Słuchaj
Mateusz Ptaszyński, Marcin Sońta
Aga Kołodziejska
Damian Michałowski, Ewelina Pacyna
Marcin Łukasik
Redakcja Radia ZET
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

Michał Olszewski: Będziemy się odwoływać w sprawie budowy pomnika ofiar smoleńskich na placu Piłsudskiego

18.02.2018 08:00
xxx zet

Będziemy się odwoływać w sprawie budowy pomnika ofiar smoleńskich na placu Piłsudskiego - mówi w Radiu ZET wiceprezydent Warszawy Michał Olszewski. W piątek wpłynęło odwołanie do ministra infrastruktury - zapewnił Olszewskii. Jeśli odwołanie nie zostanie przyjęte, to według Olszewskiego pozostaje walka w sądzie. Gość Joanny Komolki dodaje jednak, że jeszcze w tym tygodniu ratusz złoży kolejny wniosek o ponowne rozpatrzenie tej sprawy z uznaniem stołecznego ratusza jako strony. - Jeszcze nigdy administracja rządowa nie użyła takiej ścieżki specjalnej, żeby ingerować w kompetencje samorządu - dodaje Michał Olszewski. Na pytanie, czy w sprawie budowy pomników powinno odbyć się referendum wśród mieszkańców, Olszewski odpowiada, że "nie jest to głupi pomysł, ale w sprawie, która tak rozgrzewa, trzeba poczekać, by emocje opadły".

Joanna Komolka: Michał Olszewski, wiceprezydent Warszawy. Mamy świeżą informację zza oceanu. Donald Trump mianował Georgette Mosbacher, nową ambasador USA w Polsce. Oczywiście musi ją jeszcze zatwierdzić Senat. Pytam pana, jako wiceprezydenta Warszawy, no bo ambasador USA rezyduje w Warszawie i współpracuje również z miastem, na ile będzie to dobry, ważny sygnał dla Polski, dla Warszawy?

Michał Olszewski: Relacje z ambasadami są naturalną sprawą dla stołecznego samorządu i tak się akurat składa, że ja w Ratuszu za te relacje również odpowiadam. Na ostatnim spotkaniu z korpusem dyplomatycznym pani prezydent żegnała się z poprzednim ambasadorem, mieliśmy z nim dobre relacje. Teraz mamy kilka projektów, w których Amerykanie nam pomagają, np. w kwestiach związanych z jakością powietrza. Liczymy na to, że ta współpraca z ambasadą będzie się dalej rozwijała. Jako odpowiedzialny za kwestie gospodarcze, mając na uwadze doświadczenia nowej pani ambasador, liczę, że te kontakty gospodarcze też będą się rozwijały między warszawskimi firmami a USA.

Będą kontynuowane te, które zapoczątkował Paul Jones czy jego poprzednik?

Miejmy nadzieję. Ambasador sam narzuca linię współpracy. Niektórzy są bardziej w stronę kulturalnych rzeczy, inni - kwestii zdrowotnych, jak ostatnio właśnie ambasador Jones. Ostatnio mieliśmy dwóch ekspertów, którzy pomagali nam przy sprawach związanych z ochroną środowiska. Tutaj spodziewam się mocniejszego wahnięcia w stronę izby gospodarczej i współpracy z przedsiębiorcami. Ale to dla nas też dobrze. W ubiegłym roku mieliśmy dwie wizyty w Stanach, one zaowocowały kontaktami, więc mamy nadzieję, że nie tylko inwestorzy amerykańscy przyjadą do Warszawy, ale również warszawskie firmy będą szukały coraz bardziej aktywnie swoich rynków za oceanem.

Zobaczymy, czy Senat zaaprobuję te kandydaturę. Wróćmy teraz do spraw bieżących typowo polskich. Za dwa miesiące, 19 kweitnia, w 75. rocznicę powstania w getcie warszawskim zawyją syreny, prawda? Przynajmniej te miejskie.

