Teraz gramy

Dworczyk: KPRM nie wydaje ani złotówki na wizaż premiera. Szydło? Kobiety potrzebują więcej zaangażowania

21.06.2018 06:57

„Kancelaria Premiera nie wydaje ani złotówki na wizaż Mateusza Morawieckiego. Premier wygląda dobrze, ale radzimy sobie bez zatrudniania zewnętrznej firmy od wizażu” – mówi gość Radia ZET, szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk. Dopytywany przez Konrada Piaseckiego o to, czy premier sam pudruje się przed ważnymi wystąpieniami, minister odpowiada: „Jest osoba, która pracuje w KPRM i która dba o to, żeby premier zawsze dobrze wyglądał”. Dworczyk podkreśla, że „świat i polityka profesjonalizują się”. „Chcemy, żeby premier, czy osoby, które reprezentują Polskę, nie odstawały swoim wizerunkiem od standardów światowych. Tacy ludzie powinni wyglądać dobrze” – dodaje gość Radia ZET.

Konrad Piasecki: Szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk. Człowiek, który przyznał mi się przed chwilą, że nie wie, co to jest hat trick. Brawo.

Michał Dworczyk: Staram się być szczery.

Bardzo słusznie. Też o  niektórych rzeczach z piłki nożnej nie mam zielonego pojęcia. Ale spalony pan wie, co to jest?

Wiem, i obaj kibicujemy polskiej reprezentacji, zresztą jak wszyscy Polacy w tych dniach.

Oczywiście, że tak. Ile dziennie i tygodniowo albo miesięcznie Kancelaria wydaje na wizaż Mateusza Morawieckiego?

Nie wydaje ani złotówki Kancelaria Prezesa Rady Ministrów.

Żadnego podkładu, żadnego pudru, żadnego fryzowania premier nie potrzebuje?

Na usługi wizażystki…

Wizażysty, wizażystki, tak. Męska forma „wizażysta”, żeńska - „wizażystka”.

Niezależnie od tego, kto tę usługę miałby wykonywać, Kancelaria Premiera nie wydaje na to ani złotówki.

Ale to jest tak, że premier ma własnego wizażystę, za którego płaci z własnych pieniędzy? Bo tak to zabrzmiało.

Radzimy sobie z tym.

Czyli to pan go pudruje przed ważnymi wystąpieniami? No bo wie pan, nie ma co ukrywać, wiadomo, że politycy oraz ludzie, którzy występują w mediach, pudru potrzebują. Sam  jestem pudrowany w telewizji, więc nie widzę w tym niczego nadzwyczajnego.

Ja też nie widzę w tym nic nadzwyczajnego, bo świat się profesjonalizuje, polityka się profesjonalizuje…

Więc skądś ten puder trzeba brać.

Chcemy, żeby premier czy osoby, które reprezentują państwo polskie, nie odstawały swoim wizerunkiem od standardów europejskich, światowych, czy jak są czy na spotkaniach międzynarodowych, czy u nas w kraju wypełniają swoje funkcje, powinni tacy ludzie wyglądać dobrze. Premier dobrze wygląda, ale radzimy sobie bez zatrudniania firmy zewnętrznej do tego.

Ale to niechże pan tak po ludzku powie, jak to się dzieje, że premier ten puder na twarzy ma?

To są tajemnice…

Nie no, właśnie nie, otwartość, jawność!

...kuluarów Kancelarii premiera i to jest wyłącznie sprawa techniczna, nad którą nie warto się zatrzymywać.

Jakoś tak nie widzę oczyma wyobraźni premiera, który przed ważnym spotkaniem idzie do łazienki i sobie pudruje nosek z własnej pudernicy.

Jest osoba, która pracuje w Kancelarii Premiera i która dba o to, żeby premier zawsze dobrze wyglądał.

No i coś już wiemy więcej. Ale jak to się dzieje w takim razie, że na Beatę Szyło wydawano kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie w kontekście właśnie jej wizażu?

Panie redaktorze, to nie jest uczciwe przedstawienie sprawy, dlatego że kobiety jednak, w przeciwieństwie do nas, potrzebują o wiele więcej zaangażowania.

Wręcz przeciwnie, uważam, że kobiety są same w sobie tak piękne, że tego zaangażowania nie potrzebują.

