Zamknij

Turyści pochwalili się w sieci zdjęciami z Tatr. Teraz muszą zapłacić mandat

09.06.2021 10:02
Tatrzański Park Narodowy - turyści
fot. Shutterstock

Tatrzański Park Narodowy, straż miejska i policja rozpoczęły ściganie turystów, którzy nie przestrzegają zasad obowiązujących w górach. Przeszukują media społecznościowe, by odnaleźć osoby, które łamią przepisy w Tatrach i chwalą się zdjęciami z nielegalnych wycieczek w sieci. Posypały się pierwsze mandaty. 

Tatry przyciągają turystów o każdej porze roku, a w dobie pandemii stały się miejscem szczególnie popularnym. Osoby odwiedzające polskie góry nie zawsze przestrzegają zasad, jakie obowiązują na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego. Pracownicy TPN znaleźli nowy sposób na ukaranie turystów łamiących przepisy. 

Tatry. Kary dla turystów za zdjęcia

Władze TPN zwracają uwagę na nowe masowe zjawisko w Tatrach – publikowanie przez turystów zdjęć z wycieczek poza wyznaczonymi szlakami, czyli w miejsca, po których poruszanie się jest zabronione ze względu na konieczność ochrony przyrody.

Jak podaje "Gazeta Wyborcza", Tatrzański Park Narodowy (we współpracy z policją i strażą graniczną) wziął pod lupę media społecznościowe, by odnaleźć osoby, które chwalą się w sieci fotografiami z takich "nielegalnych" wypraw. 

Osoby łamiące przepisy w Tatrach są wzywane przez policję i otrzymują mandaty w wysokości od 50 do 500 zł. Jednak w przypadku "kumulacji" wykroczeń (np. wyjście poza szlak i założenie tam obozowiska) funkcjonariusz może nałożyć mandat nawet do 1 tys. zł. Na razie TPN zabrał się za "ściganie" przede wszystkim tych osób, które notorycznie nie przestrzegają zasad. 

Na podstawie analizy zdjęć już zostali zidentyfikowani i ukarani pierwsi turyści. Mandaty otrzymali m.in. narciarze poruszający się w rejonie ściśle chronionego Bobrowca, Pańszczycy i Kominiarskiego Wierchu. Karę muszą zapłacić również rowerzyści rozjeżdżający nielegalnie szlaki parku narodowego. To jednak dopiero początek, bo turystów, którzy za sprawą publikowanych zdjęć sami dostarczyli policji obciążających siebie dowodów, nie brakuje.

Źródło: Gazeta Wyborcza