Michał Boni w Radiu ZET: Związki partnerskie powinny być zalegalizowane; adopcja dzieci przez pary jednopłciowe to temat do dyskusji

15.03.2019 07:16

- Zawsze byłem za związkami partnerskimi – zapewnia w Gościu Radia ZET europoseł PO Michał Boni. Jak mówi Beacie Lubeckiej, powinny być zalegalizowane, jeśli opozycja wygra wybory do polskiego Sejmu. – Związki partnerskie nie oznaczają małżeństw homoseksualnych – zauważa. Przychylnie wypowiada się na temat małżeństw osób tej samej płci, ale adopcję przez nie dzieci uważa za dyskusyjną.

Boni fot. Radio ZET

Beata Lubecka: Michał Boni, europoseł Platformy Obywatelskiej. Jeszcze europoseł. Już pan wie, z którego miejsca będzie pan startował do PE? Dwójka, trójka? Szóstka?

Michał Boni: Jeszcze do końca nie wiem...

A skąd?

Z Warszawy i tych okolic.

Na pewno?

To na pewno.

A z którego miejsca?

To jest jeszcze do dzisiejszych różnych dyskusji. Ja myślę, że ważne jest takie zobowiązanie wobec wyborców. I jasne, że chciałoby się mieć miejsce, co do którego jest gwarancja...

Biorące tzw.

...że się wejdzie. Ale może się też okazać, że trzeba swoją pracą, głosami, które się zdobędzie, złożyć się na całość efektu Koalicji Europejskiej, to po pierwsze.

Ale jeszcze dwa dni temu słyszeliśmy, że pan dostanie dwójkę, a już wczoraj słyszeliśmy, że jednak drugie miejsce w Warszawie przypadnie Andrzejowi Halickiemu. To jest stronnik Grzegorza Schetyny. To w takim razie co ma Halicki, czego nie ma Boni?
Wie pani, każdy ma coś swojego, i każdy z kandydatów wnosi taką swoją wartość. Ja mam doświadczenie w PE, mam doświadczenie 30 lat pracy tu, w Polsce, dla różnego rodzaju zmian, dyskusji, programów...

Ale słyszał pan o takim scenariuszu, że Andrzej Halicki ma dostać dwójkę?

Słyszałem o takim scenariuszu i dlatego chcę też mocno i jasno powiedzieć: ważne jest to, żeby mieć szanse na wejście, no bo startuje się po to, żeby wejść, z drugiej strony ta szansa zależy od tego, ile głosów się uzbiera i od jakości kampanii, a z trzeciej dodaje się swoją kampanią i swoimi głosami punkty dla Koalicji Europejskiej, a najważniejsze jest to, żeby Koalicja Europejska wygrała.

Czyli rozumiem, że Michał Boni wystartuje z Warszawy, nie wiadomo jeszcze, z którego miejsca, i nie będzie to raczej miejsce drugie, bo będzie na tym miejscu drugim Andrzej Halicki.

Myślę, że wystartuję, chociaż to się jeszcze waży, i na pewno nie będzie to miejsce drugie, i myślę, że też nie będzie miejsce trzecie.

Czyli jeszcze niżej na liście.

Tak, ale wie pani, znaczy ja rozumiem, że to można...

A nie czuje się pan poszkodowany trochę, pokrzywdzony?

Wie pani, jakby człowiek patrzył tylko ze swojego personalnego, indywidualnego punktu widzenia, to mógłby powiedzieć, że chciałoby się wyżej, żeby mieć większe szanse, ale liczy się też dobro zbiorowe i liczy się moje zobowiązanie wobec wyborców, którzy zagłosowali w 2014 r., i tych, którzy przez tę kadencję byli ze mną i dla których ja byłem. I ja słyszę od nich: „Bez względu na miejsce startuj” – tak mi oni mówią. Mam takie poczucie jakiegoś obowiązku moralnego wobec nich.

A nie jest tak, że Grzegorz Schetyna wycina przy okazji układania tych list ludzi, którzy byli, to może źle zabrzmi, ze stajni Donalda Tuska, inaczej – ludzi Donalda Tuska?

