Olgierd Łukaszewicz o starcie do PE: mój start z list Koalicji Europejskiej zablokował Grzegorz Schetyna

28.03.2019 06:39

W sobotę dowiedziałem się, że nie mogę kandydować z listy Nowoczesnej i raptem w niedzielę jest telefon od pani Nowickiej. Nie zastanawiałem się długo - tak Olgierd Łukaszewicz tłumaczy w Radiu ZET swój start do PE z listy partii Wiosna Roberta Biedronia. Czy start znanego aktora z listy Koalicji Europejskiej został zablokowany przez Grzegorza Schetynę? - Tak zostało mi to przekazane - przyznaje w rozmowie z Beatą Lubecką. 

Beata Lubecka: Dzisiaj gość nietypowy: Olgierd Łukaszewicz, aktor którego zapewne nie trzeba państwu specjalnie przedstawiać. A teraz z ambicjami, żeby dostać się do PE z ramienia partii Wiosna. Zdziwiłam się, szczerze mówiąc, jak usłyszałam, że pan startuje z listy Biedronia, ale potem przypomniałam sobie, że pan założył taką fundację „My, obywatele Unii Europejskiej”, i tam w preambule można przeczytać: „Pod znakiem zapytania stanęła przyszłość Unii Europejskiej. Zaczyna być kwestionowane nasze w niej miejsce. Wymaga to przeciwdziałania. Wymaga też tego żywotny interes Polski, wymaga tego żywotny interes Europy”. Więc mnie to nie dziwi.

Olgierd Łukaszewicz: I daję temu świadectwo, temu poglądowi, jeżdżąc po Polsce. Byłem już w 64 miastach, miasteczkach i wsiach. Spotykam się z różnymi stowarzyszeniami, komitetami...

I daje pan odpór takiej antyunijnej propagandzie?

Tak.

A jest pan skuteczny?

Myślę, że jestem skuteczny dodawaniu otuchy tym wszystkim, którzy się czują osaczeni w swoich miastach, miasteczkach, mówią: „Tutaj zwycięża PiS, niech pan przyjeżdża”. Ja mówię: „To spróbujcie, żeby ten PiS był obecny, żeby z nim można było porozmawiać”. Niestety PiS unika tych rozmów, a czasami starsze panie, kiedy ja już zaczynam dyskutować z dzisiejszą rzeczywistością, po cichutku wychodzą. Ja mówię: „Proszę nie wychodzić. Porozmawiajmy”.

Ale dlaczego partia Biedronia? Nawiązuję też do tego, że w 2005 roku był pan w komitecie honorowym, który wspierał ówczesnego kandydata na prezydenta Lecha Kaczyńskiego. No to Robert Biedroń i Lech Kaczyński to są antypody ideologiczne.

Przede wszystkim byłem prezesem Związku Artystów Scen Polskich. Lech Kaczyński jako prezydent Warszawy pomagał kulturze, wierzył w teatry. Ba, pielęgnował…

I wtedy pan uwierzył w Lecha Kaczyńskiego?

Tak, ale poza tym były mi bliskie wszystkie te odniesienia do tradycji, historii, Polacy kochają XIX wiek, Polacy kochają powstanie warszawskie, itd. Niepotrzebnie to dostało odsunięte przez tych właśnie osiem lat z pola widzenia. I podoba mi się to u Biedronia, że mają i Kościuszkę, i dąbrowszczaków, odnoszą się do tradycji. Ja chciałbym im wnieść Jastrzębowskiego i jego konstytucję dla Europy z XIX wieku.

Ale czym osobiście przekonał Robert Biedroń pana? Dlaczego dla pana jest wiarygodnym liderem,? Nie dla wszystkich jest.

Przekonał mnie odwagą, świeżością sformułowań i widzeniem rzeczy takimi, jakie one są. Ja w moim wieku mam dosyć zagadki życia, która ucieka w transcendencję, która ucieka w cud, tajemnicę życia, a człowiek boi się spojrzeć do tego, co ma, za przeproszeniem, w majtkach. Więc mówmy o człowieku takim, jakim go przyroda stworzyła, jaką on jest dla nas zagadką, mimo że jest właśnie tylko no jakimś tam...

