Słuchaj
Mateusz Ptaszyński, Marcin Sońta
Aga Kołodziejska
Damian Michałowski, Ewelina Pacyna
Marcin Łukasik
Marcin Wojciechowski
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

Krzysztof Łapiński: Sprawa Misiewicza to cios w wizerunek Macierewicza. Może się za nim ciągnąć

14.04.2017 07:19
xxx zet

„Problem urodził się wiele miesięcy temu, kiedy słyszałem od naszych wyborców, ludzi przychylnych PiS, że Bartłomiej Misiewicz szkodzi partii. Ostrzegali nas: nie róbcie tak, bo to będzie szkodliwe dla całego obozu Prawa i Sprawiedliwości” – mówi Gość Radia ZET, polityk PiS Krzysztof Łapiński. Uważa, że w jego partii zabrakło „samodyscypliny i refleksji, że na dłuższą metę problem będzie wracał, jak się go od razu nie przetnie”. „Gdybyśmy nie odeszli od tego, co obiecywaliśmy w kampanii, to sprawa Misiewicza byłaby szybko załatwiona, w tydzień. Za bardzo zafiksowaliśmy się na tym temacie. Powinien być rozstrzygnięty dużo wcześniej. To nie jest temat dla prezydenta i premiera” – uważa poseł PiS. Łapiński twierdzi, że sprawę byłego rzecznika MON trzeba było załatwić w momencie pierwszej nominacji - do rady nadzorczej PGZ.

Krzysztof Łapiński Gościem Radia ZET fot. Radio ZET

 

Konrad Piasecki: Poseł PiS, Krzysztof Łapiński, gościem Radia ZET, dzień dobry witam.

Krzysztof Łapiński: Dzień dobry panu, dzień dobry państwu.

To początek końca Antoniego Macierewicza?

Nie, to raczej początek końca Bartłomieja Misiewicza jako osoby eksponowanej w różnych…

Misiewicz to już rozumiem w ogóle jest skończony, spalony na partyjnym stosie i o Bartłomieju Misiewiczu możemy zapomnieć.

Pan tak obrazowo to opisał. Na pewno, jeśli w taki sposób sprawa dotyka Antoniego Macierewicza to pośrednio, to jest oczywiste.

Nie, no bezpośrednio, nie, no nie, panie pośle, dotyka bezpośrednio.

Mocno pośrednio, jak zwał, tak zwał ale na pewno go dotyka, oczywiście.

Bo to on, jego wybór kadry, jego wyczucie do ludzi, jego nominacje zawiodły. One sprowadziły na partię konieczność wczoraj posypywania głowy popiołem i przepraszania Polaków za to, co robił Macierewicz i Misiewicz.

W tym wypadku tak.

Bo ktoś tego Misiewicza nominował, przyzna pan.

Dokładnie, w tym wypadku tak, tak się stało, przyznaję.

I kto nominował?

Nie musimy tutaj uciekać się do ustaleń komisji. Wystarczy czytać gazety. Był wysokim urzędnikiem wcześniej, czy bliskim współpracownikiem ministra Macierewicza i wszyscy o tym wiedzą.

Czyli grzechy Misiewicza spadają na Macierewicza.

Wie pan co, grzechy moje spadają na mnie, a nie na kogoś innego.

No tak, ale grzechy kogoś, kto został powołany przez ministra, spadają na ministra.

Nie grzechy, tylko może pewna współodpowiedzialność polityczna, w tym sensie. Bo faktycznie, jak się kogoś mianuje, nominuje to w jakiś sposób się troszeczkę, przede wszystkim się odpowiada za te nominacje i współodpowiada za to, co ta osoba robi.

Czyli nie jest tak, że odwołanie Misiewicza, potępienie go, powiedzenie, że nie ma kwalifikacji przywraca Macierewiczowi niewinność i nieomylność.

Pytanie, jak to Polacy zinterpretują.

A pan, jak interpretuje, panie pośle?

Na pewno jest to jakiś także cios wizerunek pana ministra, bo skoro go wcześniej przez tyle miesięcy bronił, czy nawet dawał mu eksponowane stanowiska, to ta ocena komisji jest zupełnie skrajnie odmienna.

I co, i Macierewicz po tym wszystkim może się otrząsnąć i powiedzieć idziemy dalej, jestem ministrem obrony narodowej, to był jakiś drobny epizod w moim życiorysie?

Jeśli werdykt komisji potraktuje jako werdykt ostateczny, to pewnie będzie się to jakoś ciągnęło, ale chyba jakiegoś większego wpływu nie będzie miało.

