Słuchaj
Robert Karpowicz, Marcin Sońta , Aga Kołodziejska
Michał Korościel
Damian Michałowski, Ewelina Pacyna
Mateusz Ptaszyński
Hubert Radzikowski
Redakcja Radia ZET
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

Prezydent Nowej Soli Wadim Tyszkiewicz: Zaostrzenie kar za groźby nie przyniesie spodziewanego efektu, skutek da nieuchronność kary

02.02.2019 08:00

Zaostrzenie kar za groźby to droga bezsensowna, nie przyniesie spodziewanego efektu - mówi w Radiu ZET prezydent Nowej Soli Wadim Tyszkiewicz. W rozmowie z Joanną Komolką Gość Radia ZET podkreślił, że skutek odniesie dopiero nieuchronność kary. Prezydent Nowej Soli zwrócił uwagę, że groźby nie pojawiły się teraz, ale pojawiały się już za czasów rządów poprzedniej ekipy. 

- To, z czym teraz mamy do czynienia, to nasilenie tego rodzaju zachowań - dodaje Tyszkiewicz. Gość Radia ZET podkreśla, że ma świadomość wykonywania zawodu podwyższonego ryzyka, bo samorządowiec zawsze powinien być blisko ludzi.

- Jednocześnie wszyscy powinniśmy być równi wobec konstytucji. Jeśli ktoś szarga moje imię, jeśli ktoś mnie straszy, powinien za to odpowiedzieć. Od adwokata usłyszałem natomiast, że mam mniejsze prawa niż przechodzień na ulicy, bo jestem osobą publiczną - dodaje Wadim Tyszkiewicz. Gość Radia ZET zapowiada, że od tej pory każdy przypadek gróźb będzie zgłaszał na policję.    

Wadim Tyszkiewicz fot. Radio ZET

Joanna Komolka: Wadim Tyszkiewicz, prezydent Nowej Soli, od 16 lat ponad prezydent ego miasta, ale też tuż po śmierci prezydenta Pawła Adamowicza coraz więcej doświadcza ataków, gróźb pod swoim adresem. Czy pana zdaniem to, o czym teraz się mówi, czyli zaostrzenie kar, to jest dobre rozwiązanie, dobra droga?

Wadim Tyszkewicz: Bezsensowna. Zaostrzenie kar niczego nie da. Nieuchronność kary może spowodować to, że ktoś się zastanowi. A to, czy ktoś będzie siedział pięć czy siedem lat, to dla kogoś, kto podejmuje taką decyzję, to chyba jest mniej istotne. I te groźby się nie pojawiły teraz. Trzeba pamiętać o tym, że...

Ale teraz jest takie nasilenie, po tym, co się wydarzyło w Gdańsku.

Ale te groźby były. Teraz jest nasilenie oczywiście, bo są różni ludzie, których to kręci. Ale ja od 16 lat jestem prezydentem, dostawałem bardzo różnych dużo gróźb wszelkiego rodzaju, już nie mówiąc o napisach na ścianie albo pamiętam, jak...

To te, które pan zamalowywał?

Tak, między innymi. Ale między innymi Piotr Ikonowicz u mnie zorganizował taką pikietę pod urzędem miejskim i byłem w szoku, kiedy patrząc z okna, widziałem ludzi tam stojących i widziałem panią, która dostała ode mnie mieszkanie, ja jej pomogłem. A ona pokazywała mi gest podcinanego gardła. I ja oczywiście nie to, że się wystraszyłem tej pani, ale mi było potwornie przykro. My pracujemy, my jako samorządowcy staramy się ludziom pomagać. Ktoś dostaje od miasta mieszkanie, ale przyjeżdża Ikonowicz, rozbudza emocje wśród ludzi i kobieta, która dostałą mieszkanie od miasta, pokazuje mi gest podcinanego gardła. To tylko pokazuje, że gra na emocjach skutkuje. I tu niestety...

Ale to też nie jest trochę tak, że państwo jako samorządowcy, choć wydaje się, że często z politykami w części niemający tak dużo wspólnego, to jednak gdzieś tam na dole są różnymi partiami kojarzeni, dlatego też państwo doświadczają tych ataków?

