczególnie kawiarniom – uważam, że nie ma lepszego miejsca, aby popatrzeć na innych ludzi, poznać ich kulturę, niż kawiarnia. Uwielbiam zaszywać się w takich miejscach przy filiżance dobrej kawy i obserwować. Poznawanie kuchni danego kraju jest świetnym sposobem na odkrywanie jego kultury, ale również czymś, co bardzo łatwo może nas przybliżyć do ludzi w danym miejscu.

Pozostaje mi tylko życzyć kolejnych podróży i  kolejnych, niezwykłych kulinarnych odkryć.

Dziękuję bardzo.