Słuchaj
Robert Karpowicz, Marcin Sońta , Aga Kołodziejska
Michał Korościel
Damian Michałowski, Ewelina Pacyna
Mateusz Ptaszyński
Hubert Radzikowski
Redakcja Radia ZET
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

Konrad Szymański o tece komisarza KE: Spędziłem dużo czasu w sprawach europejskich. To argument na tak i na nie

26.03.2019 06:46

Wiceminister spraw zagranicznych Konrad Szymański nie wyklucza w Gościu Radia ZET, że może znaleźć się w gronie kandydatów Prawa i Sprawiedliwości na komisarzy Komisji Europejskiej. Partia już zastanawia się nad podziałem tek w przyszłej kadencji. - To czas, żeby o tym myśleć. Rząd przygotowuje się do rozgrywki personalno-materialnej i kompetencyjnej, która będzie związana z uruchomieniem procesu tworzenia nowej komisji. Takich negocjacji nie można prowadzić publicznie, bo nie chcemy mówić na czym nam najbardziej zależy – mówi Beacie Lubeckiej.  – Z dwóch powodów: po pierwsze dlatego, że struktura KE jest dziś nieznana, a z drugiej strony to byłoby nierozsądne negocjacyjne. Moje oświadczenia mogłyby być niesłusznie uznane za hierarchię naszych celów – tłumaczy.

Beata Lubecka: Konrad Szymański, wiceminister spraw zagranicznych do spraw europejskich. Kandydat na komisarza po wyborach do PE?

Konrad Szymański: Myślę, że takie decyzje, takie personalia również warto komentować w momencie, kiedy decyzje będą podjęte, ukształtowane i gotowe do prezentacji opinii publicznej. To jest bardzo ważna decyzja z punktu widzenia interesów kraju, z punktu widzenia tego, czego chcemy od UE w najbliższych latach, i ta decyzja jest przygotowywana. Nie tylko pod kątem personalnym, ale także pod kątem tematycznym, ponieważ Polska oczywiście ma bardzo wiele różnych interesów w UE, my nie możemy zredukować swojej polityki europejskiej do jednego czy dwóch tematów, ale to też jest ważne, żeby ta kandydatura pasowała do czegoś, co jest ważne dla Polski z punktu widzenia polityki europejskiej, czyli do teki.

A pan osobiście ma taką chrapkę czy nie?

Ja spędziłem bardzo dużo czasu w sprawach integracji europejskiej i to może być argument i na tak, i na nie.

Bardzo pan ostrożny. Widziałam sondę na jednym z portali i tam ludzie bardzo entuzjastycznie podeszli do pańskiej kandydatury, że byłby pan dobrym komisarzem.

Bardzo dziękuję za zaufanie wyrażone w sondzie internetowej.

A kto jest brany pod uwagę oprócz pana: Adam Bielan, Tomasz Poręba, Anna Fotyga?

Pani cytuje doniesienia medialne?

Tak, tak, no ale wiadomo, że to jest bardzo ważna jednak funkcja, więc nic dziwnego, że jest taka giełda nazwisk.

Oczywiście. Nie, nie, nie, ja nie narzekam na fakt, że media się tym interesują. Dobrze, że się interesują, bo to jest ważna sprawa. Myślę, że ta giełda nazwisk pokazuje, że PiS ma bardzo szeroką ławkę różnych kandydatów, którzy na pewno sprawdziliby się w funkcji komisarza w określonych dziedzinach. Bo wszystkie te kandydatury mają tez swój profil polityczny, profil profesjonalny. Więc to pokazuje, że my mamy z kogo wybierać.

A o jaką tekę chcielibyśmy zabiegać? Czy to jeszcze za wcześnie, żeby w ogóle w ten sposób stawiać ten temat?

Nie, teoretycznie nie jest za wcześnie, ponieważ wiadomo, jakie mamy interesy w UE...

No więc jaka teka by nas interesowała?

Ale podkreślam, że Polska jest za dużym krajem, żeby redukować swoje zainteresowania do jednej czy drugiej teki. Mamy tych interesów więcej...