Nie, to znaczy ja miałem akurat krótki epizod polityczny, nazwijmy to, ja jestem rzemieślnikiem samorządowym. Ale ja sobie uświadomiłem po tym, co się wydarzyło w Gdańsku, że jednak wykonujemy zawód podwyższonego ryzyka. Trzeba pamiętać o tym, że np. jeżeli sąd wydaje wyrok, to sąd wydaje wyrok. Jeżeli ja wydaję wyrok eksmisyjny dla kogoś, kto wrócił z więzienia, terroryzuje swoich sąsiadów, zachowuje się agresywnie bardzo i ja go eksmituję, przecież ja nie jestem dla niego przyjacielem, a wrogiem, w związku z czym powinienem jednak też oglądać się za siebie. A to, co się wydarzyło w Gdańsku, pokazuje, że te rozbudzane emocje, pokazywanie, jakie to są sądy złe, niesprawiedliwe, że ci pokrzywdzeni ludzie bardzo często, którzy zasługują na karę, oni dzisiaj dostali takiego paliwa.

Pan był jednym z tych samorządowców, którzy po tym, co się wydarzyło w Gdańsku, czyli po zabójstwie prezydenta Pawła Adamowicza, był tym samorządowcem, który powiedział: „Przestaję milczeć. Zabieram się do roboty, będę teraz każdy przypadek zgłaszał”. Rozumiem, że wcześniej pan tego nie robił?

Robiłem. Więc grzech zaniechania nie tylko ma obecny rząd, ale poprzednie rządu również. Ja takich gróźb dostawałem mnóstwo. Te sprawy były umarzane z powodu niewykrycia sprawcy albo na przykład sprawcę znaleziono, ale on się nie przyznał, że on napisał na własnym komputerze, i prokurator mu umarzał postępowanie. Więc tego było dosyć sporo. W pewnym sensie można powiedzieć, że to tego się przyzwyczailiśmy. Nam zawsze mówiono, ja pamiętam, po pierwszych atakach na mnie, ja poszedłem do adwokata i adwokat mówi: „Panie prezydencie, pan jest osobą publiczną, pan musi mieć grubą skórę”. I ta gruba skóra nie pomogła Adamowiczowi. My powinniśmy być równi wobec konstytucji. Jeżeli ktoś szarga moje imię, jeżeli ktoś mnie obraża, jeżeli ktoś mnie straszy, to adwokat mi powiedział, że ja mam mniejsze prawa niż przechodzień na ulicy. Dlaczego? Przecież ja pracuję dla społeczeństwa, jestem wynajętym menadżerem do zarządzania miastem. Ja wykonuję swój zawód, stara się go wykonywać jak najlepiej. Jeżeli ktoś mnie straszy, grozi mi, już nie mówiąc, że mi ubliża, bo do ubliżania to już się wszyscy przyzwyczailiśmy. I proszę, żeby też słuchacze nie wyobrazili sobie, że siedzi tutaj przed mikrofonem ktoś, kto jest totalnie zły. Ja wygrywam wybory – przepraszam, że tak mówię, bo nie chciałbym się przechwalać – wygrywam wybory między 79% a 87%. Więc ja mam bardzo duże poparcie w swoim mieście.

No właśnie, jak to tłumaczyć, skoro pan ma bardzo duże poparcie, a jednak... no bo to teraz było prawie 80% w poprzednich wyborach samorządowych.

No tak. A rekord miałem 87% prawie.

No tak, no to spore poparcie, a mimo wszystko doszło do takiego momentu, że pan zaczyna się w swoim mieście oglądać za siebie?

To, że się zaczynam oglądać za siebie, to jest związane z tym, co się w Gdańsku wydarzyło. Ja miałem bardzo dużo sytuacji, kiedy musiałem reagować. Moja żona się ze mnie śmieje, mówi, że powinienem chodzić z gwiazdą szeryfa. Ona nie lubi ze mną wychodzić na miasto, nie lubi ze mną jeździć rowerem, bo ja reaguję. Ktoś coś niszczy, ktoś śmieci wyrzuca – ja reaguję. I do tej pory były różne sytuacje. Ja czuję się gospodarzem swojego miasta. Ja nie mogę przejść obojętnie wobec jakiegoś aktu wandalizmu na przykład. I miałem wiele sytuacji takich groźnych dosyć. Miałem przypadek, kiedy człowiek wyjął maczetę, taką półmetrową, i zaczął mnie gonić. Akurat byłem na rowerze, to jakoś sobie poradziłem.

Ale zgłosił to pan też?

Tak, zgłosiłem. I powiem szczerze, popełniłem błąd totalny, dlatego że ja z powództwa cywilnego nie wytoczyłem procesu, a z urzędu prokurator tej sprawy nie pociągnął i sprawa została zamknięta. Trochę z mojej winy, bo ja mogłem wtedy pociągnąć z oskarżenia prywatnego. Nie zrobiłem tego.

