Słuchaj
Mateusz Ptaszyński, Marcin Sońta
Michał Korościel
Damian Michałowski, Ewelina Pacyna
Redakcja Radia ZET
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

Anna Zając: 1000 zł podwyżki dla nauczycieli to konkret; nikt nie chce przychodzić do pracy za 1700 zł

13.01.2019 07:50
xxx zet

- Priorytetem dla rządu powinna być edukacja - ona jest najważniejsza (...) Trzeba pomyśleć, jak płacić nauczycielom więcej, jak zachęcać ich do przychodzenia do tego zawodu, bo młodych nauczycieli w tej chwili ubywa. Nikt nie chce przychodzić do pracy za 1700 zł - mówi w Radiu ZET Anna Zając ze Związku Nauczycielstwa Polskiego. Związki zawodowe nauczycieli domagają się 1000 zł podwyżki od stycznia 2019 roku. 

Łukasz Konarski: Anna Zając, nauczycielka, członkini Związku Nauczycielstwa Polskiego. Dzień dobry.

Anna Zając: Witam serdecznie pana redaktora i słuchaczy.

Ile kierunków studiów pani skończyła?

W sumie trzy magisterki, natomiast mam pięć specjalizacji i jedne studia podyplomowe.

Czyli można powiedzieć, że to jest takie wykształcenie pedagogiczne na bardzo wysokim poziomie?

Tak, to wszystko jest w kierunku pedagogiki, dokładnie.

Pani teraz pracuje w szkole podstawowej?

W szkole podstawowej. Uczę języka angielskiego.

Od ilu lat?

Od trzynastu.

I teraz to najtrudniejsze pytanie – ile pani zarabia?

2170 zł już ze wszystkimi dodatkami, z dodatkiem motywacyjnym, i to jest dodatek warszawski, wyższy niż w innych miastach, i z dodatkiem stażowym, czyli 13% – za każdy rok pracy 1%.

I to jest pensja na rękę?

I to jest pensja na rękę, dokładnie.

Podczas negocjacji z minister Zalewską kilka dni temu to pani właśnie pokazała wyciąg ze swoich zarobków. Pokazała go pani też minister Zalewskiej?

Pokazałam, dokładnie, natomiast pani minister nie była uchwytna i ignorowała, starała się nie patrzeć, udawała, że nie interesuje ją to tak naprawdę. Olewała troszkę nas, nauczycieli.

A w szkole, w której pani uczy, to ilu jest nauczycieli, którzy podobnie do pani zarabiają?

Myślę, że 50% na pewno, natomiast jestem w szkole, gdzie nie ma zbyt wiele młodej kadry, jest to starsza kadra, głównie nauczyciele mianowani i dyplomowani.

A jak pani słyszy np., że zawsze można iść do pracy do sklepu spożywczego i wtedy się zarobi więcej niż pani zarabia jako nauczycielka, to co pani myśli?
To wtedy myślę, jest mi bardzo przykro, bo zawód, który wybrałam, wybrałam z pasji, kocham to robić i tak naprawdę nie wyobrażam sobie pracować gdzie indziej, natomiast frustracja narasta i wiem, że wielu młodych ludzi decyduje się na tak trudne decyzje i coraz częściej odchodzi z tego zawodu po prostu w celu zarobienia lepszych pieniędzy.

A pani gdzieś dorabia? Jakieś korepetycje czy coś podobnego?

Nie, korepetycje nie, pracuję w dwóch szkołach językowych. Natomiast są to popołudnia, wieczory i tak naprawdę cierpi na tym rodzina, a wieczorami, w nocy trzeba sprawdzać prace klasowe, testy, kartkówki, zeszyty dzieci, przygotowywać się…

Do domu wszystko?

Dokładnie, tak.

To ile pani tak w tygodniu pracuje w tej szkole podstawowej, w której pani pracuje?