Tak pani prezydent postanowiła. Pięć lat temu ta decyzja nie budziła wątpliwości, zarówno pani prezydent, jak i wojewoda mazowiecki podjęli decyzję, żeby...

Ale wtedy wojewoda mazowiecki był z innej opcji politycznej.

To prawda. I w tym wypadku decyzja pani prezydent nie mogła być inna. Na pewno nasz system alarmowy będzie dawał sygnał, na pewno podamy wcześniej termin i godzinę, po to żeby mieszkańcy wiedzieli, że to nie jest alarm, tylko upamiętnienie jednego z dwóch najważniejszych powstań w historii Warszawy. Powinniśmy o nim również przypominać warszawiakom, tak samo jak o powstaniu warszawskim. Jestem z pokolenia, które uczyło się historii w starych czasach, w których powstanie w getcie warszawskim to była rzecz, która była wymazywana z pamięci. Zresztą tak samo jak powstanie warszawskie, być może troszeczkę mniej. Ja o powstaniu getcie warszawskim dowiedziałem się dopiero pod koniec swojej edukacji w liceum, kiedy już miałem okazję uczyć się w wolnych czasach. Wiele jest takich osób, Polaków, którzy nie wiedzieli o tym, że przed powstaniem warszawskim było bardzo tragiczne dla Holokaustu powstanie w getcie warszawskim.

Miasto mówi tak: włączymy syreny, będziemy upamiętniać powstanie w getcie warszawskim. Wojewoda mazowiecki mówi: nie. Czy to nie jest tak, że państwo włączyli się w konflikt z wojewodą z innej opcji politycznej? Czy to nie zostanie tak odebrane?

Myśmy podejmując swoją decyzję, nie wiedzieli o reakcji wojewody, i ta decyzja była dość jednoznaczna, dlatego że pięć lat temu zrobiliśmy tak samo. To jest raczej wyraz konsekwencji w działaniu.

Patrząc na reakcję szefa MSWiA Joachima Brudzińskiego, który zmienia decyzję wojewody, nie wyklucza - w jaki sposób to się wpisuje w relacje polsko-izraelskie? Czy włączenie tych syren nie spowodowałoby, że te relacje zostałyby wyciszone, na czym, tak jak mówi rząd, w tej chwili mu zależy?

Ja się trochę dziwię jako mieszkaniec czy politolog z wykształcenia. Dyplomacja jest polityką gestów. Mam wrażenie, że druga strona tego nie rozumie - mówię o rządzącej partii - używając często niefrasobliwych sformułowań, jak to pan premier wczoraj, tych haseł, którymi obrzuca innych europosłów europoseł Czarnecki. Te gesty tak samo można robić pozytywnie. W tym wypadku to jest taka stracona szansa. Można było zrobić to z honorem i po prostu włączyć te syreny i nie tłumaczyć się głupio, że 1 sierpnia się je włącza w celach technicznych. To już jest w ogóle, nie chcę mówić ostro, ale trochę taka potwarz dla warszawiaków. No bo się nagle okazuje, że wojewoda 1 sierpnia ich nie włącza po to, żeby upamiętnić powstanie, tylko robi przegląd, czy wszystkie działają. Mnie nigdy nie przyszło do głowy, żeby dać tego typu argumentację dla włączania czy niewłączania syren dla tak ważnej chwili dla warszawiaków.

Będzie gest dobrej woli ze strony miasta w związku z dwoma pomnikami? Mowa o dwóch pomnikach, które mają stanąć na pl. Piłsudskiego. Myślę o pomnikach dotyczących katastrofy smoleńskiej, bo jeden ma upamiętnić ofiary wszystkie, drugi - prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Do gestów dobrej woli trzeba dochować procedur i zasad demokracji. Największą osią sporu z naszej strony jest to, że łamie się prawa rady miasta do podejmowania decyzji w tej sprawie. To jest wyłączna kompetencja rady miasta, w każdym mieście. Rada miasta na podstawie art. 18 podejmuje decyzja i tylko ona ma prawo decydować, gdzie wznoszony jest pomnik, nawet nie prezydent, a niektórzy mówią o uporze pani Gronkiewicz-Waltz - nie, to rada miasta. W tej radzie miasta jest 20 radnych z PiS.

