Teraz gramy

Grzegorz Schetyna: Bruksela nie powinna odpuszczać temu rządowi

15.05.2018 06:55

„Polityka tego rządu nie może być zaakceptowana przez Komisję Europejską, bo ona jest – np. jeśli chodzi o niezawisłość sędziowską – antypraworządna” - uważa gość Radia ZET, przewodniczący PO Grzegorz Schetyna. Jego zdaniem „nie ma możliwości dogadania się, ponieważ rząd PiS łamie podstawowe zasady i nie może to być uznane przez Brukselę”. Polityk dopytywany o to, co by zrobił, gdyby zadzwonił do niego Frans Timmermans i zapytał, czy odpuścić Polsce, Schetyna odpowiada: „Powiedziałbym mu, że zmiany robione przez PiS nie mają żadnego sensu i nie należy im odpuszczać”.

Konrad Piasecki: Przewodniczący PO Grzegorz Schetyna. Bardzo rozczarowany frekwencją podczas sobotniego marszu?

Grzegorz Schetyna: Nie.

Według najbardziej optymistycznych ocen ratusza 50 tys. osób. Panu wystarczy?

Tak, dlatego że to był taki pierwszy klasycznie partyjny marsz, organizowany przez partie polityczne: naszą, Nowoczesną, zapraszaliśmy także KOD. Ale to był inny marsz niż te poprzednie.

Tylko że w poprzednich: przed rokiem 90 tys., przed dwoma laty 240 tys. - według znowu najbardziej optymistycznych ocen ratusza, ale 240 tys. a 50 tys. to jest różnica.

To jest różnica, ale...

Bolesna.

Nie. Nie zakładaliśmy też takiej pełnej mobilizacji jeśli chodzi o przywożenie, organizowanie ludzi PO, KOD-u w Polsce. Nie robiliśmy tego przy pełnej mobilizacji. Ważne było, żeby być, żeby dać świadectwo, żeby pokazać, że przygotowujemy się i rozpędzamy tę machinę przed wyborami samorządowymi. I to wystarczy. Ten marsz, atmosfera, sygnały, które odbieramy z Polski i od uczestników, jest jak najbardziej okej.

Może trzeba to było nazwać "marszykiem wolności", nie marszem. "Marsz" brzmi dumnie. "Marszyk" oddawałby ducha.

Nie. Był marsz dwa lata temu, był rok temu, była inna sytuacja. Nie ma takiej atmosfery rewolucyjnej czy jeszcze nie ma atmosfery wyborczej.

No to po co w takim razie organizować marsz, który wiadomo będzie, że ponieważ nie ma atmosfery, nie ma nastroju, nie ma klimatu, będzie sukcesem, najdelikatniej mówiąc, umiarkowanym?

Żeby pokazać, że jest początek pewnego etapu, że przygotowujemy się do wyborów...

Wyborczego.

Tak. Że jest koalicja, w której jesteśmy, że ona jest w stanie organizować demonstracje.

A nie przychodzi panu do głowy taka niepokojąca myśl, że opozycja po prostu się rozjeżdża z nastrojami? Że wy chcecie prowadzić lud na barykady, a lud myśli: "Nie no, nie jest tak źle z tym PiS-em"?

Nie chcemy. Chcemy przygotować dobrą decyzję przy karcie wyborczej i dać szansę na postawienie krzyżyka w dobrym miejscu. Proszę mi pokazać partie polityczne, jedną czy kilka, które były w stanie zorganizować taką demonstrację, na 50 tys. osób w Warszawie.

PiS.

Bardzo proszę. Zapraszam.

Marsze opozycyjne w czasach PiS były kilkudziesięciotysięczne.

Marsze organizowane przez Radio Maryja czy przez organizację Marsz Niepodległości?

13 grudnia 2014 roku pamiętam marsz - 30 tys. osób.

A teraz pamiętam marsz tutaj 300-osobowy. A miał być marsz miliona parę miesięcy temu. Ja mówię tylko, że to nie jest czas na demonstrację, dlatego uważam, że ten marsz na 50 tys. daje mi satysfakcję.