Nie zgadzam się z taką opinią, nie miałem nigdy żadnego poczucia, że dlatego, że współpracowałem z Donaldem Tuskiem, jestem jakoś inaczej traktowany w tej PO, w której Grzegorz Schetyna rządzi.

Czyli wasze relacje są dobre, rozumiem?

Nasze relacje są dobre, a te hipotezy są taką kaczką dziennikarską trochę chyba.

A czy PO skręca w lewo?

Ja myślę, że PO szuka dla siebie miejsca, żeby przy wyborach tych europejskich później być... I to samo dzieje się z EPP – nie skręca w lewo, ale szuka miejsca, żeby później móc budować dobrą, demokratyczną koalicję w PE. Bo jeśli nacjonaliści i populiści mogą być drugą siłą w PE, to po to, żeby PE pracował, żeby Europa się rozwijała, żeby nie blokować rozwoju Europy, i chadecy – chrześcijańscy demokraci – i zieloni, i socjaliści, i liberałowie muszą się jakoś porozumiewać. I to samo się dzieje u nas w Polsce.

Ja pytam nie przez przypadek, ponieważ niektórzy politycy PO teraz doznają olśnienia i mówią, że no, właściwie teraz to zagłosowaliby za związkami partnerskimi. PO miała osiem lat, żeby to wprowadzić.

Zawsze byłem za związkami partnerskimi.

Czy jeśli wygra opozycja, czy jeśli wygrałaby opozycja wybory do polskiego Sejmu, to w takim razie związki partnerskie powinny być w końcu zalegalizowane?

Oczywiście, że powinny być zalegalizowane. I też proszę pamiętać, że związki partnerskie nie oznaczają małżeństw homoseksualnych, to jest w ogóle następny krok, inna rzecz do dyskusji, tak jak się stało w Niemczech. I uważam, że trzeba tutaj więcej otwartości. Nie należy ideologizować tego problemu, tylko należy patrzeć na niego od strony praw obywatelskich i praw człowieka, i tak to jest w świecie formułowane.

A jest pan zwolennikiem małżeństw homoseksualnych? 

Jestem zwolennikiem tego, żeby społeczeństwa wtedy, kiedy dojrzewają do pewnych rzeczy, to zrobiły. W Niemczech jedni głosowali tak, inni inaczej, ale przeszło, bo społeczeństwo jest pewnie trochę dalej mentalnie. Nasze też się zmienia i ono dzisiaj jest o wiele bardziej otwarte.

A adopcja dzieci przez pary homoseksualne?

Wie pan, też jest do dyskusji, chociaż to nie oznacza, że teraz już...

Ale jest pan za czy przeciw?

Też jest do dyskusji, chociaż nie oznacza, że dzisiaj chciałbym, żeby to było wprowadzone. I pewnie bym postawił swoje znaki zapytania przy tym, dlatego że nad każdą rzeczą...

Czyli jest pan sceptyczny?

Akurat wobec tego jestem sceptyczny, ale też nie do końca, dlatego że uważam, że my musimy zmienić taki front spojrzenia na to, sposób spojrzenia. To samo, co się dzieje przy tej deklaracji LGBT w Warszawie, gdzie PiS używa jakiejś takiej argumentacji, przekłamując różne rzeczy, bo nagle wychodzi na to, że prezydentowi Warszawy chodzi o to, żeby na siłę uczyć dzieci – jak to zostało powiedziane – masturbacji...

Nie no, to jest bzdura.

No tak, tylko oni używają tego, wkładają w umysły ludzi takie fałszywe pojęcie i to jest niedobre.

Czy to nie jest tak, że Rafał Trzaskowski za wcześnie podpisał tę deklarację? Może trzeba było poczekać z podpisaniem tej deklaracji?

Nie, akurat myślę, że z tym nie, dlatego że deklaracja jasno mówi o pomocy osobom, które mogą się czuć poszkodowane, żeby miały ten hostel, mówią o pomocy psychologicznej...

Ale taktycznie chodziło o to, żeby osłabić Biedronia.

Wie pani, to jest pani interpretacja, ale oprócz tego proszę pamiętać...

A tak nie jest?

