Jaśkowiak w Radiu ZET: Należy zacząć od siebie. Kaczyński powinien zrezygnować z tego Bizancjum

06.04.2018 23:51

Ja uważam, że należy zaczynać od siebie i prezes Kaczyński powinien z tego Bizancjum swojego zrezygnować. Jeżeli on kosztuje podatników rocznie około 1,5 mln zł, to on kosztuje więcej – ci wszyscy jego ochroniarze, co go wożą na zakupy – on z tego powinien zrezygnować - powiedział sobotni gość Radia ZET, prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak.

 

Joanna Komolka: Prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak. Ile zarabia pan jako prezydent miesięcznie?

 

Jacek Jaśkowiak: Otrzymuję na konto 8500 zł. To jest brutto coś ponad 12 tys. zł. To jest z tytułu tej funkcji prezydenta.

 

Byłby pan zadowolony, gdyby ta pensja została panu obniżona? Ja oczywiście nawiązuje tutaj do zapowiedzi prezesa PiS-u Jarosława Kaczyńskiego, który nie tylko parlamentarzystom chce obniżyć angaże, ale także samorządowcom właśnie.

 

To jest w sumie wtórne, bo ja przyszedłem z biznesu i musiałem się przyzwyczaić do ułamka tej kwoty, którą zarabiałem wcześniej. I nie przyszedłem do urzędu dla pieniędzy. Jest to wielkie wyzwanie…

 

Czyli trochę zgadza się pan z prezesem Jarosławem Kaczyńskim, który mówi, że tak naprawdę do polityki nie idzie się po to, żeby zarabiać?

 

Ale nie zgadzam się z tym, żeby w ten sposób pierwszy pierwszy sekretarz partii rządzącej decydował o działaniu państwa. Ja bym wolał, żeby ministrami były osoby o odpowiednich kwalifikacjach, kompetencjach, a nie te, które sobie nigdzie nie potrafią poradzić, w związku z tym tkwią w polityce tak jak Kaczyński od tych 30 lat bodajże, niczego w życiu innego nie zrobił.

 

Mówi pan, że samorządowcy będą tymi poszkodowanymi, no bo takie głosy ze strony prezydentów kilku miast pojawiły się: „Dlaczego my, samorządowcy mamy cierpieć za to, że ktoś komuś przyznał nagrody, i to na dodatek nagrody w rządzie?”.

 

Temat wynagrodzeń urzędników tych najważniejszych w państwie czy też samorządowców to trudny temat polityczny, bo z jednej strony mamy osoby słabo zarabiające w Polsce i w związku z tym to bardzo niepolityczne jest mówić o zarobkach polityków…

 

Ale pan też jest bardzo ostrożny.

 

Ja uważam, że należy zaczynać od siebie i prezes Kaczyński powinien z tego bizancjum swojego zrezygnować. Jeżeli on kosztuje podatników rocznie około 1,5 mln zł, to on kosztuje więcej – ci wszyscy jego ochroniarze, co go wożą na zakupy – on z tego powinien zrezygnować.

 

Państwo jako samorządowcy będą się sprzeciwiać tym pomysłom?

 

Oczywiście, że na poziomie Związku Miast Polskich przedstawimy swoje stanowisko, bo nam zależy, żeby do samorządu szły osoby o odpowiednich kwalifikacjach. Budżet Poznania to 4 mld zł, to są 23 spółki zależne i to jest praca również w soboty i w niedzielę, ja za chwilę idę na IV Wielkopolski Kongres Kobiet, potem na kolejne imprezy. I nie wiem, ile osób, które funkcjonują w biznesie, które mają jakieś umiejętności, będzie gotowe do tego, by pracować za pieniądze na poziomie średniej krajowej czy ciut powyżej.

 

Czyli uważa pan, że te pieniądze, które w tej chwili zarabiają wójtowie, prezydenci, miast są na takim poziomie, na którym powinny zostać? Będą się państwo sprzeciwiać. Bo pan mówi, że będzie stanowisko Związku Miast Polskich. Rozumiem, że ono będzie przeciwne temu?

