Słuchaj
Mateusz Ptaszyński, Marcin Sońta
Aga Kołodziejska
Damian Michałowski, Ewelina Pacyna
Marcin Łukasik
Redakcja Radia ZET
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

Adam Bielan o spotkaniu Salvini-Kaczyński: Mogą być zawiązane dobre relacje polityczne. Polexit? Kompletna bzdura

09.01.2019 06:58

„Matteo Salvini jest dziś najpopularniejszym politykiem we Włoszech. Wszystko wskazuje na to, że przez kilkanaście najbliższych lat nie tylko będzie premierem, ale będzie mieć istotny wpływ na politykę znaczącego kraju Unii Europejskiej” – mówi w Radiu ZET wicemarszałek Senatu, Adam Bielan o dzisiejszym spotkaniu prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego z wicepremierem Włoch Matteo Salvinim.

Beata Lubecka: Gościem Radia ZET jest Adam Bielan, wicemarszałek Senatu, Porozumienie, obóz Zjednoczonej Prawicy. Cieszę się, że pan zdążył. Korki były.

Adam Bielan: Zawsze zdążam.

Pan też zazdrości zarobków jednej z najbliższych współpracownic prezesa NBP? 65 tysięcy miesięcznie, jak donosi prasa. Więcej niż zarabia prezydent, premier, senator RP.

Po pierwsze nie wiem, ile te zarobki do końca wynoszą, bo to są publikacje medialne.

Ale wyliczone na podstawie zeznań majątkowych.

Mediów, które specjalnie pana prezesa Adama Glapińskiego nie kochają, dzisiaj zresztą dość obraźliwe atakują pana prezesa Glapińskiego i jego współpracowników, bo tytuł „Dworki, sio!” jest wyjątkowo obraźliwy. Pytanie w ogóle, co pani redaktor np. myśli o takim...

Nie podoba mi się ten tytuł.

Dziękuję bardzo. Natomiast gdyby te informacje były prawdziwe, to oczywiście można je porównywać na dwa sposoby. Albo do wynagrodzeń w sektorze publicznym...

A to nie jest aberracja, taka wysokość zarobków?

To są pensje wtedy trudne do uzasadnienia, znacznie wyższe niż głowy państwa i chyba też prezesa NBP, z tego, co się orientuję, ale można też je porównywać do wynagrodzeń w sektorze bankowym, które z kolei są bardzo, bardzo wysokie.

Ale to jednak jest bank centralny i bank jednak publiczny.

Zgoda. Więc jak dotąd nie było zwyczaju ujawniania tych pensji...

A powinny być ujawnione w takim razie?

...nie tylko za czasów pana prezesa Glapińskiego, ale za czasów również jego poprzedników. Z oświadczeń pomocniczki prawnej NBP wynika, że w ogóle siatkę wynagrodzeń ustalał jeszcze pan prezes Belka.

Pozwolę sobie zauważyć, że dziennikarze „Wydarzeń” Polsatu wczoraj informowali, że za czasów prezesa Belki na adekwatnym stanowisku osoba, czyli dyrektor departamentu komunikacji i promocji w NBP, razem z premiami zarabiała 23 tysiące zł miesięcznie. No to chyba jest różnica zdecydowana.

Ja nie mam wiedzy na ten temat, być może, żeby przeciąć ten atak na pana prezesa Glapińskiego, on powinien dzisiaj te informacje ujawnić. Z takim apelem, jak rozumiem, zwrócił się do pana prezesa pan prezydent, który wnioskuje o powołanie prezesa NBP.

Nie za długo zwlekał prezes Glapiński z ujawnieniem tych informacji?

Nie wiem, nie czuję się doradcą medialnym prezesa Glapińskiego.

Ale jaka jest pana osobiste zdanie? Pan musi mieć jakieś zdanie.