Ale większość radnych jest z PO.

Tak, tylko ci radni z PiS nigdy nie złożyli nawet wniosku o to, żeby ta lokalizacja się znalazła w tym czy innym miejscu. To dopiero na wniosek radnych PO 9 kwietnia została wskazana ta lokalizacja w innym miejscu.

O to też pytają rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej: skąd ten upór? Dlaczego nie można było - przez osiem lat za chwilę - postawić jednego, dwóch pomników w miejscu godnym, w samym Śródmieściu Warszawy?

Tak dokładnie było, że z grupą rodzin, którą wówczas patronował prezydent Komorowski, 9 kwietnia rada miasta na podstawie tych rozmów wskazała lokalizację, na którą te rodziny przystały. Potem się zaczęła dyskusja o tym, dlaczego ta lokalizacja jest zła.

A dlaczego nie Krakowskie Przedmieście?

Tutaj pani prezydent zwracała uwagę na to, że Krakowskie Przedmieście jest pomnikiem historii, jest pewną skończoną całością i nie powinno się ingerować w tę przestrzeń nowymi elementami zabudowy.

Ale nowe elementy zabudowy pojawią się w tej chwili na pl. Piłsudskiego. Bo wiele na to wskazuje, że pojawią się.

Tak, ale od razu powiedzmy, w jaki sposób: gwałtem na przepisach i na kompetencjach rady miasta, które są stworzone po to, żeby dać mieszkańcom Warszawy możliwość dyskutowania o kluczowych elementach tej miejskiej przestrzeni. Dla mnie jest to kompletnie niezrozumiałe, dlaczego gdzieś tam w zaciszu gabinetu, a nie chociażby na radzie miasta tego typu decyzje nie mogłyby zapaść. Decyzja o budowie pomnika zapadła w cztery dni, bez żadnej dyskusji, bez żadnego poddawania go pod krytykę, czy to ma być to miejsce, czy inne. Jeśli tego typu uchwały trafiają do rady miasta, nad nimi często toczą się miesięczne dyskusje, dlaczego to jest ta lokalizacja, a nie inna.

Państwo mówią: pl. Piłsudskiego absolutnie nie?

Nigdy nie powiedziałem, że absolutnie nie. Pl. Piłsudskiego jest miejscem, które ma swoją określoną funkcję. Rada Architektury, która pracuje przy prezydencie miasta, z którą my konsultujemy lokalizacje pomników, zwraca nam bardzo mocno uwagę na to, że pomniki są kwestią bardzo wrażliwą i trzeba je stawiać w takim miejscu, w którym jest jakaś kotwica. Powiem wprost - na Al. Ujazdowskich upamiętniamy tylko ojców niepodległości: tam jest Witos, tam jest Piłsudski, tam jest Dmowski, tam stanie Korfanty, tam powinien stanąć również Daszyński, tam, mam nadzieję, stanie również pomnik Bitwy Warszawskiej. To jest pewna całość. Na Krakowskim Przedmieściu mamy tylko i wyłącznie pomniki związane z osobami, które miały bardzo duży wpływ na polską kulturę: jest Mickiewicz, Kopernik, Prus. Dla pl. Piłsudskiego nigdy nie powiedziano, jakie tam pomniki powinny stanąć.

Ale to nie jest tak, że na 100% nie?

Jest jedna okoliczność bardzo negatywna i ona na pewno będzie wypływała w trakcie dyskusji po tym, jak ten pomnik stanie: na pl. Piłsudskiego powstał tzw. pomnik lojalistów. Pl. Piłsudskiego jest miejscem trochę historycznie pomazanym, w tym znaczeniu, że pomnik lojalistów został postawiony po powstaniu listopadowym na złość warszawiaków, żeby upamiętnić tych, którzy byli lojalni dla cara. To się wbija w historyczną dyskusję o tym pomniku i robi się to na siłę. Moim zdaniem to będzie z krzywdą dla tego upamiętnienia.