 

Ja na razie mam taki problem, że ta siatka płac skutkuje tym, że na pewne stanowiska, kiedy robimy nabór, nie zgłasza się żaden kandydat. To jest problem. I kiedy widzę zarobki w prywatnych firmach, które pracują na poziomie ułamka tych przychodów, co my mamy, to w tym momencie to jest problem, bo ja bym wolał mieć możliwość dawania takich wynagrodzeń, które będą skutkowały odpowiednią jakością pracy. Wracając do tych nagród: jeżeli zarząd LOT-u, ma nagrody na poziomie 2,5 mln, to one też na Caritas będą przeznaczone? A Lotos, a Orlen, te wszystkie spółki? No i co, prezes Kaczyński, komitet polityczny zadecyduje, że wszyscy prezesi PKO BP i wszystkich państwowych spółek, czy tych, gdzie Skarb Państwa ma większościowy pakiet, będą zarabiali tyle co wójtowie czy burmistrzowie miast?

 

Politycy PiS-u mówią wprost, np. Tadeusz Cymański, który powiedział wprost, że samorządowcy powinni zarabiać znacznie mniej niż parlamentarzyści czy wiceministrowie, bo ich odpowiedzialność jest mniejsza, więc może PiS ma rację.

 

Nie wiem, czy odpowiedzialność prezydenta wybranego w bezpośrednich wyborach w takich miastach jak Warszawa, Wrocław, Poznań, jest mniejsza. Ja czuję ten poziom odpowiedzialności. A co do takich osób jak pan Cymański, jak niektórzy parlamentarzyści PiS-u – oni byli zawsze politykami. Kiedy widzę nawet tych parlamentarzystów z Poznania, posła Szymkowskiego vel Sęka, to on zawsze był jakimś asystentem posła, zawsze był w polityce od takiego przedzszkola politycznego, nic w życiu nie robił. Ja uważam, że to mieszanie się środowisk, wchodzenie do polityki osób, które odniosły sukces w innych obszarach, byłoby czymś dobrym dla polityki, dla państwa, dla samorządu. I ta sprawność zarządcza, ta umiejętność wykorzystania tych środków unijnych, sprawnego realizowania inwestycji, podejmowania roztropnych decyzji dotyczących tak jak w przypadku Poznania 540 tys. mieszkańców.

 

Wróćmy do Wrocławia. Chciałabym zapytać o kandydaturę Kazimierza Michała Ujazdowskiego. Czy pana zdaniem PO nie straci na tym wyborze sondażowo?

 

To jest odpowiedzialność przewodniczącego PO Grzegorza Schetyny...

A pan był zaskoczony tą decyzją?

 

Nie byłem specjalnie zaskoczony, ja uważam, że w PO powinny mieć osoby, które mają poglądy centrolewicowe, taki światopogląd np. jak ja, i jest miejsce dla takich osób też w PO. Natomiast byłoby dobrze, gdyby ci porządni, prawi politycy PiS-u mieli dokąd pójść. Ta formacja prawdopodobnie się w jakimś tam czasie rozsypie, widząc to, co robi w tej chwili prezes Kaczyński...

 

Ja mam też wątpliwości co do PO. Pojawiały się takie głosy, że Grzegorz Schetyna właśnie decydując się na Kazimierza Ujazdowskiego, powoduje, że PO traci swoją tożsamość. Poglądy pana ujazdowskiego dotyczące kwestii in vitro np. są czy też były bardzo radykalne i kompletnie różne od poglądów, które reprezentują politycy PO. Stąd moje pytanie, czy to nie zaszkodzi PO? Zdziwienie we Wrocławiu jednak było. Myślę, że zdziwienie także w Warszawie było u części polityków PO, bo oni mówili wprost: „Jest to dla nas dziwna decyzja”. Stąd moje pytanie, czy nie należy się raczej martwić o PO, a nie o PiS?