A pan jest w stanie obronić ten werdykt komisji, czy bronić w ogóle tego werdyktu komisji, bo przyzna pan, że kuriozalne było.

Ja się nie będę już rozdrabniał w szczegóły w to uzasadnienie. Na pewno sprawa była, sprawę trzeba było zakończyć, bo ona nam szkodziła. Już nie chodzi o to, że wizerunkowo nam szkodziła, ale po prostu to były, mówiąc wprost, praktyki, które się nie powinny zdarzyć. I nie chodzi tylko o kwestie wizerunku, ale takie rzeczy nie powinny się zdarzyć.

Tylko, że kto jest za te praktyki odpowiedzialny? Przecież nie Misiewicz, nie ten biedny, nieszczęsny, młody człowiek, którego partia i minister obrony narodowej nominował na kolejne stanowiska?

Ja nie znam kulis tej ostatniej nominacji, która wzbudziła tyle kontrowersji, ale ona wydarzyła się w Polskiej Grupie Zbrojeniowej, to co najmniej prezes PGZ, albo władze tej spółki, które tą umowę podpisywały, zaakceptowały i na taki pomysł czy wpadły, czy go podzielały.

A nie dziwi pana, panie pośle, że tenże Misiewicz był przez lata sekretarzem zespołu smoleńskiego, członkiem rady politycznej partii, kandydatem na posła, szefem gabinetu politycznego ministra obrony narodowej i oto nagle, okazało się, tak wynika z oświadczenia pańskiej partii, że „nie ma kwalifikacji do pełnienia funkcji w jakichkolwiek sferach życia publicznego”.

W pewien sposób wyborcy zweryfikowali Bartłomieja Misiewicza, bo ostatnio startował do sejmu…

Dostał słaby wynik.

I być może to samo uznali, nie wiem.

Ale tenże człowiek bez kwalifikacji był w radzie politycznej PiS, był szefem gabinetu ministra obrony narodowej!

Ale wie pan co, to oświadczenie komisji, czy ten werdykt jest dość mocny i on dotyczy, ja rozumiem, sprawowania pewnych funkcji w administracji publicznej i to jeszcze funkcji kierowniczych.

I to na przyszłość jeszcze, ale na przeszłość też, rozumiem.

Natomiast do zasiadania w radzie politycznej, zasiada tam bardzo wiele osób. To nie jest tak, że każdy, kto zasiada w radzie politycznej musi od razu mieć, pełnić wysokie stanowiska kierownicze w państwie i nie jest taki, to nie jest droga do BOR, to nie jest powód zasiadania w radzie politycznej. Tam często też są i młodsi nasi działacze i osoby, które na nas w jakimś jednym dziale, czy w terenie się czymś zasłużyły, czy są aktywne, na przykład na niwie samorządowej.

Czyli niekoniecznie ludzie z kwalifikacjami muszą być w radzie politycznej, jeśli dobrze rozumiem to, co pan mówi?

Nie, nie o to chodzi. Nie, niekoniecznie ludzie, którzy od razu będą typowani na wysokie stanowiska kierownicze w państwie.

Ale jak pan zobaczył to oświadczenie, nie pomyślał pan sobie, że to jest jednak przeraźliwy strzał w stopę?

Jest to oświadczenie dość mocne.

Mocno strzelające w stopę, własną, partyjną.

No mocne, strzelające przede wszystkim w kolano Bartłomieja Misiewicza.

Ale też w kolano partyjne. Jeśli się uznaje, że szef gabinetu ministra obrony narodowej, członek władz partyjnych, czy jakiejś struktury partyjnej nie ma kwalifikacji do pełnienia jakiejkolwiek funkcji publicznej to się właściwie przyznaje do tego, że potwornie błądziliśmy.

To się przyznaje, to jest wskazanie na to, że przez ileś tam miesięcy jego nominacje były błędem, czy jego stanowiska, na które był nominowany były błędem, tak to rozumiem. No cóż, to oświadczenie jest dość krótkie i nie pozostawia wątpliwości. Nie ma raczej mowy na taką, czy inną interpretację, tak to trzeba pojmować, że ocena tych nominacji wszystkich, od początku rządów PiS jest negatywna, bo okazuje się, że były nominacje, nie było kompetencji.

To może jest to jakiś problem?

No był problem. I mam nadzieję, że wczoraj został zakończony.

