Adam Bielan o Łapińskim: Na korytarzu słyszało się o sporach wewnątrz Pałacu...

04.09.2018 06:38

„W każdej firmie, również w Pałacu Prezydenckim, są różne mapy sympatii, antypatii i relacje towarzyskie. O różnych sporach wewnątrz Pałacu też się słyszało na korytarzu, ale nie sądziłem, że dojdzie do dymisji” – mówi gość Radia ZET Adam Bielan, pytany przez Beatę Lubecką o Krzysztofa Łapińskiego, który zrezygnował z funkcji rzecznika Andrzeja Dudy. Wicemarszałek Senatu podkreśla, że to odejście go zaskoczyło. „Nie zawsze zgadzałem się z tym, co robi Pałac Prezydencki, również w sferze PR, ale Łapiński wyglądał na osobę bardzo mocno zaangażowaną w to, co robi” – komentuje polityk koalicji rządzącej. Bielan, że nie ze wszystkimi wypowiedziami prezydenckich urzędników się zgadzał i nie wszystkie decyzje głowy państwa mu odpowiadały. Pytany przez Beatę Lubecką o to, co zrobiłby, gdyby to on dostał propozycję objęcia stanowiska po Łapińskim, gość Radia ZET odpowiada: „Myślę, że nie dostanę takiej propozycji”. Zaznacza, że jest „skromnym wicemarszałkiem Senatu” i jest mu bardzo dobrze w obecnym miejscu pracy.

Beata Lubecka: Gościem Radia ZET jest Ada Bielan, wicemarszałek Senatu. Zjednoczona Prawica, Porozumienie Jarosława Gowina. Dzień dobry po wakacjach. Gruchnęła wczoraj wieść - Krzysztof Łapiński nie jest już rzecznikiem pana prezydenta, odchodzi z pałacu prezydenckiego, co więcej, będzie tworzył swoją firmę PR-ową. Zaskoczyło to pana?

Zaskoczyło mnie to. Dowiedziałem się o tym z mediów. Wiadomo, że w każdej firmie, również w pałacu prezydenckim są różne mapy sympatii i antypatii i o różnych sporach także w pałacu też się gdzieś tam na korytarzach słyszało. Natomiast nie sądziłem, że dojdzie do jakiejś dymisji.

O jakiej osi sympatii albo antypatii pan mówi?

Nie chce na ten temat się wypowiadać.

To znaczy, że pan minister Łapiński był z kimś skonfliktowany?

Powtarza, w każdej firmie są rozmaite relacje towarzyskie, natomiast tyle wiemy, ile powiedział w tej chwili minister Łapiński. On tak naprawdę nie podał powodów swojej dymisji.

No właśnie, poza tym wydawało mi się to jednak dość zaskakujące. Młody człowiek, niespełna czterdziestoletni - jeszcze chyba przyjdzie czas, myślę, wydawało mi się, że jest mocno zaangażowany w to, że jest to częścią pałacu prezydenckiego, pana prezydenta Andrzeja dudy.

Miałem takie samo wrażenie, jak pani redaktor. Ja nie zawsze zgadzałem się z tym, co robi pałac prezydencki, również w tej sferze public relations. Natomiast rzeczywiście Krzysztof Łapiński wyglądał na osobę bardzo mocno zaangażowaną, emocjonalnie również w to, co robi, więc jego dymisja jest zaskoczeniem.

 A z czym się pan nie zgadzał, jeśli chodzi o public relations z pałacu prezydenckiego?

Nie wszystkie wypowiedzi urzędników prezydenckich mi odpowiadały, decyzje pana prezydenta, niektóre weta, słynna ustawa degradacyjna. Natomiast prezydent nie jest członkiem naszej partii, więc to nie jest tak, że musimy się we wszystkich sprawach zgadzać.

A te wypowiedzi pana prezydenta z kościoła np., te tyrady polityczne, które wygłaszał na temat Sądu Najwyższego i że ta mają cały czas orzekać sędziowie, którzy skazywali ludzie niepodległościowego podziemia w czasie stanu wojennego - tak mówił pan prezydent dodał w kościele św. Brygidy, legendarnym kościele w Gdańsku. Czy takie wypowiedzi prezydenta RP są na miejscu w kościele, w takim miejscu?

