Słuchaj
Mateusz Ptaszyński, Marcin Sońta
Aga Kołodziejska
Damian Michałowski, Ewelina Pacyna
Redakcja Radia ZET
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

Prezes ZNP: Chcemy negocjować, ale nie mamy z kim. Po drugiej stronie mur, ściana, beton

08.01.2019 06:48
xxx zet

„Zawsze jest pole do negocjacji. Związek nigdy się od nich nie uchylał” – deklaruje w Radiu ZET prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego, Sławomir Broniarz. W rozmowie z Beatą Lubecką dodaje jednak, że ZNP nie ma przed kim ustępować ze swoich postulatów. „Po drugiej stronie jest mur, ściana, beton i brak zrozumienia sytuacji” – twierdzi. Jak potwierdził Broniarz, jest szansa że nauczyciele mogą zastrajkować w trakcie egzaminów.

Beata Lubecka: Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego. „Jeśli negocjacje z rządem będą nieudane, ogłosimy strajk” – pan tak mówił na początku grudnia.  A po wczorajszych rozmowach z panią minister Zalewską to co pan powie? Bliżej jesteście strajku? Jak blisko?

Sławomir Broniarz: Na pewno jesteśmy zdecydowanie dalsi od jakiegokolwiek porozumienia, dlatego, że pani minister mówi o rzeczach, o których my wiemy od wielu, wielu miesięcy, czyli prognozuje wzrost wynagrodzeń i zapowiada ten wzrost wynagrodzeń od 120 do 160 zł, podczas gdy stanowisko nauczycieli – ja nie mówię ZNP – stanowisko nauczycieli jest radykalnie odmienne od tej propozycji Ministerstwa Edukacji Narodowej.

Czy w czwartek zapadnie decyzja o ewentualnym strajku czy nie? Jeżeli rozmowy zakończą się fiaskiem.

Jeżeli w czwartek – a pani minister nagle, ad hoc zwołała to spotkanie czwartkowe – nie dojdziemy do porozumienia, no to zarząd główny moim zdaniem stanie przed obowiązkiem podjęcia uchwały w sprawie wejścia w spór zbiorowy, który musi zakończyć się strajkiem.

Jak ten strajk miałby wyglądać?

Strajk polega na całkowitym powstrzymaniu? się od pracy.

Przez jeden dzień czy przez dłuższy czas? Szkoły, przedszkola będą zamknięte na cztery spusty?

O tym, czy to będzie jeden dzień czy kilka dni, zdecyduje organizator strajku, natomiast strajk polega na tym, że szkoły, przedszkola są puste. Jeżeli dziecko przychodzi  do tejże placówki, jednej czy drugiej, to za opiekę nad nim odpowiedzialny jest dyrektor. Żadne dziecko, które przyjdzie do szkoły, nie zostanie pozostawione bez opieki. Natomiast opiekę nad nim…

Ale jedna osoba dałaby sobie radę z większą liczbą dzieci?

Obowiązkiem dyrektora wspólnie z organem prowadzącym na wieść o tym, że dana szkoła przystępuje do strajku na podstawie referendum przeprowadzonego w tej szkole, jest powiadomienie rodziców, ustalenie z rodzicami, co robimy z dziećmi. Jeżeli którykolwiek z rodziców naprawdę nie ma możliwości opieki nad dzieckiem, dziecko przychodzi do szkoły, przychodzi do przedszkola i ma mieć zapewnioną opiekę, ale nie przez strajkujących nauczycieli.

A to kiedy ten strajk miałby się odbyć? Zakładając, że rozmowy zakończą się fiaskiem. Mam nadzieję, że nie.

O tym, kiedy strajk odbędzie się, decyduje zarząd główny. Natomiast chcielibyśmy, żeby świadomość, że ten potencjał protestacyjny, determinacja nauczycieli jest daleko większa niżeli była w marcu 2017 r., żeby ta świadomość dotarła także do minister Zalewskiej. Dla nas ważne jest także to, że jest zupełnie inne nastawienie rodziców, za co rodzicom dziękujemy. My zdajemy sobie sprawę z problemu...

Oj nie, jak się czyta na forach różne komentarze, to jednak rodzice nie byli zadowoleni np. z tego, że nauczyciele szli na L4. No trudno uwierzyć, że 11 tys. nauczycieli zachorowało po prostu przed świętami nagle.

Ja zwrócę uwagę na to, że w sondażu przeprowadzonym przez „Rzeczpospolitą” 61% rodziców było zwolennikami, popierało protest. Wcześniej radio publiczne robiąc taki sondaż, uzyskało podobny rezultat. Przepraszamy rodziców za zamieszanie, za zawirowanie, ale wydaje nam się, że o wiele gorszą sytuacją jest stan, w którym w ciągu roku nauczyciel odchodzi ze szkoły, dlatego że nie jest w stanie utrzymać rodziny. Gorszą sytuacją...

