Zamknij

Chaos na lotnisku w Londynie. Pasażerowie czekali w 7-godzinnych kolejkach

04.03.2021 09:09
Kolejka na lotnisku
fot. Shutterstock

Pasażerowie, którzy wylądowali 28 lutego w porcie lotniczym Heathrow w Londynie, zapamiętają ten dzień na długo. Niektórzy stali w kolejkach do kontroli granicznej nawet przez 7 godzin. Zawiniły procedury bezpieczeństwa wprowadzone w związku z pandemią koronawirusa.

W związku z rozprzestrzenianiem się COVID-19 na świecie w wielu krajach wprowadzone zostały szczególne środki ostrożności, które mają zahamować przyrost zachorowań. Surowe zasady zaczęły obowiązywać m.in. na lotniskach. I odczuli to na własnej skórze pasażerowie, którzy ostatniego dnia lutego lądowali na Heathrow w Londynie.

Dodatkowe środki bezpieczeństwa w tym miejscu doprowadziły do kompletnego chaosu. Przylatujący do kraju stali nawet w kilkugodzinnych kolejkach do kontroli granicznej. Zawiniły procedury, przez które zabrakło pracowników do obsługiwania turystów. Całą sprawę opisało BBC.

Koronawirus: chaos na lotnisku Heathrow. Pasażerowie czekali w 7-godzinnych kolejkach

28 lutego na lotnisku Heathrow w Londynie zapanował kompletny zamęt. Pasażerowie, którzy lądowali w tutejszym porcie lotniczym, czekali w kolejkach do kontroli granicznej nawet 7 godzin. Do sytuacji doprowadziły ograniczenia związane z pandemią COVID-19 nałożone przez Border Force, będące częścią brytyjskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.

Służby wpadły na pomysł umieszczenia personelu w 10-osobowych w "bańkach", aby zmniejszyć ryzyko zakażenia krzyżowego. Takie działanie uniemożliwia niestety rozstawienie większej liczby pracowników, kiedy ruch na granicy się wzmaga.

Turyści kłębili się w kolejkach i niestety nie zachowywali przy tym dystansu społecznego. Niektórzy musieli odczekać nawet 7 godzin, aby dostać się do kontroli granicznej. Świadkowie tego zdarzenia twierdzą, że przez chaos świeżo upieczone mamy karmiły swoje dzieci na podłodze lotniska.

26-letnia Alicia wracała tego dnia z Wiednia po wizycie lekarskiej w sprawie nogi. Stała w kolejce od 18:30 do 1:30 w nocy.

Czułam się naprawdę niebezpiecznie. Wszystko było zdezorganizowane. Jedna matka musiała karmić swoje dziecko na podłodze. To nie jest humanitarne. (...) Personel nie oferował krzeseł, nie było dystansu społecznego. Tylko około trzech lub czterech osób sprawdzało dokumenty - powiedziała w rozmowie z BBC.

Przyjezdni twierdzili, że na granicy formalnościami zajmowało się zaledwie kilka osób. 26-letnia Camilla Tetley wracała z Dusseldorfu, gdyż spędzała tutaj święta Bożego Narodzenia wraz z rodzicami. Do kolejki dołączyła o 19:00, a udało jej się przejść kontrolę paszportową o 1:30.

Wydawało się, że kolejka nigdy się nie skończy. Nie było gdzie usiąść - nie było miejsc dla osób starszych i dla tych z dziećmi. Czułam się, jakbyśmy po prostu zostali pozostawieni sami sobie - powiedziała Tetley.

Sama obsługa portu lotniczego przyznała, że była zdenerwowana. Pracownicy wykonywali swoje obowiązki w tłumie i ścisku. Wszyscy mieli na sobie maseczki, ale brak dystansu i liczba osób na małej powierzchni sprzyjają roznoszeniu się wirusa.

Źródło: BBC