Bronisław Komorowski w Radiu ZET: Tyle razy mówiłem, że nie wybieram się do PE

22.02.2019 07:02

„Już tyle razy mówiłem, że nie wybieram się [do Parlamentu Europejskiego]” – zapewnia w Radiu ZET były prezydent, Bronisław Komorowski. „To jakiś dziennikarz wymyślił, że mam kandydować. Ktoś inny to skomentował. Trzeci mnie zapytał, a czwarty, jestem pewien, zapyta mnie: miał pan przecież kandydować, a nie kandyduje pan. Nigdy się nie wybierałem i się nie wybieram w dalszym ciągu. Moje zamiary się nie zmieniły” – mówi Beacie Lubeckiej. Były prezydent zapewnia w programie Gość Radia ZET, że chętnie pomoże opozycji w inny sposób osiągnąć dobry wynik w wyborach europejskich. Jak ujawnia, rozmawia na ten temat z liderem PO, Grzegorzem Schetyną. „Rozmawialiśmy o sytuacji parokrotnie. O tym, co mogę zrobić, aby w tej niełatwej zbliżającej się batalii politycznej być użytecznym na rzecz szeroko pojętego frontu demokratycznego” – mówi Bronisław Komorowski.

Beata Lubecka: Bronisław Komorowski, były prezydent, dawno nie widziany. Wiem, że coś było ze zdrowiem nie tak, ale w takim razie wyszedł pan z tarapatów. Bardzo dobrze. Taki sezon. „Nie będę startował w wyborach do Parlamentu Europejskiego” – to pana stanowcza deklaracja sprzed kilku miesięcy. Ale jednak sporo wody upłynęło. Czy coś się zmieniło? Czy powalczy pan jednak o Brukselę?

Bronisław Komorowski: Ja już tyle razy mówiłem, że nie wybieram się…

Czyli absolutnie pan nie wystartuje, tak?

Ktoś kiedyś gdzieś wymyślił, jakiś dziennikarz, że mam kandydować do Parlamentu Europejskiego.

Teraz to już słyszałam, że miałby pan startować z okręgu małopolsko-świętokrzyskiego.

Następny dziennikarz to skomentował. Trzeci mnie zapytał, a czwarty, jestem pewien, zapyta mnie kiedyś: „Miał pan przecież kandydować, a nie kandyduje pan”. Nigdy się nie wybierałem i się nie wybieram w dalszym ciągu. Moje zamiary się nie zmieniły.

A Grzegorz Schetyna pana do tego namawiał czy nie? Rozmawialiście o tym?

Rozmawialiśmy w ogóle o sytuacji parokrotnie, o tym, co mogę zrobić, by w tej niełatwej batalii, która się politycznie zbliża, być użytecznym na rzecz szeroko pojętego frontu demokratycznego. Zamierzam być aktywny.

To znaczy?

Zamierzam wspomagać te środowiska polityczne i tych kandydatów, którzy w moim przekonaniu stanowią rękojmię, że będą szanowali system demokratyczny, że będą także jednoznacznie opowiadali się za pogłębieniem polskiej obecności w procesie integracji europejskiej.

Słyszałam taką wersję, że pan jednak chciał startować do Parlamentu Europejskiego, tylko Grzegorz Schetyna nie widział dla pana miejsca, bo kojarzy się pan z porażką w wyborach prezydenckich w 2015 roku.

To niech pani pyta Grzegorza Schetynę albo kogoś innego, bo ja już nie mam siły. Jeszcze raz powiem: ktoś coś kiedyś wymyślił, a ja się muszę przez dwa lata tłumaczyć.

To już wiadomo, że nie, Bronisław Komorowski do Brukseli się nie wybiera. Ale do Brukseli wybierają się byli premierzy z rodowodem postkomunistycznym: Miller, Belka, Cimoszewicz. Będzie też była premier Ewa Kopacz – ona nie była w PZPR. Czy to są gwarancje sukcesu? Polacy to kupią, mówiąc kolokwialnie? Czy to będą silne lokomotywy?

Gwarancją sukcesu jest połączenie przynajmniej dwóch mechanizmów. Pierwszy – mechanizm jedności, tak aby Polacy oddając głos wiedzieli, że oddają go na tych, którzy potrafili się porozumieć. To jest istotna motywacja dla wielu ludzi. Ale jest też druga – to kryterium doświadczenia i wiedzy.

To docenią Polacy?

W moim przekonaniu tak. O ile w wyborach do Sejmu często ludzie chcą, żeby były jakieś nowe twarze, żeby była jakaś odmiana, to jednak tam, gdzie się decyduje o polskich pieniądzach, a w Unii Europejskiej to oznacza m.in. zabieganie o interesy naszego kraju, ludzie woleliby widzieć ludzi doświadczonych w sferze bankowej, dyplomacji, mających własną wiedzę i własną pozycję.

Można zakładać, że te osoby, które wymieniłam, do europarlamentu się dostaną. A czy PSL przyłączy się od koalicji europejskiej? To jest jednak duże ryzyko.

Bardzo bym chciał, żeby się przyłączył.

A co panu podpowiada doświadczenie?

Że się przyłączy. Dla PSL ze względu na specyfikę ich elektoratu oraz na trudny bój, który toczy z PiS na gruncie wsi polskiej, mogłaby być niewygodna koalicja np. tylko z Platformą. Ale z szeroką koalicją, gdzie są różni koalicjanci, także ich byli, z czasów rządów, jest o wiele bezpieczniej ideowo. Myślę, że rozsądek weźmie górę i zwycięży idea szerokiej opozycji proeuropejskiej, która pójdzie do wyborów z jedną listą – co nie znaczy, że z jednakowymi poglądami na wszystkie kwestie.