Ale czy to było fair wobec uczniów i rodziców?

Powtórzę – to były indywidualne decyzje każdego nauczyciela. To nie jest tak, że ja jeżeli jestem chory, sam postanawiam...

Ale pan to popierał jako szef związku.

Obowiązkiem związku zawodowego jest wspierać każdy protest nauczycieli. To był oddolny, indywidualny protest nauczyciela. Tylko tyle, że proszę zwrócić uwagę na to, że on sam nie wystawił sobie tego zwolnienia lekarskiego, robił to lekarz. A więc w tym duecie...

Ale przyzna pan, panie prezesie, że trudno uwierzyć, że 11 tys. nauczycieli w okresie przedświątecznym się rozchorowało. Nie było żadnej epidemii grypy wtedy.

Zwrócę uwagę na to, że były przypadki, w których lekarze odmawiali zwolnienia, i słusznie – jeżeli pacjent poszedł, a był zdrowy, to nie było powodu dawać mu zwolnienia. Natomiast to jest nagminna sytuacja w szkole, że nauczyciel jest chory i musi do tej szkoły przyjść, dlatego że rzeczy, pracę, którą on sobie założy, nikt za niego nie wykona. I to jest nawet problem, dlatego że mnie absolutnie nie przeraża ta liczba 11 tysięcy, bo tak na dobrą sprawę gdyby w grudniu chciała odejść na zwolnienie lekarskie ta liczba, która rzeczywiście była chora, to byłby prawie armagedon. Tylko co powodowało, że nauczyciele nie szli na zwolnienie? A to mamy jasełka, a to mamy przygotowania do choinki, a to nie zostawię dyrektora samego, a to mamy spotkania z rodzicami, a tu są klasówki i nie wypada mi iść na to zwolnienie lekarskie. Ja byłem kilka dni temu na spotkaniu w Katowicach, gdzie nauczyciele wprost mówili: „Nie mówimy iść na to zwolnienie lekarskie, chociaż naprawdę jesteśmy chorzy, bo nie zostawię szkoły samej”.

Trochę to wczoraj groteskowo wyglądało. Bo zaprosiliście premiera, nie przyszedł na to spotkanie. Na tę samą godzinę pani minister wyznaczyła też spotkanie. Zaprosiła związkowców do Centrum Dialogu w Warszawie. Dlaczego chcieliście się spotkać z premierem?

My pana premiera zapraszamy od ponad roku.

No ale dlaczego miałby się z wami spotkać? No przecież jak był protest policjantów, te sprawy rozwiązywał jednak szef MSWiA.

Natomiast zwracamy uwagę na to, że wszystkie związki zawodowe wyraziły swoiste wotum nieufności wobec pani minister Anny Zalewskiej jako osoby bardzo mało wiarygodnej i tutaj jest cała masa dowodów na brak wiarygodności pani minister Zalewskiej łącznie z pismem...

A zmiana szefa resortu by cokolwiek poprawiła, zmieniła na lepsze?

Nie rzecz w zmianie szefa, w zmianie osoby, rzecz w zmianie polityki, jakości polityki, wiarygodności tego ministra. Jeżeli czytamy w liście pani minister Anny Zalewskiej do nauczycieli z grudniem ubiegłego roku, że od stycznia, a ja zacytuję to dokładnie, bo mam ten list przy sobie: „Do stycznia – przepraszam – do stycznia otrzymacie kolejne podwyżki”, to dzisiaj mamy 8 stycznia i o podwyżkach na razie nie ma mowy. Ale rzecz nie w dacie, w braku wiarygodności ministra edukacji narodowej, bo pani minister jest osobą złotousta, deklarującą tysiące rzeczy…

No ale skoro przez trzy lata urzędowania pani minister zachowuje się tak, jak się zachowuje, to raczej się to nie zmieni.

No więc decyzja o zmianie ministra jest kompetencją prezesa Rady ministrów, nie prezesa związku. Natomiast zwracam uwagę na to, że dla nas ważniejsza jest zmiana polityki edukacyjnej. Musimy sobie zdawać sprawę z tego, że edukacja jest jedną z najważniejszych dziedzin życia społecznego. To jest frazes, to jest truizm, ale zwracam także uwagę na to, że w zjednoczonej Europie jeżeli mówi się pozytywnie o Polsce, to najczęściej w kontekście jakości edukacji. I mamy sytuację wręcz paradoksalną, mamy naprawdę bardzo dobrą szkołę, bardzo dobrych nauczycieli, i mamy tych nauczycieli najgorzej wynagradzanych spośród krajów OECD.

I teraz chcecie wzrostu płac na poziomie tysiąca złotych od stycznia tego roku.

Tak.

Dla każdego nauczyciela?

Dla każdego nauczyciela.

I pracownika?

I chcemy dyskutować o pracownikach oświaty.

Dla każdego absolutnie?

Ale ja nie widzę powodu, abyśmy mogli powiedzieć, że stażyści...