To prawda, ale dzisiejsze normy czy dzisiejsze potrzeby są właśnie takie, że takiego wsparcia potrzebują kobiety więcej, w związku z tym to jest dla mnie oczywiste, że panie potrzebują wsparcia profesjonalnego, bo jak rozumiem, nawiązuje pan do usług wizażu, które były przez Kancelarię zakupowane…

Tak, tylko zastanawiam się, czemu to kosztowało aż kilkaset złotych dziennie? Straszne pieniądze za kogoś, kto pudruje.

Ja nie jestem ekspertem, jeśli chodzi o pracę make-upistki ani wizażystki. Też nie mogę powiedzieć o szczegółach, dlatego że wtedy, kiedy te wydatki były realizowane, byłem wiceministrem obrony narodowej.

Ale podobno pan część tych faktur musiał płacić, będąc już szefem Kancelarii Premiera.

Jedno jest pewne, tę sprawę badała NIK bardzo wnikliwie i nie zakwestionowała żadnych wydatków ani merytorycznie…

Powiedziała, że były za wysokie te wydatki.

Czym innym jest opinia, a czym innym jest zakwestionowanie, wszczęcie określonej procedury, którą się wszczyna, jeżeli np. zostały środki wydatkowane niezgodnie z prawem, niezgodnie z obowiązującymi przepisami.

Czy w partii rządzącej dzieje się coś takiego, co wymaga zwoływania pilnych narad i rodzi niepokój partii rządzącej?

Niepokój partii rządzącej to chyba powinien być elementem stałym, ale nie nazwałbym tego niepokojem, a troską o to, czy rząd funkcjonuje prawidłowo, czy sprawy w kraju idą w dobrym kierunku.

Pytam o jakieś dziwne historie związane np. z wyjazdami marszałków Sejmu, którzy odwołali ważne spotkanie z szefami Bundestagu, tłumacząc to ważną narada partyjną. Cóż takiego się dzieje, że trzeba narady partyjne zwoływać po nocy i odwoływać spotkania międzynarodowe?

Ale znowu, wracając do pańskiego pytania i mówiąc zupełnie poważnie, jest czymś absolutnie naturalnym, że w partii czasami odbywają się spotkania kierownictwa…

Nie no, oczywiście!

Gdzie są dyskutowane najistotniejsze z punktu widzenia danej formacji politycznej sprawy.

To też oczywiste, ale co takiego dzieje się teraz, że trzeba odwoływać spotkania międzynarodowe w związku z tymi naradami?

Tego nie wiem, czy spotkanie… Bo jak rozumiem, mówimy o wyjeździe Prezydium Sejmu i Senatu do Niemiec.

Tak. Odwołano ten wyjazd dlatego, że powiedziano, że są partyjne narady.

Ja nie znam szczegółów, trzeba tutaj pytać albo rzecznika, albo bezpośrednio marszałków czy wicemarszałków o kwestie związane z odwołaniem tej wizyty.

Bo pierwsze skojarzenie jest takie, że coś ze zdrowiem prezesa źle i partia musi się pochylić nad tym.

Prezes czuje się coraz lepiej, bywa już na Nowogrodzkiej, w związku z tym nie należy wierzyć takim plotkom.

Aczkolwiek publicznie się nie pojawia i publicznie głosu nie zabiera, co troszczy wszystkich tych, którzy polską polityką się zajmują.

To bardzo miła troska. Jak czytam na portalach czy tabloidach takie zatroskane głosy, to czasami mi się  przypomina takie stare polskie przysłowie: „Panie Boże, chroń nas od przyjaciół, bo z wrogami poradzimy sobie sami”. Ale prezes jest w świetnej kondycji.

Ale pan go na Nowogrodzkiej widział?

Nie.

No to skąd pan wie, że jest?

Wiem, dlatego że mam kolegów, którzy bywają na Nowogrodzkiej i mówili, że prezes już funkcjonuje na Nowogrodzkiej. Ja zresztą rozmawiałem kilka dni temu z prezesem telefonicznie i słychać, że jest w świetnej kondycji.

Przywódcy Francji i Niemiec są zgodni – powołują budżet strefy euro. Czy pan to traktuje jako katastrofę dla Polski?

Traktuję to przede wszystkim bardziej jako deklarację polityczną i taką wypowiedź, która ma...

