Słuchaj
Michał Korościel, Damian Michałowski
Marcin Sońta , Mateusz Ptaszyński
Justyna Dżbik, Kamil Nosel
Hubert Radzikowski
Redakcja Radia ZET
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

Bogdan Wenta o obchodach 11.11: Widzimy chaos, od zarządzających przez głowę państwa

09.11.2018 06:57

„Widzimy chaos, począwszy od zarządzających państwem poprzez głowę państwa” – mówi o organizacji państwowych obchodów stulecia niepodległości dzisiejszy gość Radia ZET, Bogdan Wenta. Nowy prezydent Kielc w rozmowie tłumaczy: „Decyzje na przestrzeni ostatnich dni zmieniały się prawdopodobnie każdego dnia. Jeśli mówimy o obchodach tak ważnych – trzeba było dużo wcześniej przygotować odpowiednie ramy i reguły gry”.

 

Beata Lubecka: Gościem Radia ZET jest Bogdan Wenta, europoseł jeszcze, a teraz prezydent elekt Kielc. Był trener kadry szczypiornistów. Co tu się stało, że się pan spóźnił?

Bogdan Wenta: Pogoda, piątek przed weekendem, wjazd do miasta na Rogatkach, bardzo dużo transportu ciężkiego, wszystko zapchane.

Utknął pan w korku? To nie wiedział pan, że są takie korki?

Nie tyle w korku, tylko po prostu to jest chyba normalne, że w tych dniach, końcówce tygodnia, piątek, zawsze to natężenie transportu...

Nie przewidział pan tej ewentualności. Trzeba było przewidzieć. Nie wiedział pan, że w piątek tak się dzieje, tak się korkuje?

Jeżeli po drodze jest drobna stłuczka, zaraz się to komplikuje.

A była stłuczka?

Tak.

Będzie miał pan co robić w takim razie, żeby te korki wyeliminować.

Problemem jest, że jeśli przez trasy tzw. szybkiego ruchu, które przecinają miasto, ten ciężki transport powoduje, że natężenie aut osobowych, to wszystko się kumuluje i są dni, w których jadąć do pracy potrzebujesz 15 minut, ludzie śpieszą się, a nagle drobna stłuczka powoduje, że w tym momencie wszystko zaczyna się naprawdę zwalniać.

Widzę, że pan trochę zestresowany. Na początek chciałam zapytać jednak o to, co dzieje się w Warszawie. Czy pan podjąłby taką samą decyzję jak Hanna Gronkiewicz-Waltz i zakazał Marszu Niepodległości?

Sądzę, że taka decyzja zakazu marszu na pewno jest trudną decyzją, ale chyba kierujemy się tutaj przede wszystkim bezpieczeństwem wszystkich. Zakładając, że demokracja pozwala na swobodę wypowiedzi, natomiast jako osoba zarządzająca, obowiązkiem takiej osoby jest przede wszystkim zapewnienie bezpieczeństwa wszystkim.

Czyli pan by podjął taką decyzję?

Kiedy nie ma zbalansowanego udziału w demonstrowaniu pokojowym, to później jeżeli coś się dzieje, największe pretensje są do zarządzających.

Czyli pan podjąłby taką decyzję. A co teraz? Co się wydarzy w niedzielę pana zdaniem?

Widzimy chaos, począwszy od zarządzających państwem poprzez głowę państwem, czyli te decyzje, które na przestrzeni ostatnich dni od „za do „przeciw” zmieniały się prawdopodobnie każdego dnia.

A to jest zła decyzja, że zarządzono, że będzie marsz państwowy?

Sądzę, że w tym momencie, jeżeli mówimy o obchodach tak ważnych dla naszego państwa, tych stu lat niepodległości, a z drugiej strony skomplikowanej historii, to chyba trzeba by było dużo wcześniej przygotować pewne ramy, mówiąc językiem byłego sportowca, reguły gry: gdzie się to odbędzie, na którym stadionie, przygotować wszystkie dojazdy, żeby wiedzieć, że na tym stadionie będą różnego rodzaju kibice.

To co, amatorszczyzna?