Z góry zastrzegam, że widziałem tylko cytaty z tej wypowiedzi, bo samej wypowiedzi na żywo nie widziałem. To jest w czasie pracy każdego parlamentarzysty dość  intensywny okres, okres dożynek, więc byłem aktywny w swoim okręgu wyborczym.

Unika pan odpowiedzi?

Nie, nie.

Ale czytał pan na pewno?

Mocna wypowiedź. Myślę, że nie stało się nic złego, jeśli prezydent akurat przy okazji rocznicy Sierpnia, a więc jednak rocznicy symbolizującej walkę opozycji demokratycznej z reżimem komunistycznym, odniósł się do tego, że wciąż w Polsce, w niektórych miejscach mamy pozostałości tzw. postkomunizmu.

 I naprawdę nie widzi pan w tym nic nagannego, niestosownego? To przecież teraz PiS, obóz Zjednoczonej Prawicy wyznaczają standardy.

Ale chodzi pani o formę czy o treść?

I o formę, i o treść, o miejsce.

Były przewidziane przemówienia, było przewidziane przemówienie głowy państwa, więc jak rozumiem, pan prezydent skorzystał z tej okazji, żeby wyrazić swój pogląd na ten temat. Nie, nie widzę niczego nadzwyczajnie złego w tej sprawie. Mamy ostry spór polityczny, również spór dotyczący polityki historycznej i tego, co wydarzyło się po '89 roku, pan prezydent się w to wpisał. Ale myślę, że akurat pan prezydent w tej sprawie konsekwentny od wielu lat.

Jest pytanie od słuchacza: Kuba Klus pyta, czy jeżeli prezydent zaproponowałby panu bycie rzecznikiem prasowym pana prezydenta, czy pan by się tego podjął?

Myślę że nie dostanę tej propozycji.

A gdyby pan dostał?

Jestem wicemarszałkiem Senatu, skromnym wicemarszałkiem Senatu. Jest mi bardzo dobrze w obecnym miejscu pracy.

 Nie takim skromnym.

Nie jestem skromny?

Zaskoczeniem jest, że Krzysztof Łapiński odchodzi z pałacu prezydenckiego, ale też jest zaskoczeniem, że Donald Tusk nie stanie przed komisją Amber Gold w czasie wyborów samorządowych, w trakcie, tylko już po. "Nie chcę wykorzystywać komisji do mojej kampanii samorządowej" - tak wyjaśniała to wczoraj pani Małgorzata Wassermann, szefowa komisji. Czy Małgorzata Wassermann boi się, że przegra w Krakowie?

Myślę, że to jest dobra decyzja logiczna, biorąc pod uwagę rozmaite ataki, które pojawiły się na panią przewodniczącą w momencie, kiedy ogłosiła decyzję o starcie w wyborach prezydenckich w wyborach samorządowych w Krakowie. Pojawiły się bowiem ataki, że będzie chciała wykorzystać prace komisji, a szczególnie to przesłuchanie - najbardziej medialna część prac tej komisji - w bliższych tygodniach do swojej promocji. Pani przewodnicząca podjęła decyzje, żeby przenieść je na pierwszy możliwy termin po wyborach samorządowych.

Ale to jednak jest zaskoczenie. Mecenas Giertych, pełnomocnik Donalda Tuska, był mocno zaskoczony, nie tylko on, także poseł Brejza np., też był na komisji.

To dobrze, że mecenas Giertych był zaskoczony.

Dlaczego? A może powód jest inny? Może PiS obawia się, że jednak Donald Tusk, gdyby zeznawał przed komisją, wypadłby na tyle dobrze, że mógłby nabyć kilka punktów opozycji? Że mógłby pomóc wygranej opozycji?

Czego pani przewodnicząca Wassermann nie zrobi w tej sprawie, to jest źle. Zaprosiła przewodniczącego Tuska na 2 października - źle, bo wykorzysta to w kampanii wyborczej, przesunęła to na dzień po wyborach - źle, bo boi się Donalda Tuska. Widać wyraźnie, że nigdy nie dochodzimy wszystkim, decyzja zapadła...

Czyli PiS się nie boi Donalda Tuska?

Nie wiem, czego mamy się obawiać. Na razie Donald Tusk nie zapowiedział powrotu do polskiej polityki, chociaż oczywiście można domniemywać, że czyni takie starania, ale jeżeli wystartuje w wyborach prezydenckich, myślę że w wyścigu prezydenckim Andrzej Duda jednak jest faworytem.