No tak, ale jeśli Niemcy i Francuzi coś takiego deklarują publicznie i politycznie, no to wydaje się, że to jest ważna deklaracja.

Ale zwróćmy uwagę, że w drugim zdaniu różnie na ten sam temat.

Jak duży ma być ten budżet strefy euro, oczywiście.

Dokładnie. Skąd te środki mają pochodzić, wydaje się, że z wewnętrznych budżetów krajów, tak że tutaj mam wrażenie, że była to bardziej taka wypowiedź czy deklaracja wzmacniająca sojusz i poprawiająca relacje francusko-niemieckie niż rzeczywisty plan działania.

No tak, ale zwiastująca też, że może przed Polską pojawić się niebezpieczeństwo oto takie, że jądro Unii w strefie euro się pojawi, a my zostaniemy gdzieś na obrzeżach unijnych jako właściwie jeden już wtedy z niewielu krajów, które euro mieć nie będzie.

Unia ma szereg problemów dzisiaj do rozwiązania i te problemy są naprawdę palące.

To wszyscy wiemy, ale akurat strefa euro się powiększa.

Natomiast jeśli chodzi o strefę euro, jak pan doskonale wie, tam też są różnego rodzaju problemy i mogą się jeszcze pojawić poważne problemy na horyzoncie. Sytuacja gospodarcza Włoch wymaga takiego monitorowania stałego. Jest szereg krajów w ramach strefy euro, które są przeciwne tworzeniu wspólnego budżetu, w związku z tym wydaje mi się, że to nie jest bliska perspektywa, która powinna budzić jakieś szczególne emocje, dzisiaj większe emocje budzi nowy budżet UE.

Czyli polski rząd polskiej ścieżki do euro w związku z tym nie będzie jakoś przyspieszał czy w ogóle nie będzie wchodził na ścieżkę do euro, bo twardo mówicie, że euro nam jest niepotrzebne, a w każdym razie nie w dającej się przewidzieć perspektywie.

My zawsze podkreślaliśmy, że euro powinno być przyjęte wtedy, kiedy będzie to korzystne dla polskich przedsiębiorców, kiedy to będzie korzystne dla obywateli polskich.

Ale widzi pan, że wielu sąsiadów uważa, że to jest dla nich korzystne. Rumuni, Bułgarzy nawet chcą przyjmować euro. Tylko Polska gdzieś w ogonie.

My bardzo się cieszymy, dlatego że jak pan redaktor doskonale wie, sklepy przygraniczne w Polsce przeżywają oblężenie. Nasi sąsiedzi czy to Litwini, czy to Słowacy, gdzie właśnie euro zostało wprowadzone, przyjeżdżają na zakupy do Polski, w związku z tym, jak rozmawia się z ludźmi zwłaszcza z terenów przygranicznych, można usłyszeć różne opinie.

Po prostu to jest kwestia kursu złotówki do euro.

Natomiast ja absolutnie nie oceniam kwestii i decyzji rządów krajów sąsiednich, ja mówię o tym, że w Polsce euro będzie wtedy, kiedy to będzie korzystne dla obywateli polskich.

Rozumiem, że w związku z tymi deklaracjami niemiecko-francuskimi polski rząd nie zamierza nic nadzwyczajnego robić.

Nie, dlatego że te deklaracje nie mają żadnego wpływu na realną gospodarkę UE.

Ale na pozycję Polski mogą mieć realny wpływ.

Dzisiaj właśnie nie, bo, tak jak powiedziałem, dziś mamy poziom deklaracji dotyczącej wydarzeń, które mają potencjalnie nastąpić za trzy lata, a jak one mają szczegółowo wyglądać, tego jeszcze nikt nie wie, łącznie z tymi, którzy te słowa wypowiadali, czyli panią kanclerz Merkel i prezydentem Macronem.

Od ilu dni, tygodni rządzący znają projekt zamrażania wypłat unijnych w razie naruszenia zasad przez państwa członkowskie?

Nie wiem, czy nawiązuje pan redaktor do słów, które padły tutaj w studiu u pana...

Też nawiązuję do tych słów.

...w moim przekonaniu absolutnie kuriozalnej wypowiedzi Rafała Trzaskowskiego.