Pani redaktor używa prostych, zero-jedynkowych określeń. Sądzę, że nie ma takiego podejścia, tym bardziej że jesteśmy dzisiaj na etapie, osobiście brakuje mnie, jako osobie, która wyszła z takiego świata, gdzie rzeczywiście na tych emocjach było bardzo dużo, że nie potrafimy usiąść i naprawdę użyć tego, czym jest dialog, i na końcu w duchu kompromisu znaleźć rozwiązanie. Obchody stulecia to jest miejsce dla tych, którzy należą i do lewej strony, i do prawej strony, ale jeżeli te strony się bardzo od siebie oddalają, to nawet ci, którzy gdzieś centrowo stoją, mają z tym problem.

Będzie bezpiecznie pana zdaniem?

Wierzę, że zwycięży rozsądek, jesteśmy dorosłymi ludźmi. Jeżeli pozwolimy sobie na ekstremalne zderzenia, to jeszcze raz powtórzę: i ci, którzy są po lewej, i po prawej. Bo także i ja w ostatnich tygodniach miałem możliwość odczucia pewnej krytyki w kampanii, która nie zawsze szła tylko z prawej strony, tak ekstremalnie, ale też i czasami z lewej strony, ponieważ jedni mówią: nie rozmawiaj z tymi. Przykładowo nie mogę z panią redaktor w radiu rozmawiać, bo „musisz pójść do innego radia”. To są takie konkretne przykłady...

Ale to przykład abstrakcyjny?

Dokładnie, no to brzmi bardzo dziwnie, ja Radia ZET słucham, szczególnie jeżdżąc, bardzo dużo.

I mam nadzieję, że tak pozostanie. Czy pan już zrezygnował z mandatu europosła?

Chociaż niektóre audycje u was zniknęły, które mnie interesowały.

Pomyślimy nad tym. Złożył pan już mandat europosła?

Proceduralnie biuletyn polskiego Sejmu i podpis marszałka Kuchcińskiego powoduje, że to jest potwierdzenie wyboru na stanowisko prezydenta miasta Kielc, zresztą tak jak innych prezydentów w Polsce, co jest procedurą wysłania dokumentów do PE, czyli na najbliższej sesji prawdopodobnie w Strasbourgu już to będzie przez prezydenta Tajaniego ogłoszone...

Czyli w najbliższy wtorek?

W poniedziałek jest sesja. Ale mamy w poniedziałek dzień wolny.

No właśnie.

Czyli dokumenty, które ukażą się w Parlamencie, prawdopodobnie najwcześniej będą w środę.

A dlaczego pan porzucił PE? Tam się tak dobrze zarabia.

W życiu człowieka są różne wybory. I ja też jako sportowiec, zaczynałem w różnych...

A nie było szans na kolejny start w eurowyborach?

Nie wiem, nie podchodziłem do tego w ten sposób, to jest następne wyzwanie. Tutaj dziesięć lat temu znalazłem się z własną rodziną i ktoś dął mi szansę, pewien pan miał pewną wizję, może na początku gdy rozmawiał ze mną, wydawała się trochę dziwna, ale kiedy zacząłem nad tym pracować, okazało się, że wspólnie możemy się rozwijać.

A kim jest ten pewien pan?

To jest prezes klubu Vive Targi Kielce, pan Bertus Sarvaas.

Wynik imponujący – 61,25% na pańską korzyść. Pański rywal to 38,75%. Wojciech Lubawski, który rządził tu od 12 lat. Koalicja Obywatelska poprała pana w ostatniej chwili. Nie ma pan żalu do Grzegorza Schetyny o to?

Ja nie mam do nikogo żalu, bo przede wszystkim wierzysz w swój zespół z ludźmi, z którymi grasz, z którymi od tylu lat już pracujesz.

Czyli nie ma pan żalu do Grzegorza Schetyny?

Dlaczego miałbym mieć żal do Grzegorza Schetyny? Także inne ugrupowania mnie poparły na końcu, bo każdy... Wróciłbym króciutko do tych 60%.

Ponad.

To jest nie tylko to, co robimy od kilku lat, ale to jest też ten moment, kiedy mieszkańcy Kielc krzyknęli: „Czas na zmiany!”. I to jest też ta forma poparcia. Nie jestem na tyle zapatrzoną osobą w siebie czy w tych, z którymi współpracuje, że robimy wszystko najlepiej – tak nie jest. Sport mnie tego nauczył, bardzo dużo pokory do tego, że nawet ten medal, który masz, następnego dnia musisz go potwierdzić, więc to, analizując ten wynik, cieszy, ale z drugiej strony pokazuje: uważaj, liczymy na ciebie, ale to będzie bardzo trudna robota.

