Słuchaj
Robert Karpowicz, Marcin Sońta , Aga Kołodziejska
Michał Korościel
Damian Michałowski, Ewelina Pacyna
Mateusz Ptaszyński
Hubert Radzikowski
Redakcja Radia ZET
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

Jacek Majchrowski: Gdyby opozycja wystawiła w Krakowie własnego kandydata - zastanowię się czy startować

19.06.2018 07:09

„Jeżeli mam wygrać, to zależy mi na poparciu PO i Nowoczesnej. Jeżeli zjednoczona opozycja wystawi w Krakowie własnego kandydata, to zastanowię się, czy startować” – mówi gość Radia ZET, prezydent Krakowa Jacek Majchrowski. Jego zdaniem kandydat opozycji zabrałby mu kilkanaście procent głosów w pierwszej turze. „Już sam nie wiem dlaczego opozycja nie chce mnie poprzeć. Po deklaracji, że wystartuje - stracili entuzjazm. To dziwne. Część chce wspólnych list i chce iść ze mną, część mówi, że to obalenie tożsamości partii, część robi jakieś inne kombinacje” – komentuje Majchrowski. Pytany, czy to prawda, że miał zrezygnować z kandydowania przez zdrowie, gość Radia ZET odpowiada: „Akurat moje zdrowie jest w porządku, żona też się w końcu dała przekonać”.

Konrad Piasecki:  Prezydent Krakowa Jacek Majchrowski. A jak pańskie przewidywania na mecz?

Jacek Majchrowski: Musimy wygrać, nie mamy innego wyjścia.

Wie pan, zawsze musieliśmy, ale często nie wygrywaliśmy.

Zobaczymy.

Tym razem powinno być lepiej?

Powinno być, aczkolwiek będzie ciężko.

Miał pan rzeczywiście już dosyć rządzenia Królewsko-Cesarskim Krakowem?

To jest trudne pytanie, bo z jednej strony zawsze jest taka adrenalina mówiąca o tym, że się chce skończyć pewne rzeczy, doprowadzić do końca, ale z drugiej strony też strach oddać w czyjeś ręce, szczególnie w takim zestawie kontrkandydatów, a z drugiej strony 16 lat to jest jednak taki dosyć ciężki okres, bo to się każdemu wydaje, że urząd prezydenta miasta to polega na tym, że chodzi po przyjęciach, balach...

Czasami na jakimś balu się pan też pojawia?

Nie.

Unika pan bali?

Unikam bali.

A wielu było pewnych, że pan po raz kolejny nie wystartuje - że żona, że zdrowie, że życiowe plany odciągają. Rozumiem, że nie wszystko to były plotki?

Akurat moje zdrowie jest w porządku, odpukać, żona też się w końcu dała przekonać, natomiast zasuwanie okrągły tydzień od 7 rano do 21 jest dosyć męczące.

Jak pan wygra, będzie 16 lat urzędowania plus 5 - 21. Piękna liczba.

Oczko.

Ale ograniczenie kadencji do dwóch uznaje pan za potrzebne czy niepotrzebne?

Nie, uważam za niepotrzebne. Uważam za niepotrzebne, albowiem to powinni decydować mieszkańcy, ile czasu powinien szef miasta urzędować, albowiem jeżeli się sprawdza, to tak, dlaczego to zmieniać?

Dlatego, że tworzą się układy i prezydent jest zawsze jednak w dużo lepszej pozycji niż jego kontrkandydaci, wobec czego z tego punktu widzenia wielu prezydentów byłoby właściwie dożywotnimi prezydentami, bo tak się dzieje, że rzadko prezydenci miast jednak się zmieniają.

Ale ma pan przykład w ostatnich wyborach w Poznaniu, gdzie znakomity prezydent, pan Grobelny, przegrał.

Czyli można, rozumiem, obalić urzędującego prezydenta, chociaż łatwo też nie jest.

No tak, jeżeli ten prezydent ma jakieś sukcesy i pokazuje rozwój miasta, to chyba że populizm, bo bardzo dużą rolę odgrywa u nas populizm niestety.

Dlaczego największe partie opozycji nie rwą się do tego, żeby pana poprzeć?