Ale uważa pan, że w dobie dogadywania się rządzących z Brukselą i łagodzenia kursu, to jest cały czas czas na opozycyjność totalną? Czy pan zmienił ten sztandar opozycyjności totalnej?

Nie mam takiej opinii, że następuje dogadywanie się z Brukselą.

Ale widzimy, próby dogadywania są. Rozmowy z Timmermansem wciąż trwają.

Próby a dogadywanie czyni wielką różnicę. Wypowiedź Timmermansa, to, co mówił wczoraj, bardzo jasno precyzuje - zaczęliśmy rozmawiać, to dobrze, nie ma żadnej zmiany, jeśli chodzi o decyzję odnośnie art. 7. Jest inny czas, czas budowania koalicji, czas przygotowania się do wyborów samorządowych. Jak jest czas budowania, to on nie może być tylko totalną opozycją, będzie totalną propozycją.

Ale czy to jest tak, że Koalicja Obywatelska jest właśnie opozycją totalną, tak jak pan kiedyś zdefiniował przed dwoma laty konieczność bycia w opozycji, czy ona jest już opozycją łagodniejszą wobec rządzących?

Ona jest opozycją twardą w stosunku do rządu, ale będzie opozycją, która będzie musiała budować programową koalicję i takie jest to porozumienie nasze z Nowoczesną. Więc ona siłą rzeczy będzie inna, bo my będziemy dzisiaj swoją wizją nie tylko samorządu, nie tylko polski lokalnej, ale też Polski po PiS-ie 2019.

A jeśli rząd dogada się z Brukselą, to co będzie? Jeśli Bruksela odpuści, powie: "Dobrze, starczy"?

"To w porządku, że Zbigniew Ziobro wybiera sędziów i nadzoruje KRS"?

Ale najwyraźniej jakieś rozmowy się tam toczą, skoro rządzący wycofują się z niektórych ustaw. Czegoś Bruksela od nich żąda, oni to robią, i czas dogadania się może być bliski, choć może być i daleki.

Ale są też rozmowy między Izraelczykami i Palestyńczykami.

Ale one trwają już z 60 lat.

Albo trochę więcej.

Albo i 70. A wybuchają takie rzeczy, jak te wczoraj. Ja uważam, żeby filozofia, polityka tego rządu nie może być zaakceptowana przez KE, bo ona jest w wariancie np. relacji, jeśli chodzi o niezawisłość sądów, jest antypraworządna. Nie może być zaakceptowana.

Czyli mówi pan Brukseli: "Nie dogadujcie się z nimi! To są źli ludzie!".

Nie, pan pyta mnie, jak to oceniam - taka jest moja ocena.

Że nie będzie zgody?

Nie ma możliwości dogadania się, ponieważ ten rząd łamie podstawowe zasady, dlatego nie może to być uznane przez Brukselę. To jest oczywiste.

Ale gdyby dziś zadzwonił do pana Frans Timmermans i powiedział: "Uważasz, że te zmiany, które robi PiS mają sens i rzeczywiście należy trochę im odpuścić?", to co by pan powiedział?

Tobym powiedział: "Nie, nie mają żadnego sensu".

"I nie odpuszczajcie im".

I nie powinno się im odpuścić, dlatego że walczą z praworządnością i konstytucją, cały czas.

Koalicja Obywatelska to dziś koalicja PO z Katarzyną Lubnauer czy raczej z Ryszardem Petru?

To jest koalicja z całą Nowoczesną, dwóch środowisk, które są programowo bliskie sobie, z różnych powodów przez te ostanie dwa i pół roku były obok siebie.

Ale zauważył pan, że Nowoczesna jest już inaczej nowoczesna, bo Ryszard Petru znaczek zdjął i zostawił Katarzynę Lubnauer samą z Nowoczesną?

I tego żałuję, bo uważam, że środowiskowo to rzeczywiście był bardzo duży projekt.

Pan mówi: żal. A błąd? Błąd Ryszarda Petru?

Jeżeli chce pisać nowy projekt polityczny i widzi siebie w nim...

Pisać i tworzyć, jak rozumiem.