Będą państwo próbowali zareagować na te decyzje ze strony wojewody i ministra Adamczyka?

Dziś jesteśmy zdeterminowani, żeby bronić rady miasta, do czego jesteśmy zobowiązani.

W jaki sposób?

W piątek wpłynęło odwołanie do ministra infrastruktury. Znaczy ono idzie przez wojewodę, ale wpłynęło odwołanie. Tak naprawdę jeszcze tego nie komunikowaliśmy, tak że na antenie Radia ZET mówimy o tym po raz pierwszy. To odwołanie powołuje się właśnie na naruszenie naszych praw jako samorządu, który reprezentuje mieszkańców w kwestiach związanych chociażby z pozwoleniami na budowę wydawanymi przez inne organy.

A jeżeli wojewoda lub minister tego odwołania nie uzna, pozostaje walka w sądzie?

Tak. Natomiast my nie ukrywamy, że w tym tygodniu składamy kolejny wniosek o ponowne rozpatrzenie tej sprawy z uznaniem stołecznego Ratusza jako strony. Pracujemy nad innymi ścieżkami walki o to, żeby bronić kompetencji samorządu lokalnego. Bo sprawa, która dotyczy pl. Piłsudskiego jest precedensem w skali kraju. Jeszcze nigdy administracja rządowa nie użyła ścieżki specjalnej, żeby ingerować w kompetencje samorządu.

Ale myśli pan, że nie obróci się to przeciwko m. st. Warszawy, że warszawiacy powiedzą: "To jest walka polityczna. Może trzeba rzeczywiście te pomniki postawić, dojść do kompromisu, usiąść przy jednym stole i to zrobić po prostu"?

Jak stanął po ośmiu miesiącach pomnik - bo to nie jest prawdą, że pomnika nie ma - był on ewidentnie kontestowany przez drugą stronę. Jak stołeczna rada miasta wskazała lokalizację pomnika, ona była również kontestowana i radni PiS nie głosowali za tą lokalizacją. Jest trochę tak, że ktoś inny trochę wpisuje się w tę politykę, bo po stronie Ratusza zawsze była wola, żeby o tym rozmawiać. Natomiast druga strona zawsze próbuje pokazywać, że i tak postawi na swoim.

Więc tutaj chyba porozumienia nie będzie. Jeszcze jedno pytanie o wybory samorządowe: co pana zdaniem może bardziej zaboleć Rafała Trzaskowskiego - przegrana ze Stanisławem Karczewskim czy z Patrykiem Jakim?

Trzeba by zapytać pana Rafała Trzaskowskiego. Ja go znam, to jest osoba bardzo dynamiczna i tak naprawdę to jest zupełnie inny charakter niż ta dwójka kandydatów z drugiej strony.

Byłby pan z którymś z tych kandydatów w stanie współpracować?

 Z kandydatem Jakim lub kandydatem Karczewskim czy byłbym w stanie współpracować?

Tak.

Nie sądzę, żebym w ogóle otrzymał taką propozycję.

Dziękuję bardzo.

Gość Radia ZET. Część internetowa: 

Przypomnę, że gościem Radia ZET jest wiceprezydent Warszawy Michał Olszewski. Pytanie jeszcze bardzo konkretne. Czy będzie referendum? Bo o tym mówił między innymi kandydat Trzaskowski wspomniany przed chwilą. Referendum w sprawie lokalizacji czy też w ogóle budowy pomników na placu Piłsudskiego. Pana zdaniem to jest realne do przeprowadzenia i rzeczywiście może odnieść jakiś skutek? Skoro nie uda się, a pewnie nie uda się porozumieć pomiędzy miastem stołecznym a wojewodą, a ministerstwem, a rządem.

Muszę zastrzec, że to jest tak, że to rada decyduje o tym, czy jest referendum, czy nie. Nie wpłynął wniosek.

Czy to jest rozwiązanie pana zdaniem?