 

Ja pamiętam czasy PO, gdy współdziałały takie osoby jak Jarosław Gowin i Janusz Palikot, i to jest coś, do czego warto byłoby wrócić. Ja mam kolegów o konserwatywnych poglądach i pamiętam ich konsternację, gdy poszedłem w marszu równości. Dogadujemy się w tych sprawach ważnych dla miasta. Mamy program in vitro, z którego skorzystało już 370 par. Tak że w tym obszarze uważam, że ludzie się zmieniają.

 

Przed wyborami samorządowymi za nieco ponad pół roku we Wrocławiu forsuje się najpierw kandydaturę prof. Alicji Chybickiej od bardzo długiego czasu i nagle następuje taki zwrot. Pytanie moje dotyczy Poznania: pan jest pewien, że będzie miał poparcie PO w wyborach samorządowych?

 

Z tych rozmów z Grzegorzem Schetyną… Ja jestem przewodniczącym PO regionu. Nie przewiduję takich komplikacji. Dla mnie to jest jasne. W tej chwili trwają rozmowy z Nowoczesną. Mam nadzieję, że uda nam się znaleźć porozumienie.

 

Na razie chyba kiepsko idą te rozmowy z Nowoczesną.

 

Ja akurat w nich uczestniczę. Rozmawiałem niedawno, w tym tygodniu z panem Szłapką. Na pewno będziemy rozmawiać również z panią Lubnauer. Tak że zakładam, że tutaj dojdziemy do porozumienia i to trzeba ze spokojem wszystko przeprowadzić.

 

A nie ma pan wrażenia, że trochę mało czasu jest na zawieranie takich porozumień i o te porozumienia jednak trudno? Pan Szłapka, który być może będzie jednak kandydatem Nowoczesnej, która może jednak pana nie poprzeć w tych wyborach samorządowych, mówi wprost, że jednak nie odpuści.

 

Ja jestem też z biznesu i te ostatnie sondaże pokazują poparcie dla mnie na poziomie 46%. Dla Nowoczesnej w Poznaniu to było 2%. Jeżeli Nowoczesna proponuje dwóch zastępców, to należy to odnieść do tego, co w tej chwili prezentuje Nowoczesna w Poznaniu. Natomiast tam są bardzo ciekawi działacze, których poznałem, z którymi też się czasami spotykam. Jestem przekonany, że do takiego porozumienia dojdziemy. Natomiast to też jest tak, że poprzez tego typu wywiady czy wypowiedzi w mediach, to też jest forma wywierania nacisku na to, żeby ugrać więcej.

 

Uważa pan, że Nowoczesna wywiera nacisk na pana i PO?

 

Nie tyle, że wywiera nacisk, chce ugrać więcej. My musimy znaleźć odpowiedni kompromis, przekonać do tego również naszych działaczy. Moją odpowiedzialnością jest większość w radzie miasta…

 

Chyba nie będzie tak łatwo jak poprzednio?

 

Na dzisiaj to nie wygląda źle i jest jeszcze lewica, która też w Poznaniu nabiera siły.

 

Na czyje poparcie pan liczy? Mówi pan, że z Nowoczesną cały czas państwo rozmawiają, zobaczymy, jak będzie. Chociaż ja mam wrażenie, że trochę państwo są spóźnieni z tymi rozmowami, bo już w przyszłym tygodniu PiS rusza z ofensywą po całym kraju i ja nie wiem, czy dadzą państwo radę zatrzymać PiS w tej kampanii. Na czyje poparcie pan liczy: ruchów miejskich, może lewicy?

Przede wszystkim na dzisiaj moim zastępcą jednym jest prominentny działacz lewicy Tomasz Lewandowski, również jednym z moich zastępców jest działacz ruchów miejskich Maciej Włodarski i w tej konstelacji PO, lewica i ruchy miejskie sprawnie zarządzamy Poznaniem i realizujemy szereg ciekawych rzeczy. Natomiast te kwestie, które się wiążą z kampanią wyborczą,  z tym, żeby lewica miała swoją reprezentację w radzie miasta, no to muszą wystawić kandydata swojego. Co do ruchów miejskich, to ich sytuacja jest w tej chwili bardzo trudna. Ja bardzo szanuję szefa ruchów miejskich, ogólnopolskiego stowarzyszenia, Lecha Merglera. On próbuje w tej chwili…

 

Pan się z tych ruchów miejskich wywodzi?