Proszę pamiętać o tym, że na ten temat dyskutowano przed wyborami. Przed wyborami była ta obietnica i pewnie ostatnie dni przed wyborami spowodowały, że nie było już czasu, żeby to do końca przemyśleć i podpisać, i zostało teraz podpisane, i dobrze, że zostało podpisane. I trzeba współpracować z rodzicami nad edukacją, trzeba pamiętać, że w takim przewodniku do katechizmu jest np. to, że ksiądz powinien zadawać pytanie przy pierwszej spowiedzi, czy dziecko ma skojarzenia, myśląc o swoim ciele, z pornografią. To jest, że tak powiem, w kościelnych dokumentach. I cała ta sprawa dotycząca uświadomienia, edukacji seksualnej jest strasznie ważna z kilku powodów. Pedofilia, i to nie tylko księżowska, w ogóle pedofilia, a po drugie sieć, Internet. Jakbyśmy spojrzeli na skalę tego ataku pornograficznego, seksualnego, wciągającego małe dzieci... Ani rodzice nie wiedzą, co z tym robić, ani edukacja nie wie, co z tym robić, i z tego powodu trzeba tego rodzaju działania podejmować, jak Rafał Trzaskowski podjął.

Czyli pan go popiera?

W pełni.

Ja pytałam o adopcję dzieci przez pary seksualne nie przez przypadek, ponieważ Paweł Rabiej, wiceprezydent stolicy, w dzienniku „Gazeta Prawna” udzielił wywiadu i powiedział tak: „Najpierw wprowadzimy związki partnerskie, potem równość małżeńską, a na koniec przyjdzie czas na adopcję dzieci. W wielu krajach adopcja dzieci przez pary seksualne jest dozwolona i nie spowodowała trzęsienia ziemi”. Czy nie jest za wcześnie na takie deklaracje?

Ale to jest deklaracja, w której to deklaracji Paweł Rabiej mówi o tym, że różne rzeczy się będą działy po kolei. Moja teza jest taka: społeczeństwo...

I to będzie nowe paliwo dla prawej strony.

Ale społeczeństwo dojrzewa do różnych rzeczy. Wie pani, gdybyśmy zobaczyli na dzisiejsze aprobaty dla osób o innej orientacji seksualnej, a te, które był 15 lat temu, to jest niebo a ziemia, jest olbrzymia różnica.

A jest sondaż w „SuperExpressie”: 54% ankietowanych nie popiera Karty LGBT, tylko 28% popiera.

A widziała pani pytania, które tam zadawano? Bo moim zdaniem te pytania były tak skonstruowane na zasadzie: czy chcesz, żeby poza Twoją wiedzą itd. Ja nie mam zaufania do tego badania. Mam zaufanie do tych głębokich analiz, które też prof. Czapiński kiedyś robił, już teraz nie ma tego badania, które pokazywały, jak nasze nastawienie do ludzi o innych orientacjach seksualnych, nasze, Polaków, się zmienia. To nie znaczy, że 80% jest w pełni otwartych, ale to już nie jest 30-40%, pewnie jest pół na pół, a może więcej niż połowa, i to też trzeba uszanować.

Czyli pana zdaniem to nie zaszkodzi.

I ta droga krok po kroku też powinna być stosowana. Nie za wcześnie. I na dzisiaj bym mówił o związkach partnerskich.

Michał Boni, europoseł PO, słyszeliśmy, że będzie startował z Warszawy, ale jednak miejsce pewnie piąte, szóste albo siódme.

Może czwarte.

To tyle w części radiowej, jesteśmy cały czas na Facebooku i na RadioZET.pl. Zapraszam.