Może to jest problem trochę poważniejszej natury? Jeśli Antoni Macierewicz, minister obrony narodowej może nominować człowieka bez żadnych kwalifikacji na tak wysokie stanowiska i dopiero po osiemnastu miesiącach rządzenia partia dochodzi do wniosku, że chyba coś jest nie tak.

To proszę też pytać członków komisji, bo rozumiem, że oni prowadzili dochodzenie, z którego wynika ten wniosek.

A to może jest też tak z innymi nominacjami Macierewicza?

Po długiej rozmowie, czy przepytywaniu, czy przesłuchiwaniu, nie wiem, jaka tam była formuła, stwierdzili, że nie ma kompetencji pan Bartłomiej Misiewicz.

A czy pan jest w stanie zrozumieć, jak to się dzieje, że prezydent, premier, szef partii przez wiele miesięcy nie są w stanie zmusić Macierewicza żeby coś z tym Misiewiczem zrobił? Tak naprawdę to przez wiele miesięcy trwała ta epopeja.

W ogóle, panie redaktorze, za bardzo się chyba też i media i my wszyscy zafiksowaliśmy na tym temacie, bo ten temat nie jest, tak naprawdę powinien być rozstrzygnięty dużo wcześniej i nie jest tematem dla prezydenta, dla premiera. To powinno być już dużo wcześniej…

Ale stał się, ale stał się, ten temat jest symbolem i syndromem, który toczy PiS.

Tak. Wie pan co, gdybyśmy postępowali z pewną taką logiką, standardami, które mieliśmy w kampanii wyborczej, czyli pewne rzeczy przecinamy od razu, to ten temat byłby przecięty w tydzień, dwa. Zabrakło tutaj trochę samodyscypliny, zabrakło być może takiej refleksji, że to na dłuższą metę, jeśli tego problemu się nie załatwi w jeden dzień, czy w dwa, na początku, to on będzie potem cały czas wracał, jako taka niekończąca się opowieść, zabrakło. Ja mówię, gdybyśmy troszeczkę nie odeszli od takich standardów, które obowiązywały w kampanii i tego, co obiecywaliśmy w kampanii to sprawa byłaby do załatwienia bardzo szybko i dzisiaj byśmy nie rozmawiali, tylko by się ją załatwiło. Podejrzewam, że takim momentem, kiedy trzeba było to załatwić, to była ta pierwsza nominacja do PGZ, czyli do rady nadzorczej, bo to był taki już sygnał.

A proszę wytłumaczyć, jak to się dzieje, że partia, czy szef partii nie jest w stanie, czy premier, właściwie to premier powinien powiedzieć: panie Antoni, albo pan tego Misiewicza odwołuje, albo pana odwołujemy z fotela ministra obrony narodowej.

To jest często tak, że lider partii jest zajęty wieloma innymi sprawami. Przekazuje jakiś komunikat swoim współpracownikom…

Ale wszyscy przecież się tym Misiewiczem zajmowali, prezes wielokrotnie mówił o tym publicznie.

Ja wiem. Przekazuje jakieś komunikaty współpracownikowi, ten współpracownik mówi tak, tak, ja to załatwię, prezesie ja to załatwię, daj mi tydzień to wszystko będzie pozamiatane, spokojnie. No i często tak jest, że to jest taka trochę gra na zwłokę, przeciąganie, szef kazał, ale jeszcze z tydzień czasu poczekam, może coś się zmieni.

Ale jest jeszcze premier, to premier powinien nadzorować Antoniego Macierewicza. To chyba…

Może ta logika była taka sama tutaj, że na zasadzie dobrze, dobrze, sprawa przycichnie, ja poczekam. No nie, tutaj jednak widać, że takie sprawy to trzeba załatwić od razu, bo potem się one rozlewają i nam nie służą. Ja rozumiem, kiedy nas za to krytykuje, nie wiem, .Nowoczesna czy Platforma, bo to robi opozycja. Ale problem już zaczął być wiele miesięcy temu, kiedy ja zacząłem słyszeć od naszych wyborców, od naszych zwolenników, a nawet od członków PiS, że to jest temat, który nam szkodzi. I to mówili ludzie PiS przychylni, którzy są za PiS i, którzy nas ostrzegali, że tak nie róbcie, bo to będzie szkodliwe na dłuższą metę dla całego naszego obozu.

Patrząc szerzej, dostrzega pan, że partię trafi jakiś kryzys, jakiś dołek, jakiś spadek formy?

Rządzenie zawsze jest rzeczą trudniejszą niż bycie w opozycji. To jest truizm.

Wiem, że władza wyczerpuje, władza absolutna wyczerpuje absolutnie.

