Słuchaj
Mateusz Ptaszyński, Marcin Sońta
Aga Kołodziejska
Damian Michałowski, Ewelina Pacyna
Redakcja Radia ZET
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

Adrian Zandberg o tragedii w escape roomie: Narzekamy, że jest za dużo kontroli. W takiej sytuacji widać po co one są

05.01.2019 08:00
xxx zet

- Kontrole nie są po to, aby pognębić drobnych przedsiębiorców. Bardzo często chodzi o bezpieczeństwo – mówi w Radiu ZET współzałożyciel partii Razem, Adrian Zandberg. W ten sposób odniósł się do tragedii w koszalińskim escape roomie, gdzie w pożarze zginęło 5 osób. Gość Łukasza Konarskiego złożył ich rodzinom wyrazy współczucia.

Łukasz Konarski: Gościem Radia ZET jest dzisiaj Adrian Zandberg, Partia Razem, dzień dobry.

Adrian Zandberg: Dzień dobry.

Po tragedii w Koszalinie, gdzie pięć nastolatek zginęło w pożarze w tzw. escape roomie, będzie kontrola wszystkich takich miejsc w Polsce. Okazuje się, że z chwilą rozpoczęcia działalności takie miejsca nie potrzebują zgody straży pożarnej. To zaniedbanie polityków, że takie miejsca powstawały bez kontroli przeciwpożarowej?

Na początek chciałem złożyć wyrazy współczucia rodzinom tych dziewczyn. To jest straszna tragedia. My w Polsce nieraz mamy taką skłonność, żeby narzekać, że za dużo kontroli, że przedsiębiorcy są obarczeni koniecznością, jak to niedużo mówią, dopilnowywania różnych absurdalnych regulacji. No to w takich sytuacjach widzimy, po co są te regulacje. Te regulacje nie są dlatego, że ktoś ma taką fantazję, żeby pognębić drobnych przedsiębiorców, chodzi po prostu o bezpieczeństwo. Bardzo często chodzi o to, żebyśmy nie wyszli z lokalu zatruci albo zarażeni jakąś groźną chorobą, żebyśmy mogli czuć się bezpiecznie, kiedy wchodzimy do różnego rodzaju pomieszczeń, kiedy w jakiś sposób spędzamy czas wolny. Myślę, że to jest taka sytuacja, w której to bardzo dobrze widać, że takie pokrzykiwanie: „Zlikwidujmy wszystkie regulacje, niech rynek zdecyduje!”, po prostu czasem bywa groźne, bo w tych regulacjach bardzo często chodzi właśnie o nasze bezpieczeństwo.

Patrząc na to – bo te kontrole już się rozpoczęły – myśli pan, że wykażą dużo nieprawidłowości? No bo to było tak po prostu: mam jakieś pomieszczenie, robię tam sobie działalność gospodarczą. Polega ona na tym, że po prostu jest jakieś pomieszczenie, z którego ciężko wyjść, znajdź rozwiązanie zagadki, to wtedy opuścisz to pomieszczenie. Nic więcej chyba nie było trzeba, żeby taką działalność rozpocząć.

Niestety. Ja nie jestem inspektorem, nie będę udawać, że jestem ekspertem w tej dziedzinie, ale bardzo się cieszę, że te kontrole będą miały miejsce. Szkoda tylko, że będą miały miejsce po takim tragicznym wydarzeniu. Myślę, że warto, żebyśmy kiedy myślimy o działalności gospodarczej, myśleli też o bezpieczeństwie, nie tylko swoim, ale także innych. To jest ważna sprawa, bo jeśli wychodzimy z założenia, że liczy się tylko zysk, no to to potem często kończy się tragedią.

Zmieniając temat, włączy się pan w akcję „Murem za Andruszkiewiczem”?

Jak się pan domyśla, pan minister Andruszkiewicz nie jest moim faworytem, z wielu przyczyn, więc w akcję „Murem za Andruszkiewiczem” się nie włączę. Wie pan, dla mnie jest coś zaskakującego w tej decyzji na wielu poziomach. Pierwsza sprawa, i to jest coś przedziwnego dla mnie, znaczy PiS bardzo dużo mówi o uczciwości, PiS bardzo dużo mówił o tym, że chce pogonić przekręciarzy i wstawia na eksponowane stanowisko faceta, który przez lata brał kilkadziesiąt tysięcy rocznie kilometrówek, chociaż nie miał samochodu, chociaż dojeżdżał do Sejmu pociągiem i odpowiedź jego na pytanie, dlaczego to robi, brzmiała: „Bo mogę”. No ja nie wiem, czy tego typu arogancja i tego typu podejście do publicznych pieniędzy to jest coś, co się spodoba wyborcom i wyborczyniom PiS-u. Choćby z tego względu ta decyzja jest dla mnie dosyć dziwaczna. Poglądy pana Andruszkiewicza są skrajne i to nie jest dla nikogo zaskoczenie, ale poza tym jest jeszcze kwestia jego kompetencji. One są nikłe.