A myśli pan, że ta sytuacja, z którą teraz mamy do czynienia, to jest też trochę tak, że do samorządów zeszła ta polityka? Bo państwo jako samorządowcy, prezydenci miast często mówią: „Polityka to jest gdzieś obok, tak naprawdę naszych mieszkańców interesuje to, czy mamy chodnik zrobiony, drogę zrobioną i tak naprawdę ta polityka ich mniej interesuje”. Mam chyba inne wrażenie.

Wie pani, ale to w ostatnich latach to się stało – że samorządy zostały upolitycznione. Tak jak powiedziałem, ja byłem zawsze poza polityką. Miałem krótki epizod polityczny, nazwijmy to, no byłem czy jestem związany z Nowoczesną, ale jako zwykły członek dzisiaj, ja nie jestem działaczem partyjnym. Był krótki moment, kiedy się troszeczkę zaangażowałem, a dzisiaj zajmuję się tylko swoim miastem. Moja partia nazywa się Nowa Sól, moja partia pierwszego wyboru. I większości samorządowców w Polsce. To nas włożono w takie buty, że my tak naprawdę u siebie po pierwsze siedzimy i nic nie robimy. Ja już tego trochę mam dosyć po 16 latach. Kiedy zbliża się wypłata „trzynastek” albo analiza oświadczeń majątkowych, jesteśmy wystawiani do odstrzału, że tak powiem. Ktoś wytworzył tę atmosferę wokół samorządowców, że to nieroby, którzy siedzą na ciepłych stołkach i nic nie robią. A w końcu Polska rozwija się dzięki komu? Ja się nie mogę pogodzić, że dzisiaj, jeżeli konsumujemy ten sukces gospodarczy Polski i dzisiaj partia rządząca mówi: „My, my, my” – to jest nieprawda.

Ale to jest jedyna partia rządząca, która to sobie przypisuje?

Poprzednicy akurat nie przypisywali, bo tak naprawdę my na sukces gospodarczy Polski pracujemy kilkanaście lat. A to, że teraz, rzeczywiście ostatnie lata to jest konsumpcja tego sukcesu, ja widzę po swoim mieście. Przecież ja przejmowałem miasto z 42-procentowym bezrobociem, gdzie była Polska naprawdę w ruinie. Bo później Nowa Sól zasłynęła niesłusznie z konferencji pani Szydło, bo w moim mieście ta konferencja się odbyła, pokazująca Polskę w ruinie. Kiedy ta konferencja trzy lata temu się odbywała, to Polska już nie była w ruinie. Polska w runie była w roku 2000, 2001, 2002. Myśmy tę Polskę z ruiny podnieśli. Ciężko pracujemy na sukces Polski, a ktoś zasługi przypisuje sobie. To samorząd tak naprawdę jest największym sukcesem Polski po '89 roku. Oczywiście są i lepsi, i gorsi samorządowcy. Ja nie mogę mówić za wszystkich, że wszyscy są idealni. Ale tak naprawdę ludzie wybierają swoich przedstawicieli i oni wykonują kawał dobrej roboty.

Panie prezydencie, a tak a propos polityki, to jutro niedziela, a więc konwencja Roberta Biedronia. Myśli pan, że dla jego ugrupowania też jest miejsce w samorządzie?

Wie pani, ja z Robertem się przyjaźnię, to jest mój bardzo dobry kolega, ale się z nim nie zgadzam. Ja mu mówiłem: „Robert, ty jesteś za bardzo na lewo. Ja jestem jednak liberałem, ja twardo stąpam po ziemi, ja wiem, co to znaczy”...

Jednak pojawia się w sondażach.

Pojawia się, bo to jest bardzo fajny, sympatyczny człowiek, ja go bardzo lubię, to jest mądry człowiek. Ale ja nie zgadzam się z tym, że trzeba rozdawać bez opamiętania, bo ja wychodzę z założenia, że żeby coś komuś dać, to trzeba komuś to zabrać, a wcześniej to trzeba wypracować. Więc jestem bardzo ostrożny. Trzeba pomagać ludziom, ale są tego granice. Jeżeli ta pomoc jest źle adresowana, to ona robi więcej szkody niż pożytku. Ja mam przećwiczone to na swoim mieście.

