Teraz gramy

Michał Dworczyk: Żeby zwrócić premię, musiałem wziąć kredyt i sprzedać samochód

14.05.2018 06:46

„Mam dziś zwrócić swoją premię na konto Caritasu. Dlaczego dopiero teraz? Bo musiałem wziąć pożyczkę, kredyt bankowy, by zwrócić nagrodę” – mówi gość Radia ZET, szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk, pytany przez Konrada Piaseckiego o upływający jutro termin, jaki partia wyznaczyła na zwrot premii. W internetowej części programu dodaje, że musiał także sprzedać samochód – 18-letniego volkswagena. Minister zapewnia, że teraz już „ma z czego przelać”. Szef KPRM tłumaczy, że kierownictwo partii zdecydowało o oddawaniu nagród, ale ich zwrot to „indywidualna, dobrowolna decyzja polityków”. „Indywidualnym wyborem jest to, czy się zastosujemy do tego, czy nie. Pieniądze, które wpłynęły na konta ministrów i wiceministrów są ich własnością i tylko oni mogą nimi gospodarować” – komentuje gość Radia ZET.

Konrad Piasecki: Szef Kancelarii Premiera, niedoszły kandydat na prezydenta Warszawy. Michał Dworczyk. Dlaczego pan tym kandydatem nie został w końcu?

Michał Dworczyk: Partia podjęła decyzję, wybierając najlepszego kandydata w Warszawie.

Ale łzę pan uronił, jak podjęła taką, a nie inną decyzję?

Pan redaktor powinien pamiętać, bo kiedyś o tym rozmawialiśmy. Od początku tych dyskusji mówiłem, że Patryk Jaki jest świetnym kandydatem, a ja staram się skupiać na pracy dla Mateusza Morawieckiego.

Czyli nie palił się pan do kandydowania?

Byłem gotowy do podjęcia tego wyzwania, ale decyzję w tych sprawach należą do partii i partia w swojej mądrości podjęła taką, a nie inną decyzję.

Ale jak partia podjęła taką, a nie inną decyzję, to rozumiem, kamień z serca panu spadł i z hukiem się rozbił.

Patryk Jaki przez wiele miesięcy przygotowywał się do startu w tych wyborach. Bardzo dużo zrobił, prowadząc komisję i wykazując szereg nieprawidłowości. Jest politykiem bardzo dynamicznym, uważam, że naprawdę świetnie będzie reprezentował Warszawę jako jej prezydent.

Czyli należało mu się?

Absolutnie.

Ale nie było tak, że jakieś podskórne walki buldogów pod dywanem pana załatwiły?

Zawsze można prowadzić taką wiwisekcję i zastanawiać się, jak to od zaplecza wygląda.

Od tego są dziennikarze, by wiwisekcję czasami politykowi przeprowadzić.

Ale prawda jest taka, że my w PiS, a właściwe ścisłe kierownictwo, bo to do niego należy decyzja, analizowało, jakie są przesłanki, co zrobić, żeby Warszawa mogła być zarządzana przez PiS, bo wierzymy, że nasz program, nasze pomysły dla warszawiaków są po prostu dobre dla tego miasta i jego mieszkańców.

Pan głęboko wierzy w mądrość kierownictwa partii.

Ja uważam, że dotychczasowe diagnozy, które Jarosław Kaczyński formułował jeszcze na początku lat  90., w bardzo wielu punktach sprawdzają się dziś.

Zagłosował pan za obniżeniem poselskich pensji?

Tak, zagłosowałem.

Naprawdę miał pan przekonanie o sensowności i zdroworozsądkowości tej decyzji i tego głosowania?

Uważam, że dzisiaj – zresztą to nie jest nic nadzwyczajnego, co powiem – oczekiwanie społeczne jest właśnie takie, że władza powinna być skromna, że te wynagrodzenia powinny być mniejsze. I dlatego podjęliśmy taką, a nie inną decyzję. Mam nadzieję, że przyjdzie taki czas, kiedy też społeczeństwo będzie bardziej zasobne, że będzie atmosfera o tym, żeby dyskutować o wynagrodzeniach ministrów, wiceministrów i parlamentarzystów.

Ale przyzna pan, tak jak powiedział to marszałek Terlecki, że to w gruncie rzeczy działanie pod publiczkę? I że w gruncie rzeczy sensowność tego działania wszystkich wydaje się bardzo umiarkowana, ale skoro vox populi oczekuje – cóż robić.

Ja tego tak nie interpretuję, ja to nazywam działaniem politycznym, działaniem, które wynika z analizy sytuacji.