Ja uważam, że to nie jest głupie rozwiązanie. Nie wyobrażałbym sobie, gdyby referendum stołeczny Ratusz rozpisywał w sprawie pomnika Norwida, którego też nie ma w Warszawie, czy pomnika, tak jak powiedziałem, Daszyńskiego, którego też jeszcze nie ma w Warszawie, czy na przykład Andersa, którego też jeszcze nie upamiętniono w Warszawie. Ale w sprawie, która tak mocno rozgrzewa, moim zdaniem albo by trzeba było poczekać, aby emocje opadły...

Ale tutaj chyba nie będzie nikt czekał, dlatego, że przynajmniej jeden pomnik, czy przynajmniej cokół, zobaczymy, co się uda, ma stanąć 10 kwietnia, a więc za dwa miesiące.

No tak, tylko że mimo wszystko bardzo wiele innych pomników czeka o wiele dłużej na upamiętnienie i umówmy się, to nie jest żadna ujma ani wartościowanie dla postaci czy dla wydarzenia.

Ale jest 8 lat po katastrofie.

5 lat po katastrofie wskazano miejsce, 8 miesięcy po katastrofie wybudowano pomnik. Ja też przypomnę – ja wiem, że to jest znowu też kwestia wartościowania – mieliśmy w Warszawie potężną katastrofę lotniczą w Lesie Kabackim. Ona nigdy nie została upamiętniona w miejskiej przestrzeni. Nikt nigdy nie traktuje tego jako jakąś ujmę dla honoru. Być może to upamiętnienie powinno się niedługo znaleźć. Ale wracając do tematu, moim zdaniem referendum byłoby pewną próbą wydyskutowania, czy ten pomnik powinien być. Myśmy zapytali warszawiaków w październiku, czy wyobrażają sobie pomniki na placu Piłsudskiego. 70% uznało, że nie. Więc trochę to jest tak, że jeśli się chce rozmawiać o pomnikach, szukając porozumienia, to się powinno rozmawiać z tymi mieszkańcami, którzy potem wybierają władze lokalne, które reprezentują ich zdanie. To nie jest przypadek, że po stronie rady jest zawsze próba wyjścia z sytuacji i pokazywania rozwiązania. Te 70% warszawiaków w tym badaniu pokazało, że nie wyobraża sobie, żeby pomnik powstał tym miejscu.

Jednak prace na placu Piłsudskiego właściwie już trwają.

No tak, ale ja zawsze pytam w ten sposób: jest strona formalna, naszym zdaniem to jest naginanie przepisów, o ile nie ich przekraczanie, i jest strona polityczna. Ja zakładam, że ktoś tych polityków będzie rozliczał, chociażby jesienią tego roku.

Przeczytał pan może projekt ustawy reprywatyzacyjnej autorstwa wiceministra Patryka Jakiego? Ten, który wylądował ostatnio w zamrażarce. Bo państwo głośno jako miasto podnoszą, że duża ustawa reprywatyzacyjna musi zostać uchwalona. Ten projekt był dobry?

Zawierał swoje słabości, jak każdy projekt ustawy. Ja się w kwestiach reprywatyzacyjnych zawsze zajmowałem szukaniem rozwiązań, w jaki sposób pomagać lokatorom z kamienic, które były reprywatyzowane. Dzięki naszym rozwiązaniom udało się pomóc trzem i pół tysiącom rodzin, z czterech tysięcy trzystu, które były zwrócone w kadencji pani prezydent. Kilkaset spraw jest w poczekalni i będzie jeszcze w tym roku zrealizowanych. To, co jest najbardziej bolesne w tym procesie, to to, że my cały czas dzisiaj pracujemy na przepisach z roku 1947. Ten przepis nigdy nie był uchylony. To, o co myśmy walczyli w roku i 2008, i 2010, i 2012, to żeby przede wszystkim uchylić przepis, na podstawie którego każdy może się zgłosić i żądać swoich praw, których gwarantem był dekret Bieruta.

Uchwalenie tej ustawy w wersji przygotowanej przez wiceministra Patryka Jakiego to byłby krok do przodu?

