Zamknij

Niedźwiedź zaatakował 61-letniego mężczyznę. "Wszędzie była krew"

24.05.2021 12:05
USA. Niedźwiedź zaatakował 61-letniego mężczyznę. "Wszędzie była krew"
fot. SHUTTERSTOCK

61-letni mieszkaniec Alaski kilka dni temu przypadkiem natknął się na ogromnego niedźwiedzia brunatnego. Zwierzę zaatakowało mężczyznę, który z poważnymi obrażeniami trafił do szpitala.

Do tego niebezpiecznego zdarzenia, które mogło skończyć się naprawdę tragicznie, doszło w zeszły wtorek 18 maja w zalesionej części Alaski w pobliżu Gulkany.

USA. Niedźwiedź zaatakował mieszkańca Alaski

61-letni Allen Minish badał teren dla agenta nieruchomości. Wprowadzał dane do urządzenia GPS, a gdy w pewnym momencie podniósł wzrok, zobaczył ogromnego niedźwiedzia brunatnego. Zwierzę stało zaledwie około 9 metrów od niego.

Niedźwiedź, który według Minisha był większy niż baribal, podbiegł do niego w ciągu kilku sekund. Mężczyzna uniósł spiczasty koniec swojego drążka pomiarowego i pchnął go w stronę napastnika. Zwierzę odepchnęło jednak narzędzie na bok i powaliło 61-latka na ziemię.

"Kiedy rzucił się na mnie, złapałem go za dolną szczękę, aby go odciągnąć" - relacjonował mężczyzna. Mieszkaniec Alaski dodał również, że zwierzę zaczęło gryźć jego twarz, a jedno z ugryzień zmiażdżyło mu prawy policzek.

Kiedy niedźwiedź puścił, Minish odwrócił się twarzą do ziemi i położył ręce na głowie. Wtedy zwierzę odeszło.

"Zdałem sobie sprawę, że jestem w bardzo złym stanie, ponieważ wszędzie była krew" - powiedział.

Natychmiast wezwał pomoc, ale podanie dyspozytorowi lokalizacji na podstawie GPS sprawiło mu dużą trudność, bo na jego oczach i na urządzeniu ciągle pojawiała się świeża krew.

Po dotarciu służb ratunkowych na miejsce podjęto decyzję o przewiezieniu go do szpitala w Anchorage. Tam okazało się, że Minish ma zmiażdżoną szczękę, głęboką ranę kłutą na skórze głowy i rany szarpane. Jego stan jest oceniany jako dobry.

Według relacji mężczyzny, spotkanie z niedźwiedziem trwało mniej niż 10 sekund. 61-latek przypuszcza, że zwierzę zostawiło go, ponieważ nie uważało go już za zagrożenie.

RadioZET.pl/PAP