Prezes PLL LOT: lotnisko Chopina zostało źle zaplanowane i zbudowane. Nie będzie światowy hubem lotnicznym, do czego aspiruje Baranów

16.06.2018 00:18

Moim zdaniem to lotnisko zostało źle zbudowane, został źle zaplanowany rozwój tej przestrzeni miejskiej wokół lotniska Chopina. I konsekwencją tego jest rzeczywistość, w której się znaleźliśmy, to znaczy taka rzeczywistość, w której to lotnisko nie ma możliwości przejęcia funkcji prawdziwego hubu lotniczego, światowego. A do takiego hubu aspiruje lotnisko, które zostanie zbudowane w gminie Baranów - mówił w Radiu ZET prezes PLL LOT Rafał Milczarski.

Joanna Komolka: Prezes PLL LOT Rafał Milczarski. Oglądał pan wczoraj mecz?

Rafał Milczarski: Oglądałem.

I jak?

Bardzo mi się podobał.

Emocjonujący, prawda?

To prawda.

LOT-em, waszym samolotem nasza kadra poleciała do Soczi, rozumiem, że czarteruje samolot od państwa. A jak to będzie z powrotem? Będzie telefon od trenera Nawałki: "Proszę po nas przylecieć"?

Bardzo się cieszymy z tej współpracy. Mam nadzieję, że powrót nastąpi po 15 lipca.

Ale to jest tak, że państwo czekają na kontakt? To nie jest tak, że ten samolot tam stoi i czeka?

Jesteśmy w stałym kontakcie, współpracujemy, tak że jesteśmy w gotowości. Ale to nie pan trener Nawałka do nas dzwoni.

Rozumiem. Czyli liczy pan na to, że to będzie połowa lipca?

Tak, i trzymam gorąco kciuki za naszą reprezentację.

Jutro w Baranowie referendum, w którym mieszkańcy będą mieli wypowiedzieć się, czy są za tym, żeby w ich okolicy powstał Centralny Port Komunikacyjny, a ja chciałam zapytać o to, dlaczego lotnisko Chopina powinno zostać zamknięte?

Przede wszystkim trzeba zapytać, dlaczego lotnisko Chopina jest takie, jakie jest, czyli kompletnie źle zbudowane, dysfunkcyjne, zbyt małe, zbyt wąskie, kompletnie nieprzystosowane do funkcji, którą pełni.

Czyli pana zdaniem powinno zostać zamknięte?

Moim zdaniem to lotnisko zostało źle zbudowane, został źle zaplanowany rozwój tej przestrzeni miejskiej wokół lotniska Chopina. I konsekwencją tego jest rzeczywistość, w której się znaleźliśmy, to znaczy taka rzeczywistość, w której to lotnisko nie ma możliwości przejęcia funkcji prawdziwego hubu lotniczego, światowego. A do takiego hubu aspiruje lotnisko, które zostanie zbudowane w gminie Baranów.

Prawdopodobnie.

Myślę, że z dużą dozą pewności.

Nie dostałam od pana odpowiedzi jednoznacznej. Ja mam wrażenie, że troszeczkę z tą odpowiedzią ma też problem strona rządowa. Zostanie lotnisko Chopina czy nie zostanie?

Wedle mojej wiedzy zostanie w tym celu przeprowadzona ekspertyza. Jeśli pani chce usłyszeć moją opinię, to ja uważam, że po pierwsze, żeby dobrze mogły funkcjonować połączenia lotnicze, to te połączenia muszą się odbywać z jednego lotniska. Dlatego że, no niestety, ta koncepcja, często też promowana przez niektóre osoby, duoportu, ona się kompletnie nie sprawdzi.

Dlaczego?

Dlatego, że pasażer, który chce się przesiąść, nie będzie jechał pociągiem pomiędzy dwoma lotniskami.

A pasażer, który będzie chciał się przesiąść w okolicach Warszawy, miałby jechać kilkadziesiąt kilometrów od stolicy?