Wie pani, ja myślę, że prezes Glapiński w ciągu ponad dwóch lat, o ile dobrze liczę, swojej prezesury dał się poznać jako prezes banku, który niespecjalnie chętnie pokazuje się w mediach, ma taką strategię medialną.

Ale tutaj są konkretne informacje.

Więc również w tej sprawie, jak sądzę, zareagował bardzo ostrożnie. Natomiast po wczorajszych słowach głowy państwa wydaje mi się, że te informacje powinny zostać upublicznione po to, żeby tę sprawę przeciąć.

A może prezes Kaczyński namówi prezesa Glapińskiego, żeby jednak upublicznił te informacje?

Nie wiem nic na temat jakichkolwiek działań pana prezesa Kaczyńskiego, ale pamiętajmy, NBP nie jest instytucją rządową, w naszym ustroju jest całkowicie niezależny od świata polityki, jest celowo tak skonstruowany...

Ale przecież panowie się znają od lat, jeszcze z Porozumienia Centrum.

Tak, ale pamiętajmy też, że różnie między nimi bywało, ich drogi polityczne też się rozchodziły. Jarosław Kaczyński zna wielu polityków, również dzisiejszej opozycji.

Ale suma summarum to jednak nominat Andrzeja Dudy i PiS-u jako prezes NBP.

Adam Glapiński, pan prof. Glapiński został powołany w 2016 r. na sześcioletnią kadencję, nie sposób go odwołać, ta kadencja jest zabetonowana w konstytucji. Cały ustrój został tak skonstruowany, żeby nikt nie mógł wpływać na politykę pieniężną NBP i może odbierać albo nie odbierać wiele telefonów, natomiast ostateczne decyzje podejmuje sam.

A czy to prawda, że z Nowogrodzkiej popłynął sygnał, że najbliższe współpracownice prezesa, będące teraz na celowniku mediów, powinny zniknąć z banku?

Nic na ten temat nie wiem.

A powinny zniknąć?

Jedna warstwa to jest wysokość pensji – powinna zostać ujawniona, ta sprawa powinna być przecięta, ale inna warstwa to są ataki na współpracowników pana prezesa Glapińskiego, które mają takie podłoże seksistowskie. Bo ja nie wiem, czy gdyby chodziło o mężczyzn w tym wieku, to wypominano by im to, że za młodu jedna z tych osób dorabiała sobie jako modelka. Ja pamiętam bardzo popularnego, bliskiego współpracownika premiera Tuska, który był ministrem w Polsce przez wiele lat i nie przypominam sobie, żeby za każdym razem musiał się tłumaczyć z tego, że jako młodzieniec dorabiał jako model.

A teraz pan ma kogo na myśli? Sławomira Nowaka?

Nie chcę wymieniać nazwisk. Zresztą nie widzę w tym niczego złego.

Ale skoro pan o tym powiedział... No bo przecież nasi słuchacze mogą tego nie pamiętać.

Pani redaktor pamięta. Chodzi mi tylko o samo zjawisko. W przypadku kobiet można je zaatakować z każdej strony. Powtarzam – ta sprawa zarobków powinna zostać ujawniona i przecięta, natomiast nie idźmy w takie seksistowskie bagienko.

No ale przyzna pan, że społeczeństwo oczekuje skromności. Tak mówił wielokrotnie prezes Kaczyński: „Skromność będzie wprowadzona”.

Przyznaję.

I tutaj tej skromności zabrakło, jeśli chodzi o wysokość tej pensji.

Gdyby chodziło instytucje, przez nas całkowicie kontrolowane, to z całą pewnością ta sprawa byłaby już dawno przecięta.

Dlaczego prezes Kaczyński spotyka się z wicepremierem Włoch Matteo Salivinim, który jest jednak postrzegany jako sojusznik Putina?

Czemu ma się nie spotykać? Rozmawialiśmy o tym przed anteną. Włochy są niezwykle waznym partnerem gospodarczym Polski. Trzecim jeśli chodzi o poziom handlu. Ponad 22 mld euro rocznie handlujemy z Włochami, to jest trzeci nas partner po Niemczech i po Chinach.