Na razie myślę że Donald Tusk kalkuluje póki co. A jaki wynik wyborów będzie dla PiS-u satysfakcjonujący, dla obozu Zjednoczonej Prawicy?

Wybory samorządowe są niezwykle zróżnicowane, bo mamy wybory w poszczególnych gminach, w dużych miastach, gdzie, nie ma co ukrywać, PO jest silniejsza od nas.

To ile miast dużych chcielibyście, mówiąc kolokwialnie, odebrać?

Myślę że każde duże miasto z tych największych: Warszawa, Kraków, Łódź, Poznań, Wrocław, Gdańsk będzie bardzo dużym zwycięstwem dla nas. My w Radomiu koncentrujemy się oczywiście na zwycięstwie w Radomiu, bo straciliśmy władzę 4 lata temu i mam nadzieję, że mamy świetnego kandydata, wiceministra obrony narodowej, Wojciecha Skórkiewicza, i że on ten Radom dla nas odbije.

A Sejmików chcielibyście?

Dla nas niewątpliwie najważniejszym testem w sensie popularności partii politycznych są wybory do sejmików wojewódzkich i one są też najważniejsze w tym sensie, że na poziomie sejmików dzielone są środki europejskie.

No to ile? 6, 7, 10?

 Takim benchmarkiem, żeby użyć języka korporacyjnego, jest dla nas wynik ostatnich wyborów parlamentarnych. My w kolejnych wyborach parlamentarnych musimy mieć większe poparcie niż te 37%, które zdobyliśmy ostatnio, żeby utrzymać większość samodzielną. Natomiast w wyborach samorządowych, gdyby taki wynik zdobyli, to ja bym był bardzo zadowolony.

Podczas niedzielnej konwencji PiS-u to gwiazdą był Mateusz Morawiecki, a nie prezes. Czy prezes w ten sposób już wskazuje powoli swojego następcę?

Absolutnie nie. Pan Mateusz Morawiecki jest premierem, prezesem Rady Ministrów, będzie siłą rzeczy jedną z głównych, jeżeli nie główną twarzą tej kampanii. Zapowiedział zresztą na konwencji, że spakował się na dwa miesiące, wsiada do busa i objeżdża kraj i dzieje się to za pełną wiedzą i wolą Jarosława Kaczyńskiego. Po konwencji zresztą odbył się klub parlamentarny...

A nie toczy się walkę o sukcesję?

Kto wie, jaka będzie sukcesja w PiS-ie za lat 10-15, kiedy prezes Kaczyński odejdzie z polityki.

Adam Bielan, wicemarszałek Senatu, bardzo dziękuję.

Dziękuję bardzo.

To zacznę od pana teraz, panie marszałku. Dlatego mówiłam, że nie jest pan taki skromny. Bardzo pan lubi latać samolotem?

Różni. Czasem się boję. Ale jestem przyzwyczajony. Nie jest to jakaś szczególna przyjemność. Ale na koszt podatnika to pan chyba lubi latać? Nie, w ogóle nie lubię latać, nie lubię robić czegokolwiek na koszt podatnika, a czasami musze.

No tak, ale jest pan jednym z rekordzistów tej kadencji, jeśli chodzi o podróże, podróże samolotem na koszt podatnika. Tutaj przytoczę: Kancelaria Senatu zapłaciła 128 tys. w 2016 r. za pańskie podróże, tak donosi prasa, a w ogóle w całej kadencji od początku 265 000 zł - to dużo.

Dzisiaj akurat jeden z tabloidów publikuje...

Widziałam, że pan to powie.

...ranking najczęściej latających posłów po Polsce i muszę powiedzieć, że tutaj jestem szarym końcu, bo praktycznie w ogóle nie korzystam z samolotów w Polsce, chociaż jak każdy senator i poseł teoretycznie mam do tego uprawnienia. Natomiast mówi pani o podróżach służbowych moich jako wicemarszałka Senatu. Bardzo często ja nie wybieram miejsc, do których jestem wysyłany w delegacji, w zastępstwie np. marszałka.

Czyli jako członek prezydium, rozumiem?