Co w niej jest takiego kuriozalnego?

Jeżeli polityk jakiejkolwiek formacji politycznej w Polsce mówi, że „pieniądze z UE będą odmrożone wtedy, kiedy moja partia wygra wybory, co oznacza, że mamy jakiś układ z urzędnikami Unii albo politykami Unii”, to jest to skandaliczne”.

Nie, to zupełnie co innego oznacza. Komisja Europejska chce zamrażać pieniądze w związku z naruszeniami praworządności w Polsce i w każdym innym kraju Unii Europejskiej.

Nie, KE proponuje mechanizm uzależnienia wypłat środków unijnych od przestrzegania zasad praworządności.

O tym właśnie mówię. To dlaczego pan mówi: „nie”? O tym mówimy.

Nie, nie, co innego w tej chwili mówimy, a Trzaskowski powiedział zupełnie co innego. Trzaskowski powiedział wprost – i to się wpisuje tak naprawdę w działania PO. PO działa w myśl zasady: im gorzej, tym dla nas lepiej. I to jest dla mnie zdumiewające, że partykularne interesy PO powodują, że są w stanie działać na szkodę państwa polskiego, na szkodę Polaków.

Ale jak działają na szkodę państwa polskiego, jeśli to KE deklaruje?

Grzegorz Schetyna mówi do KE: żadnych kompromisów, żadnych ustaw.

Uważa pan, że Grzegorz Schetyna ma taki wpływ na KE?

Nie…

Bardzo pan docenia lidera opozycji.

Mam wrażenie, że politycy PO zapędzili się trochę w swoich działaniach politycznych, w walce politycznej. Walka polityczna jest czymś naturalnym, ale jeśli starają się szkalować dobre imię Polski za granica, jeżeli starają się blokować fundusze UE, które mają do Polski wpłyną, no to o czym my rozmawiamy? Pan uważa, że to jest normalna sytuacja, kiedy polski polityk stara się ograniczyć możliwość napływu środków unijnych do naszego kraju?

Dwie uwagi. Po pierwsze, jeśli pan to nazywa szkalowaniem, to czymże było opowiadanie w PE o fałszowaniu wyborów w Polsce i o katastrofie smoleńskiej, organizowanie w tej sprawie publicznych przesłuchań, a to robiła opozycja PiS-u? To pierwsza uwaga.

Czy słyszał pan kiedyś o tym, żeby PSL miał 18% poparcia?

W wyborach samorządowych najwyraźniej miał, skoro do dzisiaj pan i nie udowodniła żadna prokuratura fałszerstw wyborczych.

Ja nie jestem od tego, żeby takie rzeczy… Nie mam takich kompetencji, żeby takie rzeczy udowodnić.

Ale mówiliście to. Mówiła to pańska partia.

Natomiast bez wątpienia te wybory odzwierciedlały rzeczywistego poparcia politycznego, czy to była kwestia źle skonstruowanej książeczki itd., itd.

Nie wracajmy już do wyborów.

Ale bądźmy precyzyjni.

Bądźmy precyzyjni i powiedzmy sobie wprost, że opozycja reaguje na to, co proponuje KE. To KE mówi o zamrażaniu środków, wobec czego nazywanie tych wypowiedzi skandalem świadczy chyba o tym, że nie mieliście pojęcia, co jest w propozycjach KE.

Nie, to znaczy, że PO i parlamentarzyści Nowoczesnej zabiegają od miesięcy aktywnie o to, żeby utrudnić relacje...

Ale co to zabiegają, skoro to KE proponuje.

A KE, myśli pan, że w ogóle nie wsłuchuje się w głosy np. EPP? Grupy, do której należy PO.

Grupy parlamentarnej, do której chcecie wejść.

Nikt tak nie mówi.

Wasz przyjaciel Orban tam jest.

To, że tam są przedstawiciele Fideszu, nie oznacza, że polscy parlamentarzyści się tam wybierają.

To na koniec chciałem zapytać: „Przyjmujemy sporo uchodźców z Azji Centralnej” - tak tłumaczył premier Angeli Merkel.

W Polsce mamy ponad 25 tys. uchodźców z Czeczeni…

Czeczenia to jest Azja Centralna?

Mamy uchodźców z azjatyckiej części byłego Związku Sowieckiego…

Czyli skąd, panie ministrze?

