Zamknij

Planujesz lot z Warszawy? Możliwe spore utrudnienia dla pasażerów

14.07.2020 10:50
Lotnisko Chopina
fot. Shutterstock

Lotnisko Chopina chce uniknąć sytuacji, w której wzrost liczby połączeń i pasażerów doprowadzi do tłoku w terminalach. Przewoźnicy będą musieli zmieniać godziny rejsów lub je likwidować - podaje "Puls Biznesu". 

Chociaż warszawskie lotnisko wciąż notuje słabe wyniki w porównaniu do tych sprzed pandemii, wyraźnie widać, że powoli wraca tam normalność. 6 lipca odbyło się na nim 180 przylotów i odlotów, czyli tylko trzykrotnie mniej niż rok wcześniej. Chociaż wzrost ruchu napawa optymizmem, władze portu obawiają się tłoku na lotnisku i rozważają wprowadzenie zmian. 

Lotnisko Chopina. Możliwe zmiany w rozkładach lotów

W rozmowie z “PB” rzecznik prasowy lotniska Piotr Rudzki informuje, że wzrost liczby połączeń, a tym samym pasażerów, może nastąpić w tym tygodniu, jeśli zniesione zostanie rozporządzenie rządowe ograniczające możliwość lotów międzynarodowych z niektórych krajów, w tym popularnych turystycznie Turcji, Tunezji i Egipt. Obecne rozporządzenie wygasa 14 lipca.

– Jeśli [granice] zostaną otwarte, spodziewamy się dużego skoku. Zapotrzebowanie linii na sloty na koniec lipca stanowi 90 proc. tego sprzed pandemii. Dlatego musimy wprowadzić zasady, które zabezpieczą pasażerów przed tłokiem — powiedział Piotr Rudzki. Dodał, że chcą uniknąć sytuacji, w których musieliby przetrzymywać ludzi w samolotach, żeby nie było tłoku w terminalu.

Na czym miałyby polegać zmiany? Chodzi o to, że w sytuacji, gdy liczba połączeń gwałtownie wzrośnie, koordynator slotowy lotniska (w tym przypadku brytyjska firma ACL) będzie mogła nakazać przewoźnikom np. zmianę godzin rejsu i inne modyfikacje w rozkładzie lotów. Czy może się to również wiązać z całkowitą likwidacją danego połączenia? Istnieje prawdopodobieństwo, że niektórzy przewoźnicy zdecydują się na cięcia w siatce lotów, jeśli nowe wytyczne dotyczące slotów nie będą im odpowiadały. Nowa lokalna zasada może jednak wejść w życie dopiero po podpisaniu jej przez prezesa ULC.

Z prognozami PPL dotyczącymi znacznego wzrostu ruchu lotniczego nie zgadzają się przedstawiciele branży.

– Nie mogę w to uwierzyć. Nikt w branży nie przewiduje, że pod koniec lipca rynek wróci do 90 proc. normalnego ruchu. Nawet jeśli zdarzy się taki cud, to PPL ma czas, aby się do tego przygotować organizacyjnie, zamiast wprowadzać procedury administracyjne ograniczające ruch. Zamiast się cieszyć, że branża szybko odżyje, planujemy jej sztuczne zamrażanie? – pyta Grzegorz Polaniecki, szef giełdowej linii czarterowej Enter Air.

Źródło: Puls Biznesu