Jest wykształcony, ma tytuł magistra stosunków międzynarodowych, specjalista od spraw medialnych, członek rady absolwentów Instytutu Historii Nauk Politycznych uniwersytetu w Białymstoku, młody poseł.

Wie pan, ja chciałbym, żebyśmy w Polsce cyfryzację potraktowali poważnie, bo pod tym względem Polska w wielu działach administracji publicznej po prostu odstaje od krajów Europy Zachodniej, a to jest wielkie ułatwienie życia dla obywatelek i obywateli i wolałbym, żeby odpowiadał za nią ktoś, kto jest po prostu kompetentny, a pan Andruszkiewicz w tej dziedzinie w oczywisty sposób kompetentny nie jest. Mnie w ogóle trudno powiedzieć...

Ale ma chyba 200 tys. followersów na Facebooku, obserwujących.

No to moim zdaniem w takim razie powinniśmy powołać na wiceministra cyfryzacji Lewego, bo on ma zdecydowanie więcej followersów na Facebooku czy na Instagramie. Nie no, nie sprowadzajmy sprawy do absurdu. Mnie jest w ogóle trudno powiedzieć, w czym pan Andruszkiewicz jest kompetentny, bo pan Andruszkiewicz, zdaje się, że jego ruch polityczny zawsze mówił o tym, że bardzo ceni sobie historię naszego narodu. Wie pan, tak się składa, że jestem historykiem i mnie kiedyś bardzo rozbawiło, kiedy wielki patriota pan Andruszkiewicz złożył interpelację, że nie podobają mu się nazwy pociągów, nie wiem, czy pan pamięta. I tam było dosyć charakterystyczne, bo panu Andruszkiewiczowi nie podobała się nazwa pociągu „Czcibór”, ponieważ uważał, że to jest promowanie pogaństwa. Strasznie mnie to zdziwiło, bo pan Andruszkiewicz twierdzi, że jest patriotą, a Czcibór to był brat Mieszka I, który pod Cedynią 972 r. pokonał Niemców, więc jak na patriotę pan Andruszkiewicz też kompetencje zdaje się, że ma dosyć skromne. Nie wiem, w jakiej dziedzinie ma większe, na pewno dobrze zbiera followersów na Facebooku, ale wydaje mi się, że to naprawdę nie jest powód, dla którego powinien być w związku z tym nominowany na ministra.

To pana zdaniem dlaczego Andruszkiewicz do Ministerstwa Cyfryzacji?

Myślę, dlatego, że PiS próbuje podlizać się skrajnej prawicy. Boi się tego, że powstanie coś na prawo od nich i w związku z tym usiłuje tego Andruszkiewicza wykorzystać jako taką kukiełkę, którą będzie pokazywać: „Patrzcie, patrzcie, my mamy swoją skrajną prawicę, nie musicie zakładać swojej własnej partii”. To jest nie pierwszy raz zresztą, kiedy te kontakty między PiS-em a skrajną prawicą są zaskakująco bliskie. Przecież posłowie PiS-u finansowali przejazdy na Marsz Niepodległości, różne organizacja skrajne, okołooenerowskie miały ich wsparcie na poziomie lokalnym, także wsparcie finansowe, pisały o tym media. Ten romans pomiędzy PiS-em a różnymi brunatnymi panami, on trwa od lat i jak rozumiem, nominacja Andruszkiewicza to jest po prostu kolejny etap.

A jak długo się utrzyma na tym stanowisku? Bo już afera trochę wychodzi poza granice Polski. Kongres Żydów Amerykańskich w Europie Środkowej już jest zaniepokojony tym. Zaraz może dojdzie do tego, że będzie afera jak z IPN-em i z Izraelem.

Wie pan, mnie mniej interesuje, kto się panem Andruszkiewiczem przejmie poza naszymi granicami, bardziej mnie interesuje, ile pan Andruszkiewicz zdąży schrzanić, pełniąc tę funkcję w polskim rządzie.

Ma odpowiadać za kontakty ministerstwa z Parlamentem. W zasadzie to nie jest funkcja wymagająca dużo roboty chyba.

No to jest jedna pocieszająca informacja, że być może nie będzie mieć szansy schrzanić zbyt wiele. No ale w każdym razie będziemy dalej tutaj stali w miejscu i to jest słaba informacja, bo naprawdę cyfryzacja jest ważną dziedziną, to nie są jakieś sprawy zupełnie nieistotne, w których można liczyć na to, że skoro i tak się nic nie dzieje, to można tam wsadzić dosłownie kogokolwiek i liczyć na to, że na tej synekurze po prostu będzie trwać.