Tylko wie pan, co jest w tym wszystkim największym paradoksem?

Zaraz mi pan pewnie powie.

Posługując się starym, dzisiaj nie do końca poprawnym politycznie stwierdzeniem czy przysłowiem: to Cygan zawinił, a kowala powiesili. To wy, ministrowie, dostawaliście te premie, a to biedni posłowie, którzy i tak zarabiają sporo mniej niż wy, dostali karę w postaci obniżenia wynagrodzeń.

Za błędy w polityce się płaci.

Ale to były błędy ministrów, premiera, a nie biednych posłów.

Mogę powiedzieć tylko jedno – że pracując w Sejmie, jako przewodniczący sejmowej komisji łączności z Polakami za granicą, zarabiałem więcej, niż będąc wiceministrem obrony narodowej.

Tylko dlaczego w takim razie równolegle z tą decyzją nie poszła decyzja o obniżce o 20% wynagrodzeń i uposażeń ministerialnych? Bo przyzna pan, że to by było logiczne i pod publiczkę, tak jak tego chcecie.

Nie, właśnie to byłoby pod publiczkę, natomiast nie byłoby to logiczne. A dlaczego? Mówię tak nie tylko dlatego, że sam pełnię funkcję szefa Kancelarii Premiera, w związku z tym jestem w takiej sytuacji, że mnie ta obniżka nie dotknie, ale uważam dlatego, że docelowo – dzisiaj też to ma sens – warto tworzyć sytuację taką, że wiceminister czy minister, który ma jednak dużo większą odpowiedzialność niż szeregowy poseł, nic nie ujmując posłom czy senatorom, ale ma dużo większą odpowiedzialność, nie tylko więcej pracy, ale odpowiedzialność, którą ponosi, podpisując dokumenty, podejmując decyzje etc.

Bez wątpienia, tylko dlaczego karą za premie dla ministrów jest obniżka wynagrodzeń dla posłów?

Nie, to jest zmiana podejścia w ogóle do kwestii wynagradzania urzędników w państwie i polityków.

Uznaliście, że posłom się po prostu nie należy, bo nic nie robią w tym Sejmie.

Nie, to pan redaktor tak twierdzi.

Tak to wygląda.

Ja też jako poseł uważam, że jest to bardzo krzywdzące dla parlamentarzystów. Oczywiście są lenie, jak wszędzie, bo to ze statystyki wynika, ale bardzo wielu posłów, większość kolegów i koleżanek, które znam, nie tylko z PiS, żeby była jasność, ciężko pracuje.

Kto jest takim leniem parlamentarnym?

Pan redaktor jako wnikliwy obserwator sceny politycznej pewnie więcej nazwisk mógłby wymienić niż ja.

A pan minister i pan poseł chociaż pięć mógłby. No, dwa.

Może i mógłbym, ale nie sądzę, żeby było to taktowne.

A pan już zdążył przelać swoje nagrody i premie do Caritasu?

Do 15 jestem przekonany, że te osoby, które się zdecydują – bo przypomnijmy, jest to indywidualna, dobrowolna decyzja każdego z polityków.

No nie, ale uznawałem, że to jest twarde zobowiązanie polityczno-partyjne, macie to zrobić.

Taka była decyzja kierownictwa, ale proszę zwrócić uwagę, że decyzja kierownictwa dotyczy kierunku, natomiast indywidualnym wyborem jest to, czy się zastosujemy do tego wskazanego kierunku, czy nie. Te pieniądze, które wpłynęły na konta poszczególnych ministrów czy wiceministrów, są ich własnością i mogą nimi gospodarować nimi mogą tylko oni

Trochę inną nutę słyszę w tym, co pan teraz mówi, niż do tej pory się mówiło, bo do tej pory wydawało się to tak jeden do jednego – partia kazała, ministrowie zwracają, nie ma dyskusji.

Ja uważam, że tak będzie, bo uważam, że gra zespołowa…

Bo wie pan, który dzisiaj jest?

14.

15 jutro. Pan zwrócił czy nie?

Ja mogę panu…

Konkretne pytanie: zwrócił pan czy nie?

Mam to dzisiaj zrobić.

Aha. Ale do tej pory pan tego nie zrobił.

Tak, dlatego że musiałem wziąć pożyczkę.

Naprawdę? Kredyt?

Tak.

Bankowy? Mocno oprocentowany?

To są moje prywatne sprawy. Mogę się z panem jutro spotkać i panu pokazać przelew.