Albo jako członek prezydium, albo jako członek władz zgromadzenia parlamentarnego NATO. Albo, co w moim przypadku akurat jest rzadsze, ale w przypadku wielu moich kolegów z Senatu, często po prostu wizytujemy imprezy związane z aktywnością środowisk polonijnych, bo Senat w Polsce odpowiada za podział środków na organizacje polonijne, tych środków jest bardzo dużo. Jest też z jednej strony oczekiwanie organizacji polonijnych, że przynajmniej jeden przedstawiciel Senatu, jeden senator, będzie na takich imprezach, a z drugiej strony często np. szefowa łączności za granicą z Polakami musi doglądać dużych inwestycji, które Senat realizuje, np. Dom Polski we Lwowie. Nasi senatorowie często są we Lwowie ze względu na to, że tam są duże inwestycje.

 Czyli rozumiem, że "nie chcem, ale muszem", żeby zacytować klasyka, tak? Jeśli chodzi o te podróże w pańskim wydaniu.

Nie, wszystko, co robię, robię dobrowolne, by niczego nie jestem zmuszany.

A jaką klasą pan lata?

Tutaj przepisy są dość jednoznaczne, tzn. po krajach europejskich, na bliski wschód, tam gdzie lot trwa krócej niż bodaj 6 godzin, latamy klasą ekonomiczną, jeżeli lot trwa dłużej, czy podróż trwa dłużej, to wtedy to jest klasa biznes.

Czyli nie wszędzie pan tak lata klasą biznes jak jedna pani minister z Kancelarii Premiera?

Zdecydowanie częściej latam zwykłą klasą ekonomiczną i nie narzekam.

Za hotele też, rozumiem, płaci Kancelaria Senatu? To są pięciogwiazdkowe hotele?

Nie, zawsze są jakieś tam przeliczniki w każdym miejscu. Zresztą my nie rezerwujemy sami hoteli, senatorowie nie zajmują się tym, robi to Biuro Stosunków Międzynarodowych w Senacie, to biuro rezerwuje hotele. Z reguły są to hotele średniej klasy, ani nie najlepsze, ani nie najgorsze, takie cztery gwiazdki.

To dodam, że na liście rekordzistów są także marszałek Karczewski, też z PiS-u, i senator Maria Koc, też z PiS-u, ale, żeby nie być też niesprawiedliwym, bo na liście najdroższych wyjazdów zagranicznych drugie miejsce zajmuje senator PO, Robert Dowhan. Jego podróż do Bangladeszu kosztowała ponad 27 tysięcy złotych. Niektórzy latają jednak za darmo albo na koszt organizatora. Wie pan, że są tacy organizatorowie? Jest ich tylko 5 na 100.

No tak, tylko wtedy muszą to zadeklarować  w rejestrze korzyści, bo wtedy powstają pytania, kto im te fundusze funduje. Powtarzam, dyplomacja parlamentarna w dzisiejszym świecie jest ważnym elementem dyplomacji w ogóle. My często mamy prośby ze strony naszego Ministerstwa Spraw Zagranicznych o poruszenie jakiejś kwestii i to jest element dyplomacji. Nasi członkowie są członkami wielu organizacji międzynarodowych, takich jak Zgromadzenie Parlamentarne NATO czy Zgromadzenie Parlamentarne OBWE i gdyby nie byli nam w najważniejszych konferencjach, na wyborach, na obserwacji wyborów, to Polska byłaby tam po prostu nieobecna. Więc trudno robić zarzuty tym parlamentarzystom, którzy są aktywni również w tej polityce międzynarodowej.

Mam pytanie od kolejnego użytkownika...

 Można po prostu dojść do absurdu, za chwilę wyliczać koszty podróży ministra spraw zagranicznych, wiceministrów czy jakichś innych dyplomatów polskich i może się okazać na końcu, że dyplomaci i politycy po prostu powiedzieć siedzieć w kraju.

No nie, też nie można tego sprowadzać do absurdu, ale jednak kwoty robią wrażenie na przeciętnym Polaku, jak sądzę, który zarabia nawet nie średnią krajową.

Oczywiście, ale skonkludujmy: te pieniądze nie trafiają do kieszeni naszych parlamentarzystów, to jest wszystko organizowane przez Biuro Stosunków Międzynarodowych. To biuro płaci za hotel, za przelot, parlamentarzyści tych w ogóle pieniędzy nie widzą.

Mam pytanie od użytkownika StrajkKobiet=Dyktatura: czy robi coś pan tej senator dla ziemi radomskiej?