To nie jest kwestia odległości, to jest funkcja... W zasadzie odległość nie jest istotna, tylko czas dojazdu jest istotny. Czas dojazdu będzie wynosił 15 min z Warszawy Centralnej do Centralnego Portu Komunikacyjnego.

A może mi pan wytłumaczyć jedną rzecz - bo pan mówi o tym, że musi powstać to duże lotnisko pod Warszawą, lotnisko Chopina się nie sprawdza i pewnie powinno zostać zamknięte, to dlaczego będzie teraz rozbudowywane za 100, może 200 mln zł?

W istocie jest tak, że my całą przepustowość lotniska Chopina w zasadzie już wykorzystaliśmy. Ten rok 2018 jest chyba ostatnim rokiem, kiedy przewoźnicy lotniczy dostali jeszcze sloty na tym lotnisku. Od przyszłego roku myślę, że zdecydowana większość zapytać o sloty będzie po prostu spotykała się z odpowiedzią odmowną. Proszę zwrócić tu uwagę - myślę, że w tym roku na lotnisku Chopina przesiądzie się albo wsiądzie do samolotów ok. 17 mln pasażerów, a przecież mówiono nam, że przepustowość tego lotniska wynosi 22 czy nawet ponad milionów pasażerów. I tutaj w tym jest ukryty pierwszy fundamentalny błąd, dlatego że lotnisko Chopina w tym momencie. W związku z tym, że lot nie upadł i się rozwija, pełni funkcję przesiadkową. Prawie połowa naszych pasażerów to pasażerowie, którzy się przesiadają w Warszawie. Ani nie lecą do Warszawy, ani nie lecą z Warszawy, tylko w Warszawie się przesiadają.

Czyli można powiedzieć, że LOT nie będzie się mieścił na lotnisku Chopina?

LOT już się nie mieści na lotnisku Chopina. Dowodem na to jest to, że zaczęliśmy latać z Budapesztu do Nowego Jorku i Chicago. LOT już się nie mieści.

To po co kolejne inwestycje w lotnisko Chopina, skoro docelowo ono miałoby być zamknięte?

Dlatego, że trzeba zlikwidować wąskie gardła i wykorzystać z tej infrastruktury wszystko, co da się...

Czyli co, teraz zainwestujemy sto, może dwieście milionów złotych, po czym one za te kilkanaście lat miałyby zostać zupełnie zmiecione?

Po pierwsze nie za kilkanaście lat, tylko według mojej wiedzy do 2027 r. To kwestia pierwsza. Kwestia druga - no niestety taka jest rzeczywistość. Ja też jestem zdecydowanym przeciwnikiem wydawania pieniędzy w sposób marnotrawny. I rzeczywiście lotnisko Chopina jest typowym przykładem wydawania pieniędzy w sposób marnotrawny.

W tej chwili?

Nie, w sposób, w jaki zostało zbudowane. Terminal jest zdecydowanie zbyt wąski. Pasażerowie się tam nie mieszczą.

A samoloty się mieszczą?

Samoloty też się nie mieszczą. Jeżeli ktoś mówi, że lotnisko Chopina jest dobrym lotniskiem i powinno pozostać, to powinien wejść do strefy non-Schengen, kiedy odlatuje nasza fala atlantycka i zobaczyć, w jakich warunkach nasi pasażerowie muszą w tej strefie non-Schengen się zmieścić. Cała koncepcja lotniska Chopina to jest przykład szkodnictwa gospodarczego. Podobnie zresztą jak dworzec kolejowy na lotnisku Okęcie, który zamiast być przelotowy, tak jak po prostu logika nakazuje, bo Okęcie leży przy linii na południe z Warszawy, Warszawa-Radom-Kielce-Kraków, zamiast zbudować dworzec przelotowy, tak żeby pasażerowie mogli też normalnie sobie z południa kulturalnie dojeżdżać na lotnisko i nie jechać samochodem, nie generować...

Czyja to wina? PO-PSL?