Myślę, że spokojnie jest to ponad 40 godzin. Tak że chciałabym obalić też mit i my, nauczyciele, chcielibyśmy wprowadzić jakąś kampanię na temat zawodu nauczycieli, że 18 godzin to są tylko godziny przy tablicy, to jest tylko wierzchołek góry lodowej.

To jak to wygląda, niech pani powie?

Generalnie 18 godzin przy tablicy plus okienka tak naprawdę, więc w szkole spędza się w zależności od dnia tak mniej więcej od ósmej, przed ósmą, dyżury zaczynają się za piętnaście ósma, do godziny 13-14, no i jeżeli nie ma rad pedagogicznych, spotkań z rodzicami, to zabiera się pracę do domu, bo w szkole nie ma na to warunków, żeby sprawdzać, nie zawsze jest wystarczająca liczba komputerów, ksera. Nauczyciele często przygotowują materiały w domu, własnymi kosztami.

Czyli pani idzie do szkoły, tam jest ile – 8 godzin czy dłużej?

To zależy od dnia. Jeżeli są zebrania zespołów wychowawczych, rady, to często jest to nawet 10 godzin, natomiast tak na co dzień jest ok. 4, 5, 5,5, do 6 godzin.

Plus praca w domu – kartkówki itd.

Dokładnie.

Często się słyszy argumenty, że państwo mają dwa miesiące wakacji, że ferie zimowe, długie wolne w Boże Narodzenie i też w tygodniu niewiele godzin lekcyjnych.

No tak, ale coś za coś. Tak naprawdę w ciągu roku nie możemy wziąć urlopu, kiedy potrzebujemy, kiedy jest np. tańszy sezon i możemy sobie wyjechać we wrześniu albo w październiku, ludzie mogą sobie pozwolić na wyjazd na wakacje, nauczyciel na to nie może sobie pozwolić, tak naprawdę ma wolne w tym najdroższym sezonie.

No i też go chyba nie stać.

No dokładnie. I to jest taka specyfika pracy. Pracujemy więcej niż dzieci, wiadomo, wakacje są dla dzieci, natomiast z racji całokształtu, tak jak się kształtuje rok szkolny, jest to naturalne, że i my w tym czasie mamy wolne.

Nauczyciele domagają się 1000 zł podwyżki od stycznia 2019 r. To chyba kwota nierealna do realizacji?

Myślę, że to wszystko jest w dobrej gestii rządu i tego, co rząd postawi sobie jako priorytet. Priorytetem powinna być dla rządu, dla kraju, dla państwa edukacja, ona jest najważniejsza. I wydaje mi się, że trzeba wreszcie zwrócić na to uwagę i nie wiem, zreformować… Może słowo „reforma” teraz źle brzmi, ale trzeba pomyśleć, jak płacić nauczycielom więcej, jak zachęcać ich do przychodzenia do tego zawodu, bo młodych nauczycieli w tej chwili nie ma, ubywa, nikt nie chce przychodzić do pracy za 1700 zł i tu jeszcze, myślę, warto podkreślić negatywną selekcję do zawodu.

To znaczy?

Będą przychodzili coraz słabsi ludzie za te pieniądze. Nikt nie będzie kształcił się pięć lat, więcej, zdobywał kilku kierunków studiów, kilku specjalizacji po to, żeby przyjść i dostać 1700 zł, tym bardziej że w perspektywie, zanim zrobi dyplomowanie, minie mu 15 lat, bo w tej chwili pani Zalewska wydłużyła awans z 10 lat, który już i tak był bardzo długi, aż do 15.

No tak. Z drugiej strony też jest tak, że nauczyciele są coraz starsi, niedługo część przejdzie na emeryturę. Rozumiem, że luka powstanie, tak?