Bardzo dużo. Choćby w tej chwili prowadzimy bardzo zaawansowane rozmowy, zresztą jest o tym też sporo w mediach ogólnopolskich na temat inwestycji polskich przedsiębiorstw lotniczych w lotnisko w Radomiu. Odegrałem, nie chwaląc się, dużą rolę w zdobyciu finansowania państwa.

Ale przecież to lotnisko ledwie zipie?

Owszem, ledwo zipie w tej chwili, w obecnej konstrukcji prawnej, natomiast tam powstanie zupełnie nowe lotnisko, lotnisko komplementarne dla Warszawy, które jest potrzebne ze względu na to, że lotnisko na Okęciu jest dzisiaj zakorkowane. Odegrałem sporą rolę w zdobyciu funduszy państwowych na bardzo ważną inwestycję dla Radomia - remont al. Wojska Polskiego, miałem sporą rolę w zorganizowaniu w Radłowie kierunku lekarskiego, który zresztą cieszy się olbrzymią popularnością na Uniwersytecie Techniczno-Humanistycznym.

No chyba tego nie widać, skoro jednak pytają pana o to.

Nie wiem, czy widać. Dostaję pytanie, więc odpowiadam.

No i bardzo dobrze, tak powinno być, bo jest wielu polityków, którzy dostają pytanie, a nie odpowiadają, no i wtedy to jest po prostu bardzo męczące. Czy Adama Bielan będzie jedynką w eurowyborach na liście Zjednoczonej Prawicy Mazowszu?

Nie wiem.

Jak to "nie wiem"?

Nie wiem, bo to nie jest moja decyzja.

Ale jest porozumienie zawarte między panem Jarosławem Kaczyńskim, panem Jarosławem Gowinem i ministrem Ziobrą?

To porozumienie jest szersze, ono dotyczy wszystkich nadchodzących wyborów, samorządowych, tych, które się odbędą najszybciej w Polsce,  europejskich, które będą zaraz po samorządowych i na końcu wyborów prezydenckich. We wszystkich wyborach będziemy startować zarazem i bardzo się z tego cieszę, bo uważam, że projekt Zjednoczonej Prawicy jest najlepszym sukcesem politycznym w ostatnich latach.

I tutaj pan zachował się jak rasowy PR- owiec. Wrócę do pytania: a chciałby pan wystartować w eurowyborach? Jedynka jest niezbędna, żeby jednak na pewno dostać się do europarlamentu.

Polityka to gra zespołowa. Chęci tego czy innego polityka są niewiele warte w momencie, jeżeli nie ma poparcia całej drużyny, więc myślę, że prace nad listami do europarlamentu rozpoczną się po wyborach samorządowych.

Ale muszą być jakieś przymiarki. Ja po prostu nie wierzę, panie marszałku, nie jesteśmy małymi dziećmi TK, nie od dziś jest pan w polityce...

Tak jest giełda nazwisk w mediach, media kochają sprawie personalne, jak pani redaktor doskonale wie, więc oczywiście takie spekulacje w mediach są, natomiast naprawdę my dzisiaj wszyscy koncentrujemy się na tym, jak pomóc naszym kandydatom w wyborach samorządowych. Te wybory są najważniejsze do końca października. Później będziemy rozmawiać na temat kolejnych wyborów.

Rzeczywiście są spekulacje. Według Faktu to miejsce gwarantujące wejście do europarlamentu prawdopodobnie otrzymają m.in. pani Beata Szydło, Witold Waszczykowski, Marek Kuchciński, Elżbieta Witek, także obecni europosłowie: Jacek Saryusz-Wolski, Karol Karski, Zdzisław Krasnodębski, Ryszard Legutko, Tomasz Poręba - no, niezła reprezentacja. Czy to prawda, że pan premier Morawiecki chciałby, żeby jak najszybciej te osoby, które mają wystartować do europarlamentu, a które zasiadają w rządzie, żeby jednak już rząd opuściły, żeby doszło do rekonstrukcji?

Nic na ten temat nie wiem. Powtarzam, wyborami do Parlamentu Europejskiego zajmiemy się już po wyborach samorządowych, czyli najwcześniej w listopadzie tego roku.

A czy jest pan przymierzany do funkcji ew. komisarza unijnego?

Nic mi na ten temat nie wiadomo.

Też pan nic wie?

Wiem tylko tyle, co pisze na ten temat prasa.