Trudno mi jest powiedzieć, że się nie rwą, bo ja sam już nie wiem...

Miałem wrażenie, że bardzo pana namawiają na ten start, że wręcz modlą się, żeby pan wystartował, a jak pan ogłosił ten start, to jakoś napięcie...

Osłabło.

...i entuzjazm osłabł. W Grzegorzu Schetynie, Katarzynie Lubnauer.

Tak.

To jest takie bardzo dziwne, bo to jest takie pęknięcie wewnątrz partii. Część absolutnie chce wspólnych list i wspólnie ze mną iść, część mówi, że to jest obalenie tożsamości partii, że partia powinna osobno iść, część jakieś inne kombinacje...

Ale panu zależy na tym poparciu PO i Nowoczesnej czy nie?

Jeżeli mam wygrać, to mi zależy na poparciu, oczywiście.

Ale rozumiem, że jeśli przegrać, to może pan przegrać bez tego poparcia?

Tak, ale mogę też przegrać z ich poparciem.

Ale uważa pan, że jeśli PO i Nowoczesna, czyli zjednoczona opozycja czy koalicja opozycja wystawiłyby swojego kontrkandydata, to będzie panu dużo trudniej?

Będzie trudniej, bo zawsze te kilkanaście procent głosów w pierwszej turze odejdzie.

Ale mogłoby to skłonić pana do ponownego rozważenia startu?

Mogłoby.

Czyli to jest tak, że jeśli opozycja wystawiłaby kogoś przeciwko Jackowi Majchrowskiemu...

To się zastanowię.

...to on się zastanowi, czy startować. Andrzej Duda, Zbigniew Ziobro, Jan Rokita, Ryszard Terlecki - który z nich był najtrudniejszym przeciwnikiem?

Najtrudniejszym przeciwnikiem był chyba ostatni kontrkandydat, znaczy Marek Lasota, albowiem on się zachowywał podobnie jak ja, tzn. bardzo kulturalnie i bardzo grzecznie. Pozostali atakowali w sposób taki, no, powiedzmy sobie, nawet nieelegancki momentami.

Chce pan powiedzieć, że Andrzej Duda, rywalizując z panem o prezydenturę Krakowa, porzucił swoją tradycyjną kindersztubę krakowską?

Nie do końca. Trzeba rozważyć dwie rzeczy: to, co mówi sam kandydat, i co mówi jego otoczenie. O ile pan prezydent Duda zachowywał się w sposób... no, w porządku, można powiedzieć, o tyle jego otoczenie zawsze było kąsające.

Może pan powiedzieć o sobie, że jest pan jedynym, który w walce o prezydenturę wygrał, rywalizując właśnie z Andrzejem Dudą.

No tak się składało.

Następnemu rywalowi Andrzeja Dudy poradziłby pan, jak pokonać urzędującego prezydenta?

No nie, to już jest taka wysoka polityka, tam wchodzą inne kwestie zupełnie w grę.

Ale patrząc na karierę Andrzeja Dudy, myśli pan, że byłby lepszym prezydentem Krakowa niż prezydentem Polski?

To też jest trudno powiedzieć. Jakby to są zupełnie inne płaszczyzny działania.  Prezydent kraju działa na zupełnie innych płaszczyznach. Tu się trzeba zajmować detalami: czy taka ulica musi być zrobiona wcześniej niż taka, czy dać więcej na edukację, a mniej na pomoc społeczną - tego typu rzeczy. Natomiast on idzie w wielką politykę, międzynarodową - Trump, Merkel...

I w roli prezydenta się panu podoba?

To nie jest kwestia podobania się, to jest kwestia pewnej oceny. Uważam, że pewne rzeczy robi dobrze, z pewnymi bym dyskutował, szczególnie jeżeli chodzi o zastrzeżenia, to mam do jego podpisywania niektórych ustaw.

Czy pan się pogodził z tymi cięciami zarobków samorządowców, pan przełknął tę gorzką pigułkę i obniży sobie zarobki?

Oczywiście, że tak. To jest ustawa, którą muszę wykonywać.

Aczkolwiek samorządowcy jakoś potrafią ją omijać, gdzieś tam boczną furtką sprawić, żeby te cięcia były znacznie mniejsze, niż chce tego Parlament.

