Słuchaj
Damian Michałowski, Michał Korościel
Konrad Piasecki
Damian Michałowski, Michał Korościel
Marcin Sońta , Mateusz Ptaszyński
Marcin Wojciechowski
Hubert Radzikowski , Justyna Dżbik
Hubert Radzikowski
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

Prezes PSL: Pójście do wyborów samorządowych z PO i .N oznacza wepchnięcie wielu wyborców w ramiora PiS

14.03.2018 06:50

„Idziemy swoją drogą jako PSL. Nie wbrew interesowi Polski, tylko dla tego interesu. Gdybyśmy poszli dziś w jednym bloku z PO i Nowoczesną, to dużą część naszych wyborców od razu wpychamy w ramiona PiS” – mówi gość Radia ZET prezes PSL, pytany o apel Lecha Wałęsy, by jego partia nie szła sama do wyborów. Zdaniem Władysława Kosiniak-Kamysza, pójście w koalicji spowodowałoby, że wiele osób nie zmieściłoby się na listach, a nawet mogłoby trafić na inne listy.  Polityk dodaje, że w wyborach samorządowych nie może być wyboru między „dwoma plemionami, które od wielu lat okładają się maczugami po głowach”. Powyborcze koalicje PSL-PiS? „Trudno wchodzić w koalicję z tym, kto chce cię załatwić. Na poziomach sejmików nie ma szans, bo jest to formacja antysamorządowa. Niszczy samorządność, chce zaorać małe ojczyzny, próbowała uniemożliwić funkcjonowanie samorządów” – odpowiada Kosiniak-Kamysz.

Konrad Piasecki: Lider Polskiego Stronnictwa Ludowego Władysław Kosiniak-Kamysz. Da pan radę nie ugiąć się przed prośbami i apelami Lecha Wałęsy?

Władysław Kosiniak-Kamysz: Idziemy swoją drogą jako PSL. To mówiliśmy od samego początku.

Lech Wałęsa apeluje: "Zawsze byłem z wami. Dziś proszę was o pójście do wyborów razem ze wszystkimi innymi przeciwko PiS-owi. Tego wymaga interes naszej ojczyzny". Wymaga?

Idziemy do wyborów jako PSL samodzielnie nie wbrew interesowi Polski, tylko właśnie dla tego interesu, nie wbrew interesowi opozycji, tylko żeby ta opozycja była mocniejsza. Gdybyśmy poszli dziś w jednym bloku z PO i Nowoczesną...

No właśnie, to co by się strasznego wydarzyło?

To dużą część naszych wyborców od razu wpychamy w ramiona PiS-u.

Tak nienawidzą PO i Nowoczesnej?

Nie, myślę, że jest kilka powodów. Po pierwsze jest chęć szerszego wyboru. Szczególnie w wyborach samorządowych. To nie może być wybór między dwoma plemionami, które się okładają maczugami od wielu lat po głowach, tylko żeby ten wybór był realny. Zmniejszone, skrócone listy wyborcze powodują to, że dobrzy gospodarze, których w PSL-u jest bardzo dużo: mamy największą liczbę wójtów, ogromną liczbę radnych, szczególnie na poziomach gminnych, powiatowych i wojewódzkich, oni by się nie zmieścili na tych wspólnych listach...

Nie wszyscy musieliby do sejmików wojewódzkich startować.

...to pewnie też część z nich mogłaby trafić na inne listy...

Czyli PSL wystartuje samodzielnie i w tej sprawie nie będzie dyskusji?

Ja jestem głęboko przekonany o tym, że samodzielny start to jest szansa na obronę polskiej samorządności, obronę małych ojczyzn, obrony przed partią antysamorządową, a za taką uważam PiS, bo jeśli ktoś odbiera prawie codziennie jakieś kompetencje samorządowi, szczególnie z poziomu wojewódzkiego, to nie możemy z taką partią wejść we współpracę.

No tak, ale jednak samodzielny start daje wam możliwość wejścia w koalicję z każdym po wyborach samorządowych, również z PiS-em.