PO chce, by ABW sprawdziła ewentualne powiązania nowego wiceministra cyfryzacji z Rosją. Pan uważa, że są jakieś powiązania, czy to jest wymysł po prostu?

Ja myślę, że pan minister to raczej z głupoty niż z agenturalnych przyczyn powtarza. Faktycznie często powtarza różne komunikaty, które idą z centrali Putinowskich trolli, ale jakbym miał obstawiać, to raczej bym obstawiał, że pan minister robi to dobrodusznie i raczej z naiwności. Wie pan, jeśli chodzi o CBA i służby, to ja mam natomiast inną sprawę, którą chciałbym, żebyśmy usłyszeli odpowiedź, dlaczego służby się nie zajmują. Mam tutaj na myśli sprawę cen leków. Od wielu miesięcy Partia Razem alarmuje, że coś jest bardzo nie tak, jeżeli chodzi o listę leków refundowanych.

Była komisja zdrowia ostatnio.

Ostatnio udało się doprowadzić do zwołania komisji zdrowia w tej sprawie. Na tej komisji zdrowia zeznawała pracownica…

Pani Matusik.

Tak. ...która została zwolniona i mówiła o rzeczach bardzo niepokojących. Mówiła na przykład o takim oto mechanizmie, w którym kiedy można było obniżyć cenę leków, bo prawo na to pozwalało, to nagle podejmowano decyzje w interesie międzynarodowych korporacji. Czyli efekt tych decyzji był taki, że pacjenci i budżet państwa stracili, a międzynarodowa korporacja zyskała. Myśmy zgłosili w tej sprawie doniesienie do prokuratury, prosząc, żeby prokuratura się tym zajęła, bo ja słyszałem Zbigniewa Ziobro, który twierdził, że on będzie wszelkie złodziejstwa, wszelkie rodzaje lobbingu starał się ukrócić, i dostaliśmy informację taką oto, że prokuratura zapytała ministerstwo, czy wszystko jest w porządku, ministerstwo odpowiedziało: „Wszystko jest w porządku”, a prokuratura w związku z tym stwierdziła: „Aha, wszystko jest w porządku”. Więc jeżeli na tym polega gonienie złodziei przez PiS, że będzie prokuratura pytała kogoś, kto jest podejrzany o kradzież, czy wszystko jest w porządku, ten będzie odpowiadać: „Wszystko jest w porządku”, a prokuratura będzie mówiła: „Aha”, to możemy rozwiązać prokuraturę, bo do tego wystarczy zatrudnienie kilku urzędników, którzy będą wysyłali listy z pytaniami. Tak samo te deklaracje CBA w tej sprawie, że problemu nie ma, bo zapłacą za to pacjenci, w związku z tym CBA nie będzie się tym zajmować, dla mnie są kuriozalne. Ja się dziwię, jak daleko sięgają macki międzynarodowych koncernów farmaceutycznych wewnątrz tej formacji, która dzisiaj rządzi, jeżeli instytucje, które są powołane do walki z korupcją, zamiast walczyć z korupcją, tak naprawdę sprawiają wrażenie, jakby osłaniały jakiś proceder.

A myśli pan, że np. sprawą Andruszkiewicza rząd chce to przykryć?

Nie, ja nie wierzę w ogóle w tę teorię przykrywania. To znaczy, dla mnie jest po prostu dziwne milczenie. Dla mnie jest dziwne to z tego względu, że PiS coś naprawdę kompletnie innego obiecywał. To zresztą nie jest pierwszy przykład, bo lobbyści panoszą się w ministerstwach przynajmniej tak samo jak za rządów PO, przynoszą gotowe projekty ustaw, gotowe projekty rozporządzeń, zmieniają warunki kontraktów i rząd rozkłada ręce i nic z tym nie robi. Dla mnie też kuriozalna sprawa zupełnie to jest ten list ambasador Mosbacher. On został ujawniony. Nie wiem, czy państwo wszyscy o tym słyszeliście. Otóż na polskiej liście leków refundowanych nie znalazł się lek produkowany przez firmę, której interesy są najwyraźniej bliskie sercu pani ambasador USA. Więc ta pani ambasador USA napisała list i powiedziała, że ona by chciała, żeby te leki jednak się tam znalazły. I co się stało?

Znalazły się.

Nagle się znalazły. Proszę państwa, ja słyszałem, że my żyjemy w suwerennym kraju, który podobno wstaje z kolan. No co to jest za wstawanie z kolan, jeżeli ambasada obcego państwa wyznacza, jakie będziemy mieli leki na liście leków refundowanych, decyduje tak naprawdę za Polskę, na co wydamy pieniądze i która korporacja na tym zarobi. No coś tu jest głęboko postawione na głowie. To oczywiście jest szerszy problem, to znaczy problem ze stosunkiem polskich elit do USA.