Jeśliby chociaż uchylił tamten przepis. Szkopuł polega na tym, że jak się wchodzi w szczegóły, to trzeba pamiętać o tym...

Są wątpliwości konstytucyjne.

To raz. Jeśli ktoś komuś odbierze prawo, które nadawała mu ustawa z 1947, to musi mu dać mu jakąś rekompensatę i zadośćuczynienie. A jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Myśmy zwracali uwagę na to, że przepis, który był uchylony przez prezydenta Kwaśniewskiego, przypomnę, wetem w 2001 r. To był przepis, który wskazywał konkretne źródło finansowania – Fundusz Reprywatyzacji, tylko ten fundusz w międzyczasie już się skurczył. Teraz trudno go wskazywać jako źródło rekompensaty.

Brakuje pieniędzy. Ale sam pan by się podpisał pod tą ustawą, gdyby doszło do tego, że w takiej formie ona ma przejść, czy uchylić te przepisy, o których pan mówi? Pan by ją poparł?

Byłem tą osobą, która na słynnej radzie miasta 1 września 2016 roku, która miała prezentację, pokazywała dokładnie, jak wyglądają szczegóły realizacji spraw lokatorskich i to było moje pierwsze zdanie – tutaj nie pomoże żadna komisja. Zresztą komisją jeszcze nikomu nie pomogła, żaden lokator nie uzyskał pomocy od pana ministra Jakiego. Tutaj potrzeba ustawy. Tego typu choroby nie leczy się plastrami.

Prezydent podpisał nowelizację ustawy o komisji weryfikacyjnej, która daje jej znacznie szersze uprawnienia. Wyobraża pan sobie, że Hanna Gronkiewicz-Waltz zostanie doprowadzona na przesłuchanie, bo taką możliwość będą teraz mieli członkowie komisji?

Mieliśmy już doprowadzenie w walentynki ostatnio, więc jestem sobie w stanie z tymi politykami wyobrazić wiele scenariuszy. Ale ciężko mi jest odpowiadać, w jakim trybie będzie wzywana i czy w stanie...

Wezwana będzie, bo to już członkowie komisji zapowiadają. Ale stawiać się nie będzie, rozumiem, bo tutaj nie zmieniła zdania?

Ciężko mi jest odpowiedzieć. Nie odpowiem na to pytanie, przepraszam.

Panie prezydencie, pytanie od naszego słuchacza: czy państwo jako urzędnicy m. st. Warszawy są w stanie spojrzeć tym lokatorom reprywatyzowanych mieszkań, kamienic z czystym sumieniem?

Tak.

Czy można było zrobić więcej, czy można było podjąć więcej kontroli pewnych dokumentów, pewnych urzędników?

Ja zajmowałem się w stołecznym Ratuszu od 2011 r. tą sprawą, która dotyczyła właśnie ratowania lokatorom z trudnych sytuacji życiowych. Zresztą to robię do dzisiaj. Ja tym lokatorom, którym pomogliśmy, a jest to 3,5 tys. rodzin, jestem w stanie spojrzeć w oczy. Zresztą oni często do mnie przychodzą. Miałem mnóstwo takich wizyt, w których myśmy pomagali, szukając specjalnych rozwiązań. Na koniec dnia najważniejsze z naszej strony było to, żeby tym ludziom udzielić pomocy. Poprawialiśmy przepisy w taki sposób też, żeby tej grupie dawać pierwszeństwo, dawać mieszkania przy kryteriach, które są bardziej zliberalizowane.

Kiedy słucha pan zeznań osób przed komisją weryfikacyjną, które z płaczem mówią o tym, co ich spotkało?

To są rodziny, które często same podejmowały heroiczną walkę. Nie chciały pomocy miasta, żeby przenieść się do innej kamienicy, bo uważały, że chcą walczyć o tę konkretną kamienicę i o swój lokal. W tamtych warunkach myśmy każdemu proponowali możliwość wyjścia z tej kamienicy i zaproponowanie innego rozwiązania. Jestem w stanie zrozumieć przywiązanie do mieszkania.

