Słuchaj
Robert Karpowicz, Marcin Sońta , Aga Kołodziejska
Michał Korościel
Damian Michałowski, Ewelina Pacyna
Mateusz Ptaszyński
Hubert Radzikowski
Redakcja Radia ZET
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

Tomasz Siemoniak: Tusk jest mocnym kandydatem na prezydenta. „Lipa” nie wpłynie na jego plany i decyzje

23.06.2017 06:55

„Bycie synem tak sławnego, ważnego ojca musi być strasznie trudne dla kogoś, kto - jak Michał Tusk - zawsze chciał iść własną drogą. Jest człowiekiem skromnym, nienawykłym do kamer, pewnie przez to i popełniającym błędy” – mówi Gość Radia ZET Tomasz Siemoniak, po przesłuchaniu syna byłego premier przez komisję ds. Amber Gold. Amber Gold to była „lipa”? Zdaniem wiceszefa PO „bardzo krótkie nogi ma budowanie polityki na tym, że kogoś złapano na jakimś niefortunnym słowie”. Gość Radia ZET uważa, że komisja powinna pytać Donalda Tuska, a nie jego syna. „Bardzo nie podoba mi się to, że obecna władza szuka w dzieciach jakichś słabych punktów, zwalnia za nazwisko. Nawet w PRL-u nie było tak, by wyrzucać za nazwisko ojca. Przesłuchanie Michała Tuska jest elementem tej samej całości” – ocenia polityk PO. „Donald Tusk jest naturalnym i mocnym kandydatem na prezydenta. Przesłuchanie Michała i „lipa” w najmniejszym stopniu nie wpłyną na jego plany i decyzje” – uważa Siemoniak.

Tomasz Siemoniak Gościem Radia ZET fot. Radio ZET

 

Konrad Piasecki: Wiceszef Platformy Obywatelskiej, niedawny szef Ministerstwa Obrony Narodowej Tomasz Siemoniak, dzień dobry, witam.

Tomasz Siemoniak: Dzień dobry panu.

I ojciec dwójki dzieci.

Dzień dobry, tak dwójki dzieci.

Co jest największym problemem współczesnego ojca, polskiego?

Czas. Czas dla dzieci, bo jest tyle możliwości budowania dobrych relacji, ale ojcowie polscy, czy w ogóle pewnie tak jest na całym świecie, są tak zajęci, są w takim biegu, mają tyle zajęć, że…

Czyli balans między polityką, życiem biznesowym, a życiem uczuciowym i życiem ojcowskim.

Tak, tak i dbanie o to żeby z tymi dziećmi nie stracić kontaktu, żeby zawsze mieć o czym porozmawiać. Ja mam córkę 11-letnią, syna 8-letniego, mamy wiele wspólnych tematów, cieszę się, że syn jest kibicem piłkarskim, bo tu jestem jedynym domowym autorytetem w takich sprawach, ale to jest bardzo ważne. I oczywiście ten czas przecieka między palcami i ani się człowiek obejrzy, kiedy dzieci, tak jak pana redaktora są dorosłe i to już jest zupełnie inna sytuacja.

A model ojcostwa jest problemem, to że wyszliśmy już dawno z takiego dziewiętnastowiecznego, patriarchalnego modelu ojcostwa, a dzisiaj właściwie nie za bardzo wiemy, jaki ojciec jest ojcem idealnym.

Nie wiem czy bym chciał być patriarchalnym, dziewiętnastym ojcem?

Nie jest pan, rozumiem.

Na pewno nie i nikomu bym tego nie życzył, bo mam wrażenie, że ci ojcowie mieli bardzo słabe relacje z dziećmi. Oni wydawali polecenia, kierowali ich karierą.

Ale byli czczeni, szanowani i do końca życia się pamiętało różne sentencje, które ojciec wygłaszał i się go słuchało.

Wolę dwudziestopierwszych wiecznych ojców, takich jak my, którzy jednak mają zupełnie inną relację, których dzieci się nie boją, których dzieci powinny lubić, szanować jako ojców. I myślę, że ten dzień ojca niech będzie takim dniem, w którym miliony polskich ojców i miliony polskich dzieci powiedzą sobie coś miłego.

Chociaż wie pan, paradoksalna być może nauka z ostatnich dni, a dokładnie ze środy jest taka, że jednak ojców należy słuchać. Gdyby Michał Tusk posłuchał ojca, który mówił mu Michał, nie ładuj się w to OLT, przecież to jest lipa, to byłoby dzisiaj inaczej.

