Słuchaj
Michał Korościel, Damian Michałowski
Marcin Sońta , Mateusz Ptaszyński
Justyna Dżbik, Kamil Nosel
Hubert Radzikowski
Redakcja Radia ZET
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

Kacper Płażyński w Radiu ZET: Nie wrócę do pracy w Enerdze. Żyję z oszczędności, przez pół roku jestem w stanie zacisnąć pasa

30.10.2018 06:56

„Nie wrócę do pracy w Enerdze” – deklaruje w Radiu ZET Kacper Płażyński, kandydat Prawa i Sprawiedliwości na prezydenta Gdańska. „Już od roku nie pracuję w spółce Energa na kierowniczym stanowisku” – dodaje w rozmowie z Beatą Lubecką.

 

Beata Lubecka: Kacper Płażyński, kandydat PiS-u na prezydenta Gdańska, rocznik '89, bardzo młody człowiek. Jesteśmy w biurze poselskim, bardzo skromnym zresztą.

Kacper Płażyński: To nie jest biuro poselskie, to jest moje biuro.

No tak, rzeczywiście, pan nie jest posłem. Na początku wyjaśnijmy, że prezydent Adamowicz nie przyjął naszego zaproszenia, a chcieliśmy go zaprosić tak dla równowagi. Ale wracając do pana. Pan jest od niedawna w PiS-ie? Od kiedy pan jest w PiS-ie?

Musiałbym zobaczyć w kalendarzu, kiedy się wpisałem do partii, ale jakieś już dwa lata są.

A dlaczego pan się zapisał do PiS-u?

Bo utożsamiam się z tą partią, wierzę w te ideały, które jej przyświecają, wierzę w to, że za jej pośrednictwem można zmienić tę naszą Rzeczpospolitą na lepszą.

A nie dla kariery?

Jakbym myślał tylko o karierze, tobym się nie wpisywał do PiS-u, tylko bym pozostał niezależnym kandydatem z poparciem PiS-u. Pewnie byłoby to może w Gdańsku łatwiejsze.

No bo jednak można powiedzieć, że to błyskotliwa kariera w PiS-ie, jeżeli jest pan kandydatem tejże partii na prezydenta Gdańska, a słyszało się, że powinny być prawybory, które rozstrzygnęłyby, kto będzie kandydatem na prezydenta Gdańska ze strony PiS-u?

To słyszę to pierwszy raz ze strony pani redaktor, że były jakieś niepokoje czy jakieś wątpliwości co do kandydata.

A czy wypisze się pan z partii na wzór Patryka Jakiego?

Nie.

Nie rzuci pan legitymacji?

Nie, nie rzucę.

Sondaże nie dają panu szans na zwycięstwo – no jednak faworytem jest prezydent Adamowicz. Co pan na to?

Sondaże traktuję bardziej jako pewną zabawę dziennikarską niż coś, na co powinno się w sposób szczególny zwracać uwagę. Gdyby wierzyć sondażom, to nie byłoby mnie w tej drugiej turze. Więc zawsze spokojnie podchodzę do nich, bardziej z uśmiechem na twarzy, niż przejmując się wynikami.

Ale różnica jest porażająca – 12% na pańską niekorzyść.

Słyszałem o bardziej porażających sondażach, które się potem nie sprawdziły. Patrz – prezydent Andrzej Duda.

Ale zdaje się, że centrala już też w pana nie inwestuje, bo przecież Jarosław Kaczyński na ostatniej prostej powinien przyjechać do Gdańska, żeby pana poprzeć, a pojechał do Zduńskiej Woli, pojechał do Chełma, do Siedlec.

Ja myślę, że tutaj mamy na tyle silny zespół w Gdańsku zbudowany, też ponad partyjnie, bo wokół mnie jest mnóstwo ekspertów. W ten weekend przedstawiłem ponad 50 profesorów gdańskich uczelni, technicznych, Uniwersytetu Gdańskiego, którzy mnie poparli, tak że takie wsparcie nie jest aż tak potrzebne, bo tę wiarygodność budujemy konsekwentnie od kilku lat. I ona jest bardzo szeroka. Myślę, że to wystarczy do tego, żeby zbudować zaufanie między mną a mieszkańcami Gdańska.

A nie ma pan żalu do partyjnej wierchuszki, że już w pana nie inwestuje?

Nie mam żalu, nie jestem dzieckiem, pani redaktor.

Dlaczego większość gdańszczan jednak głosuje na Pawła Adamowicza?

Dlaczego większość gdańszczan głosuje na prezydenta Adamowicza? Ja myślę, że do tej pory zwyczajnie nie miało realnej alternatywy. Brak było wiary w to, że ktokolwiek inny by wygrał, doprowadziłby do rzeczywistych zmian w Gdańsku – korekt polityk, które takiej korekty wymagają albo większej, albo mniejszej. W tej chwili taki kandydat na tej scenie jest i uważam, że to jestem ja. Więc zobaczymy. Myślę, że będzie duża niespodzianka.