Jaki jest ten stosunek pana zdaniem?

Moim zdaniem jest lokajski. Moim zdaniem jest lokajski, jest archaiczny. To znaczy, polskie elity, polska prawica, i to zarówno ta PiS-owska, jak i ta Platformerska, mam wrażenie, że myśli, że ciągle trwają lata 80., że ciągle trwa zimna wojna i że świat jest podzielony między USA i Rosję, a USA dbają o tę Europę Środkową, bo to jest dla nich ważny kawałek świata. No to już nie jest prawda. Stany Zjednoczone dzisiaj interesują się Azją. To imperium, które kiedyś budowało NATO, to już naprawdę jest właściwie kwestia przeszłości, natomiast USA skłócają się z naszymi partnerami z zachodniej Europy i nas traktują instrumentalnie. Ja myślę, że ten list pani Mosbacher pokazuje, jak to instrumentalne traktowanie wygląda, nie pierwszy raz zresztą. A my cały czas zachowujemy się tak, jakby to zdjęcie z prezydentem USA było najwyższą nagrodą, za którą warto sprzedać polską rację stanu. Najpierw wysłaliśmy żołnierzy na wojnę, potem żeśmy podpisywali jakieś kontrakty zupełnie nieopłacalne, teraz takie historie. Naprawdę, najwyższy czas, żebyśmy zaczęli się szanować, bo sojusznicy i partnerzy w swoich kontaktach powinni zachowywać godność, a nie zachowywać się jak lokaj.

Zmieniając temat – czy wystartuje pan w wyborach do PE?

Panie redaktorze, nie odpowiem panu dzisiaj na pytanie o to, bo jest dla mnie dużo ważniejsza sprawa. Dla mnie ważną sprawą jest to, żeby w wyborach do PE lewicowi wyborcy mieli swoją reprezentację. Żeby była lewicowa lista: propracownicza, prospołeczna, wolnościowa, która będzie w PE upominać się o to, żeby Europa była ambitniejsza.

Będzie szeroka koalicja środowisk lewicowych w wyborach do PE?

My dostaliśmy mandat. Mieliśmy wielką dyskusję w Razem, referendum i Zarząd Krajowy Razem dostał mandat do tego, żeby rozmawiać o budowie listy lewicowej ze wszystkimi na lewo od tego bloku centro-prawicowego Platformerskiego. Ja powiem panu, dlaczego jestem przekonany, że potrzebujemy niezależnej lewicy w PE. Bo pierwsza i podstawowa sprawa, wyzwanie, przed którym dzisiaj UE stoi, to są różnice płacowe. To jest postawione na głowie, że ludzie pracują 200 km od siebie w fabrykach należących do tej samej firmy i w jednej zarabia się cztery razy mniej niż w drugiej. Te napięcia, które to wyzwala, to, co to powoduje, to rozsadza dzisiaj UE. UE nie może tak, jak by to chciała PO czy jak by chciała znaczna część europejskiej prawicy, stać w miejscu. Tak jak jest, po prostu się nie utrzyma. Żeby UE przetrwała, musi iść do przodu. Musi wyrównać płace, musi wprowadzić więcej wspólnej polityki socjalnej, musi spowodować, żeby wszyscy Europejczycy czuli się równi, żeby nie było Europejczyków pierwszej i drugiej kategorii. To może zrobić tylko lewica.

To rozwiniemy w części internetowej. A jeszcze na koniec – czy przyjmiecie Ryszarda Petru do Partii Razem? Już się dwa razy zapisał prawie.

Jak się pan domyśla, Ryszard Petru jest dosyć odległy swoimi poglądami od Razem. Myślę, że zdecydowanie lepiej odnajdzie się w pluralistycznym bloku centro-prawicy liberalnej.

To może chociaż jakaś symboliczna legitymacja honorowego członka?

Wie pan, ja myślę, że Ryszard Petru dodaje wiele kolorytu polskiemu życiu publicznemu, trochę tak, jak kiedyś dodawał go Janusz Korwin-Mikke. Ja się oczywiście z Ryszardem Petru kompletnie nie zgadzam, jeśli chodzi o recepty gospodarcze i także jego takie dotąd, jak pamiętam, dosyć zaściankowe poglądy, które mam nadzieję, że ewoluują, to akurat jest dobra informacja – że Ryszard Petru się rozwija. Natomiast powiem panu, że jak go nie było przez tych parę miesięcy, to trochę mi go brakowało, nie wiem jak panu, tego kolorytu było trochę mniej.

Ciąg dalszy na RadioZET.pl.

Oceń