Jan Krzysztof Ardanowski o AGROunii: To organizacja niewiarygodna; nie wiem, kto tymi ludźmi steruje

08.02.2019 06:56

„Do tej pory jest to organizacja niewiarygodna” – mówi w Gościu Radia ZET o stowarzyszeniu rolników AGROunia Jan Krzysztof Ardanowski. Minister rolnictwa dodaje: „Nie wiem, kto tymi ludźmi steruje. Przychodzi 2-3 panów z AGROunii, a jednocześnie odbywam setki spotkań z rolnikami, którzy mówią o konkretnych problemach. Ja tych problemów nie bagatelizuję”. Ardanowski powołuje się na prasowe publikacje na Litwie, które mają sugerować polityczne aspiracje AGROunii. „W artykule, który ukazał się na Litwie jest informacja, że budują organizację polityczną, która ma być mocniejsza niż partie polityczne w Polsce” – twierdzi.

Beata Lubecka: Jan Krzysztof Ardanowski, minister rolnictwa, PiS. Co się z panem ostatnio porobiło?

Jan Krzysztof Ardanowski: A czemu?

Pan jest taki buńczuczny wobec tych protestujących pod szyldem AGROunii rolników.

A co to za słowo, buńczuczny?

No buńczuczny jednak. Na jakiej podstawie oskarża pan AGROunię, że to jest – i tu cytuję pana – realizacja projektu politycznego, który ma stworzyć organizację mocniejszą niż wszystkie partie polityczne w Polsce”?

Ale na tej podstawie, co sami powiedzieli. To jest w artykule, który na Litwie się ukazał – że budują organizację polityczną, która ma być mocniejsza niż partie polityczne w Polsce.

Ale pan Michał Kołodziejczak, czyli lider AGROunii, mówi, że on nie będzie tworzył żadnej partii politycznej, że absolutnie mu to nie w głowie.

Organizację, która ma być mocniejsza niż partie polityczne. Ja nie wiem, jaka będzie jej formuła, na razie jest to formuła stowarzyszenia, dziwna trochę formuła, jeśli chodzi o działacza społecznego, nawet nie związek zawodowy, a w sprawach rolnych się wypowiadają związki zawodowe rolnicze. Tutaj jest fundacja na razie, nie wiem, w jakim kierunku to będzie ewoluowało.

I w związku z tym, że to jest fundacja, to to jest gorsza organizacja niż związek rolniczy?

Do wypowiadania się w europejskim świecie rolniczym są upoważnione związki zawodowe i samorząd rolniczy. Te organizacje...

Czyli dla pana ta organizacja jest niewiarygodna?

Ja z tą organizacją spotykam się wielokrotnie, nie tylko na autostradzie, ale również na rozmowach merytorycznych. Przeanalizowałem dyspozycje – czyli to, co normalnie się nazywa postulatami, to są dyspozycje dla rządu, dla prezydenta. Próbowałem ustalić jakie jest stanowisko tej organizacji, już nie wnikając w jej formę prawną, na temat głównych problemów polskiego rolnictwa. Doszedłem do wniosku smutnego, nie ma żadnych pomysłów. Jedynie protest, który ma zbudować siłę społeczną.

Nie odpowiedział pan na moje pytanie. Czy pana zdaniem ta organizacja jest niewiarygodna? Tak ją pan odbiera?

Do tej pory jest niewiarygodna.

Ale jest jakiś hejt na tę organizację. No bo „Gazeta Polska” np. nazywa AGROunię „ruską agenturą”. No to chyba już jest przesada.

Ja nie jestem „Gazetą Polską”.

Ale podpisałby się pan pod taką diagnozą?

Ja nie wiem, kto tymi ludźmi steruje...

No to kto? No bo pan stawia taką tezę...