Czyli rozumiem, że pan podpisuje się pod takim programem np. piątka dla środowisk LGBT? Małżeństwa dla par homoseksualnych?

Uwaga, teraz musimy w tej rozmowie rozdzielić dwie moje pozycje. Sprawa mniejszości seksualnej, jeżeli odnosimy się do wartości, które pielęgnuje UE w artykule 2, to oczywiście ja chylę czoło przed tą zagadką LGBT i z wrażliwością podchodzę do tych ludzi. Znałem wielu, i przez tyle lat w swoim środowisku widziałem, i czas to odczarować. No przepraszam, kiedyś jak się pokazała reklama w telewizji z podpaską, raptem mężczyzna zauważył, że kobieta jest człowiekiem i że nie jest nieczysta. My naprawdę dojrzewamy powoli, jesteśmy w takim… No, 100 lat praw kobieta.

Tak, od 1918 roku – praw wyborczych.

I Biedroń i ludzie wokół niego mają odwagę spojrzeć na człowieka takim, jakim on jest.

A czy to prawda, że miał pan pierwotnie startować z listy Koalicji Europejskiej z listy Nowoczesnej?

Tak, Nowoczesna się zwróciła do mnie i w ostatniej chwili...

I co się stało? Grzegorz Schetyna zablokował pański start?

Tak zostało mi to przekazane.

A dlaczego tak się stało? Pan wie?

Nie dociekam.

To może być w takim razie jakiś rewanż, nie chcę powiedzieć: zemsta, za to, że pan wsparł w kampanii samorządowej Jacka Wojciechowicza, kandydata na prezydenta Warszawy, byłego członka PO i jednocześnie Rafała Trzaskowskiego?

Taki argument był także mi przedstawiony.

To wróćmy do Roberta Biedronia. Nie ma pan za złe Robertowi Biedroniowi tych słów: „Myślałem, że dinozaury wyginęły, Parlament Europejski to nie jest dom spokojnej starości. Leśne dziadki na płatnych wczasach – mówię: nie. Skończmy z dziadostwem w polskiej polityce”? Pan jest rocznik ‘46. Nie dotykają pana takie słowa?

W pierwszym momencie mnie dotknęły, pożałowałem, bo jednak doświadczenie jest pewną wartością, która przyda się w dialogu pokoleń. Więc to, że ja tu jestem jest świadectwem zupełnie innego rozumienia tych słów przez samego Biedronia.

Ale dotknęły pana na początku? Ale rozmawiał pan z Robertem Biedroniem osobiście: „Nie powinien był pan w taki sposób się komunikować ze społeczeństwem, nie powinien pan wygłaszać takich opinii”?

Ja znalazłem się w obrębie kandydatur do PE z partii Wiosna na propozycję pani marszałek Wandy Nowickiej, z którą wspólnie kiedyś walczyliśmy o prawo do 500 zł dla najstarszej matki w Polsce.

Aktorka, która urodziła bliźniaki. I długo się pan zastanawiał?

Nie, w sobotę się dowiedziałem, że nie mogę kandydować z listy Nowoczesnej i raptem jest telefon od pani Nowickiej w niedzielę. Nie zastanawiałem się długo. Ja chcę się przyczynić po prostu konsekwentnie do tych swoich podróży obywatela UE, do walki z antyeuropejskim klimatem, który wzbudził PiS.

A co by pan chciał osiągnąć w PE? Nie ma pan doświadczenia w polityce, żadnego.

Przede wszystkim zaproponowałbym UE, żeby zaprzestała tego dystansu do samej siebie, bierności do samej siebie. Czas stworzyć narzędzie prawne, instytucjonalne do promowania samej idei UE. Przychodzą nowe pokolenia i już nie rozumieją tego, dlaczego ta UE powstała. Samego wnuka poprosiłem, żeby mi pokazał, czego się uczy o UE.

I czego się uczy?