No właśnie, to jest właśnie sensowność też tego zwracania, że trzeba brać kredyty teraz w bankach.

To jest tak jak w życiu. Człowiek jakieś tam działania podejmuje i potem ponosi ich konsekwencje, albo dobre, albo złe.

I dostał pan już ten kredyt? Już są te pieniądze na koncie?

Już mam. Mam już z czego przelać.

Czy w obozie władzy bierze się pod uwagę siłowe rozwiązanie i wyniesienie protestujących z Sejmu?

Nie słyszałem nigdy o takich pomysłach…

No to ja panu powiem – poseł Pięta np. zgłaszał publicznie taki pomysł, a podejrzewam, że i w gronach rządowych mniej publicznie się takie pomysły rozpatruje.

Będę zobowiązany, jak będę mógł dokończyć myśl. Nie słyszałem o takich pomysłach wśród osób, które mają wpływ na tę sytuację i podejmują decyzje w tej sprawie.

Posła Piętę okrutnie pan teraz zdezawuował.

Stwierdzam tylko, że nie jest on ani członkiem rządu, ani członkiem ścisłego kierownictwa politycznego.

Ale smutno mu się zrobiło. Siedzi na południu Polski…

Poseł Pięta jest bardzo aktywnym i kreatywnym parlamentarzystą.

Jest taki pomysł rozpatrywany czy nie?

Jeśli chodzi o zakończenie tego protestu, mamy nadzieję, że on wygaśnie, bo powiedzmy sobie uczciwe, te postulaty, z którymi przyszli protestujący do Sejmu, zostały skonsumowane przez dwie ustawy przyjęte w zeszłym tygodniu przez parlament.

Protest trwa już cztery tygodnie i nic nie wskazuje na to, żeby miał wygasać, chyba że macie dla nich jakieś nowe propozycje, ale rozumiem, że nie macie?

Propozycje zostaną przedstawione jutro, bo jutro jest 15, jak pan redaktor błyskotliwie zwrócił uwagę.

Z błyskotliwością stwierdzenia, jaki jest dzień miesiąca, bym nie przesadzał.

Przypomnę jedną z deklaracji premiera Mateusza Morawieckiego, który od początku angażował się w deeskalację i starał się wypracowywać rozwiązania wychodzące naprzeciw oczekiwaniom protestujących i w ogóle środowisku niepełnosprawnym, że do 15 rząd przedstawi propozycje, które poprawią sytuację niepełnosprawnych. Jutro po radzie ministrów odbędzie się konferencja prasowa, na której zostaną przedstawione szczegóły dotyczące podatku solidarnościowego, daniny solidarnościowej oraz konkretnych propozycji dla środowisk osób niepełnosprawnych.

Też to nieźle populistyczny pomysł.

Dlaczego?

Danina solidarnościowa…?

Pytanie jest proste. Jeśli ktoś zarabia miesięcznie 100 tys. zł, czy naprawdę oddając kilkaset złotych na to, żeby pomóc osobom najsłabszym w społeczeństwie, poniesie jakiś poważny uszczerbek? Nie sądzę.

Oczywiście, że nie. Tylko trzeba mieć odwagę powiedzenia, że trzeba podnieść podatki dla takich osób, a nie danina solidarnościowa. Bo sami protestujący mówią: „No nie, nie o to nam chodzi. Nie chcemy, żeby ktoś był w ten sposób karany”.

Rozumiem, wszyscy będziemy mówili, że w takim razie przecież nie o to chodzi, żeby jakiekolwiek zmieniać zasady podatkowe, najlepiej, żeby nie robić nic, wykopać bryłę, samorodek złota gdzieś w kopalni i przekazać.

Ale jak się mówi od trzech lat: „Mamy pieniądze, wystarczy nie kraść”…

Mamy pieniądze, a skąd się te pieniądze biorą? Te pieniądze biorą się z uszczelnienia podatku VAT, z systemu podatkowego.

„No to jak macie i wystarczy nie kraść, to dajcie” - mówią protestujący.

I te pieniądze, musi pan redaktor przyznać, że są transferowane w niespotykany dotychczas sposób na programy społeczne i solidarnościowe.

Tylko jedno pytanie: czy jeśli w Sejmie, a zbliża się wielkimi krokami zgromadzenie parlamentarne NATO, będzie wciąż protest, to ten protest będzie mógł być kontynuowany w tym czasie w Sejmie? Czy wtedy rzeczywiście rozwiązanie siłowe będzie nieuniknione?