Z Uzbekistanu, z innych krajów, które kiedyś należały do Związku Sowieckiego.

Ale zgodzimy się, że Czeczenia jest w Europie, prawda?

Wszystko zgoda, ja nie znam tej wypowiedzi, o której pan mówi.

Zacytowałem panu: „Przyjmujemy sporo uchodźców z Azji Centralnej”.

Ja rozumiem, ale nie znam tej wypowiedzi poza pańskim cytatem, w związku z tym trudno mi się do niej odnieść.

Ale to ja ją panu przekazałem.

Ja mogę powiedzieć, o czym rozmawiał premier…

Niechże pan mi powie, skąd są ci uchodźcy z tej Azji Centralnej.

Nie mam takiej wiedzy i nie znam tej wypowiedzi.

Bo ja panu powiem: w 2017 Polska przyjęła 7 Tadżyków, 2016 20 osób z Turkmenistanu i 6 z Tadżykistanu. To są wszyscy uchodźcy z Azji Centralnej, jacy są w Polsce. To o czym mówił premier?

Jeszcze raz powtórzę – nie znam tej wypowiedzi, a premier, jeśli mówimy o spotkaniu i ostatniej rozmowie z Angelą Merkel, mówił m.in. o dwudziestu kilku tysiącach Czeczenów, których jest w Niemczech dwukrotnie mniej.

Na miłość boską, Czeczenia jest w Europie!

Ale ja nie wiem, co pan redaktor cytuje, jaką wypowiedź pana premiera.

Wypowiedź premiera Morawieckiego – zna pan takiego premiera – po spotkaniu z Angelą Merkel. Mam panu pokazać tę wypowiedź?

Nie będę się odnosił do wypowiedzi, której nie znam.

Nie zna pan wypowiedzi własnego szefa.

Nie znam wszystkich wypowiedzi mojego szefa.

To niedobrze.

Natomiast znam jego pomysły polityczne i plany polityczne.

To za chwilę w części internetowej panu pokażę tę wypowiedź i pan ją zobaczy na własne oczy. Michał Dworczyk, bardzo dziękuję.

Dziękuję bardzo.

Premier na ulotkach w szkołach? Dworczyk: Nie ma tu agitacji politycznej

Jak pytałem osoby odpowiedzialne za akcje informacyjną, to nie ma tu agitacji politycznej – odpowiada gość Radia ZET Michał Dworczyk, pytany w internetowej części programu o ulotki z wizerunkiem premiera w szkołach, które reklamują 300 złotych na wyprawkę. Szef KPRM tłumaczy, że agitacją jest „przekonywanie do głosowania i przekonywanie do wspierania danej formacji”. Nie widzę nic dziwnego w tym, że na ulotce informującej o zasadach przyznawania 300 złotych, jest kilka słów i zdjęcie z twarzą premiera, który jest autorem tego programu i go wdraża – ocenia minister.

Pytany o dogadanie się z Komisją Europejską, Michał Dworczyk odpowiada: Cały czas jesteśmy dobrej myśli, choć realistycznie patrzymy na to, co się dzieje. Te sygnały, które pierwotnie płynęły z komisji, były bardziej optymistyczne – uważa gość Rada ZET. Dodaje, że rząd cały czas liczy na kompromis z KE. Jeśli by się tak nie stało, to jesteśmy zainteresowani tym, by jak najszybciej tę procedurę zakończyć. Bo jeżeli miałaby się przedłużać, to można by odnieść wrażenie, że niektórym urzędnikom unijnym nie zależy na zamknięciu tej sprawy, tylko grillowaniu Polski – tłumaczy Michał Dworczyk.

Premier poruszył temat reparacji w rozmowie z Angelą Merkel? Ten temat jest opracowywany na poziomie parlamentu. Dużą pracę wkłada tu poseł Mularczyk. Są również przygotowywane analizy. Potem będą zapadały decyzja polityczne, co dalej powinno się dziać z tym tematem – mówi szef Kancelarii Premiera.

Michał Dworczyk odpowiada również na pytania m.in. o kontrakt na śmigłowce, Kamińskiego i Wąsika oraz kredyt, który musiał wziąć, by zwrócić nagrodę.

RadioZET.pl, RADIO ZET/MA

Oceń