Ale rozumiem, że komisarz ds. rynku wewnętrznego i usług to już nas nie interesuje, czyli to, co mamy teraz?

Nie, rynek wewnętrzny wydaje mi się, że jest całkowicie centralnym elementem naszego namysłu. Proszę zwrócić uwagę na...

Czyli moglibyśmy się starać o tę samą tekę, którą mamy teraz, tak?

To jest mniej prawdopodobne, bo też jest kwestia pewnego zwyczaju, pewnego uzusu w Brukseli. Natomiast proszę zwrócić uwagę, że premier Morawiecki jest centralną osobą w UE, jeśli chodzi o walkę o wspólny rynek. Koalicja 17 premierów, list 17 premierów, który niedawno był podpisany także przez premiera Morawieckiego. Kontynuacja tych działań, wspólnych działań krajów nie tylko Europy Środkowej, ale także krajów nordyckich, Beneluksu, Irlandii, by chronić wspólny rynek przed protekcjonizmem wewnętrznym w UE, to jest absolutnie kluczowy element naszego dzisiaj funkcjonowania w UE. Przy czym trzeba pamiętać, że nowa struktura KE może wyglądać zupełnie inaczej. Podział tek może być zupełnie inny. Mogą pojawić się nowe teki, ponieważ są nowe problemy. Proszę zwrócić uwagę, co się dzieje, jeśli chodzi o rynek cyfrowy, sztuczną inteligencję, politykę obronną. Tutaj może być znacznie więcej, może być więcej niż jedna teka w danym obszarze.

Czyli jeszcze za wcześnie, żeby łowić tzw. ryby przed siecią?

Z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że struktura KE jest nawet dziś nieznana, bo to nowy przewodniczący będzie proponował coś, przewodniczący Juncker też zaproponował zupełnie nową strukturę, silosową strukturę KE, trochę inną organizację pracy. A z drugiej strony to byłoby nierozsądne negocjacyj nie. Ponieważ moje oświadczenie w sprawie, że interesuje nas A, B, C, mogłoby być uznane, niesłusznie oczywiście, za hierarchię naszych celów negocjacyjnych, a to bardzo osłabia pozycję negocjacyjną. Takie rzeczy należy trzymać dyskretnie przy sobie do momentu,, kiedy pojawi się realny moment negocjacji i kiedy będziemy naprawdę mogli zgodzić się na jakiś układ komisji, który będzie też zależny od innych graczy.

Czyli jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie, żeby o tym rozmawiać.

Jest absolutnie czas na to, żeby o tym myśleć, i PiS, rząd bardzo intensywnie przygotowuje się do tej rozgrywki personalno-materialnej, kompetencyjnej, która będzie związana z uruchomieniem procesu tworzenia nowej komisji. To jest bardzo ważna decyzja dla państwa, natomiast nie można takich negocjacji prowadzić publicznie, ponieważ to by oznaczało, na czym nam najbardziej zależy, a my nie chcemy mówić, na czym nam najbardziej zależy, chcemy wybrać możliwie optymalne miejsce dla polskiego komisarza na najbliższe 5 lat, tak aby to dobrze służyło, też dobrze grało z polityką w kraju.

To poczekamy w takim razie na wynik wyborów, a tymczasem my mamy jednak kwestię brexitu. Tam się wszystko zmienia jak w kalejdoskopie. Ostatnia wersja wydarzeń jest taka, że Izba Gmin przeprowadzi serię orientacyjnych głosowań, by wyczuć nastroje na linii Londyn-Bruksela i parlamentarzyści będą głosować nad różnymi modelami, niewykluczone, że również nad ponownym referendum. Brytyjczycy w końcu chcą zostać, wyjść z UE?

Nie, myślę, że zostać to na pewno nie chcą. Ostatnie głosowanie właśnie w Izbie Gmin, tej samej Izbie Gmin, pokazało, że parlamentarzyści wykluczają drugie referendum, i to jest chyba jedyne co łączy ich naprawdę, prawie wszystkich, bo głosowanie było bardzo mocno przegrane przez tych, którzy proponowali takie głosowanie. Natomiast wiemy dobrze, że Izba Gmin z takim trybem postępowania, z tymi kierunkowymi głosowaniami może wyznaczyć bardziej prawdopodobną ścieżkę albo do przyjęcia umowy, co jest w polskim interesie...