Przychodzi zawsze dwóch, trzech panów z AGROunii, ja nie wiem nawet, jaka jest baza tej AGROunii, a jednocześnie, proszę mi wierzyć, odbywam dziesiątki, ba, setki chyba przez te pół roku spotkań z rolnikami, którzy mówią o konkretnych problemach, ja ich przecież nie bagatelizuję. Te problemy są, bo i przyrodnicze, i rynkowe, i jeszcze wiele innych się pojawi na pewno. Chcą rozmów. Parędziesiąt organizacji zażądało ode mnie zorganizowania czegoś,co się miało nazywać okrągłym stołem, będzie się w ostateczności nazywało „porozumienie rolnicze”.

A to nie będzie taka gra na czas z pana strony jednak?

Nie.

Pierwsze posiedzenie ma być 20 lutego. I co pan im tam zaproponuje?

To jest powtórzenie pewnego modelu dyskusji społecznej, debaty z 1999 r. Już pani może tego nie pamięta, jest pani młodszą osobą...

Pamiętam.

…natomiast wtedy, z inicjatywy biskupa Romana Andrzejewskiego i AWS-u.

To prehistoria, rzeczywiście.

...zorganizowano pakt dla wsi rolnictwa.

Ale co z tego ma wynikać? Jakie będą konkrety?

Teraz ma być tak: ja chcę, żeby wreszcie po latach do stołu dyskusyjnego usiedli producenci rolni, przetwórcy rolni i konsumenci. To są trzy główne grupy, które...

I co ma z tego wyniknąć? Jakie będą efekty tego okrągłego stołu?

Ustalić, jakiej żywności oczekują konsumenci, dlaczego przetwórcy nie chcą kupować polskich surowców, jaką żywność mają produkować rolnicy, żeby spełnić oczekiwania przetwórców i konsumentów. Tu trzeba wyjaśnić, bo inaczej zawsze będzie wojna na styku tych podmiotów, tych elementów łańcucha od pola do stołu. I to, co zostanie ustalone, będzie realizowane przez rząd, przeze mnie, czy innych ministrów, którzy po mnie przyjdą. Natomiast jeżeli jest sytuacja taka: przychodzą z innymi oczekiwaniami przetwórcy, domagając się głównie pieniędzy i ulg podatkowych, absolutnie z czym innym przychodzą rolnicy, narzekając na przetwórców, również cały czas wytykając, że to zagranica, panie, Chińczycy, Duńczycy, Amerykanie, no to ja przedstawiam listy podmiotów, które sprowadzają np. mięso w tej chwili – wszystkie polskie. Wszystkie polskie! Proszę usiąść ze sobą do stołu, porozmawiać...

Kiedy będą pierwsze efekty? Ile to będzie trwało?

Zawsze to musi czymś się rozpocząć. Rozpoczyna się 20. Jest zaproponowana struktura podstolików, czy tam tych zespołów roboczych.

O matko, to się będzie ciągnęło i ciągnęło...

Sądzę, że to powinno trwać około trzech, czterech tygodni, te wszystkie ustalenia, potrzebują również wsparcia naukowego, eksperckiego – dostaną. Jeżeli będzie potrzeba prac innych ministrów, to mam zapewnienie premiera, że wszyscy ministrowie są do dyspozycji. I zakończymy w jakimś krótkim czasie. To nie chodzi, żeby dwa lata dyskutować...

Czyli maksymalnie, rozumiem, miesiąc to będzie trwało?

Miesiąc, półtora. No nie wiem, ile sami wypracują. Przecież ja nie będę popędzał albo mówić tak: „Nie dogadaliście się, trudno, odpadajcie od stołu”. Mają sami między sobą uzgodnić, czego chcą od rządu.

Inspektorzy unijni zakończyli kontrolę w polskich ubojniach. Czego się pan spodziewa? Czy śpi pan spokojnie, jeśli chodzi o wyniki tych kontroli?

Kończą dzisiaj na koniec dnia, jeszcze cały czas intensywnie pracują. Przejrzeli wszystkie procedury, wybrali sobie zakłady, które odwiedzili, wizytowali...

I jest pan spokojny o wyniki kontroli?