Jeżeli chcielibyśmy wchodzić z kimś w koalicję, okazja po temu nadarzyła się dwa lata temu, po wyborach parlamentarnych. Przez te ostatnie dwa lata kuszenie radnych PSL-u we wszystkich sejmikach wojewódzkich występowało każdego dnia. Nie zmienił się żaden sejmik z 15, w których rządzimy do dziś w koalicji z PO, bo tak zdecydowali wyborcy i taka koalicja została zawarta po wyborach, i nie ulegliśmy pokusie. I nie ulegliśmy pokusie w 2005-06 roku, kiedy była propozycja wejścia w koalicję rządową. Nie będzie takiej koalicji na poziomach sejmików z PiS-em, bo jest to partia antysamorządowa, niszczy samorządność, chce zaorać małe ojczyzny. Próbowała przez zmianę ordynacji uniemożliwić funkcjonowanie samorządów. Na poziomie politycznym nie ma możliwości takiej koalicji.

Ale pańscy podwładni partyjni mówią: "Dla dobra wyborców i przy porozumieniu programowym nie wykluczam koalicji z PiS-em w samorządach". Marek Sawicki. Zna pan takiego działacza PSL?

Bardzo dobrze. I bardzo go cenię.

 I chce koalicji z PiS-em. Albo jej nie wyklucza.

Dzięki za szansę, żeby tutaj rozwiać wszelkie wątpliwości. Np. w powiecie ostrowieckim w województwie świętokrzyskim jest koalicja PO i PiS-u. Nawet struktury lokalne chciały tę koalicję rozwiązać w styczniu tego roku, ale struktury regionalne nakazały, żeby w tej koalicji być, bo taka jest ich wola i takie jest ich zdanie.

Czyli na poziomie gmin i powiatów jesteście w stanie z PiS-em wejść w koalicję, na poziomie wojewódzkim - nie.

W Kaliszu jest koalicja PiS-u i SLD. Jeżeli sprowadzimy politykę regionalną, ogólnopolską, partyjną mocno, do poziomu gminy i tam będziemy decydować, jak ludzie mają sobie życie układać, to jest kompletnie bez sensu. To nie są decyzje polityczne w wielu wypadkach, tylko to są decyzje wynikające z uwarunkowań środowiskowych, z możliwości zawierania koalicji.

Nasi słuchacze są już kompletnie zakręceni. Już nie wiedzą, gdzie te koalicje PSL-u z PiS-em są możliwe, a gdzie nie są możliwe. Bo pan raz mówi, że nie są możliwe, a potem pan mówi, że właściwie wszystkie są możliwe.

Mówię bardzo jasno i wyraźnie: na poziomie sejmików nie ma szans na koalicję z PiS-em. I to mówimy od dawna. To jest partia antysamorządowa, z którą w koalicję nie wchodzimy. Na poziomie powiatów dzisiaj są koalicje PO i PiS-u...

A to na poziomie powiatu można z antysamorządowcami wchodzić w koalicję, a na poziomie samorządu wojewódzkiego nie?

Nie, tylko pokazuję, żebyśmy też nie sprowadzali do poziomu powiatowego, gminnego tych emocji politycznych, bo tam nie polityka decyduje i nie barwy partyjne decydują często o koalicjach. To nie jest nasz naturalny partner, również na tych niższych poziomach samorządowych.

A na poziomie parlamentarnym koalicja PSL-u z PiS-em to jest rzecz wyobrażalna dla pana?

Nie.

Nigdy? Także po wyborach 2018 r.?

Dziś nie ma takiej potrzeby...

Dziś PiS was nie potrzebuje, ale kiedyś się taka potrzeba może pojawić.

Ani my PiS-u - żeby była relacja dwustronna. My idziemy po jak najlepszy wynik dla siebie. Naszym zadaniem jest to, żeby - szczególnie w mniejszych ośrodkach - odbić dużą część wyborców PiS-owi, żeby przekonać ich do siebie. My wyciągnęliśmy wnioski, dostaliśmy żółtą kartkę od wyborców w 2015 r. Wyciągnęliśmy wnioski, zmieniliśmy się. Przedstawiliśmy nowy program i na wybory samorządowe, i na parlamentarne.

Tylko że ruch ludowy to będzie ruch, który w naturalny sposób będzie zanikał. Tak jak będzie zanikała liczba osób pracujących w rolnictwie i żyjących z rolnictwa.

Ruch ludowy to nie jest tylko ruch związany z rolnictwem. "Ludowy" znaczy "powszechny". Czyli dla wszystkich, nie dla wybranych, tak jak Europejska Partia Ludowa, w której są wielkie formacje z różnych miejsc.