A czy cokolwiek pozytywnego pan powie o swoim rywalu? Bo pamiętam, że pan również zajmował się dziennikarstwem przez chwilę i wtedy pan mocno Pawła Adamowicza krytykował. Czy teraz powie pan coś pozytywnego o prezydencie Gdańska?

Ja jestem przede wszystkim adwokatem, a dziennikarstwo traktowałem jako hobby, dla jednego z portali oczywiście nieodpłatnie w dalszym ciągu działam w ramach Fundacji dla Gdańska i Pomorza.

A wracając do mojego pytania? Czy cokolwiek pozytywnego pan powie o prezydencie Gdańska? 

Wiele w inwestycji w gdańsku się, można powiedzieć, że udało. Jak najbardziej Gdańsk przez ostatnie 20 lat się rozwijał. Czy to był rozwój zrównoważony, tutaj mam poważne wątpliwości, ale na pewno kilka rzeczy się udało, chociaż bardzo często za te inwestycje przepłaciliśmy, bo różnica w koszcie szacowanym na początku a później w realizacji tych inwestycji, chociażby jak tunel pod Martwą Wisłą czy stadion piłkarski na Letnicy, no to była ogromna różnica, ale dobrze, że te inwestycje powstały ostatecznie.

O panu wiadomo tyle, że od czerwca 2017 r. pracuje w spółce Energa na kierowniczym stanowisku.

Już nie pracuję od roku w spółce Energa na kierowniczym stanowisku.

Ale wziął pan urlop na czas kampanii?

Nie, zwolniłem się, o czym mówiłem. W momencie, w którym zostałem mianowany czy też ten wyścig się zaczął na poważnie o prezydenturę w Gdańsku w tym sensie, że już publicznym stało się faktem, ja będę kandydował z ramienia Zjednoczonej Prawicy, to dla uczciwości zarówno spółki Energa, jak i mieszkańców Gdańska, wiedząc, że nie będę mógł pogodzić sprawowania zarówno tej funkcji w Enerdze a zarazem prowadzić dobrej kampanii wyborczej, to następnego dnia – oczywiście w zgodzie i już wcześniej informując zarząd Energi, że taki jest mój plan, że w razie gdybym startował, to rezygnuję, to tak, rozwiązaliśmy umowę i przestałem być zatrudniony w Enerdze.

Wczoraj w Radiu Gdańsk była debata między panem a pana rywalem. Paweł Adamowicz pytał pana, dlaczego pan to ukrywa? Gdańszczanie chcą wiedzieć, z tego się pan teraz utrzymuje,

To nie jest wielka tajemnica. Tyle razy już takie pytania padały, że... Ale powtórzę – z oszczędności, to nie jest jakaś wielka tajemnica.

No to niemałe muszą być te oszczędności.

Przez pół roku jestem w stanie zacisnąć pasa.

Ale mówił pan wcześniej, że wcześniej zrezygnował z tej posady. Jak pan dostał tę pracę? Czy przez znajomości w PiS-ie? - takie padają pytania.

Ja jestem adwokatem. Dobrych kilka lat pracowałem również w branży energetycznej, obsługując jeden z największym podmiotów działających na Pomorzu w zakresie energetyki. Oczywiście zawsze można spekulować, czy ktoś ma odpowiednie kompetencje do zajmowania danego stanowiska, czy nie, ale była taka sytuacja, zresztą jak widzimy w całej Polsce, spółki Skarbu Państwa funkcjonowały na zasadzie wręcz grabieżczej często, jeżeli chodzi o wypływanie tych pieniędzy z tych spółek. Tu by można było podać bardzo wiele przykładów.

Czyli nie było żadnej protekcji w takim razie ze strony PiS-u? Bo we władzach spółki zasiadają jednak ludzie związani z PiS-em.

Spółkę reprezentuje zgodnie z prawem jej zarząd. I to zarząd decyduje, komu powierza takie a nie inne funkcje, kogo zatrudnia w swojej spółce.

I wtedy zatrudnił pana Daniel Obajtek?

Wtedy zatrudnił mnie zarząd Energa SA, tak jak w każdej innej firmie.

Ale na czele zarządu stał pan prezes Daniel Obajtek?

Tak, na czele zarządu stał pan prezes Daniel Obajtek. Natomiast co bardzo ważne, dlaczego była potrzebna świeża krew, do której ma się z jednej strony zaufanie, która ma czyste ręce, która nie jest związana z grupami interesów, również funkcjonującymi w Trójmieście. Energa od dwóch lat przechodzi głęboką konsolidację. Z czterdziestu kilku spółek ma pozostać tylko dwadzieścia kilka. I to się nie podoba zarówno politykom...

Ale pan już nie będzie pracował? Pan wróci do pracy w Enerdze?

Nie. Zapowiedziałem również, że nie wrócę, bo zostanę prezydentem gdańska.