Powstanie luka na pewno. I w związku z tym uczelnie będą zabiegały o byle kogo, szkoły będą zabiegały o byle kogo, byle ktoś przyszedł i uczył dzieci – i to jest właśnie ta negatywna selekcja. Natomiast wielką krzywdą jest wydłużenie ścieżki awansu. I tutaj też jestem jedną z tysięcy nauczycieli, kobiet szczególnie, które rodzą dzieci, zakładają rodziny i ścieżkę awansu co chwila rozpoczynają od nowa. Ja w 2010 r. powinnam już być nauczycielem mianowanym, natomiast zabrakło mi trzech miesięcy, urodziłam dziecko i w związku z tym rozpoczęłam kolejny raz staż na mianowanie. Urodziłam później drugie dziecko i też mi zabrakło kilku miesięcy. I teraz trzeci raz robię mianowanie. Tak że te 15 lat w przypadku kobiet szczególnie… W ten sposób będziemy 20-25 lat dążyć do dyplomowania, a tak naprawdę nauczyciel dyplomowany zarabia zaledwie 800 zł brutto więcej, bo takie są widełki.

Rozumiem, że te 1000 zł podwyżki, państwo tak licytują wysoko, żeby zejść do jakiejś realnej, niższej kwoty?

Nie, ja myślę, że nie. Myślę, że to jest po prostu bardzo ścisły konkret. Uważam, że nauczyciel po kilku specjalizacjach, bo naprawdę w tej chwili młodzi nauczyciele, wymagane jest wręcz posiadanie kilku kierunków, jakby zarabiał, nie wiem, nie te 1700, a 2700, to nie jest dużo. To naprawdę dla człowieka kulturalnego, wykształconego, który ma być autorytetem dla społeczeństwa i którego chcemy zachęcić do pracy w tym zawodzie, to nie są duże pieniądze.

Rozmowy z minister edukacji z przedstawicielami związków zawodowych w sprawie tego rozporządzenia płacowego zakończyły się bez porozumienia. Co dalej?

Weszliśmy w spór zbiorowy i szykujemy się do strajku. Wczoraj słuchałam wywiadu na TVN24, dwóch ministrów, nie pamiętam nazwisk, ponieważ tak bardzo nie interesuję się polityka, zapowiadali, że na pewno my straszymy, że odkąd ten pan minister był dzieckiem, słyszał o protestach nauczycieli, itd., itd. Faktycznie – nauczyciele często protestowali, często było o nich głośno, natomiast nigdy nie było to skuteczne. Tak naprawdę od wielu lat, dziesiątek lat nauczyciele nie są docenioną grupą zawodową. Nie byli doceniani i często bali się różnych konsekwencji. Wmawiało im się, że liczy się etyka zawodowa. Natomiast czasy się bardzo zmieniają i…

Miarka się przebrała, rozumiem?

Tak, miarka się przebrała i młodzi ludzie też inaczej już myślą. W tej chwili nikt nie rozdaje mieszkań, nie ma książeczek mieszkaniowych, te mieszkania są bardzo drogie, szczególnie w Warszawie. Ja miałam problem z uzyskaniem kredytu, nie uzyskałam kredytu mieszkaniowego, moja zdolność kredytowa to była 70 tys., więc tak naprawdę jak tu żyć? Ja nauczyciel ma żyć?

Mieli państwo podczas tych negocjacji z minister Zalewską takie żółte kamizelki. To chyba wyraźne nawiązanie do protestów francuskich?

Tak.

Rozumiem, że to był taki sygnał ostrzegawczy?

Sygnał ostrzegawczy, natomiast ważne jest to, że założyliśmy te kamizelki nie od razu, tylko w momencie, gdy minister Zalewska nie chciała z nami rozmawiać, przeszła do innej sali razem z drugim związkiem, Solidarnością, a z drugiego związku, ZNP, chciała wydzielić tylko trzy osoby, natomiast pan prezes Broniarz nie zgodził się na to, powiedział, że zarząd, cała Polska zjechała się ludzi i nie po to, żeby minister wybrała sobie trzy osoby, z którymi chce gadać. Zarząd to zarząd, po prostu.

Ale rozumiem, że ten strajk jest nieunikniony?