W tym sensie, że pisać scenariusz nowego projektu i go tworzyć, to mam nadzieję, że mu się uda, bo uważam, że wiele zrobił dla polskiej polityki, wiele zrobił dla Nowoczesnej. Nie rozumiem tylko tego wyjścia i tych gestów.

Im Petru mniej przewodniczącym Nowoczesnej, tym bardziej pan ciepły wobec niego.

Pamięta pan, jak on przegra wybory...

Tak, wtedy mu pan zaczął współczuć. Bo wcześniej to tak różnie bywało.

Wcześniej była rywalizacja. Po stronie opozycyjnej musieliśmy sobie wyjaśnić parę rzeczy.

Ustalić, kto jest samcem alfa.

Uważam, że udało nam się to zrobić. Przecież to z nim uzgodniliśmy pierwsze porozumienie, jeśli chodzi o Warszawę przed wyborami samorządowymi, to on był współautorem tego pomysłu.

Przez to pewnie przegrał zresztą. Petru dziś mówi: Nowacka, Biedroń, Scheuring, ja. 200 osób już zgłasza chęć pracy w nowej partii.  No i co pan z tą partią pocznie?

Jeżeli powstanie nowy projekt polityczny, to będzie projekt anty-PiS-owski, jeżeli będzie liberalno-lewicowy nawet, będzie otwarty na rozmowy z Nowoczesną, PO, będziemy rozmawiać oczywiście.

Uważa pan, że to dobrze, żeby ten projekt powstał? Im więcej partii w opozycji tym lepiej czy tym gorzej?

Nie, uważam, że trzeba wzmacniać te, które istnieją. Szczególnie że on był założycielem Nowoczesnej. Więc ja nie chcę, żeby on kończył swoją przygodę z polityką, nie chcę, żeby się odwrócił od polityki i będę zawsze trzymał za niego kciuki. Ale wierzę, że będzie wiedział, że trzeba ciągle budować i wzmacniać opozycję, a nie ją osłabiać.

Czy to jest tak, że pan go zaprasza do PO? On ma otwartą przestrzeń w PO?

Zawsze mu to mówiłem, wielokrotnie.

"Rysiu, chodź do nas".

Ryszard, ważne, żebyś był w polityce i żeby energia, którą masz i którą chcesz zainwestować w polityczny projekt, nie poszła na marne.

A ma energię?

Myślę, że tak.

Ale tak bardziej wiatrowa czy jądrowa?

Coś między wiatrową a jądrową.

Czyli węglowa.

Zrobić od zera partię polityczną i zrobić blisko 8%. To była duża rzecz. Ja tutaj z szacunkiem. Bo można mówić : "a później było to, a później było tamto". To jednak był wielki projekt. Ruszyć się i od zera zbudować partię polityczną, komitet wyborczy i wprowadzić do Sejmu partię - duża rzecz. I chodzi o to, żeby tego nie zmarnować.

Rozumiem, dzisiaj pan mówi: "Ryszardzie" i całej jego czeredce: "Chodźcie do mnie".

Nie, bądźmy razem,  obok siebie pracujmy, przecież nie musimy być w jednej formule partyjnej, żeby pracować razem na rzecz demokracji, praworządności i normalnej Polski.

Czy po tym, jak już drugi sąd uznał, że zatrzymanie sekretarza generalnego PO w areszcie ma sens, pan uzna, że nie wszystko jest w tej sprawie tak czyste, jak on sam twierdzi?

Poczekamy na rozstrzygnięcia, na akt oskarżenia, bo ciągle go nie ma.

Ale widzi pan, jeden prokurator i dwóch sędziów już powiedziało: "No z tym Gawłowskim nie jest tak dobrze, jak by się to wydawało PO".

Jeden sędzia dyżurny, drugi losowany. Tak, ja chcę poczekać. Szczecin jest przeciwnym miastem, jeśli chodzi o tę kwestię. Pamięta pan pewnie sprawę wojewody Tałasiewicza, który siedział przez 8 miesięcy, potem przez 7 lat dochodził dobrego imienia i został przeproszony. To było kilkanaście lat temu, ale tak się zdarzyło. Ja chcę zamknięcia tej sprawy i rozstrzygnięcia przez normalny sąd.