 

Ja też się z tych ruchów wywodzę, zresztą to są moi koledzy, szefem mojego gabinetu jest Andrzej Białas...

Myśli pan, że uda się ich przekonać do tego, żeby pana poparli?

To nie jest istotne, czy oni mnie poprą, czy wystawią swojego kandydata. I teraz nie wiem, czy lepiej jest, żeby ruchy miejskie, lewica, Nowoczesna, PO poparły jednego kandydata, bo to wcale niekoniecznie musi prowadzić do rezultatu w postaci większości w radzie miasta. Nie mam nic przeciwko temu, żeby ruchy miasta wystartowały osobno, nie na tych listach, co PO. W tym momencie najważniejsze jest, żeby na koniec w radzie miasta znalazły się osoby, które rozumieją potrzeby miasta, które mają odpowiednie kwalifikacje, które mają podobne poglądy w zakresie tego, co należy w mieście zrobić. I tak jak teraz mamy takie porozumienie programowe lewicy, PO i często też ruchów miejskich, tak mam nadzieję, że uda się nam…

 

Jaki wynik byłby dla pana satysfakcjonujący? Chyba wynik 59% w drugiej turze, które pan uzyskał pokonując w wyborach Ryszarda Grobelnego – ten wynik chyba nie jest do powtórzenia?

 

Sądzę, że on jest do poprawienia.

 

Czyli ponad 59% - liczy pan na to?

 

Jeżeli będzie druga tura, to uważam, że to zależy z kim…

 

Z kim by pan się widział w takie debacie przedwyborczej?

 

W interesie Poznania jest to, żeby wszystkie formacje wystawiły najlepszych kandydatów. Ja jestem za tym, żeby te osoby, które myślą o Poznaniu, które mają doświadczenie, żeby w tych debatach uczestniczyli najlepsi kandydaci z możliwych. Nie jest moim celem doprowadzenie do takiej sytuacji, w której tymi osobami będą słabi reprezentanci poszczególnych formacji. Chciałbym, żeby tym kontrkandydatem był najlepszy z możliwych polityków PiS. I tak jak w sporcie  - trzeba pokazać, że ma się lepszy pomysł na miasto. Ja mam w tej chwili też możliwość pokazania szeregu rzeczy, które udało się zrobić.

 

Może pan zaprosi na jakąś walkę bokserską, przynajmniej do obejrzenia jakiejś walki bokserskiej prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który fanem boksu jest przecież?

 

To jest już starszy pan i ta pierwsza walka, w której miałem wziąć udział, to miał być polityk PiS-u, tylko on zrejterował z ringu.

 

Ale zaprosiłby pan Jarosława Kaczyńskiego czy nie?

 

Nie, bo to jest starszy pan…

 

Ale do obejrzenia!

 

Natomiast mój kolega z PiS, wojewoda Adam Hofman, trenował boks. Wychowywaliśmy się w tej samej dzielnicy. Być może on byłby dobrym przeciwnikiem. A gdyby prezes Kaczyński chciał obejrzeć walkę wojewody PiS-u z prezydentem PO, to pewnie byłoby to coś, co mogłoby nawet przynieść jakieś pieniądze dla Caritasu czy na inny pozytywny cel.

Dlaczego pan się nie chce zgodzić na budowę pomnika wdzięczności w ścisłym centrum Poznania?

 

Dlatego, że są pewne miejsca, takie jak plac Adama Mickiewicza, na którym pierwotnie stał ten pomnik, na którym stoją już dwa pomniki, Poznańskie Krzyże, które upamiętniają ten zryw ‘56 roku, niepodległościowy, i również jest pomnik Adama Mickiewicza i trzeci pomnik o takich monumentalnych gabarytach byłby absolutnie nie na miejscu.