Cieszę się, że w ogóle przyjechali. To jest trochę rutynowa kontrola, ale cieszę się, że są, żebym się upewnił, że procedury polskiej weterynarii są takie same, jak w innych krajach, że nie odbiegają od standardów. I żeby ci inspektorzy, jeżeli coś dostrzegą, żeby również to przedstawili, po to, żebym mógł to też korygować.

Czyli jest pan spokojny o wyniki tej kontroli?

Tak. Przez te dni niczego nie sygnalizują, żeby coś dramatycznego zostało przez nich dostrzeżone. A byli wszędzie.

A pan ma cokolwiek sobie do zarzucenia w tej sprawie?

Ale co mam sobie zarzucić?

Na przykład: system alarmowy RASFF, który ostrzega unijne kraje o niebezpiecznej żywności, został uruchomiony dopiero 29 stycznia, w dodatku na wniosek KE, a policja została powiadomiona o aferze już w nocy 14 stycznia przez dziennikarza.

I czy wie pani, jakie działania zostały podjęte w nocy z 14 na 15?

Jakie zostały podjęte?

Została natychmiast wstrzymana produkcja w zakładzie. Z 14 na 15. Zostały dobite krowy, które tam jeszcze żyły, które zostały porzucone. Zostało wycofane mięso, zamknięty zakład, czyli wszystko, co miało wpływ...

Ale dlaczego dopiero 29 został uruchomiony ten system alarmowy i w dodatku na wniosek KE?

Ja to wyjaśniam zresztą z weterynarzami. Natomiast tak jak mi wytłumaczyli, system RASFF uruchamia się wtedy, kiedy ma pani dokumenty, gdzie to mięso dalej trafiało. I dopiero wtedy poprzez listy przewozowe ustala się, że z zakładu trafiło do zakładu rozbioru mięsa rozbioru mięsa. Z zakładu rozbioru mięsa trafiło do iluś hurtowni czy do iluś firm. I prawdopodobnie mogą jeszcze się pojawić następne adresy, gdzie to mięso trafiło.

Czyli chce mi pan powiedzieć, że z naszej strony nie było żadnych zaniedbań pod tym względem?

Zastanawiam się, czy informacja dotycząca RASFF-u nie powinna być wtedy, kiedy był zakład kontrolowany. Natomiast wstrzymano produkcję i wycofano mięso. Nota bene, Przebadano to mięso i mięso było bezpieczne.

Ale kto powinien uruchomić tę informację RASFF-u?

Jest punkt w Sanepidzie, na wniosek weterynarzy.

Czyli strona polska jednak?

Zawsze strona polska, czy strona krajowa.

A tutaj na wniosek UE to się wydarzyło.

Co?

No że ten system alarmowy zaczął ostrzegać.

Ale o czym pani mówi? Do systemu kraje członkowskie zgłaszają, nie KE, i zostało to zgłoszone, a wcześniej zostało zabezpieczone, bo jeżeli było podejrzenie, że mięso może być szkodliwe, to trzeba je natychmiast wstrzymać. Zostało wycofane, ale jednocześnie zostało przebadane i się okazało, że mięso jest zdrowe, mięso jest bezpieczne i chore krowy też były zdrowe.

Między 14 a 29 stycznia to jest jednak bardzo dużo czasu.

Krowy były zdrowe, natomiast hejt, jaki się odbywa w tej chwili wobec polskiej żywności, hejt, mówię tu otwartym tekstem, mówi tak: „To było chore mięso z chorych krów, bardzo możliwe, że to była padlina” i w ogóle zaczyna się kwestionować całą polską żywność. To jest po prostu nadużycie.

Wiadomo, że do Brukseli pojedzie w poniedziałek główny lekarz weterynarii i przedstawi sytuację nielegalnego uboju mięsa w Polsce. Nie pan powinien pojechać?

To jest zespół specjalistów od chorób zwierząt, a nie spotkanie ministrów. Ja jeżdżę na rady ministrów.

Czyli to jest jego rola, rozumiem, tak?