Nie mogę panu w to uwierzyć, myślę, że jest pan tak długo polityce, mówi się również, że Jarosław Kaczyński bardzo pana lubi, że jest pan pupilem, faworytem, że zdołał pan odbudować swoją pozycję w Zjednoczonej Prawicy, chociaż zdarzył się panu, mówią kolokwialnie, skok w bok.

Nie sądzę, żebym był pupile, faworytem, to są bardziej pytania do Jarosława Kaczyńskiego, jest mi niezręcznie na ten temat się wypowiadać. Wszystkie spekulacje dotyczące polskiego komisarza, to są  czyste spekulacje. Żadne decyzje nie zapadły, mamy wielu bardzo dobrze przygotowanych merytorycznie kandydatów - i pań, i panów. Wiemy, że dyskusje na poważnie o tym, kto będzie reprezentować w Komisji Europejskiej, rozpoczną się tak naprawdę już po wyborach europejskich. Więc jeżeli mogę pani szczerze powiedzieć, że nie wiem, jak będą wyglądały wybory do Parlamentu Europejskiego, to tym trudniej mi odpowiadać na pytanie, kto będzie naszym komisarzem w momencie, kiedy te decyzje będą jeszcze później.

Jeszcze powrócę do tych doniesień, pogłosek, spekulacji, które się ciągle nasilają, że jednak w PiS-ie toczy się walka o sukcesję. Czy tymi głównymi walczącymi to będą premier Morawiecki i Zbigniew Ziobro? Bo Zbigniew Ziobro jednak ma dużą władzę kropkę i wielkie ambicje.

Były w ostatnich tygodniach liczne spekulacje na temat stanu zdrowia Jarosława Kaczyńskiego, natomiast każdy, kto ma regularny kontakt z Jarosławem Kaczyńskim, a zarówno pan minister Morawiecki, jak i pan minister Ziobro taki kontakt mają, wiedzą doskonale, że Jarosławowi Kaczyńskiemu nic poważnego nie dolega. Więc na pewno ci dwaj politycy, których pani wymieniła, nie ostrzą sobie zębów na stanowisko, które jest zajęte i będzie jeszcze myślę, przez ładnych parę lat zajęte.

Jak to pan powiedział w części radiowej - przez 10 albo 15 lat. Czyli jak rozumiem, będzie jakaś kolejna operacje pana prezesa?

Nie chce się tej sprawie wypowiadać, nie mam do tego upoważnienia. Mamy oświadczenie szpitala po wyjściu Jarosława Kaczyńskiego, odsyłam wszystkich chętnych do tego, natomiast mam nadzieję, że przedwczorajsza obecność i przemówienie Jarosława Kaczyńskiego na konwencji przerwą te absurdalne plotki, bo jak się czyta media społecznościowe, choćby te wszystkie ataki na ministra Brudzińskiego, rzekome zdjęcia, które opublikował z gór, co robi co roku...

Nie ma dymu bez ognia, dlatego że gdyby jednak ze strony Prawa i Sprawiedliwości padały od razu takie jasne, zdecydowany komunikaty, co się dzieje, jeśli chodzi o zdrowie Jarosława Kaczyńskiego, to przecięto by takie spekulacje.

Ale padały. Wypowiadała się na ten temat rzecznik Mazurek...

No nie, jednak długo nie wiedzieliśmy.

Ja też gdy byłem pytany, mówiłem, tylko mam takie wrażenie − nie widzę nie mówię akurat o mediach, przynajmniej nie o mediach głównego nurtu − że część polityków opozycji uważa, że jakby stan zdrowia Jarosława Kaczyńskiego to jest ich ostatnia nadzieja na pokonanie nas i żyli tą nadzieją. To jest, myślę, że niegodne, żeby rozpuszczać nieprawdziwe plotki na temat stanu zdrowia kogokolwiek, mam nadzieję, że polska polityka od tego odejdzie, bo to są naprawdę już zachowania, ciosy poniżej pasa.

Pan prezes, występując na tej konwencji, jak to przed wyborami, trochę złagodniał, bo z jednej strony mówił tak: „Nie idziemy w tych wyborach po to, żeby się srożyć i rozliczać”, a z drugiej strony ciągle w okopach: „Będą jeszcze lecieć kamienie”. Takie typowe zwieranie szeregów.

 Ta kampania będzie bardzo ostra w wykonaniu naszych przeciwników. Platforma Obywatelska prowadzi od kilku tygodni bardzo ostry atak na nas, zarówno na szczeblu krajowym, jak i na szczeblu regionalnym, atakuje bardzo mocno nasze kandydatów, to samo robi PSL.