To się okaże.

Nawet jeżeli nie zostanę, zapowiedziałem, że nie wrócę. To, co jest bardzo ważne, to to, że ten proces konsolidacji powodował, że kilkaset stanowisk kierowniczych odpadło z funkcjonowania w ramach grupy Energa. I żeby to przeprowadzić, potrzebna była świeża krew, która nie będzie się bała podejmować takich decyzji i która spowoduje, że w sposób płynny zostanie to przeprowadzone. M.in. byłem odpowiedzialny za to, żeby zbudować cały ład zarządzania w całej grupie Energa, byłem członkiem takiego zespołu, co też się udało przeprowadzić ostatecznie.

Niektórzy interpretowali to, że to nagroda za uporczywą krytykę Pawła Adamowicza na jednym portali. O czym pan zresztą wspominał, że na tym portalu pan pisywał. Jaka będzie pana pierwsza decyzja, gdy zostanie pan prezydentem Gdańska? Bo jest pan przekonany, że zostanie.

Gdyby mi zależało na rozwoju kariery w kontekście finansowym, to na pewno nigdy bym się nie zdecydował na politykę, dalej wykonywałbym swój zawód adwokata w Trójmieście, byłoby mi na pewno dużo lepiej, jeżeli chodzi o finanse niż kandydowanie nawet na prezydenta Gdańska.

Jaka będzie pana pierwsza decyzja, gdyby pan wygrał?

To być może jest banalne, ale audyt urzędu miasta Gdańska i spółek mu podległych. Po 20 latach rządów jednej osoby to jest, myślę, rzecz dość oczywista i naturalna.

Zapowiedział pan również koniec republiki deweloperów. To właściwie taki bardzo mocny przekaz, jaki płynie z pana kampanii.

To w zasadzie zapowiedział pan Wałęsa.

Ale pan również.

Ja ujmowałem to w innych słowach.

A dlaczego jest pan wrogiem takich dużych inwestycji? Dają pracę, przyspieszają rozwój...

Ja nie jestem wrogiem żadnych inwestycji, które prowadzą do zrównoważonego rozwoju miasta Gdańska. Po prostu koncepcja, która została przyjęta 20 lat temu, jeszcze w 1998 roku przez pana prezydenta Adamowicz,a który wtedy planował w perspektywie 20-30 lat stworzyć z Gdańska aglomerację o liczbie mieszkańców w wysokości 1 miliona, to spowodowało, że zostało uchwalone później studium, które powodowało bardzo głęboką suburbanizację całego miasta Gdańska zamiast intensyfikacji zabudowy w ścisłym centrum.

Musimy kończyć, więc proszę do konkluzji.

I to powoduje to, że bardzo wielu deweloperów zaczęło budować na obrzeżach miasta Gdańska nowe osiedla, ale bez dróg, bez oświaty, bez terenów zielonych, bez terenów sportowych. Bardzo wiele osób przez to jest w Gdańsku wykluczonych społecznie w różnych bardzo ważnych dziedzinach dla życia i to jest właśnie ta republika deweloperów, którą myślę, że miał na myśli pan Wałęsa, chociaż może nie do końca wiedział, o co chodzi.

Kacper Płażyński, kandydat PiS-u na prezydenta Gdańska.

Płażyński o in vitro: Wprowadzając ten model w Gdańsku nie było analizy, na ile jest to skuteczna metoda

"Jestem prawnikiem, staram się bazować na faktach, a nie wrażeniach i domysłach" - mówi gość Radia ZET w internetowej części rozmowy, zapytany o przyszłość in vitro w Gdańsku. Jak przyznaje, nie wie czy zrezygnuje z dofinansowania tego programu. "Prawda jest taka, że wprowadzając model in vitro w Gdańsku, nie było przeprowadzonej analizy na ile skuteczna jest to metoda w kontekście innych technologii" - odpowiada na pytanie Beaty Lubeckiej.

Na czym polega fenomen kampanii Płażyńskiego, że znalazł się w drugiej turze? "Nie wiem czy nazwałbym to fenomenem, staramy się wygrać te wybory. Mam nadzieję, że wtedy będzie to prawdziwa niespodzianka. Myślę że jest na to realna szansa" - mówi Beacie Lubeckiej. "Angażuję się w Gdańsku w sprawy społeczne od kilku lat. Często była to pomoc prawna, ale angażuję się też w projekty kulturalne" - wymienia Płażyński.

"Jest członkiem PiS, jest mocno zaangażowana w kampanię" - mówi Kacper Płażyński o swojej żonie, wcześniej zaangażowanej również w kampanię prezydencką Andrzeja Dudy. "Myślę że to był obowiązek każdego członka PiS, aby angażować się w kampanię prezydenta Dudy. Jeśli ktoś tego nie robił, to dziwię się że był w PiS" - komentuje.

RadioZET.pl/MP/PaNa

Oceń