Liczymy na pana, znaczy liczą kielczanie. Ile wynosi budżet pańskiego miasta? Bo pan nie chciał odpowiedzieć na to pytanie w kampanii. Obrażał się pan na dziennikarza.

Nie, nie w tym sensie. Budżet był ponad 1,2 mld, a wydatki prawie...

No prawie półtora miliarda.

Nie, 1,2 mld, a ponad 1,4 mld wydatki.

A zadłużone miasto jest na ile?

To jest ta kwestia, która krąży, czyli to, co było w granicach 140-150 za poprzedni rok. Ale jeżeli mówimy w całości, ostatnie lata, tu brakuje nam troszeczkę konkretnej cyfry.

Ale ile? Jaka to jest konkretna kwota?

Brakuje nam konkretnej cyfry.

Pan jej nie zna może?

Nie, 700-900 mln.

A wyczytałam, że prawie 900 mln zł, 895.

Różnie, jedni mówią ponad 900 mln nawet. Dlatego jeszcze raz powtarzam, dopiero jeżeli będziemy... To, co zaproponowaliśmy, czyli audyt, przejrzenie wszystkiego i dopiero wtedy będziemy mogli powiedzieć.

Ale na samorządzie pan się nie zna de facto. Nie ma pan żadnego doświadczenia.

Oczywiście, ma pani rację. Ale czy zarządzanie polega na tym, żeby się znać na wszystkich przepisach? Od tego są prawnicy.

Ale warto byłoby mieć jakieś doświadczenie.

Ale warto mieć też ludzi, którzy wspierają, którzy na tym się właśnie znają, a może moją rolą jest m.in. otworzyć te drzwi, żeby ten, co ma nparawdę coś do powiedzenia, mógł coś wyjaśnić.

A na ile panu pomógł w wygranej poseł Tarczyński z PiS-u, który swoją szarżą zarzucał panu, że..

Kto?

Poseł Tarczyński.

Nie znam tego pana.

Osobiście pan go nie zna? Ale zarzucał panu, że miał pan być czynnym zomowcem i przez jakiś czas miał pan mieć obywatelstwo niemieckie.

Akurat tak się złożyło, że w przypadku mojej osoby jestem od wielu lat osobą publiczną i te informacje nigdy nie były ukrywane, ani interpretowane czy naginane, tylko...

Ale był pan wściekły?

Dlaczego miałbym być wściekły? Pewna irytacja polegała na tym, że straciliśmy trzy do czterech dni w kampanii, ponieważ właśnie wtedy rozmowy z prawnikami osobami, które zajmują się takimi sprawami, interpretacją, przygotowaniem i podaniem tej sprawy w kampanii wyborczej, w procesie wyborczym do sądu. To była strata czasu i uważam, że takie rzeczy nie powinny się dziać, ale cóż, człowiek musi mieć czasami twardą skórę i wiedzieć, że najsilniejszych się zawsze staramy najsilniej atakować.

Ale przez 12 lat miał pan obywatelstwo niemieckie. Dlaczego tak się stało? Dla syna?

Życiowe zmiany które w tamtym okresie stawiają człowieka przed różnymi decyzjami. Przypominam, że nawet do dziś tzw. integracyjne, nie ma ze strony niemieckiego państwa możliwości, żeby otrzymać podwójne obywatelstwo, z polskiego – tak. Ja miałem kontakty z ambasadą polską, z panem ambasadorem, z konsulatem, sekretarzem, z tych osób wiele znałem, zresztą dla nich wiele lat, może nie bardzo często, ale działałem dla ambasady polskiej, spotkania się z politykami, przedsiębiorcami, gdzie prowadziłem swoje wykłady. Więc te kontakty były cały czas. W momencie, kiedy okres przedakcesyjny naszego państwa, przypominam, to jest kilka lat przed rokiem 2004, kiedy zostaliśmy członkami UE, nastąpiły zmiany w dokumentach. Dzisiaj to prawo dalej tam obowiązuje, ta sprawa pozwoliła mi otrzymać znowu to, co mi się należało.