Cała historia ludzkości jest oparta też i na tym, że w którymś momencie dzieci, czy synowi chcą iść inną drogą niż ojciec. Gdyby to było tak, że dzieci się nie usamodzielniają i ci ojcowie do końca kierują ich losem, to nie wiem czy to było dobre. Myślę, że zwłaszcza bycie synem tak sławnego ojca, tak ważnego, tak odgrywającego rolę w Polsce musi być strasznie trudne dla kogoś, kto tak, jak Michał Tusk, a znam go, znałem go jako dziecko, zawsze chciał iść własną drogą i był człowiekiem, jest człowiekiem skromnym, nienawykłym do kamer, niekalkulującym i pewnie przez to i popełniającym jakieś błędy.

Czy pan podziela ojcowską dumę Donalda z wystąpienia Michała Tuska?

Tak, bo ojciec zawsze musi stać murem za swoimi dziećmi.

Ale już wiceszef Platformy Obywatelskiej nie musi. Może spojrzeć na Michała Tuska bardziej krytycznie.

Nie patrzę na niego krytycznie.

Miał być odporny, jak dąb, czysty i niewinny, jak kwiat magnolii, a jednak wyszła lipa.

Wiem, jak trudną sprawą dla każdego nieprzywykłego do wystąpień publicznych jest znalezienie się w takiej sytuacji, gdzie są dziesiątki kamer, gdzie wielu członków Komisji Śledczej nie jest obiektywne, tylko czeka, aby ktoś popełnił błąd.

Ale wie pan i zdaje pan sobie sprawę, że ta lipa może was drogo kosztować. I ten zapach tego lipowego drewna może się długo jeszcze ciągnąć za PO, a być może pokrzyżować plany Tuska.

Nie uważam tak, sądzę że budowanie jakiejś polityki na tym, że kogoś, kto prowadzi normalne życie złapano na jakimś niefortunnym słowie…

No nie, to nie jest tylko kwestia złapania na niefortunnym słowie, to jest też kwestia wiedzy na temat tego, że premier polskiego rządu doskonale wiedział, że miliony złotych, jakie inwestują Polacy w Amber Gold są właściwie, gdzieś rozpływają się w powietrzu, że to jest lipa, jak mówił Michał Tusk.

Ale to już jest trochę interpretacja, bo proszę zobaczyć. Nie wezwano, nie poproszono Donalda Tuska…

Przyjdzie i na to pora.

No tak, ale jego powinno się o to pytać. Nie jego syna, nie jego rodzinę…

Tylko, że jego syn szczerze powiedział, wiedzieliśmy z ojcem, że to lipa, ale mimo wszystko się zdecydowałem na wejście w to.

Ale poczekajmy na przesłuchanie Donalda Tuska przed komisją. On wyraził gotowość i tu komisja się przestraszyła i przesunęła to bliżej nieokreśloną przyszłość. Ja, nie podoba mi się bardzo to, że obecna władza szuka w dzieciach jakiś słabych punktów, zwalnia, tak jak syna generała Bogusława Packa tylko za nazwisko wyrzucono z wojska, w wojsku mówi się nawet w PRL tak nie było żeby dziecko, syna, wzorowego wyróżniającego się żołnierza wyrzucić za nazwisko ojca.

No tak, ale tutaj syn…

I przesłuchanie Michała Tuska jest elementem tej samej całości.

Chociaż syn sobie trochę jest winny, sam mówi, że mówił, że zachowałem się, jak debil, możecie napisać, że zachowałem się, jak debil. Sam wszedł w ten biznes OLT ze świadomością, że to brzydko pachnie.

Tak, ale czy jakąś inną osobę, która by poszła pracować do tej firmy by ściągano i pytano o takie rzeczy? Jego wezwano, bo jest synem Donalda Tuska. Niech wezwą Donalda Tuska, on tutaj jest w stanie autorytatywnie się wypowiedzieć w różnych sprawach.

A nie ma pan obawy, że sprawa Amber Gold i ta lipa pokrzyżuje prezydenckie plany Donalda Tuska, jeśli je ma?

Nie wiem czy ma takie plany. Jest naturalnym i mocnym kandydatem i moim zdaniem w najmniejszym  stopniu to nie wpłynie na jego plany i na jego decyzje.

Jakie tajemnice ma Antoni Macierewicz?

Rozliczne. Też chciałbym wiedzieć.

Tomasz Piątek wydaje książkę o tych tajemnicach. Stawia tezę, że są jakieś niezwykle tajemnicze powiązania szefa MON z rosyjskimi służbami, mafią. Pan to traktuje, jak hipotezę, czy jak bajkę.