To jest taki trochę misz-masz, można powiedzieć. Nowoczesna przystąpi do tego projektu? Chyba nawet nie ma wyjścia. Powinna przystąpić, jak jest pod progiem.

Absolutnie. Byłoby dobrze, gdyby przystąpiła. Każdy, kto zostanie poza listą wspólną opozycji demokratycznej, będzie trochę odpowiedzialny w oczach liczącej się części opinii publicznej za to, że tę jedność rozbił.

Joachim Brudziński wybiera się do Brukseli. To jest jednak zawodnik wagi ciężkiej w PiS, mówi się nawet, że numer dwa. To było największe zaskoczenie, jeśli chodzi o listy PiS. Po raz pierwszy PiS jako pierwsze wystąpiło z tym, kogo chce wysłać do Brukseli. Dlaczego prezes Kaczyński się na to zdecydował, żeby Joachim Brudziński, szef MSWiA, zawodnik wagi ciężkiej, wystartował w wyborach do Brukseli?

PiS jest partią specyficzną gdzie, jak wiadomo, o wszystkim decyduje pan prezes Kaczyński.

Jak rozumiem, komitet polityczny…

Rozumiem, ale słyszałem wypowiedź pana Jurgiela, który mówił, że co pan prezes postanowi, to komitet polityczny przyklepie, a to, co przyklepie komitet polityczny, to pan Jurgiel wykona.

A dlaczego Brudziński w Brukseli?

Myślę, że wielu ludzi traktuje to jako przejaw lekkiej paniki w szeregach PiS i tendencji ucieczkowych. Być może wiąże się to z badaniami opinii publicznej, które zapowiadają, że o ile opozycja demokratyczna pójdzie do wyborów europejskich i parlamentarnych zjednoczona, to wygra.

Na razie jeden taki sondaż był ostatnio.

Było parę sondaży, które mocniej, ostrzej ten problem stawiały, ale według mnie ta tendencja będzie się pogłębiała. Politycy PiS również to dostrzegają. Pewnie kalkulują, jak by tu uratować własną skórę.

Robert Biedroń miał zdecydowane zdanie na temat konstruowanych list PiS. Cytuję: „Myślałem, że dinozaury wyginęły. Parlament Europejski to nie dom spokojnej starości. Leśne dziadki na płatnych wczasach” – tak napisał na Twitterze Robert Biedroń, lider nowej partii Wiosna.

Myślę, że mu ta wypowiedź zaszkodziła.

Przeszarżował?

W uszach wielu obywateli zabrzmiało to jak swoisty dysonans w stosunku do uśmiechniętego, miłego młodego człowieka, który raczej wyrażał się pozytywnie o innych. Widać, że tu górę biorą już emocje polityczne i chęć uszczypnięcia konkurencji. Akurat w wyborach do Parlamentu Europejskiego według mnie powinni uczestniczyć ludzie z doświadczeniem z polityki krajowej. Być może wypowiedź pana Biedronia wynika z chyba słusznego odczytywania, że jego własnym wielkim mankamentem, a szczególnie całego jego środowiska, jak na razie jest kompletny brak doświadczenia politycznego. On sam był w SLD, był w partii Palikota, ale to doświadczenie czysto parlamentarne. A jednak doświadczenie w polityce się liczy.

W każdym zawodzie. W ogóle w życiu się liczy doświadczenie, nie da się go przecenić.

Mam świadomość, że mówię to, mając siwe włosy, ale włosy nie zawsze są siwe od różnych brzydkich zachowań, tylko najczęściej od ciężkiej pracy i zbierania doświadczeń przez lata.

Są jeszcze pytania od słuchaczy: dlaczego nie było pana na pogrzebie Jana Olszewskiego?

Powiem pani, że to głupie pytanie. Na pogrzeby się nie zaprasza. Nie pyta się też, dlaczego ktoś przyszedł czy nie przyszedł. Można o to pytać urzędującego prezydenta lub premiera, bo ich obowiązuje protokół.

Ale był pan np. na pogrzebie Pawła Adamowicza.

To jest moja prywatna sprawa, dlaczego ja byłem. Nie powinno się pytać, dlaczego ktoś był albo nie był na pogrzebie. Na pogrzeby się idzie z potrzeby serca i się tego nie kontroluje. To jakiś przejaw zepsucia obyczajów, dopytywanie przez dziennikarzy: „A czemu pan nie był na pogrzebie?”. A dlaczego miałem być?

Ale słuchacze też pytają. Jako prezydent był pan np. na pogrzebie generała Jaruzelskiego.

Bo byłem prezydentem urzędującym. To jest obowiązek wynikający z szanowania państwa. Natomiast po tej pierwszej uwadze, że to jest niemądre pytanie, powiem: nie byłem dlatego, że byłem chory. Mimo że Olszewski przeszedł niebywale dziwną dla mnie ewolucję, od środowiska KOR-owskiego  na manowce prawicowe, od tradycji PPS-owskiej do łatwego akceptowania nacjonalizmu, to wybierałem się na ten pogrzeb. Chciałem tam być, ze względu na pamięć i znajomość z Janem Olszewskim z czasów opozycji antykomunistycznej. Po prostu byłem chory i tyle.

Na szczęście wrócił pan do zdrowia.

Ale radziłbym innych prezydentów byłych i premierów nie pytać, dlaczego nie byli na pogrzebie. Tak jak się nie zaprasza na pogrzeby, tak i się nie pyta.

RadioZET/JZ/PaNa

Oceń