A jakie będą koalicje w radzie miasta? Czy pan będzie współpracował z Koalicją Obywatelską czy z radnymi PiS-u?

Prosty rachunek matematyczny podpowiada to pierwsze rozwiązanie, które pani powiedziała.

Czyli Koalicja Obywatelska.

Ale jesteśmy otwarci także na tych, którzy prowadzili do miasta, PiS wprowadził do miasta 11 radnych. Tego nie wolno nie wziąć pod uwagę.

To z kim będzie ostatecznie koalicja?

Jeżeli patrzymy z perspektywy np. stolicy Warszawy, możemy coś innego mówić. Tutaj na poziomie lokalnym...

Czyli będzie pan współpracował z PiS-em?

Pani redaktor próbuje mi wcisnąć w usta rozwiązanie.

Nie, próbuję uzyskać konkretną informację.

Nie ma rozwiązań jedynkowo-zerowych na poziomie takich miast jak nasze, tutaj np. czy regionalnych. Dzielimy się czasem w swoich poglądach, ale jeżeli mówimy o budowie chodnika czy drogi, to chodzimy po tej drodze tak samo pani jak i ja, więc musimy znaleźć jakiś konsensus. Matematycznie bardzo łatwo podpowiada się to rozwiązanie, o którym pani mówi, i na pewno jest nam to, powiedzmy, bliższe. Ale bierzemy też pod uwagę inne rozwiązania. Polityka to nie jest tylko 1:0.

Ale to nie jest też mecz. To jakie Kielce będą za pięć lat? Bez korków?

Mam nadzieję... Jest wiele aspektów: możemy zacząć od komunikacji, możemy mówić o przedszkolach, możemy mówić o polityce senioralnej czy o młodych.

Ale czy będzie bez korków?

Chciałbym, aby trasy szybkiego ruchu, które przecinają miasto, były prowadzone, bo takie projekty były, takie plany były, tylko pewna forma dyplomacji...

Czy Bogdan Wenta składa obietnicę?

Nie jestem człowiekiem, który deklaruje. Życie, szczególnie to poprzednie, powiedziało; „Tak, przywieź złoty medal”, no i co, przegrany jeden mecz i okazuje się, że cały turniej można gdzieś sobie wsadzić. Na tym nie polega rozgrywka. Rozgrywka polega na tym, że po pięciu latach mam nadzieję, czy to będzie Wenta czy ktokolwiek inny, ścieżki, które sobie wytyczymy, będzie mógł każdy inny realizować. To chyba jest największy sukces. Czy my sobie dzisiaj w kraju potrafimy sobie wyobrazić nas za kilka lat? Jest nam trudno. Mnie się wydaje, że moje lata doświadczenia, które gdzieś zdobywałem, są bardzo istotne, abyśmy patrzyli nie krótkoterminowo, ale długoterminowo.

Bogdan Wenta, przyszły prezydent Kielc, to tyle w Radiu ZET.

Dziękuję bardzo.

Bogdan Wenta o kampanii: "Kiedy się kończy, jest wspólny szacunek"

W internetowej części programu, Bogdan Wenta ponownie odniósł się do współpracy z innymi ugrupowaniami.

"Jesteśmy w trakcie przygotowania organizacyjno-zarządzaniowego. Każde ugrupowanie, które jest w radzie, chciałoby mieć ludzi na stanowisku lub kogoś obok prezydenta" - mówi w rozmowie z Beatą Lubecką. Precyzuje jednak: "Naturalnie, że skoro startowałem do parlamentu z listy Platformy nie będąc członkiem partii, to gdzieś pokazuje że pewna forma wartości czy wiary jest mi bliższa z tej strony".

Bogdan Wenta wyjaśnia też, po co chce spotkać się z Wojciechem Lubawskim, ustępującym prezydentem Kielc: "To dość naturalny proces. Jedna osoba odchodzi po bardzo wielu latach. Jeden trener kończy, drugi trener wchodzi". Ucina spekulacje, jakoby Lubawski miał zostać jego doradcą: "Krążyło mnóstwo takich różnych określeń". O trudnej kampanii mówi: "W sporcie wielokrotnie łamało się palce, czasami dostawało się w twarz. Kiedy to się kończy, jest wspólny szacunek - przegranego do zwycięzcy i zwycięzcy do przegranego".

RadioZET.pl/MP/PaNa

Oceń