Nie znam jeszcze tej książki. Znam artykuły pana Tomasza Piątka, które ukazywały się w ciągu ostatniego roku i wydaje mi się, że tych co najmniej dziwnych zbiegów okoliczności w otoczeniu Antoniego Macierewicza jest zbyt dużo.

Ale czy w związku z tym należy wyciągać z tego jakiś wniosek, który jest pan w stanie sformułować? Czy pan się patrzy i się dziwi.

Że ktoś taki, kto niesie za sobą tego rodzaju wachlarz rozmaitych, dziwnych powiązań, który także jako minister obrony nie stroni od dziwnych spotkań takich, jak z lobbystą Damato, który miał związki z nowojorską mafią, że ktoś taki nie powinien być ministrem obrony.

To jest wniosek oczywisty, który pan powtarza, ale czy wniosek dotyczący tego wachlarza spotkań, bo pewnie jakby przyjrzeć się każdemu politykowi, to wachlarz jego spotkań, powiązań przez osoby pierwsze, drugie, trzecie byłby równie potężny.

Nie sądzę.

Nie myśli pan, że byłby też jakiś link, który by Tomasza Siemoniaka do Putina doprowadził?

Nie, nie sądzę. Ale przecież to jakieś kompletne  bzdury, ja się nie spotykałem nigdy z lobbystami. Nie było wokół mnie nigdy ludzi, którzy mieliby jakieś związki z rosyjskimi firmami, tutaj w Warszawie, czy z politykami, którzy potem przeszli do partii Zmiana. O Macierewiczu można napisać grubą książkę. Można różnie interpretować te fakty, ale te fakty tam są. To są ludzie, którzy przez lata byli blisko Macierewicza, albo to są ludzie, którzy tak, jak Damato spotykali się z nim w Waszyngtonie.

To gdybym postawił fundamentalne pytanie: kim jest Antoni Macierewicz?

Wszyscy myślę chcieliby to wiedzieć.

A pan wie?

Nie wiem tego. Wiem tyle, że ktoś taki nie powinien być ministrem obrony i że obowiązkiem premier Szydło, służb jest wyjaśnienie tych wszystkich rzeczy. To jest banalne, bo to zwykle pada w takich sytuacjach, ale ktoś taki musi być poza podejrzeniami, jak żona Cezara, czy sam Cezar. To jest człowiek, który odpowiada za nasze bezpieczeństwo, w którego ręku są największe, polskie tajemnice. Mogę coś o tym powiedzieć, bo wiem, co wie minister obrony.  I ktoś taki nie może działać w takiej grze.

No właśnie. Ale pan, jako były minister obrony dostawał jakieś materiały, informacje, raporty służb, które by dowodziły właśnie tych dziwnych powiązań Antoniego Macierewicza? Bo przecież on był ważnym, polskim politykiem, ważnym politykiem PiS, więc służby powinny się nim jakoś interesować.

Nigdy służby za naszych czasów nie zajmowały się politykami opozycji, przynajmniej wtedy.

Ale gdyby były jakieś powiązania z rosyjskim wywiadem, czy rosyjskimi służbami to by służby, polskie powinny się tym zainteresować i pewnie by się interesowały.

Ale wiedzy na ten temat nie było. Były różne sprawy, które emocjonowały opinię publiczną tak, jak sprawa tłumaczenia na rosyjski raportu o WSI, wątek rosyjskiej tłumaczki, która przyjeżdżała do SKW będąc osobą nieuprawnioną, do SKW kierowanego przez Macierewicza, tych przesłanek było bardzo dużo. Natomiast nikt tutaj żadnych działań nie prowadził.

Czy Platforma zamierza zacząć prowadzić własną politykę migracyjną?

Rozumiem, że pan redaktor nawiązuje do…

Grzegorz Schetyna zapowiada sprowadzenie do Polski kilkudziesięciu kobiet z dziećmi.

Bardzo dobry głos, dobrze przyjęty w Brukseli.

Ale to jest forma jakiejś partyjnej ekspiacji, zadośćuczynienia, pokajania się za grzechy ostatnich tygodni?

Nie, przecież wcześniej wspieraliśmy…

Nie, przed chwilą mówiliście, że nie chcecie uchodźców.

Ale wspieraliśmy prezydenta Sopotu, Jacka Karnowskiego, których chciał sieroty z Aleppo.

Ale i pan i Schetyna mówiliście nie, nie chcemy uchodźców.

Ale mówimy bardzo wyraźnie o 2015 roku i zgody rządu premier Ewy Kopacz.

Ale jest 2017 i nagle chcecie.