Premier też mocno zaatakował PSL podczas tego wystąpienia podczas niedzielnej konwencji, bardzo mocno.

Tak, tylko PSL atakuje osobiście premiera Mateusza Morawieckiego, od tygodni, bardzo mocno. Publikuje nawet spoty z jego udziałem. Więc z naszej strony tej kampanii negatywnej jest znacznie mniej.

Ale te spoty są odpowiedzią na to, co powiedział pan premier podczas niedzielnej konwencji, jak rozumiem.

No tak, ale PSL atakuje Mateusza Morawieckiego już od wielu tygodni. PSL atakuje PiS i w ogóle Zjednoczoną Prawicę od wielu tygodni, jeżeli nie miesięcy. PSL zaczęło kampanię do samorządu chyba najwcześniej. Więc trudno, żebyśmy co jakiś czas na te ataki nie reagowali, bo jest obawa, że, jak mawiał Goebbels, każde kłamstwo powtarzane wiele razy może się po prostu utrwalić w umysłach słuchaczy, w umysłach wyborców, musimy co jakiś czas reagować.

Oponenci przypisują PiS-owi, że stosuje tę zasadę.

Powtarzam, jeżeli prześledzimy konwencje, jeżeli pani porówna to, co się wydarzyło w niedzielę na naszej konwencji, z tym, co się wydarzy w najbliższy weekend na konwencji Platformy, to zapewniam panią...

A co się wydarzy, pan już wie?

 Domyślam się że będzie tam znacznie więcej ataków na nas, niż było ataków na naszej konwencji na opozycję.

Wasza konwencja, PiS-u, Zjednoczonej Prawicy - tak z przytupem, można powiedzieć. Ile to kosztowało, bo naprawdę, jak to powiedział poseł Jakubiak, po hollywoodzku było?

Nie przesadzajmy, to nie są już w tej chwili w Polsce tak duże koszty. Nie było tam jakichś specjalnych fajerwerków. Rzeczywiście było bardzo dużo energii. Platforma też troszeczkę zaspała w tych pierwszych dniach po rozpoczęciu roku szkolnego, który jest takim symbolicznym początkiem sezonu politycznego. Ale zdaje sobie sprawę, że ten wyścig wyborczy, szczególnie na poziomie sejmików wojewódzkich, które, tak jak mówiłem, w sensie władzy w Polsce są najistotniejsze, będzie trwał do samego końca, więc nie wpadamy w samozachwyt po pierwszych kilku dniach tego nowego sezonu politycznego.

Ale widać po organizacji tej konwencji i po tym, jakie słowa tam padły, jakich użyto trików kampanijnych, że widać, że bardzo wam zależy na poszerzeniu stanu posiadania w samorządach, chociażby to, że żony polityków, rodziny polityków ocieplały wizerunek kandydatów na prezydentów największych miast.

Chcemy poszerzyć, jak pani powiedziała, stan naszego posiadania, bo dzisiaj rządzimy na poziomie sejmików tylko w jednym sejmiku na Podkarpaciu. To jest troszeczkę efekt pewnego niekorzystnego zbiegu okoliczności cztery lata temu, pamiętam aferę madrycką, która z całą pewnością nam na ostatniej prostej zaszkodziła, ale bohaterowie afery zostali usunięci z naszych szeregów bardzo szybko. Jestem przekonany, żeby wynik będziemy mieli znacznie lepszy niż 4 lata temu, w związku z tym też ten stan posiadania się powiększy.

Ale z tej konwencji jednak popłynął taki ostry komunikat. Tak to można odbierać. Opozycja wręcz mówi o szantażu: że jeśli my wygramy w samorządzie, PiS, Zjednoczona Prawica, no to wtedy do tego samorządu popłyną szerokim strumieniem pieniądze. Jeśli nie wygramy, to zapomnijcie, zakręcamy wam kurek, przynajmniej dopóty, dopóki rządzimy.