Ale może budżet tego nie udźwignie. No bo pani minister mówi, że to jest 20-30 mld zł.

Ja przypomnę, że poprzednia ekipa, kiedy ZNP szedł z projektem obywatelskim, który zakładał, że płace nauczycieli będą finansowane z budżetu państwa, lub też, że przedszkola będą finansowane z budżetu państwa, padały kwoty wręcz astronomiczne, które miałyby się nijak do rzeczywistości. Tutaj pani minister Zalewska jest absolutnie niewiarygodna. Zakładając, że dokładamy 1000 zł do każdego zatrudnionego nauczyciela, to łącznie z kosztami zakładu pracy mamy przestrzeń od 8 do 10 mld zł, z tym że pamiętajmy, że następnego dnia Skarb Państwa zainkasuje 18% podatku od każdego zatrudnionego.

Ale czy jesteście w stanie spuścić z tonu, jeśli chodzi o te tysiąc złotych podwyżki? Np. zejść do poziomu 500 zł?

Pani redaktor, ja powiem tak – na razie trudno nam...

Czy jest jakieś pole do negocjacji?

Pole do negocjacji zawsze jest i związek nigdy nie uchylał się od negocjacji, czego najlepszym dowodem były wydarzenia z lat 2008-2010 i 2011. To był rząd PO i premiera Tuska. Wtedy uzyskaliśmy podwyżki na poziomie prawie 60% rozłożone na trzy lata, teraz nam się proponuje 15% w ciągu trzech lat, a więc cztery razy mniej. Natomiast dzisiaj nie możemy mówić o tym, że mamy z czego ustąpić, bo nie mamy przed kim ustępować. Dzisiaj nie ma po drugiej strony osoby, która byłaby zainteresowana negocjacjami. Rząd mówi: „Mamy tyle i nawet grosza mniej nie damy”.

Czyli mówicie, że tysiąc złotych podwyżki i basta, koniec kropka, tak?

Tak, dlatego że związek uważa, i słusznie, bo tutaj w tej materii reprezentujemy stanowisko tysięcy nauczycieli, że dzisiaj pensja nauczyciela rozpoczynającego pracę, to jest 1751 zł na rękę, pensja osoby, która ma 20 lat stażu pracy, dostaje 2700 zł netto. Ja mam setki maili, bardzo dramatycznych w swojej wymowie, gdzie mówią respondenci, że nie jesteśmy w stanie utrzymać rodziny, mając dwóch dorosłych synów na studiach i mając męża nauczyciela. Młodzi ludzie mówią, że „my nawet nie jesteśmy w stanie wynająć mieszkania”. Kilka tygodni temu spotkałem się z młodymi nauczycielami. Z grupy 72 osób tylko 4 miały samodzielne mieszkania. Reszta mieszkała z rodzicami.

Czyli zapowiadają się bardzo trudne negocjacje w czwartek. I mogą zakończyć się fiaskiem.

Chcemy rozmawiać z panią minister, gotowi jesteśmy do tych rozmów, propozycje pani minister otrzymała, czekamy na odpowiedź. Dzisiaj jest rząd, więc wskazuję na to, że skoro pani minister tak doraźnie, ad hoc, na czwartek zwołuje to spotkanie, to rozumiem, że dzisiaj na rządzie pojawią się pewne propozycje rozwiązania tego problemu.

Tyle w Radiu ZET. Sławomir Broniarz, prezes ZNP.

Dziękuję uprzejmie.

Ale cały czas jesteśmy na Facebooku i na RadioZET.pl.

Broniarz o swoich zarobkach: To 12 tysięcy złotych brutto. Nie kradniemy tych pieniędzy

W internetowej części rozmowy prezes ZNP został zapytany między innymi o swoje zarobki pełniąc tę funkcję. "To 12 tysięcy złotych brutto" - mówi Broniarz. Zwraca jednak uwagę: "Każdy nauczyciel i pracownik zarządu głównego, każdy członek kierownictwa jest opłacany ze składek członków Związku Nauczycielstwa Polskiego. Nikt nam w tym nie pomaga, wręcz przeciwnie. Jak każdy związek i każdy obywatel musimy płacić podatki. Robienie z tego powodu zarzutu jest niefortunne". Jego zdaniem to próba szukania innego obszaru do dyskusji.

"Nie kradniemy tych pieniędzy" - dodaje gość Radia ZET.

Jak potwierdził Broniarz, jest szansa że nauczyciele mogą zastrajkować w trakcie egzaminów. „Świadomość kataklizmu, który może nastąpić w okresie egzaminów gimnazjalnych i po ósmej klasie powinna przemówić do wyobraźni” – uważa prezes ZNP opierając się na ankietach przeprowadzonych wśród nauczycieli. Wylicza, że za strajkiem między innymi w trakcie egzaminów opowiedziało się ponad 110 tysięcy osób.

RadioZET.pl/DG/PaNa

Oceń