Nie, wtedy mówiliśmy o tym, że wydyskutowany w Unii Europejskiej został dobry, korzystny dla Polski wariant, który dawał możliwość przyjmowania kobiet i dzieci.

Ale mężczyzn też.

Ze stwierdzoną tożsamością. Też, ale ostateczna decyzja była w ręku polskich władz. I do tego wracamy. I chcemy i polscy samorządowcy są gotowi, wielu z nich jest gotowych do tego żeby trochę ratować honor Polski w tych sprawach.

Ale będziecie też własne wizy wydawali, karty stałego pobytu, pozwolenia na pracę, bo wie pan, że to od rządu zależy, a nie od opozycji, czy ci ludzie dostaną prawo pobytu w Polsce.

Liczymy bardzo na Kościół.

Ale Kościół też nie wydaje kart stałego pobytu.

Ale ma na pewno duży wpływ na obecny obóz rządzący i uważamy, że tak naprawdę to, co powiedział wczoraj Grzegorz Schetyna w Brukseli to jest wyciągnięta ręka do rządu, przestańmy z tej sprawy robić taką polską burzę polityczną, tylko zajmijmy się rozwiązaniem problemu. I nie przedstawiajmy się Brukseli, jako ci, którzy tylko potrafią obrażać Brukselę mówiąc o szaleństwie europejskich elit.

Ale przyzna pan, że to jest taka trochę partyjna ucieczka do przodu. Jest to trochę forma pokajania się za te zwroty i za te migania się, które Platforma uprawiała w ostatnich tygodniach w sprawie uchodźców.

Bo problem nie jest zerojedynkowy i ja mam okazję przez ostatnie tygodnie, to jest temat numer jeden wśród Polaków, także i w Platformie i my staramy się po prostu być uczciwi wobec Polaków w tej kwestii, a uczciwość nie oznacza, że można powiedzieć tak, lub nie. To jest wszystko bardziej skomplikowane.

Spojrzał pan wczoraj na sondaż zaufania polityków?

Widziałem, że jest…

Wie pan gdzie jest przewodniczący Platformy?

Ale wiem, która jest Platforma w badaniach partii politycznych.

Druga i mocno spada.

Mocno druga.

Mocno druga i mocno spada.

Nie, mocno druga.

Mocno druga to jest pięknie powiedziane.

Mocno druga w tym sensie, że jest długo, długo nic i trzecia partia. I myślę, że jesteśmy niezagrożonym liderem tej części opozycyjnej.

No tak, ale Grzegorz Schetyna w sondażach zaufania piętnasty, za Waszczykowskim, Glińskim, Kuchcińskim.

To tym większa siła całej Platformy kierowanej przez Grzegorza Schetynę, że potrafimy być drugą siłą. A bardziej promowani liderzy w tym sondażu, czy bardziej wyróżnieni, nie mają takiej pozycji dla swojej partii.

Tomasz Siemoniak, dziękuję bardzo.

Dziękuję.

"90 proc. szans na wspólną listę opozycji w wyborach parlamentarnych. To absolutna konieczność"

Jest 90 proc. szans na wspólną listę prawie całej opozycji w wyborach parlamentarnych. To będzie absolutna konieczność. Inaczej nie wygra się z PiS-em – mówi Gość Radia ZET Tomasz Siemoniak, w internetowej części programu. My, jako PO, jesteśmy na to gotowi, dojrzali i sami to proponujemy – zapewnia. Wiceszef Platformy dodaje, że inni liderzy partyjni mogą mieć obawy, czy nie „zamaże” to ich tożsamości, ale to ich wyborcy oczekują wspólnej listy. Wyborcy chcą, żeby PiS został odsunięty od władzy i nie wybaczą żadnemu liderowi partyjnemu,  jeśli ten obrazi się na kogoś i nie będzie jednej, wspólnej listy opozycyjnej – mówi gość Konrada Piaseckiego. Dodaje, że decydujące rozmowy w tej sprawie odbędą się kilka miesięcy przed wyborami.

Pytany o oświadczenie Rady Mediów Narodowych, która uważa, że politycy PO atakują dziennikarzy TVP. To kuriozalne oświadczenie. Wszyscy widzą, jak zachowują się ci „dziennikarze” – odpowiada wiceprzewodniczący Platformy. Doświadczyłem takiej sytuacji. Uprzejmie 10 razy odpowiadałem, że uważam tego młodego człowieka za działacza PiS-u i mogę wypić z nim kawę, bo, jako do działacza, nic do niego nie mam – dodaje.

Siemoniak odpowiada również na pytania o Hannę Gronkiewicz-Waltz i sondaże.

 

RADIO ZET/MA

Oceń