 

A nie boi się pan, że może się powtórzyć sytuacja z Warszawy? Mianowicie przejęcie jakiejś części miasto pod działalność wojewody - tutaj to były kwestie bezpieczeństwa – i wtedy taki pomnik, być może, może powstanie?

 

Ten plac, w ogóle ma to do siebie, ze już tam był pomnik Bismarcka, to był kiedyś plan, który podczas wojny nazywał się placem Adolfa Hitlera, a potem po wonie, Stalina. No  i to tak już jest czasami, że jakieś formacje nieroztropnie budują pomniki, potem te pomniki są przestawiane. Mamy teraz taki trend budowania pomników Lecha Kaczyńskiego, bo akurat formacja jest, taka a nie inna, u władzy.

 

No tak, a tu chyba nie chodzi o pomnik Lecha Kaczyńskiego, prawda?

 

No tak. Natomiast w tym zakresie, jeśli stawiamy pomniki, kształtujemy miasto. Należy szanować kompetencje odpowiednich organów, wolę społeczeństwa. Jeżeli są jakieś tereny rekreacyjne, to naszym obowiązkiem w zakresie kształtowania tej przestrzeni publicznej jest dbałość o to, by pomniki stawiać w odpowiednich miejscach i z pewną roztropnością.

 

Czyli pan nie mówi „nie” dla tego konkretnego pomnika, tylko mówi pan „nie” dla miejsca dla niego, o które chodzi PiS-owi?

 

Tak i w podobny sposób wypowiadają się plastyk miejski i konserwator zabytków i my musimy o to dbać. Jest takie miejsce, tzw. Łęgi Dębińskie, gdzie też są takie papieskie krzyże, miejsce, w którym być może należałoby pomyśleć o tym pomniku, że tam można go umieścić. I to jest dyskusja, gdzie ten pomnik powinien stanąć, dyskusja, która powinna być pozbawiona tych niepotrzebnych emocji politycznych.

 

Ale chyba się nie uda. Zna pan przykład Warszawy. Mam pytanie od słuchacza. Mam wrażenie, że to mieszkaniec Poznania. Czy jest pan wciąż członkiem rad nadzorczych dwóch spółek, m.in. Międzynarodowych Targów Poznańskich?

 

Jestem.

 

I czy pana zdaniem jako prezydent miasta nie powinien pan zrezygnować z tego typu dodatkowych dochodów dość znacznych?

 

Nie uważam, to się wiąże z dodatkową pracą, którą wykonuję poza tym, co robię jako prezydent. Mam w tym zakresie odpowiednie uprawnienia. Od następnych wyborów będą musiał zrezygnować, bo jest zmieniona ordynacja wyborcza i nie będę mógł zasiadać. Natomiast z drugiej strony jako prezydent ponoszę odpowiedzialność nie tylko za te dwie spółki, ale także za 21 innych, i to jest coś, co się wiąże z odpowiedzialnością prezydenta jako wybranego w wyborach bezpośrednich organu za działalność takich spółek jak Aquanet czy MPK.

 

No tak, ale bierze pan nadzór, bo to należy do pana obowiązków. Słuchacz pyta o dodatkowe źródło dochodów, to co innego.

 

Ustawa przewiduje też możliwość uzyskiwania dochodów z tytułu wykładów i jeżeli takie możliwości ustawowe są, to w tym momencie ja nie widzę w tym zakresie przeszkód, a to, że to może słuchaczowi przeszkadzać, no to już jest osobną kwestią.

 

Obiecał pan 4 tys. lokali socjalnych. To ile będzie?

 

Nie tyle socjalnych, co w ogóle mieszkań komunalnych i socjalnym. Jesteśmy na takim etapie, że potrafimy budować około 1000 mieszkań komunalnych, socjalnych rocznie.

 

Ale do 4 tys. się nie uda dojść?