To jest o instytucjach tam na dwóch, trzech kartach, jest w porządku. Ale mówię: „A czy was uczą, dlaczego ona powstała i po diabła ona w ogóle jest?”. Więc tego niestety nie uczą. UE musi zacząć siebie bronić. Nie tylko słowami Junckera, który mówi, że nie ma co napychać kieszeni eurosceptykom, ale wrócić do samej idei, dlaczego trzeba spojrzeć na Europę jako całość. I te przecież myśli nie są nowe, w całej historii one się powtarzały. Więc no, do walki, ja staję do walki o Unię i namawiam Unię, żeby przestała… Np. są takie placówki Europe Direct w Polsce. No ale ja tam idę, to oni tam mają jakby sklepik: z masłem, z cukrem, może ktoś przyjdzie, może ktoś kupi. Zaraz, zaraz, spierałem się często z przedstawicielami: „Dlaczego nie agitujecie, w tym momencie?”. „A, bo to polityka”. Ale Unia jest projektem politycznym, wynika z naszej woli ten cały pomysł, znaczy tych, którzy to zaprojektowali.

A jeśli pan się nie dostanie do PE? No bo to jest 10. miejsce, w dodatku jeszcze okręg pomorsko-kujawski, pan jest tam spadochroniarzem, jak to się mówi w polityce. Jeśli pan się nie dostanie, to co wtedy?

To jest zaszczytne 10. miejsce przede wszystkim, to jest miejsce, które kieruje fokus uwagi na moją inicjatywę „My, Obywatele Unii Europejskiej”.

Czyli liczy pan na sukces?

Wszystko jest od razu sukcesem. Jeżeli jestem oficjalnym kandydatem, już w tym momencie jestem w grze i kamery, nasza rozmowa itd., dziennikarze zainteresują się: „A cóż to Łukaszewicz i profesor Kuźniar, i prof. Wieruszewski, prof. Wyrzykowski, cóż to oni sobie wymyślili, twierdząc, że trzeba uświadamiać Polaków, że są obywatelami Unii Europejskiej?”. Właśnie wyszła książka: „Jestem obywatelem Unii Europejskiej”.

I tutaj stawiamy wielokropek. Olgierd Łukaszewicz, kandydat na europosła z ramienia partii Wiosna. To tyle w części radiowej, ale jesteśmy cały czas na Facebooku i na RadioZET.pl, zapraszam.

***

W internetowej części rozmowy Olgierd Łukaszewicz komentuje unijną dyrektywę o prawach autorskich uchwaloną przez Parlament Europejski. – To koniec z żerowaniem na cudzej pracy – mówi aktor i kandydat partii Wiosna do europarlamentu. Przyznaje, że jako europoseł zagłosowałby za taką dyrektywą. – Ja byłem prezesem Związku Artystów Scen Polskich, który zrzesza artystów mających prawo do swoich wykonań. Z tego punktu widzenia opowiadam się za chronieniem ich praw – uzasadnia w rozmowie z Beatą Lubecką.

Olgierd Łukaszewicz sugeruje, że na opinie niektórych ekspertów wyrażających niepokój dyrektywą należy patrzeć z dystansem.

- Nie znam szczegółowych rozwiązań, więc nie podejmuję się dyskusji z ekspertami. Natomiast jako były prezes ZASP dokładnie wiem, jak eksperci działają. Na przykład tak, że doradzają Ministerstwu Cyfryzacji, że do dzisiaj tzw. wolne nośniki, czyli to co mogłoby wpłynąć do organizacji zrzeszających autorów czy artystów i wykonawców, nie wpływa do naszych organizacji zbiorowego zarządzania – wskazuje gość Beaty Lubeckiej jako przykład podając treści odtwarzane w smartfonach. – Trzeba było podpisać, żeby minister Gliński był łaskaw rozszerzyć listę nośników, które są tam już wpisane. To są wielkie miliony, a za tym stoją koncerny. Koncerny naprawdę mają pieniądze na ekspertów – dodaje.