To wszystko prawda. Rozumiem, że szukamy nowego sojusznika, kiedy już nie ma Wielkiej Brytanii? PiS szuka nowego sojusznika w PE, bo chce zbudować nową architekturę?

Ja nie mówię w tej chwili o interesach partyjnych, mówię o interesach państwowych. To jest bardzo ważny inwestor w Polsce, zainwestował mnóstwo pieniędzy. Z Włochami mamy świetne kontakty kulturalne.

No to może premier powinien się spotkać, dlaczego prezes PiS? To jednak ma takie podłoże, że to jednak sprawy partyjne tutaj będą miały najważniejsze znaczenie.

Włochy mają bardzo dużą miękką siłę, soft power, w Polsce. I myślę, że to, czego brakowało w relacji z tym bardzo ważnym krajem UE, trzecią gospodarką strefy euro, trzecią gospodarką w całej UE po wyjściu Wielkiej Brytanii, to były dobre relacje, ścisłe relacje polityczne. I te relacje mogą być dzisiaj zawiązane. Matteo Salivini, wicepremier Włoch, jest dzisiaj najpopularniejszym politykiem we Włoszech. 60% zaufania Włochów – takim poparciem się cieszy. Ma 46 lat. Wszystko wskazuje na to, że jeżeli nie popełni jakiegoś kardynalnego błędu w najbliższym czasie...

To będzie premierem.

To przez kilkanaście najbliższych lat nie tylko będzie premierem, ale będzie miał bardzo znaczący wpływ na politykę bardzo znaczącego kraju UE. Jeżeli przyjeżdża do Polski, bo ma dobre relacje ze swoim odpowiednikiem, ministrem spraw wewnętrznych Polski, Joachimem Brudzińskim – chciałbym mu podziękować za to, że takie dobre relacje zbudował, że dobrze uprawia dyplomację ministerialną – i prosi o spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim, to nie rozumiem, czemu Jarosław Kaczyński miałby takiego spotkania odmawiać.

Czyli to Matteo Salvini zabiegał o to spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim, tak?

Prosił o takie spotkanie i Jarosław Kaczyński się na nie zgodził. Tym bardziej że Włosi proponują nam szereg bardzo ciekawych proeuropejskich inicjatyw, choćby w ramach inicjatywy do spraw polityki obronnej PESCO Włosi proponują nam budowę zupełnie nowego helikoptera. Szereg ważnych spraw jest, jak to się mawia, na stole. Jarosław Kaczyński jest osobą, która nie rządzi w Polsce, ale ma bardzo duże wpływy. I to spotkanie może przynieść Polsce bardzo wiele korzyści.

Może nie nominalnie, ale faktycznie to rządzi.

Sam kiedyś miałem okazję być świadkiem kilku rozmów Jarosława Kaczyńskiego, które bardzo polskiej dyplomacji pomogły. Choćby kiedyś taka słynna kolacja z późniejszym premierem Litwy, która odblokowała sprawę Możejek. Więc Jarosław Kaczyński w takiej dyplomacji polskiej jest bardzo sprawny i może nam bardzo pomóc.

A według opozycji to jest przygotowanie do Polexitu, takie spotkanie.

Kompletna bzdura. Włochy są założycielem UE, są w strefie euro zresztą.

Ale Matteo Salivini jednak jest eurosceptykiem.

Ale co to znaczy eurosceptykiem? Jest konserwatystą, głosi poglądy, które komuś mogą się nie podobać, ale podobają się 60% Włochów. Jeżeli ktoś coś takiego mówi, to nie obraża Salviniego czy jego partii, która jest najpopularniejszą partią we Włoszech, tylko obraża zdecydowaną większość Włochów tej chwili.