 

Do 4 tys. się nie uda dojść. Musieliśmy przygotować odpowiednie pola inwestycyjne, musieliśmy wybrać takie nieruchomości, które będą dobrze skomunikowane. Szukaliśmy też porozumienia ze spółdzielniami mieszkaniowymi, by robić pewne projekty wspólnie z nimi. Natomiast to, co zrobiliśmy w ciągu tych trzech lat, to wybudowaliśmy mieszkań znacznie więcej niż wcześniej przez te 16 lat prezydentury Ryszarda Grobelnego, tak że patrząc na to przez pryzmat tego, ile udało się zrobić więcej, ile mamy terenów przygotowanych, dobrze skomunikowanych transportem publicznym, również to, ile w tym czasie udało nam się wybudować szkół czy żłobków czy przedszkoli, by te osoby, które mieszkają w tych terenach, gdzie przybyło mieszkańców, miały komfort życia, to też jest bardzo istotne.

 

Nie ma pan wrażenia, że w tej kampanii należałoby się powstrzymać od rzucania tych konkretnych liczb bardzo dużych? Te 4 tysiące to była obietnica, której nie udało się spełnić, więc być może teraz pan stonuje trochę i będzie bardziej ostrożny z obietnicami kampanijnymi?

 

Ja deklarując te 4 tysiące mieszkań, bazowałem na wypowiedziach czy rozmowach z wtedy prezesem ZKZL-u, czyli takiej spółki, która jest odpowiedzialna za zarządzanie zasobem mieszkaniowym. I właśnie tenże prezes powiedział mi, że możliwe jest wybudowanie tych 4 tysięcy mieszkań w oparciu o te dane, które mi przedstawił. Bo to nie była jakaś krótka rozmowa, tylko również wskazanie miejsc, gdzie to można zrobić. Ale okazało się, że tutaj musiałem też dokonać odpowiednich zmian personalnych. Na dzisiaj jesteśmy w stanie budować 1000 mieszkań komunalnych i socjalnych rocznie. Proszę zobaczyć, jak sprawnie poradziliśmy sobie z tą katastrofą. Ta kamienica została tak naprawdę całkowicie zniszczona…

 

Mówi pan o wybuchu?

 

Tak. W tej chwili prawie wszyscy mieszkańcy tej kamienicy mają zapewnione mieszkania. To jest raptem 30 dni, które minęło. Udało się nam, dzięki temu, co w tej chwili robimy, doprowadzić do tego, że 11 rodzin w tym zakresie zostało zabezpieczonych. To świadczy o tej dużo większej sprawności, którą w tej chwili uzyskaliśmy. Gdybyśmy tych mieszkań nie budowali, gdybyśmy nie zmienili tej polityki dotyczącej budowy mieszkań, nie bylibyśmy w stanie tak zareagować. Ja mam takie sygnały, że w innych miastach wskazują ten przykład, że można sobie z takim problemem na poziomie samorządu poradzić.

 

A gdyby pan miał taką jedną rzecz obiecać mieszkańcom Poznania, którą pan zapewni, jeżeli  pan wygra wybory tej jesieni, to co by to było?

 

Przede wszystkim przywracamy świetność ul. św. Marcin i do czasu wyborów będziemy mogli pokazać, że to, co było wizytówką miasta, ta taka Piotrkowska w Łodzi to właśnie św. Marcin w Poznaniu. Ale również mamy w tej chwili przygotowany plan dla Starego Rynku… To jest szereg rzeczy, inwestycje, które zrealizowaliśmy w ciągu tych trzech lat, to są inwestycje na 2 mld zł.

 

Ale żadnej takiej konkretnej... Jest pan bardzo ostrożny, zachowawczy.