- Słuchacze pytają jak się pan czuje wśród ludzi, gdzie lider Wiosny jest „jedynką” w jednym okręgu, w innym okręgu „jedynką” jest partner życiowy Roberta Biedronia, Krzysztof Śmiszek. „Jedynką” w kolejnym okręgu jest była zastępczyni RPO a teraz kandydatka na europosłankę, a jej partnerem życiowym jest szef sztabu wyborczego partii Biedronia, czyli można powiedzieć że numer 2 w tej partii. To chyba nie są najlepsze standardy. To nowy szczyt nepotyzmu? – pytała aktora i kandydata do PE Beata Lubecka.

- To są problemy samego głównego przewodniczącego – odpowiada Olgierd Łukaszewicz.

- Ale nepotyzm panu nie przeszkadza? Chyba nepotyzm to nie jest standard, który należy podtrzymywać w polityce, czy też petryfikować… - zauważa prowadząca Gościa Radia ZET.

- Ja nie znam jeszcze ani listy wszystkich, jak się to rozłożyło. Chcę być na razie przydatny tak, jak postawiono mnie na tej szachownicy. Już w tym widzę możliwość rozmowy z polskim społeczeństwem. Wyraźny sygnał, że popularny aktor włączył się do najbardziej proeuropejskiej partii. Nie chcę, żeby mnie ściągano w dół do tego typu dywagacji – stwierdza aktor.

- Jeśli pan wchodzi do polityki, a wchodzi pan do polityki… to jest też walka o standardy, które powinny obowiązywać w tej polityce. Robert Biedroń wchodząc do niej i lasując się jako lider partii mówił, że to będzie nowa jakość, świeżość. Tego typu standard to nie jest nowa jakość – mówi Lubecka.

- Nie wchodzę w ogóle w tę dyskusję. W każdym razie na tym etapie moich kompetencji, na tym etapie mojej wiedzy o skuteczności strategii, którą przyjął pan Biedroń – ucina Łukaszewicz.

Czy kandydat Wiosny podpisuje się pod hasłami likwidacji Funduszu Kościelnego i opodatkowania tacy?

- Proszę zwrócić uwagę, że artykuł 17 traktatu europejskiego zostawia te kościelne sprawy państwom. Ja nie kandyduję w tej chwili do Sejmu. Kandyduję do PE – odpowiada gość Radia ZET.

- A gdyby pan się nie dostał do PE, to chciałby pan dostać się do polskiego parlamentu, czy nie? Interesuje pana tylko europarlament? – dopytywała prowadząca rozmowę.

- Zaczekajmy. Zobaczymy jaki będzie rozwój sytuacji – mówi Olgierd Łukaszewicz.

Aktor i kandydat Wiosny do PE przyznaje też, że „ze ściśniętym sercem i gardłem” przygląda się związkom nauczycielskim zapowiadającym protest w związku z postulatem dotyczącym podniesienia wynagrodzeń.

- Moje wnuki są przecież w tym wieku szkolnym – zauważa. - Jest rzeczywiście cała masa problemów, nad którymi nikt się przedtem nie zastanowił, jaka bomba jest tutaj szykowana – dodaje.

- Więc pytam: czy nauczyciele mają prawo sięgać po tak drastyczną formę protestu? – dopytuje Beata Lubecka.

- Wszystkie związki reprezentujące kogokolwiek mają prawo występować w interesie tych, których reprezentują.

- Ale forma jest drastyczna, przyzna pan…

- Jest radykalna – przyznaje Łukaszewicz.

- I to uderzy jednak w uczniów.

- Proszę nie sugerować mi odpowiedzi, które mogłyby osłabić ducha walki nauczycieli.

- Czyli stoi pan murem za nauczycielami?

- Tak. Oni muszą pokazać, że wywołano problem za który ktoś musi ponieść odpowiedzialność. Ja osobiście sugerowałbym przy okazji, żeby tę całą dyskusję rozszerzyć o to, jak i kogo uczymy – apeluje gość Radia ZET.

RadioZET.pl/MK/PaNa

Oceń