Oczywiście. Tam jeżdżą główni lekarze weterynarii ze wszystkich krajów, to dlaczego nagle ma jechać minister z Polski?

A premier postawił panu jakieś ultimatum, że trzeba ugasić ten pożar?

Nie, premier mówi tak: sprawdź, czy nie ma tutaj jakichś patologii, co ewentualnie poprawić, wyciągając wnioski z tego przypadku. Przez wiele lat poza przypadkami z czasów jeszcze ministra Sawickiego, soli wypadowej, jakiegoś fałszowania mięsa w zakładzie w powiecie świeckim w Kujawsko-Pomorskiem, nic się nie działo. Więc nie było sygnału, że nagle to wszystko źle działa. Teraz, skoro się pojawił sygnał, który został bardzo radykalnie przecięty... Ci, którzy do tego przyczynili się, poniosą kary, i to bardzo ostre. Natomiast premier mówi: „Zastanów się, może trzeba z tego wyciągnąć wnioski i zmienić system nadzoru” – i zmieniamy system nadzoru.

Jan Krzysztof Ardanowski, minister rolnictwa jest z nami. To jest koniec części radiowej, ale pan minister z nami zostaje na RadioZET.pl i na Facebooku. Jest dużo pytań do pana od słuchaczy.

Proszę bardzo.

***

W internetowej części rozmowy Jan Krzysztof Ardanowski został zapytany między innymi o to, kiedy zostanie wprowadzony całodobowy monitoring w ubojniach, gdzie nie ma 24-godzinnej obecności lekarzy weterynarii. "Ustawa jest przygotowana. Idzie na Radę Ministrów. Jeśli będą uzgodnienia międzyresortowe, to najbliższy wtorek. Jeśli nie, to wtorek tydzień później" - mówi minister rolnictwa.

"To jest kwestia miesiąca, może prac Sejmu, Senatu i prezydenta. Spodziewam się, że to wszystko zadziała najpóźniej od kwietnia. Musimy to wprowadzić, nie możemy czekać. To będzie i monitoring, ale również rolnicy domagają się drastycznego zaostrzenia kar za przestępstwa związane z bezpieczeństwem żywności. Bo w ostateczności to rolnicy za to wszystko płacą i tracą na tym. Domagają się, żeby takie zakłady jak w Ostrowi… to powinien być zakaz prowadzenia działalności gospodarczej" - dodaje. Przyznaje, że zamknięcie ubojni od której wybuchła afera mięsna może nie trwać wiecznie. "Jest zamknięta, natomiast działalność gospodarcza może być prowadzona nie tylko w zakresie uboju, ale też innych działalności związanych z mięsem. Natomiast lekarze weterynarii, to jest postulat rolników, którzy by się dopuścili sprzeniewierzenia ideałom i przysiędze i brali udział w przestępstwach, powinni być pozbawieni prawa do wykonywania zawodu. To będzie bardzo drastyczne".

Ile kontroli do tej pory przeprowadzono przez unijnych urzędników? „1300 ubojni jest kontrolowanych. Większość została skontrolowana. To nie jest jak strzelenie palcami, jednego dnia nie da się skontrolować. Wszystkie są kontrolowane, żadna nie zostanie opuszczona. Również te, które mają ubój mieszany, zarówno bydlęcy jak i trzody chlewnej”. Dodaje, że skażone mięso trafiło do dwóch zakładów rozbioru w Polsce: „Lekarz weterynarii informuje o tym Unię Europejską. To, do jakich hurtowni trafiło, nie jestem w stanie powiedzieć”.

W trakcie rozmowy padło też pytanie od słuchaczki: „Kiedy pan się poda do dymisji?”. „Nie widzę związku. Jeśli nie będę w stanie realizować programu rolnego PiS, którego jestem współautorem. Jeśli bym zauważył, że nie mam wsparcia ze strony premiera, to sam się podam do dymisji” – odpowiada minister.

RadioZET.pl/MP/PaNa

Oceń