To są sytuacje trudne i bolesne. Ale tak jak powiedziałem, mieliśmy też przypadki, mieliśmy ich o wiele więcej – na 4,5 tys. rodzin, które były objęte procesem zwrotu kamienic za czasów pani prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz, 3,5 tys. otrzymało od nas pomoc. Zwróćmy uwagę, to jest większość tych przypadków, w których szukaliśmy.

Ale sporo ma pretensje do państwa też.

Prawdopodobnie ma pretensje nawet nie tylko do nas. Kiedyś zapytałem zagranicznego burmistrza, czy to jest rzeczywiście tak, że prezydent jest osobą, do której się zwraca wszystkie żale. Powiedział, że absolutnie tak. My otrzymujemy żale o wszystkie problemy, które… Czasami ludziom szkodzi państwo. W tym wypadku państwo nie zadziałało. Nie przygotowano przepisów takich, które spowodowałyby to, żeby ten dekret przestał działać od roku '47.

Państwo nie mają nic do zarzucenia sobie w tej kwestii?

Uważam, że zrobiliśmy wszystko, żeby w tych warunkach, w których działaliśmy, dać możliwość ratowania osób, bo ludzie są najważniejsi. To, że w tym procesie znajdowali się oszuści czy osoby, które naciągały przepisy prawa – od tego nie jest prezydent miasta, żeby ich ścigać.

Można było może bardziej kontrolować.

Myśmy wiele przypadków zgłaszali do prokuratury czy też powiadamiali, że są sytuacje, które są podejrzane. Sądy często widząc przypadki, że ktoś nabywał roszczenia za 500 zł, ustanawiały kuratorów. Ja przyjmuję to, że można mieć żal do prezydenta o bardzo wiele spraw, natomiast nie zawsze prezydent miasta jest w stanie wszystkim tym żalom przeciwdziałać czy coś z nimi zrobić.

A dobrze się panu oddycha w Warszawie? Mówię oczywiście o smogu.

Coraz lepiej.

Kiedy miasto zlikwiduje prawie dwa tysiące tzw. kopciuchów, czyli tych pieców ogrzewanych nie najlepiej?

W 2007 roku podjęliśmy decyzję o tym, że będziemy likwidowali nasze miejskie systemy ciepłownicze. Wyeliminowaliśmy 10 tysięcy, zostało nam 1500, więc jak widać, jesteśmy już na finiszu. I te 1500 zniknie w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy. Poinformowaliśmy wszystkie dzielnice m. st. Warszawy, że jak tylko zwrócą się do nas z prośbą o tego typu finansowanie, to je otrzymają. W dzielnicach, w których mamy największy problem, z nimi współpracujemy najbliżej.

Czyli Praga, Wawer?

Wawer. Bo Praga ma problem stosunkowo mniejszy niż takie dzielnice jak Wawer czy Włochy. Pracujemy z dzielnicami indywidualnie. I tylko w dzielnicy Wawer kilkaset tego typu sytuacji zostało wyeliminowanych.

Kiedy by miał pan powiedzieć mieszkańcom Wawra czy też Warszawy, kiedy będą mogli wyjść na zewnątrz w okresie jesienno-zimowym i kiedy będzie im się lepiej oddychało, nie będzie czuć tego smogu?

To jest pytanie, na które odpowiedź jest niejednoznaczna. Jeśli pani redaktor zapyta, kiedy my wyeliminujemy źródła emisji, które są miejskimi źródłami, no to tak jak powiedziałem, jest to kwestia tego roku, przyszłego. Natomiast pamiętajmy o tym, że miejskie systemy ciepłownicze to jednak jest pewien procent lokali wszystkich, które są na terenie Warszawy. Zachęcamy warszawiaków: do końca marca można się zgłaszać po dotację na wymianę pieców na systemy ekologiczne.

Jak duża jest to dotacja?

Jest to dotacja wielkości 7500 zł. Lub 15 tys., jeśli ktoś się przyłącza do sieci ciepłowniczej.