Mam nadzieję, że do tego czasu ten protest zostanie zawieszony bądź wygaśnie, bądź zostanie zakończony. My podchodzimy z największą atencją do osób niepełnosprawnych i protestujących. Proszę zwrócić uwagę, że od początku te osoby mają zapewnione nie tylko wyżywienie, nie tylko warunki na tyle godziwe, na ile da się stworzyć w tej sytuacji, proponowano im też do wykorzystania hotel poselski, cały czas jest zabezpieczona opieka medyczna. My jako Kancelaria Premiera pokrywamy koszty opieki medycznej, karetki, etc., więc mam nadzieję, że ten protest się zakończy.

Pytanie jest inne. Zgromadzenie parlamentarne NATO a protest – może to iść w parze?

Nie znam uwarunkowań prawnych. Mam nadzieję, że protest do tego czasu zostanie zakończony.

To na koniec chciałem zadać poważne pytanie: jak rząd zamierza powstrzymać atak mający na celu wyłuskanie nas z NATO?

Atak mający na celu wyłuskanie nas z NATO?  Nie słyszałem o tej sprawie.

Szefowie PFN twierdzą: „Każdy widzi – taki atak został przypuszczony”.

A może pan garść szczegółów podać?

To jest fundacja, która podlega rządowi, jest nadzorowana przez rząd. Rozumiem, że pan powinien wiedzieć, kto przypuścił atak, który ma nas wyłuskać z NATO.

To jest fundacja, która jak każda organizacja pozarządowa – też rozmawialiśmy – jest nadzorowana...

Posługuje się pieniędzmi spółek Skarbu Państwa, jest nadzorowana przez ministra skarbu i ministra kultury, podlega zatem nadzorowi rządu. Jej szefowie dzisiaj w tygodniku „Sieci”...

Każda z fundacji jest nadzorowana przez jakieś ministerstwo, czy Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, czy MSZ, to nie jest fundacja rządowa. Bądźmy precyzyjni. Fundacja „Pomoc Polakom na Wschodzie” - to jest fundacja rządowa.

Powiedziałem: nadzorowana przez rząd.

Jest tak jak każdy inny NGO nadzorowana. Różni się tym od innych, że jest duża część środków na koncie tej fundacji pochodząca ze spółek Skarbu Państwa. Natomiast nie znam tej wypowiedzi, w moim przekonaniu nie ma tego rodzaju zagrożeń. Polska jest bardzo odpowiedzialnym i bardzo cenionym członkiem NATO. Wielokrotnie podkreślali to ludzie z szefostwa sojuszu, wielokrotnie podkreślał to Donald Trump, prezydent najmocniejszego członka NATO.

Pan Świrski widzi to zupełnie inaczej: „Każdy już chyba widzi, na Polskę został przypuszczony generalny atak dezinformacyjny mający na celu wyłuskanie Polski z NATO, bo to naprawdę o to tu chodzi”.

Nie znam tego tekstu. Chętnie go skomentuję po przeczytaniu.

Przekazuję panu tygodnik „Sieci”. Bardzo dziękuję. Michał Dworczyk.

Dziękuję bardzo.

Szef KPRM o reakcji premiera na słowa Jacka Żalka: Premier był zdumiony tym, co usłyszał

Premier był zdumiony tym, co usłyszał. Temat warto zamknąć – mówi szef Kancelarii Premiera, pytany w internetowej części programu o słowa Jacka Żalka nt. protestujących rodziców osób niepełnosprawnych. Zdaniem wiceszefa klubu PiS, protest ten to „reality show”, w którym dzieci są „zakładnikami”. Michał Dworczyk uważa, że ta i wcześniejsza wypowiedź Żalka są „głęboko niefortunne”.

Gość Radia ZET pytany o relacje z Komisją Europejską odpowiada, że nastąpił „bardzo duży postęp,  ale aby kompromis został zawarty, są pewne szczegóły do omówienia”. „Diabeł tkwi w szczegółach” – dodaje. Bardzo posunęliśmy się we wzajemnym zrozumieniu stanowisk, który się zbliżyły – uważa Dworczyk.

Marsz Wolności? „Ostatnie, co można powiedzieć o tym przedsięwzięciu to to, ze był to wielki sukces” – ocenia Michał Dworczyk. „Z tego, co widziałem w szerokiej gamie mediów, to wyglądało to na duży, ale wiec partyjny. Sukcesu frekwencyjnego raczej nie odnotowałem” – dodaje.

Gość Radia ZET odpowiada także na pytania m.in. o Polską Fundację Narodową i referendum ws. konstytucji.

RADIO ZET/MA

Oceń