Ale rozumiem, że też chodzi o to, żeby zawrzeć jakieś porozumienie w przyszłym PE? Bo zanosi się na to, że PiS będzie miał ponad 20 mandatów, akurat partia, której przewodzi Salivini, też będzie miała prawie 30 mandatów. Chodzi o zawiązanie nowego sojuszu w PE?

Lega, po polsku Liga, może mieć największą delegację partyjną w PE, według niektórych szacunków 29 mandatów, czyli tyle mniej więcej, co niemieckie CDU.

I może zastąpić torysów brytyjskich w tej frakcji...?

My według niektórych szacunków jesteśmy na trzecim miejscu ex aequo z Ruchem Pięciu Gwiazd, też partią włoską, po 24 mandaty. Ja nie chcę w tej chwili mówić o grupach w PE, natomiast chciałbym zaapelować do kolegów z opozycji, żeby przestali obrażać kolejny wielki naród europejski, Włochów, bo naprawdę, jeżeli opozycja będzie w tym tempie obrażać rozmaitych polityków w Europie i rozmaite państwa, to niedługo nie zostanie zbyt wielu partnerów, z którymi będzie mogła po ewentualnym zwycięstwie wyborczym budować korzystne dla Polski relacje.

To spotkanie na Nowogrodzkiej, tak?

To pytanie retoryczne, rozumiem.

I będzie konferencja wspólna prasowa? Bo takie są doniesienia prasowe.

Nie jest planowana.

To tyle w części radiowej w Radiu ZET, Adam Bielan, wicemarszałek Senatu, ale jesteśmy cały czas na Facebooku i na RadioZET.pl.

"Nie wykluczam startu do PE. Ostateczne decyzje ws. list na przełomie stycznia i lutego"

W internetowej części rozmowy Adam Bielan mówił między innymi o wyborach do europarlamentu. "To są bardzo ważne wybory" - przyznaje wicemarszałek Senatu. Na pytanie Beaty Lubeckiej, czy będzie w nich startować, odpowiada: "Jeżeli będzie taka decyzja kolegów. Jak mawia premier Gowin, polityka to nie jest jazda figurowa na lodzie, tylko hokej. To gra drużynowa, wszystko zależy od decyzji całej drużyny".

Potwierdza, że są już przymiarki do list. "Nie wykluczam startu. Pracowałem w Parlamencie Europejskim. Mam, jak sądzę, niezbędne doświadczenie. Natomiast jeśli okaże się, że będę mógł pomóc naszej drużynie zdobyć dobry wynik, to tak będzie. Ostateczne decyzje co do list myślę, że ogłosimy na przełomie stycznia i lutego" - ocenia Adam Bielan.

Wicemarszałek Senatu odniósł się też do powołania Adama Andruszkiewicza na wiceministra cyfryzacji. "Nie widzę nic złego w tym, że ktoś w młodości był w Młodzieży Wszechpolskiej. Jeśli chodzi o kompetencje... nie znam na tyle dobrze posła Andruszkiewicza. Szczerze mówiąc w życiu nie zamieniłem z nim ani słowa. Nie znam jego pracy w parlamencie" - stwierdza Bielan. Jak mówi, tę pracę dostrzegł jednak szef resortu cyfryzacji. "Szef resortu zawsze konstytucyjnie odpowiada za pracę tego ministerstwa. To minister podejmuje decyzję. Potrzebuje nowego współpracownika na pozycji wiceministra? Wnioskuje do premiera. Taki jest proces decyzyjny" - mówi Bielan.

Gość Beaty Lubeckiej uważa, że nominacja Andruszkiewicza nie będzie dużą stratą wizerunkową dla obozu Zjednoczonej Prawicy. "To trochę burza w szklance wody. Ta sprawa wydarzyła się w sezonie ogórkowym, kiedy aktywność polityczno-medialna była mniejsza. Myślę, że za 2-3 tygodnie niewiele osób będzie pamiętać o tej sprawie" - przewiduje.

RadioZET.pl/MP/PaNa

Oceń