Jest to jeden z wyższych poziomów dotacji w skali kraju. Jeśli ktoś się zgłosi, dostaje jeszcze pomoc społeczną, jeśli spełnia kryteria, na pokrycie kosztów różnicy w paliwie. Natomiast jeśli mówimy o jakości powietrza, to myśmy sobie założyli w planie, który jest przyjęty przez radę w grudniu 2015 r., czyli o wiele wcześniej, niż wybuchła dyskusja o jakości powietrza w Polsce, przyjęliśmy plan, że Warszawa będzie spełniała normy w roku 2020 i pod ten termin mamy podyktowany cały program działania.

Mamy za parę miesięcy jesień 2018 roku, wybory samorządowe. Wszystko będzie zgodnie z oczekiwaniami czy to będzie raczej taki eksperyment, o czym ostrzegają m.in. PKW, Krajowe Biuro Wyborcze, które mówi, że nie będzie pieniędzy, że nie wiadomo, jak będzie z transmisją z lokali wyborczych, może na stronie miasta będzie pogląd? Państwo prowadzą jakieś rozmowy, mają państwo obawy, że coś może jednak się nie udać? Przeprowadzenie wyborów samorządowych pod tym nowym prawem?

To może być bardzo bolesny eksperyment. My już dzisiaj szacujemy, że będzie on kosztował nas na pewno o wiele więcej,przeprowadzenie tych wyborów będzie nas kosztowało o wiele więcej niż każde poprzednie wybory.

O ile więcej?

Dzisiaj możemy tylko powiedzieć, że szacujemy, że będzie dwa razy więcej członków komisji wyborczej niezbędnych. W Warszawie to idzie w tysiące zaangażowanych osób. Tak naprawdę każdej osobie trzeba będzie zapewnić dietę, warunki, również lokal musi być odpowiednio dostosowany. Jest wymóg dotyczący infrastruktury, który jest postawiony w ustawie. Przyznam się szczerze, że mamy mnóstwo znaków zapytania, na które nie mamy odpowiedzi. PKW już raz robiło eksperyment. Pamiętamy, co się wtedy działo. Ta sytuacja, którą mamy dzisiaj, to eksperyment idący trzy razy dalej niż wymiana systemu informatycznego. Ja nigdy nie byłem bezpośrednio zaangażowany w wyboru, u nas zawsze tę sprawę prowadził sekretarz miasta. Natomiast tak jak rozmawiamy gdzieś tam wewnętrznie, to jesteśmy trochę przerażeni. Bo mamy bardzo niewielki okres czasu, żeby przygotować się do tych zmian. Wiadomo, prezydent miasta jest odpowiedzialny za organizację wyborów od strony organizacyjnej. Na pewno będzie bardzo trudno.

A pan się przygotowuje do tych wyborów, będzie pan startował?

Nie, ja nie startuję, ja nie jestem politykiem, mam karierę urzędniczą, skończyłem 20 lat dokładnie w październiku, kiedy zacząłem pracę w administracji.

Chce pan zostać w Ratuszu po wyborach?

To zależy…

To zależy, kto zostanie prezydentem?

To zależy, czy dostanę w ogóle taką ofertę. Ja pracuję dla Hanny Gronkiewicz-Waltz, to ona mnie wybrała na wiceprezydenta, ja jestem wobec niej lojalnym pracownikiem i do końca kadencji mam do skończenia bardzo wiele projektów, które chce uruchomić, chociażby zabudowa pl. Defilad czy projekt związany z zazielenianiem miasta, czy projekt mieszkań komunalnych dla warszawiaków.

Jak dostanie pan propozycję od Rafała Trzaskowskiego, albo może od Patryka Jakiego, to może pan skorzysta?

Każdemu jest żal zostawiać projekty, które się realizuje, więc oczywiście bardzo mocno bym rozważał propozycje pozostania na swoim stanowisku w następnej kadencji. To jest zawsze zaszczyt pracować na takim stanowisku i pracować dla warszawiaków.

Dziękuję bardzo.

RadioZET.pl/DG 

Oceń