Cztery lata temu w Radomiu PO odniosła zaskakujący sukces, wygrała wyboru samorządowe, wygrał je poseł PO, który startował przeciwko urzędującemu prezydentowi z PiS-u, właśnie taką metodą. Kilka miesięcy przed wyborami premierem została Ewa Kopacz pochodząca z Radomia i Ewa Kopacz wraz z tym posłem Platformy na każdej konferencji prasowej zapewniali mieszkańców Radomia, że jeżeli poprą kandydata rządzącej PO, to na Radom spadnie deszcz inwestycji centralnych. Później przez kolejny rok żadnej z tych inwestycji w Radomiu nie zobaczono, natomiast PO jest mistrzem w tak rodzaju szantażowaniu, czy była mistrzem, kiedy rządziła. A teraz oburza się, gdy my mówimy coś zupełnie innego. Nie będziemy dyskryminować żadnego samorządowca tylko dlatego, że pochodzi z PO czy PSL-u, natomiast chcemy zapewnić dobrą współpracę między rządem a samorządami, szczególnie tymi samorządami na szczeblu wojewódzkim, które zajmują się dzieleniem środków z funduszy strukturalnych, z Funduszy Europejskich. Tutaj powinna być dobra koordynacja. Jeżeli nasze rząd przeznacza dodatkowe kilkadziesiąt miliardów złotych na budowę bardzo ważnej dla tzw. ściany wschodniej Via Carpatii, to spowoduje bardzo szybki wzrost tych regionów, to chciałbym mieć również partnerów po stronie urzędów marszałkowskich. To jest zupełnie naturalne. Natomiast żadnego szantażowania w tej kampanii nie będzie.

Jeszcze takie pytanie od internautów: dlaczego prezes przychodząc na konwencję, przyszedł w otoczeniu kilku ochroniarzy? Przecież był wśród swoich.

Ja mogę powiedzieć tak, że niecałe 8 lat temu mieliśmy do czynienia w Polsce z mordem politycznym. Przypomnę, że w biurze europosła Janusza Wojciechowskiego pojawił się były członek Platformy Obywatelskiej, który zabił jednego z pracowników, ciężko ranił innego i krzyczał, że chce zabić Jarosława Kaczyńskiego. Więc w przypadku Jarosława Kaczyńskiego te groźby, które padają pod adresem wielu czołowych polityków...

Ale przecież tam są ochroniarze, są bramki, dziennikarze też mieli utrudniony dostęp do polityków. Więc tam wszystko jest pod kontrolą.

Pani jest bardzo doświadczonym dziennikarzem, była na wielu tego rodzaju imprezach i wie, że jeżeli jakaś polityk ma ochronę, też ochronę państwową ze strony byłego BOR-u, teraz SOP-u, Służby Ochrony Państwa, ta ochrona jest z nim cały czas.

Prezes ma państwową ochronę?

Nie, prezes ma ochronę prywatną...

Opłacaną przez partię?

...bo nie pełni funkcji państwowych. Jeżeli będzie pełnić takie funkcje, to będzie mieć już ochronę państwową.

Ostatnie pytanie, od użytkownika DanePubliczne: "Premier Morawiecki mówił w styczniu, że Bank Zachodni za jego prezesury nie udzielał kredytów we frankach. Tydzień temu przyznał, że udzielał jednak. Czy premier powinien zeznawać w procesie frankowiczów z Bankiem Zachodnim, aby ostatecznie wyjaśnić sprawę pod przysięgą?". Krótka odpowiedź.

Nie znam historii BZ WBK na tyle dobrze, żeby udzielić szczegółowej odpowiedzi.

Ale premier rzeczywiście zmienił zdanie. Przyznał, że bank, w którym pracował, jednak udzialał takich kredytów. Może nie w jakimś masowym zakresie, ale jednak tak.

Premier twierdzi, że bank WBK był na szarym końcu, jeśli chodzi o liczbę udzielanych kredytów. Znacznie więcej tych kredytów frankowych udzielały inne banki.

Ale udzielał jednak.

Został zmuszony do tego przez rynek, bo był bardzo duży popyt na te kredyty, ale jednocześnie alarmował poszczególne ważne instytucje, żeby w tej sprawie nie luzować polityki.

Czyli powinien w tej sprawie zeznawać czy nie?

Mówi pani o sprawach, które toczą się przed sądami?

Procesy frankowiczów, tak.

Nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć, nie wiem, jaka była jego rola w tej sprawie.

Bardzo dziękuję.

Dziękuję bardzo.

Adam Bielan, wicemarszałek Senatu i Zjednoczona Prawica.

Dziękuję bardzo, miłego dnia.

Wzajemnie.

RadioZET.pl/DG, RADIO ZET/MA

Oceń