Duże miasta nigdy nie będą głosowały na ludowców.

Nie byłbym o tym przekonany, ponieważ na dobrych gospodarzy można zagłosować również w dużym ośrodku miejskim.

Spójrzmy na wyniki ludowców w Warszawie.

Warszawa to nie jest cała Polska.

Ale to jest duże miasto. W jakimkolwiek dużym mieście dostaliście kiedykolwiek dobry wynik?

To były lata 90., kiedy te wyniki były lepsze - suma wyników w całym kraju.

W Warszawie nie wystawicie kandydata w tych wyborach.

Ale w średniej wielkości miastach mamy prezydentów z listy PSL-u. Np. w Ciechanowie - Krzysztof Kosiński. I można wygrać w mieście 50-tysięcznym, to jest byłe miasto wojewódzkie. Ja byłem radnym miasta Krakowa.

W Warszawie nie wystawicie kandydata w tych wyborach?

Będziemy wspierać kandydata, który, mam nadzieję, niedługo zostanie ogłoszony.

Ale własnego?

W Warszawie powinien być szerszy wybór niż tylko między PO a PiS. Jest rozważana koncepcja - wiele osób mówi o kandydacie obywatelskim, kandydacie związanym ze stowarzyszeniami, ruchami miejskimi...

Czyli Jan Śpiewak - to jest kandydat, który się panu marzy?

Jest wiele nazwisk, które moglibyśmy dzisiaj podać, ale te rozmowy są przed nami. Chcielibyśmy wystawić naszych kandydatów do rady miasta, oczywiście będzie lista do sejmiku PSL, i wykreować kandydata, który miałby szersze poparcie. Trochę na wzór Krakowa. Prof. Jacek Majchrowski pogromadził różne środowiska wokół siebie, startując z Komitetu Obywatelskiego. Myślę, że w Warszawie to też jest możliwe.

Ale a propos jeszcze przyszłości PSL-u. W rolnictwie 20 lat temu 3,5 mln osób pracowało, dziś trochę więcej niż 1,5 mln. Ta baza się wam kurczy i któregoś dnia skurczy się tak, że pewnego dnia 5% nie będziecie w stanie przekroczyć.

Dzięki za tę troskę, mam nadzieję, że ona wynika z  życzliwości.

Wynika przede wszystkim z obserwacji historii. Kiedyś polskie rolnictwo to była polska potęga, dzisiaj też jest potęga, ale liczebnie, jeśli chodzi o liczbę osób pracujących na wsi, w rolnictwie, będzie ich coraz mniej.

Na wsi wciąż mieszka bardzo dużo osób i nie mieszkają osoby tylko związane z rolnictwem. My się nie odwołujemy tylko do tych, którzy żyją z rolnictwa. Oczywiście to jest nasz matecznik, i ja jestem dumny z tej historii i tradycji, ale mali i średni przedsiębiorcy, nauczyciele, służba zdrowia: pielęgniarki, ratownicy medyczni, różne zawody.

Tam będziecie szukali wyborców?

PSL, ruch ludowy zawsze był partią, formacją pragmatyczną, szukającą porozumienia, szukającą normalności, zgody, współpracy tam, gdzie to jest możliwe. Myślę, że w tych jaskrawych kolorach, gdzie już dziś te fajerwerki, te kolory, które męczą oczy, takie jaskrawe, spowodują, że nasi wyborcy zwrócą się ku kolorowi, który uspokaja, do zieleni, i będą w dużo lepszym nastroju.

Rozbawiło mnie to porównanie.

Ale to jest dobre porównanie, bo w tych emocjach dzisiejszych, w tym zwariowanym świecie, gdzie po prostu szaleństwo jest...

Zielony, kolor nadziei, kolor spokoju...

Kolor nadziei, kolor, który uspokaja. Idzie wiosna, wszystko się zazieleni i tak już będzie do jesieni.

To ja o innym kolorze - o czarnym, o czarnym śnie. Nie ma pan takiego czarnego snu, że kiedyś w książkach i podręcznikach do historii będzie ruch ludowy od Ściegiennego i Witosa po Kosiniaka-Kamysza i Kosiniak-Kamysz to będzie ostatni rozdział ruchu ludowego?

Nie.

Wierzy pan, że tak nie będzie?