To są bardzo konkretne rzeczy. Natomiast to nie są takie rzeczy jak stadion za miliard złotych. Oczywiście, że łatwiej jest wybudować stadion za miliard złotych, niż wybudować ileś parków w tym samym czasie, przywrócić rzekę Poznaniowi, zrealizować szereg inwestycji w postaci np. wymiany torowisk na tych najważniejszych odcinkach, zakupić nowych 50 tramwajów. Od września będą na tory w Poznaniu wjeżdżać co miesiąc 4 nowe tramwaje. To jest 50 tramwajów. Zakupiliśmy też nowe autobusy. Mamy bardzo duży wzrost liczby pasażerów komunikacji publicznej. Udało nam się porozumieć z tymi gminami, które otaczają Poznań, w zakresie projektu, który się nazywa poznańską koleją aglomeracyjną i to rozwiązanie problemów przemieszczania się mieszkańców my rzeczywiście realizujemy.

 

No tak, ale mieszkańcy cały czas narzekają, że an zajął się głównie udoskonaleniami dla rowerzystów, mniej myśląc o tych, którzy jednak muszą do centrum miasta podjechać samochodem. Pan mówił o stadionie. Nadal pan nie chodzi na mecze Lecha Poznań?

 

Ja bardzo lubię inne dyscypliny. Trzymam kciuki za Lecha Poznań, że zdobędzie mistrzostwo Polski.

 

Ale nie chodzi pan na mecze?

 

Na mecze nie chodzę. Chodzę na mecze bokserskie.

 

Mam na myśli kwestię pseudokibiców. Bo pan zapowiadał, że jest pan gotów porozmawiać z nimi, spotkać się, dojść do jakiegoś porozumienia. Rozumiem, że to niechodzenie na mecze to ostentacyjny protest?

 

Ja się z kibicami dosyć często spotykam. Ostatnio byłem na treningu w takim klubie KKS…

Też ci kibice chodzą na treningi bokserskie. Ja się z nimi często spotykam na treningach bokserskich. Nie trzeba chodzić na mecze, żeby się spotkać z kibicami.

 

Co z tych rozmów wynika?

 

Każdy z nas ma inne hobby, inny punkt widzenia, ja szanuję tę działalność kibiców w zakresie np. choćby tych kwestii związanych z powstaniem wielkopolskim...

 

A ta inna działalność, która dotyczy różnych innych działalności, ale także tych, które doprowadzają do burd czy też niszczenia mienia także przecież Poznania?

 

Ja nie mogę działać w miejsce organów państwa, które są powołane do tego, by egzekwować przestrzeganie prawa i utrzymanie porządku. Skoro mamy takie państwo w ruinie, jak w tej chwili to PiS...

 

Ale można pan na swoim podwórku próbować dojść do porozumienia.

 

U nas w Poznaniu jest porządek. Ja mam też relacje całkiem dobre z kurią. To, że się rozliczyliśmy z kurią, nie oznacza, że w tych obszarach, które są istotne, nie możemy współpracować. Nie pozwalam na nacjonalizm, na lżenie obcokrajowców. Mamy w Poznaniu bardzo dużo studentów zagranicznych. I takie przejawy nacjonalizmu, ksenofobii, rasizmu będę oczywiście zwalczał. Jestem za tym również, żeby wszyscy byli traktowani równo. Jeżeli są osoby ze środowiska LGBT, to one też nie mogą być poniżane.

 

Dalej pan będzie uczestniczył w marszach równości na przykład?

 

Na przykład. To, że będę uczestniczył w marszu równości, i to, że w tym okresie pozwolę na to, by w tym okresie osoby z tego środowiska udekorowały pewne miejsca tęczowymi flagami, nie oznacza, że nie będę za tym, żeby wtedy, gdy Lech zdobędzie mistrzostwo Polski, w co głęboko wierzę, udekorować Poznań barwami tego klubu. I to jest coś, co świadczy o pewnej różnorodności Poznania, o otwarciu, o tym, żeby tutaj w Poznaniu się każdy dobrze czuł: i ten kibic, i ta osoba głęboko wierząca, ale też osoby, które mają inne poglądy czy są innej orientacji seksualnej.

 

Jacek Jaśkowiak, prezydent Poznania. Dziękuję bardzo.

Oceń