Ale tej umowy wynegocjowanej z UE, rzecz jasna, tak?

Nie ma innej umowy. Myślę, że w brytyjskiej opinii publicznej, w brytyjskim Parlamencie też ta prawda się coraz bardziej upowszechnia. Innej umowy nie ma. Są możliwości, oczywiście, to pokazały rozmowy Theresy May z Jean-Claude Junckerem w Strasburgu, są możliwości dołączania dokumentów, które mają charakter interpretacyjny, taki, który by zapewniał stronę brytyjską o braku ryzyk, na które strona brytyjska wskazywała. Natomiast krótko mówiąc, środowe głosowania mogą wytyczyć drogę albo do po prostu ratyfikacji tej umowy, co byłoby najlepszym rozwiązaniem, ponieważ ta umowa dobrze chroni polskie interesy, unijne interesy, albo wytyczyć drogę do zupełnie nowego podejścia, jeśli chodzi o nowe relacje.

Ale nowe podejście, nowe relacje – co to miałoby oznaczać?

Dzisiaj najbardziej prawdopodobnym elementem sporu parlamentarnego, który może zmienić oczywiście nie wiążąco, ale politycznie zmienić kierunek, jest uznanie, że docelowym modelem współpracy jest obecność Wielkiej Brytanii w unii celnej. To by spowodowało, że cała olbrzymia awantura związana z tzw. irlandzkim backstopem przestałaby być tak bardzo istotna. To również by wytyczyło drogę do ratyfikacji tej umowy teraz albo odrobinę później. Oczywiście Parlament na pewno będzie chciał robić wszystko, aby uniknąć konieczności organizacji wyborów europejskich Wielkiej Brytanii…

No właśnie chciałam o to zapytać: będą te wybory czy ich nie będzie?

Ja bym tego dzisiaj już nie wykluczył, ponieważ Parlament może uznać, że to jest cena, którą warto zapłacić za lepsze porozumienie, bardziej umowne, mniej chaotyczne porozumienie...

Ale to byłaby schizofrenia, że Brytyjczycy wybierają parlamentarzystów, oni zasiadają w PE, a za dwa lata np. albo jeszcze wcześniej Wielka Brytania jednak wychodzi z UE.

Wtedy oczywiście parlamentarzyści brytyjscy musieliby ustąpić. Natomiast faktycznie politycznie myślę, że to jest bardzo trudne. Myślę, że w brytyjskim Parlamencie znakomita większość wolałaby uniknąć tego momentu. Ale z jakichś powodów jesteśmy w tym momencie kalendarza politycznego UE, więc tego zupełnie wykluczyć się nie da. Krótko mówiąc: myślę, że szanse na to, aby wyjść z umową, rosną, i to jest dobre.

Pytanie kiedy.

Z tej perspektywy widać, jak bardzo ważne było działanie premiera Morawieckiego na ostatnim szczycie. My zablokowaliśmy pierwotne rozwiązania w zakresie ścieżki dojścia, ponieważ one by oznaczały, że w piątek niczym gilotyna automatycznie pojawiłaby się perspektywa brexitu bezumownego, a tego za wszelką cenę trzeba uniknąć. I to się udało, ponieważ ostateczne rozwiązania zgodne z polskimi oczekiwaniami w tej sprawie dają przynajmniej dwa tygodnie na namysł Izby Gmin i na zaproponowanie jakiegoś innego rozsądnego modelu. A nie modelu, który się wymyka spod kontroli, który prowadzi nas do zderzenia ze ścianą, bo brexit bezumowny to byłby nie tylko szok dla brytyjskiej gospodarki i polityki, to byłby również negatywny fakt dla europejskiej i polskiej gospodarki. W związku z czym trzeba robić wszystko, żeby tę umowę ocalić, wszystkimi środkami, nawet jeżeli to przynosi efekty takie jak trochę zbyt długo trwający proces negocjacji. Trzeba z tym umieć żyć, cierpliwość tutaj jest zalecana, ponieważ stawka jest bardzo wysoka. I naprawdę nie jest istotne, co się dzieje wokół, istotne jest to, żeby na końcu Wielka Brytania wyszła z UE na podstawie umowy międzynarodowej. To daje gwarancję praw dla naszych obywateli, gwarancję rozliczenia finansowego, daje też spokój w handlu.

