Zamknij

"Polskie Malediwy" niebezpieczne dla turystów. Lazurowa woda działa jak wybielacz

18.06.2020 12:03
Osadnik Gajówka, Polskie Malediwy
fot. Shutterstock

"Polskie Malediwy", czyli sztuczny zbiornik osadowy nieczynnej już elektrowni we wsi Gajówka, w ostatnim czasie zdobyły sporą popularność. Wszystko za sprawą zdjęć, które zaczęły masowo pojawiać się na Instagramie. Władze elektrowni i lokalne organizacje turystyczne ostrzegają jednak, że chociaż "polskie Malediwy" pięknie się prezentują, kąpiel w tym miejscu może skończyć się tragicznie. 

Biały piasek i lazurowa woda przyciągają rzesze turystów, którzy nie zdają sobie jednak sprawy z zagrożenia. Walory Osadnika Gajówka, okrzykniętego mianem "polskich Malediwów",  to tak naprawdę niebezpieczne złudzenie, przed którym przestrzega elektrownia.

Polskie Malediwy. "Woda działa podobnie jak wybielacz"

Osadnik Gajówka ma pochodzenie "produkcyjne" - jest dawnym wyrobiskiem Kopalni Węgla Brunatnego Adamów. Zbiornik wykorzystywany był jako składowisko popiołów i żużli. Ze względu na silnie zasadowy odczyn wody (ok. 12 pH) kąpiel w jeziorze jest całkowicie zakazana, a z uwagi na niestabilne, grząskie podłoże, samo spacerowanie blisko brzegu jest śmiertelnie niebezpieczne.

Elektrownia ostrzega odwiedzających, którzy często nie są świadomi zagrożenia. Tutejszy piasek to tak naprawdę popiół z dawnej elektrowni, a „krystalicznie czysta woda” ma działanie podobne do wybielacza. 

– Miejsce jest piękne, przyciąga rzesze turystów, ale to teren zamknięty, należący do Zespołu Elektrowni Pątnów Adamów Konin. Nie wolno tam wchodzić, o czym mówią tablice informacyjne. Woda ma wysoki odczyn zasadowy i moczenie w niej nóg czy dłoni szkodzi skórze – tłumaczy Maciej Łęczycki, rzecznik prasowy Zespołu Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin SA, cytowany przez "National Geographic". 

ZOBACZ TAKŻE: Park Gródek w Jaworznie. To miejsce przypomina rajską wyspę

Osadnik Gajówka nie jest bezpieczny dla turystów

Maciej Łęczycki zwraca też uwagę na to, że do Osadnika Gajówka zaczęli przyjeżdżać turyści, odkąd autorzy blogów podróżniczych i instagramerzy ochrzcili je "polskimi Malediwami". Biały piasek i "krystalicznie czysta woda" niosą jednak poważne zagrożenie.

Turyści lekceważą ostrzeżenia, tabliczki z zakazem wstępu są regularnie zrywane, a ogrodzenie trzeba naprawiać raz w tygodniu. Miejscowy rolnik miał nawet otworzyć płatny parking na sąsiadującym polu, bo zainteresowanie było tak duże. Władze elektrowni podkreślają jednak wyraźnie, że Osadnik Gajówka nie jest na razie przygotowany na przyjęcie turystów.

– Reklamowanie tego miejsca tak naprawdę nie jest dobre ani odpowiedzialne. Zbiornik Gajówka nie jest terenem rekreacyjnym – mówi Łęczycki.

Źródło: National Geographic