***

Jak patrzę na szczyt dotyczący Iranu, to nie jest to sukces. Czym innym jest zapewnienie większego bezpieczeństwa. Ostatnie stanowisko USA zwiększające stabilność i stałość pobytu oddziałów amerykańskich jest dobre – tak europoseł Platformy Obywatelskiej Michał Boni komentuje w internetowej części Gościa Radia ZET ostatni rok polskiej polityki zagranicznej. Jak przyznaje w rozmowie z Beatą Lubecką, subiektywnie patrzy na dotychczasowe osiągnięcia szefa MSZ Jacka Czaputowicza ze względu na znajomość z nim.Czy minister Jacek Czaputowicz jest lepszym ministrem niż Witold Waszczykowski? – pytała Beata Lubecka.
Trudno mi to oceniać. Pamiętam Jacka Czaputowicza jak razem nasze dzieci chodziły na niedzielne msze do jezuitów na Rakowieckiej. Pamiętam go jeszcze z Uniwersytetu Warszawskiego z 1981 roku. Mam taki sentyment też do niego – mówi o szefie MSZ Michał Boni. - Mogę nie lubić i na pewno nie lubię tego rządu. Uważam, że robi wielkie szkody Polsce. Uważam, że MSZ popełnia też bardzo wiele błędów, ale jak pani mnie tak pyta o Jacka Czaputowicza, to mam gdzieś ten prywatny sentyment – stwierdza europoseł PO.Czy Michał Boni widzi jakieś sukcesy polskiej dyplomacji?
W samej UE sukcesem byłoby to, gdyby udało się wyjaśnić różne rzeczy dotyczące praworządności. Jak na razie Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej patrzy na to, co się u nas dzieje. 20 marca będzie kolejne, a potem w połowie kwietnia kolejne orzeczenie, takie pełne. Jak patrzeć na wypowiedzi przedstawicieli polskiego rządu, te wcześniejsze, to oni nie akceptowali tej linii, którą Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej jasno przekazywał. To jest ważne, że osiągnęliśmy taki punkt widzenia i rozwiązywania tej sprawy. Że to przestało być tylko polityczne, a zaczęło być także na gruncie prawnym rozwiązywane – komentuje Michał Boni.Dzisiejszy gość Radia ZET relacje z Izraelem nazywa „katastrofą”.
- Ale tam też jest kampania wyborcza – zauważa Beata Lubecka w kontekście wyborów w Izraelu. 
Ja to rozumiem, ale też nasza inteligentna dyplomacja powinna być inna. Nie na zasadzie, że zapraszamy Netanjahu, żeby powiedział to, co sobie życzy. Później my mamy z tym problem, oni mają z tym problem, wszyscy mają problem i szkodzi to wzajemnym stosunkom. Na tym polega dyplomacja i wyprzedzanie. Pozwoliliśmy sobie wejść na głowę – mówi Michał Boni. Co dalej wydarzy się z brexitem? Wielka Brytania prosi teraz o odroczenie „rozwodu z Unią Europejską”. 
W takim razie, czy w Wielkiej Brytanii odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego, czy nie? 23 maja powinny się odbyć…  - zauważa Beata Lubecka.
Moim zdaniem wyborów w Wielkiej Brytanii do Parlamentu Europejskiego nie będzie – uważa Michał Boni.
Mamy w najbliższym tygodniu perspektywę głosowania w brytyjskim parlamencie trzeci raz porozumienia z Unią Europejską. Jeśli by to przeszło, to wtedy mamy 3 miesiące dodatkowe na takie ustalenia jeszcze, pilnowanie różnych rzeczy i wtedy też nie ma tych wyborów. Wydaje mi się, że gdyby te wybory musiały się odbyć, to oni musieliby cofnąć tę decyzję o brexicie. A przeszło tylko około 80 posłów głosowało w parlamencie brytyjskim za tym, żeby cofnąć decyzję, czy żeby się odbyło ponowne referendum – dodaje europoseł PO.

- Nie żałuje pan, że zagłosował nad przyjęciem rezolucji wzywającej polski rząd do przestrzegania praworządności? - pytała gospodyni Gościa Radia ZET.

- Nie żałuję - odpowiada Boni. - Mówimy o fundamentalnej kwestii dotyczącej przestrzegania podstawowych zasad. Przyjęliśmy te założenia w kryteriach kopenhaskich, kiedy wchodziliśmy do Unii Europejskiej. Stwierdzenie, że trzeba się zająć tą sprawą, bo taki był wydźwięk rezolucji, jest moim zdaniem tylko upomnieniem się o to, żeby w Polsce przestrzegano zasady praworządności, a po drugie żeby wypełnić zasadę, w której Komisja Europejska jest strażnikiem traktatów - dodaje.

RadioZET.pl/MP/PaNa

Oceń