No to idąc tym tropem, miejmy nadzieję, że tak się właśnie stanie. Tutaj stawiamy kropkę w tej części radiowej. Konrad Szymański, wiceminister spraw zagranicznych ds. europejskich jest z nami, jesteśmy cały czas na Facebooku i na RadioZET.pl.

***

W internetowej części rozmowy kontynuowany był temat brexitu.

- W tym bardzo chaotycznym procesie ostatnich miesięcy widać wyraźnie, że ryzyko bezumownego brexitu rosło, a rosło z powodu zaburzeń po stronie brytyjskiej. Byliśmy przygotowani, reagowaliśmy również na podnoszenie tego ryzyka także na planie krajowym. Myślę, że odrobinę zmalało – ocenia Szymański.

 

- Brexit nie był incydentem. Nie był wypadkiem przy pracy, był efektem pewnego niezadowolenia z Unii – mówi wiceszef MSZ.

 

Beata Lubecka wspomniała w trakcie rozmowy marsz przeciwników brexitu, który w sobotę przeszedł ulicami Londynu. Uczestnicy mieli transparenty wyrażające poparcie dla przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska.

 

- Czy to nie jest tak, że staje się jednym z najlepszych ambasadorów polskich na Wyspach Brytyjskich? – pytała prowadząca.

 

- Nie widzę takiej korelacji. Najlepszym ambasadorem Polski wobec Wysp Brytyjskich i problemów związanych z brexitem jest polski rząd. Nie tylko stworzył rekomendację dla negocjacji brexitowych, nie tylko przyjął mandat rozsądny dla tych negocjacji, ale też doprowadził do skonstruowania umowy dającej międzynarodowe gwarancje dla praw Polaków, międzynarodowe gwarancje do rozliczenia finansowego i daje pewną ścieżkę łagodnego dostosowania, jeśli chodzi o handel. To są konkrety – odpowiada Szymański.

 

Co z podróżami między Wielką Brytanią a krajami Unii Europejskiej?

 

- Jeśli Wielka Brytania przestanie być członkiem UE, to ja z dowodem już nie wjadę do Wielkiej Brytanii? Muszę mieć przy sobie paszport? – dopytywała Beata Lubecka.

 

- Jeszcze nie tak szybko – zapewnia gość Radia ZET. - To nie stanie się z dnia na dzień, nie z automatu. Docelowo wszystko będzie zależało od tego, jaki model polityki migracyjnej wybierze Wielka Brytania już jako kraj trzeci. Tam są oczywiście bardzo różne propozycje na stole. Niektórzy chcieliby restrykcyjnej polityki migracyjnej, nie wyłączając wiz. Myślę, że to mało realistyczne. Unia Europejska na zasadzie wzajemności zaoferowała ruch bezwizowy. Ruch, który nie zaburzyłby ani relacji społecznych, ani przede wszystkim biznesowych. Myślę, że to jest stanowisko większości. Natomiast w momencie kiedy Wielka Brytania będzie krajem trzecim, może robić w zasadzie co chce ze swoją polityką migracyjną - dodaje.

 

- Czyli kiedy z paszportem będziemy musieli się tam wybrać? Od 2020 czy 2021? – wymienia Beata Lubecka.

 

- Biorąc pod uwagę, że system rejestracji obywateli unijnych w systemie brytyjskim jest oparty o dokumenty biometryczne, a w Polsce nie mamy dowodów biometrycznych, mamy tylko paszporty biometryczne, to zdecydowanie radziłbym używanie paszportu. To ułatwi rejestrację w systemie, która pozwoli na pełną ochronę praw nabytych przed momentem brexitu – proponuje Szymański.

RadioZET.pl/DG/PaNa

Oceń