Ja mam 37 lat, gdybym nie wierzył w to, że to jest wielka sprawa... Dla mnie to jest ogromne wyzwanie być prezesem PSL-u, niełatwa droga. Głęboko wierzę w to, że zmieniając siebie najpierw, wyciągając wnioski, proponując lepszą Polskę, dla wszystkich, nie dla wybranych. Odniosę się do 500+. To jest zabezpieczenie dla rodzin. My teraz bardzo dużo mówimy o seniorach i mówimy: emerytura bez podatku. Mówimy, że cała rodzina musi być zabezpieczona. Lepsza Polska jest możliwa i wierzę, że PSL, zmieniony, lepszy PSL, będzie brał udział w budowaniu Polski, UE, będzie miał ogromne znaczenie.

To był manifest polityczny po przedostatnim pytaniu, a ostatnie będzie takie: zaczęliśmy od wielkiej koalicji opozycji, rozumiem, że w wyborach samorządowych nie,  a w parlamentarnych?

To jest wszystko przed nami.

Jest pan gotowy wchodzić w taką koalicję? Ale jeśli już, to raczej z PO i Nowoczesną niż z PiS-em, w wyborach parlamentarnych?

Wypowiadałem się już kilkokrotnie przed chwilą o podejściu PiS-u do nas. Chcieli nas zniszczyć, rozwalić nam klub parlamentarny, trudno wchodzić z tym, kto chce cię załatwić, w jakiekolwiek porozumienia. Jeśli chodzi o koalicję przed wyborami parlamentarnymi, to pozycje startowe będą wyznaczone po wyborach samorządowych. Ja lubię to porównanie do skoków narciarskich i do Adama Małysza, który siedział na belce. On nigdy nie mówił, że zostanie mistrzem świata, jak startował, nigdy nie mówił, że zdobędzie medal olimpijski, tylko mówił, że chce oddać dwa dobre skoki. Pierwsza seria to wybory samorządowe. Jakie miejsce zajmiemy w serii finałowej, to będzie decydujące później o wyborach parlamentarnych.

Z zielenią jako kolorem nadziei, Adamem Małyszem na ustach, Władysław Kosiniak-Kamysz. Bardzo dziękuję.

Dziękuję bardzo. Miłego dnia.

„Błędem, za który PSL zapłaciło, był brak wyrazistości. Zlaliśmy się z PO”

Błędem był w pewnym momencie brak wyrazistości. Nie potrafiliśmy przedstawiać swoich racji, zlaliśmy się z Platformą Obywatelską – mówi prezes PSL, pytany w internetowej części programu o koalicję z PO. Pewnie dopóki protestowaliśmy, to te efekty były lepsze – uważa Władysław Kosiniak-Kamysz. Pytany o to, co jego partia mogła zrobić inaczej, odpowiada: Jakbyśmy wrócili do 2015 roku, to na pewno była sprawa suszy, sprawa uchodźców – można było inaczej postawić nasze zdanie, zaproponować zupełnie coś innego. Wyborca idąc do wyborów nie widział wielkich różnic pomiędzy nami a PO i za to zapłaciliśmy cenę – ocenia gość Radia ZET.

Pytany o euro w Polsce odpowiada, że na ten moment nie jest zwolennikiem przystępowania do strefy euro. Strefa euro sama musi wyjaśnić swoje problemy i uporządkować swoją sytuację – uważa Kosiniak-Kamysz. Jego zdaniem należy poczekać na moment, kiedy przekonanie wśród Polaków będzie dużo większe, niż jest dzisiaj.

Władysław Kosiniak-Kamysz był również pytany o czas, kiedy był ministrem. Miałem 30 lat i zawsze są wahania. Szczególnie na samym początku każdego dnia myślałem o tym, czy dobrze zrobiłem – zdradza gość Radia ZET. Dodaje, że już wcześniej, mając 26 lat, odmówił propozycji zostania ministrem, bo nie czuł się gotowy i chciał rozpocząć pracę w zawodzie. Uważam to za słuszną decyzję. Podejmowałem ją w przekonaniu, że nigdy więcej taka propozycje może się nie powtórzyć – mówi polityk.

Władysław Kosiniak-Kamysz odpowiada również na pytania m.in. o zmianę czasu i wynagrodzenia dla sołtysów.

RADIO ZET/MA

Oceń