Ale gdyby zapadł wyrok już sądowy prawomocny przeciwko Gawłowskiemu, to rozumiem, uzna pan jego winę?

Oczywiście, że tak. Wyniki, rozstrzygnięcia sądowe, te ostateczne, trzeba uznawać.

Czy PO będzie także z powodu sprawy Gawłowskiego bojkotować teraz Telewizję Publiczną? Bo takie wrażenie można było w weekend odnieść.

Doszło do skandalu. Ten program już robi się takim politycznym - nie chcę używać ostrych słów, ale ja akurat to widziałem, byłem zdumiony, że można robić w taki sposób partyjną PiS-owską politykę, tak ordynarnie.

Ale czy w związku z tym opozycja ogłasza bojkot Telewizji Publicznej?

Rozmawiamy o tym, dziś jestem umówiony z Katarzyną Lubnauer i Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem.

I chcecie tak robić?

Będziemy o tym rozmawiać.

Jaka jest pańska diagnoza i pańska sugestia?

Media publiczne, Telewizja Publiczna, TVP Info to nie jest własność Rachonia i kolegów, tylko to jest własność publiczna i mam nadzieję, że w tej sprawie także wypowie się prezes Kurski. Przynajmniej chciałbym zobaczyć, jakie ma zdanie.

Na pewno się wypowie i pochwali.

Pochwali? Nie słyszałem. Ale to bardzo bym oczekiwał.

Wszyscy znamy Jacka Kurskiego i wiemy, że lubi twarde dziennikarstwo.

To będę czeka wtedy na KRRiT. To, w jaki sposób odniosą się do tego, co działo się w tym programie, też będzie bardzo dobrą wskazówką do tego, co trzeba będzie zrobić z mediami publicznymi po wyborach.

Ale dziś, 15 maja, pan uważa, że Telewizję Publiczną należy bojkotować czy nie?

Dzisiaj uważam, że nie można oddawać walkowerem. Bojkot jest zawsze ostatecznością, natomiast nie będzie akceptacji na takie zachowanie, jakie zaprezentował Rachoń w tym programie.

Czyli będziecie chodzić i wychodzić?

Zobaczymy. Będzie ciekawiej.

Grzegorz Schetyna, bardzo dziękuję.

Dziękuję.

Schetyna o powrocie Tuska: To myślenie o Andersie na białym koniu

W Polsce bardzo często jest marzenie, tęsknota – słoneczko wyżej, Sikorski bliżej. Potem Anders na białym koniu. To jest w naszym charakterze – uwielbiamy czekać, żeby ktoś przyjechał, wsparł nas, żeby ktoś zewnętrznie pomógł nam rozwiązać problemy, które mamy na miejscu – mówi Grzegorz Schetyna, pytany w internetowej części programu o powrót Donalda Tuska. Lider PO uważa, że to błędne myślenie. Zawsze powtarzam, że nikt nas nie zwolni z odpowiedzialności i nikt nam nie pomoże – dodaje gość Radia ZET.

Pytany o to, czy zrezygnuje z szefowania partii jak PO osiągnie kiepski wynik w wyborach samorządowych, Grzegorz Schetyna odpowiada, że jest umówiony na 4-letnią kadencję, która kończy się pod koniec 2019. Ja jeszcze żadnych wyborów nie przeżyłem jako przewodniczący partii. Już mnie tylu chciało zwalniać, przesuwać. Ja już się tyle rzeczy nasłuchałem, że chciałbym tylko spokojnie dożyć do wyborów, żeby Polacy mogli ocenić naszą, moją pracę – komentuje przewodniczący Platformy.

Bardzo wspieram Rafała Trzaskowskiego i wiem, że bardzo mu zależy. Chce walczyć, ma determinację – mówi gość Radia ZET o kandydacie na prezydenta Warszawy.

Grzegorz Schetyna odpowiada również na pytania o Ryszarda Petru, SLD i Platformę Obywatelską.

RadioZET.pl

Oceń