Wina jest tych, którzy to planowali. Proszę to sprawdzić, myślę, że to jest oczywiste, czyja to jest wina, kiedy ta rozbudowa była. Nie jestem politykiem, więc nie chcę sie w debatę polityczną angażować. Natomiast jestem Polakiem, chciałbym, żeby w Polsce nie marnotrawiono środków i uważam, że na rozbudowę i budowę tego lotniska Chopina w taki sposób, w jaki ono zostało zbudowane, te środki zostały zmarnotrawione. Bo to lotnisko w żaden sposób nie spełnia standardów lotniska przesiadkowego. Ja rozumiem, że wówczas nasza firma, którą mam zaszczyt prowadzić, była firmą, która nie rozwijała się, nie była w stanie dynamicznego rozwoju, nie miała takiej strategii, itd., wielka to szkoda, ale my chyba dowiedliśmy przez ostatnie dwa i pół roku, że potrafimy rosnąć. W 2015 r. nasza spółka miała 3 mld obrotu, w 2018 r. planujemy 6 mld obrotu.

Czyli, panie prezesie, nagroda milion dwieście się panu należała, cytując klasyka?

Ja nie patrzę na to w takich kategoriach. Po pierwsze to nie jest nagroda. To jest zasadnicza kwestia. Bardzo bym prosił o właściwe semantycznie pojęcia.

To co to było?

Ja mam po prostu kontrakt, gdzie mam część stałą wynagrodzenia i część zmienną. I część zmienna wynagrodzenia po spełnieniu konkretnych parametrów podlega weryfikacji, że zostały one spełnione i wówczas następuje wypłata. To nie jest żadna nagroda, to nie jest żadna premia, to jest po prostu...

Tak ją wczoraj w Sejmie nazwał m.in. wiceminister Wild.

To musiał się przejęzyczyć, bo my nie dostajemy żadnych premii, nie dostajemy żadnych nagród. Mamy tak, jak ustawa mówi. Proszę przeczytać ustawę, tam wszystko jest jasne. Na szczęście ta ustawa jest, bo ona w transparentny sposób reguluje wynagrodzenia prezesów spółek Skarbu Państwa, więc nawet nie trzeba prezesa o to pytać, bo wszystko jest napisane w ustawie.

A to prawda, to, co zarzucają panu związkowcy LOT-u że pan siłowo wypycha pracowników na umowy cywilno-prawne?

Nikogo nie wypchnąłem, więc nie wiem, jak można powiedzieć, że kogoś się siłą wypycha. Po prostu związkowcy mijają się z prawdą. Liderzy związkowi mijają się z prawdą w zasadzie w tym całym sporze non stop, więc w ogóle mnie to nie dziwi.

A jest jakaś szansa, że ten spór się zakończy w jakiś sposób? Pan da te pieniądze, o które te osoby walczą? Walczą o większe pieniądze, o wynagrodzenia, o podwyżkę pensji.

Pani redaktor, w Locie ok.500 osób dzięki temu, że LOT się rozwija, zostało awansowanych. Ja jestem najlepszym rzecznikiem interesów pracowników, dużo lepszym niż związkowcy. Liderzy związkowi nie zgadzali się osiem razy na nasze propozycje, a każda z nich była korzystna dla pracowników. Nie zgadzali się dlatego, że to oni chcieliby zarządzać tą firmą.

A ile w tej chwili osób jest u pana zatrudnionych na zasadzie samozatrudnienia? Jaki to jest procent pracowników pana firmy?

Myślę, że jeśli chodzi o pilotów, jest to mniej więcej pół na pół. Podobnie jeśli chodzi o personel pokładowy. Jeśli chodzi o osoby biurowe, jest to mniejszy procent.

A nie powinno być jednak tak, że te osoby powinny mieć inne formy zatrudnienia - myślę tutaj o etatach?

Nie, uważam, że nie powinno.

Jest pan wrogiem etatów?