Jest taki moment czasami, wyczerpuje tak, bo to też było, że deprawuje, ale mam nadzieję, że nas nie zdeprawuje.

Ja powiedziałem wyczerpuje, ale skoro pan dostrzega i deprawację, rozumiem.

Nie, nie, bo w oryginale, chyba w oryginale było…

Tak, oryginał był trochę mocniejszy.

Ale dobrze, że pan tak to zmniejszył. Na pewno władza trochę wyczerpuje i zużywa i to każdy polityk, który pełnił funkcje, byli premierzy o tym mówią.

A ma pan pomysł na to, jak wyjść z tego dołka?

Ja nie wiem czy jest dołek? Nie jesteśmy w dołku.

Sondażowo jesteście, nagle się okazuje, że samodzielnej władzy byście dziś nie mieli, nawet z Kukizem włącznie.

Pomysł jest jeden, nie popełniać takich błędów. Pilnować się, zachowywać samodyscyplinę i być wiarygodnym.

A układ władzy zostanie taki sam?

A to już jest pytanie do pani premier, czy ona widzi, że któryś minister jest…

Nie, to jest moje pytanie do pana.

Ale ja na co dzień nie spotykam się z ministrami, nie bywam na radzie ministrów i nie wiem czy ktoś, minister, dostał jakieś zadanie i go nie wykonuje, albo widać, że jest zmęczony, albo sobie nie radzi, bo ogląd medialny jest jaki jest, a to lepiej żeby nie polegać tylko na oglądzie medialnym, ale na tym, jak jest.

Pytam bardziej o układ władzy, w którym prezes partii nie jest premierem, a premierem jest osoba, która, jak widać, na Antoniego Macierewicza, czyli swojego ministra obrony narodowej nie może wywrzeć wpływu.

Tworzenie rządu to zawsze jest taka pewna układanka. No i jak się wyciągnie jeden klocek, to pytanie, czy ten klocek zastąpi się kimś lepszym, przepraszam, że tak mówię o ministrach, jak o klocku, nie, mówię, że rząd jest pewną całością. Jak się coś z tej całości wyciąga, to pytanie czy to służy potem żeby poprawić, czy że to się rozleci. To też trzeba uważać, ale to jest pytanie do pani premier, czy ona uważa, że to jest ten moment, że należy kogoś zamienić. Chyba półmetek kadencji to jest zazwyczaj, można uznać, że to jest czas, kiedy można dokonywać jakiegoś bilansu, podsumowania i powiedzieć, że w dwa lata zrobiliśmy to, dwa lata jeszcze potrzebujemy zrobić to, a tutaj kogoś wymieniamy, czy komuś dziękujemy.

Przydałyby się takie wymiany na półmetku, pańskim zdaniem?

Przydałaby się na półmetku pewna ocena, co nam się udało, mówiąc językiem trochę PPR, dokąd zmierzamy i o co walczymy. Ale to jeszcze pół roku przed nami.

Krzysztof Łapiński, dziękuję bardzo.

Dziękuję i wesołych świąt, bo chyba za chwilę w internecie będziemy tylko.

Tak, ciąg dalszy na radiozet.pl, dziękuję bardzo.

"Odwołanie Misiewicza to przypomnienie wszystkim, kto rządzi w PiS i jaka jest hierarchia"

To pewien sygnał dla wszystkich – członków partii, ministrów, ludzi potężnych - kto w PiS rządzi. Przypomnienie, jaka jest hierarchia i jakie reguły obowiązują – mówi Gość Radia ZET, pytany w internetowej części programu o odwołanie Bartłomieja Misiewicza.

Poseł PiS ma nadzieję, że zamieszanie wokół byłego rzecznika MON „nie zamyka na wieki wieków amen jego przyszłości w sferze publicznej”. Może Misiewicz skończy studia i zdobędzie doświadczenie w pracy urzędniczej. Nie chciałbym go jeszcze bardziej okładać, bo wczoraj już sporo ciosów przyjął – dodaje.

Nowelizacja ustawy o sądach powszechnych? Nie widzę, żeby ta ustawa była w jakiś sposób skandaliczna. Zagłosuję za nią – zapowiada Łapiński. Jest argument, że minister będzie nominował prezesów sądów i że to zagrożenie. Przecież to nie minister będzie orzekał – dodaje.

Krzysztof Łapiński odpowiada również na pytania o sondaże, zmiany w rządzie i tablicę upamiętniającą ofiary katastrofy smoleńskiej.

 

RADIO ZET/MA

Oceń