Jest nieunikniony i myślę, że w tej chwili jest już tak duża frustracja, i naprawdę nauczyciele zaczynają wreszcie się jednoczyć. Brakuje jeszcze odwagi, więc apeluję do moich kolegów i koleżanek: nie bójcie się, pomóżcie, wesprzyjcie mnie nawet. Odważyłam się pokazać mój pasek, moje zarobki i naprawdę nie bójcie się tego, bo to jest prawda, to jest prawda o nas.

Bo tu kolejny związek nauczycielski jest za strajkiem, więc rozumiem, że to jest mobilizacja społeczeństwa nauczycielskiego potężna?

Tak, jest potężna mobilizacja. Ja myślę, że nauczyciele niezależnie czy z Solidarności, czy z ZNP na dole… Znaczy, cel nasz jest wspólny jeden i ten sam. To, że gdzieś tam na górze polityka, jedni z drugimi się kłócą, mają jakieś problemy – naprawdę, czy solidarnościowcy, czy ZNP-owcy, czy nauczyciele, którzy nie należą do żadnego związku, wszyscy mamy jeden cel wspólny. I tego się trzymajmy, jednoczmy się po prostu i walczmy o przyszłość edukacji, bo tak naprawdę w tej chwili naszym głównym postulatem są pieniądze, ale tak naprawdę chodzi o coś ważniejszego po prostu, o przyszłość społeczeństwa naszego, o tę edukację.

Pan Piotr pyta na Twitterze: „Dlaczego akurat teraz idziecie na strajk, kiedy coś się zmienia w waszej sytuacji finansowej?”.

To nie jest prawda. Wcale się nie zmienia. To są właśnie te hasła fałszywe. Owszem, dostaniemy tak naprawdę pięć procent podwyżki, której aktualnie jeszcze nie dostaliśmy. Natomiast to będzie podwyżka rzędu między 80, znaczy, w sumie na rękę między 80 a 120 zł, mniej więcej tyle to wyjdzie na rękę, czyli można powiedzieć, podwyżka inflacyjna. Natomiast nie mówi się o tym publicznie, ministerstwo nie przyzna się do tego, ile nam odbiera za tę podwyżkę. Tak naprawdę finansujemy ją sobie sami. Bo z 10 do 15 lat wydłużona została ścieżka awansu, w związku z tym na tym, ile miliardów ministerstwo – ja to kiedyś liczyłam, zresztą były gdzieś te dane podawane – zaoszczędzi, to będą miliardy złotych. W związku z tym to nie jest dla nas żadna podwyżka, tym bardziej że jesteśmy zarzucani biurokracją, wymaga się od nas coraz więcej i tak naprawdę nie uznajemy tego jako podwyżkę.

Strasznie państwo nauczyciele ostatnio chorowici. Ta belferska grypa dotknęła kilkaset z około 30 tys. placówek oświatowych. I to w takim stopniu, że trzeba tam było zredukować nauczanie.

Tak. Ja myślę, że nauczyciele powinni dbać o zdrowie. Często nadwyrężali własne zdrowie, nadwyrężali krtań, ja obecnie jestem zdrowa, natomiast wspieram tych, k tórzy zaczęli dbać o swoje zdrowie, poza tym myślę, że chyba frustracja, która obecnie narasta, powoduje również złe samopoczucie i problemy zdrowotne, w tym być nawet może i depresję, już tak idąc daleko. Natomiast znam nauczycieli, którym jest ciężko bardzo i wręcz popadają w stany depresję z powodu tak niskich zarobków i takiego niskiego poważania społecznego.

Od jutra w ilu szkołach będą braki kadrowe pani zdaniem?

Nie wiem. Nie mam zielonego pojęcia.

Ale rozumiem, że raczej problem narasta?

Myślę, że tak i myślę, że będzie się działo.

Nauczycielka Anna Zając, ciąg dalszy na RadioZET.pl.

Dziękuję, do widzenia.

RadioZET.pl/DG 

Oceń