Nie, nie jestem wrogiem etatów, ale jestem zwolennikiem tego, żeby ludzie brali sprawy w swoje ręce i mogli się rozwijać. I chciałbym pani przypomnieć, że ogromna część polskiego wzrostu gospodarczego właśnie jest generowana przez osoby, które wykonują działalność gospodarczą. Ja taką działalność gospodarczą wykonuję od 1999 r. I przyczyniam się do wzrostu gospodarczego Polski.

I nie chciałby pan pracować na etacie?

Nigdy nie chciałem pracować na etacie, nigdy to nie była dla mnie żadna funkcja bezpieczeństwa. Nie jest prawdą, że umowy B2B są umowami śmieciowymi, bo mamy tam np. trzymiesięczne okresy wypowiedzenia dla takich umów. Jest to po prostu umowa pomiędzy dwoma podmiotami i  bardzo dobrze, mamy swobodę umów gospodarczych, nikt nikogo na takie umowy nie wypycha...

A będą większe pieniądze przekazane dla pracowników LOT-u? Jeszcze większe?

Nie, nie będą.

Dlaczego?

Dlatego że my przede wszystkim jesteśmy zobowiązani do tego, żeby LOT był bezpieczną firmą. I musimy zgromadzić co najmniej 20% naszego rocznego obrotu w postaci gotówki. Ja jestem rzecznikiem bezpieczeństwa dla wszystkich naszych ludzi. Jestem przede wszystkim za nich odpowiedzialny.

Tylko jeżeli pracownicy słyszą: "Było w Locie źle, teraz jest coraz lepiej", to dziwi się pan temu, że chcą zarabiać więcej, skoro jest lepiej w spółce?

Ale zarabiają więcej. Chcę pani powiedzie np., że około 300 stewardes zostało awansowanych z młodszej stewardesy na starszą stewardesę i wzrost wynagrodzenia wynosi z 2500 tys. brutto - podstawy, bo oczywiście tam dochodzą jeszcze te dodatkowe godziny ponad pensum, i diety do tego jeszcze - do 4500 tys. brutto. Czyli 2000 zł od 2500 tys. zł brutto to jest 80% wzrostu wynagrodzenia. 80% wzrostu i osoby są niezadowolone?

To dlaczego nie możecie dojść do porozumienia?

Ale my dochodzimy do porozumienia. My cały czas prowadzimy dialog. To, co zmieniamy teraz, to prowadzimy, będziemy prowadzić i prowadzimy już otwarty dialog z pracownikami. Wprowadziliśmy zmiany bardzo istotne np. właśnie dla pilotów...

Związkowcy są innego zdania, bo cały czas ten spór jednak trwa.

Związkowcy mają, myślę, bardzo prostu cel: chcieliby, żeby było tak jak dawniej. Dawniej mieli wpływ ogromny na zarządzanie firmą i skutki tego wpływu były widoczne w wynikach LOT-u. LOT prawie zbankrutował w 2012 r. Musieliśmy otrzymać pomoc publiczną.

Mówią o panu, że jest pan wrogiem związkowców.

Nie jestem niczyim wrogiem. Ja szukam tylko i wyłącznie przyjaciół. Ale nie pozwolę, żeby osoby, które nie ponoszą odpowiedzialności za nic, ani za swoje słowa, ani za swoje czyny - chociaż mamy teraz jeden wyjątek...

Mówi pan o zwolnieniu szefowej jednego ze związków?

To, że ona jest szefową jednego ze związków, nie ma żadnego znaczenia.

A za co została zwolniona?

Została zwolniona za to, że popełniła przestępstwo.

To znaczy?

To znaczy nawoływała ludzi do aktów terrorystycznych.

Jest pan gotowy spotkać się z nią w sądzie?

Oczywiście.

I nie przywróci pan jej do pracy, czego domagają się pikietujący od czasu do czasu związkowcy również?

Nie przywrócę jej do pracy.

Rafał Milczarski, dziękuję bardzo.

RadioZET.pl/MP

Oceń