Ja mam umowę taką, że 20% z mojego wynagrodzenia, z mojej pensji obcięto i nie dyskutuję z tym, aczkolwiek uważam, że jest to bardzo populistyczne rozwiązanie, mówiące o deprecjacji samorządów. Mało tego, samorządowcy zostali ukarani za działania rządu, ministrów, których , jak pan wie, nie dotknęła ta obniżka, mimo że to w stosunku do nich miała być skierowana.

Po obniżce pensji ile pan będzie zarabiał?

Pensję mam podstawową 5,5 tysiąca teraz.

Z jakimiś dodatkami pewnie trochę więcej?

Z dodatkami trochę więcej, bo to jest dodatek funkcyjny, dodatek specjalny, ale to jest drugi raz tyle.

Czyli około 10 tysięcy?

No, tak.

Za mało, za dużo? W sam raz?

To jest, wie pan, brutto. Trzeba od tego odjąć wszystko, tak że na rękę około między 7,5 a 8.

Czyli nieoszałamiające zarobki.

Nieoszałamiające, tym bardziej, że ja zawsze to podkreślam, o czym się zapomina, że ja jako prezydent miasta na prawach powiatu wykonuję także rolę starosty, za co nie pobieram pensji.

Uważa pan, że ta decyzja parlamentu to jest taki cios poniżej pasa?

Tak, uważam, że tak. Kiedyś był tutaj - nie będę wymieniał nazwiska - prezydent, który został jeszcze wybrany przez radę miasta, z zawodu adwokat, po półtora roku się zorientował, że nie ma z czego żyć i wrócił do zawodu.

Ale pan sobie jakoś radzi.

Ja sobie radzę, dlatego że przepisy mi pozwalają być zatrudnionym na uczelni.

Ile turystów przewinie się w tym roku przez Kraków?

W zeszłym roku było ponad 12 mln, więc sądzę, że w tym roku będzie podobna liczba.

Myśli pan, że to się rozwija w dobrym kierunku?

Tak, ale my w tej chwili idziemy troszeczkę w inną retorykę, mianowicie robimy wszystko, żeby zmienić skład turystów.

Czyli zależy Krakowowi bogatszych i mniej pijących piwo?

Stąd wybudowaliśmy Centrum Koncertowo-Kongresowe czy Tauron Arenę, które skupiają masę osób na wielkich koncertach, na różnego typu wydarzeniach sportowych, którzy przyjeżdżają do Krakowa specjalnie na to i to jest inna publiczność niż ta, która przyjeżdża z Anglii na piwo.

No tak, ale jak się wchodzi na rynek krakowski, trochę ten turystyczny wizerunek Krakowa taki kebabowy, taki trochę piwny, taki agencyjno-towarzyski i taki odpustowy nieco.

Ja bym się tak do końca z panem nie zgadzał, bo to nie jest tak do końca, natomiast oczywiście jest taka sytuacja, że jest dużo lokali na rynku i nie tylko na rynku, w okolicach także.

Dużo naganiaczy turystycznych, panie z dorożek pokrzykujące do turystów, żeby wsiedli do dorożek...

Akurat dorożkarze nie pokrzykują, jeżeli już pokrzykują, to raczej meleksiarze. I teraz jest kolejna afera, bo ograniczyliśmy liczbę meleksów, zarządziliśmy pewne zmiany w wyglądzie itd., żeby to jakoś ucywilizować bardziej, tak jak nam sie udało rok temu z dorożkami, które były od Sasa do lasa. W tej chwili jest limit, są przetargi na miejsce, wszystko się uspokoiło, funkcjonuje tak jak trzeba. Natomiast chciałem panu zwrócić uwagę na inną rzecz, która jest w dużej mierze niezależna od miasta. Mianowicie większość kamienic na rynku to są prywatne kamienice i ja nie mogę powiedzieć właścicielowi: "Proszę pana, proszę tym nie wynajmować, a tym wynająć". On idzie w kierunku, gdzie ma większy dochód.

Święte prawo własności decyduje.

No tak to niestety wygląda.

Jacek Majchrowski, prezydent Krakowa, bardzo dziękuję.

Dziękuję państwu.

RADIO ZET/MA

Oceń