Czy pana zdaniem zatem ten projekt ma szanse powodzenia? Okej, on teraz w sondażach się pojawia pewnie dlatego, że jest nowość, że jest potrzeba takiej świeżości, nowości, czegoś nowego.

Ale Robert popadł w pewną pułapkę. Bo on cokolwiek by nie zrobił, będzie źle. Bo jeżeli on pójdzie sam, oczywiście wesprze PiS, no bo wiadomo, podzielą się głosy. Jeżeli pójdzie z Koalicją Obywatelską czy jak ją by tam zwał, on zniknie wśród tych innych partii. Więc on znalazł się w dosyć trudnej sytuacji, ja mu trochę współczuję.

A powinien był zostać w Słupsku?

Nie, Robert już chyba był politykiem formatu ogólnopolskiego i myślę, że w Słupsku zrobił to, co do niego należało. Trudno mi powiedzieć, jak tam mieszkańcy oceniają go, ale chyba oceniali go dobrze. I on nadaje się do ogólnopolskiej polityki, to jest fajny człowiek, bardzo go lubię, to jest mój kolega, ale on jest za bardzo na lewo. Nie wolno bez opamiętania rozdawać, bo tak jak wcześniej powiedziałem: ja w swoi mieście, kiedy miasto przejmowałem, miałem 42-procentowe bezrobocie. Była tragedia.

A teraz ile?

Dzisiaj rzeczywiste zero. Rzeczywiste, bo ileś tam procent tego bezrobocia może jest. Dzisiaj pracodawcy... Ja czasami mam taką satysfakcję. Kiedyś u pracodawców na biurku leżały setki podań o pracę. Ludzie błagali o to, żeby gdzieś znaleźć pracę. Dzisiaj jest odwrotnie. Dzisiaj przychodzą pracodawcy i mówią: „Panie prezydencie, ludzi do pracy mnie mogę znaleźć”. A ja tam pod nosem lekko przeklnę i mówię: „Kurczę, ja 15 lat na takie słowa czekałem”. Dzisiaj brak pracy jest efektem tego, że pracowaliśmy ciężko wiele lat na to. Ja w swoim mieście przyciągnąłem dwadzieścia kilka nowoczesnych fabryk. Dzięki naszej pracy. Te fabryki dają ludziom zatrudnienie. Fabryki płacą podatki, ludzie płacą podatki. Te podatki wpływają do Skarbu Państwa. Część ich wraca w postaci 500+. My konsumujemy ten sukces gospodarczy, my po wielu latach w moim stosunkowo niedużym w końcu mieście budujemy basen, halę widowiskowo-sportową. To myśmy na to zapracowali, my, samorządowcy.

Skoro mówimy o miejscach pracy, to może z otwartym sercem powitałby pan w ramach deglomeracji jakiś urząd? Oczywiście nawiązuję do tych zapowiedzi obozu rządzącego dotyczących przeniesienia pewnych instytucji z Warszawy od mniejszych miejscowości.

To jest temat na godzinną rozmowę, bo sama deglomeracja nie jest złym pomysłem. Ale to, co się wydarzyło w Niemczech np. albo w innych krajach, z których czerpiemy dzisiaj przykład, to się działo przez dziesięciolecia. Ja nie wiem, czy się da nagle z Warszawy poprzenosić urzędy. Oczywiście, fajnie by było, gdyby te urzędy były rozproszone, ale jakie skutki przyniesie to pozytywne, a jakie negatywne, tego nie wiemy. Więc akurat mojego miasta to nie dotyczy, ja się bardziej cieszę. Wie pani, ja jestem totalną opozycją, do tego się przyznaję otwarcie, ale za jedno mogę pochwalić obecny rząd – że docenił znaczenie miast średnich. Do tej pory byliśmy spychani na margines, poprzednicy tego nie doceniali. Miasta średnie są solą tej ziemi, tak jak moja Nowa Sól. To my w tych niedużych ośrodkach miejskich budujemy gospodarkę. Tworzymy miejsca pracy.

I rząd zapowiada, że dostaniecie więcej pieniędzy. Premier Morawiecki mówi, że tak naprawdę wypracował około 300%-400% więcej dla samorządu.

Kto wypracował?

Cytuję premiera.

To myśmy wypracowali, nie pan premier.

Nowa Sól coś dostałą z tych pieniędzy czy dostanie?

Jeszcze nie dostała. To znaczy nic nadzwyczajnego do tej pory ekstra nie dostaliśmy. Ale są zapowiedzi większych...

No to może powinien pan się zwrócić do premiera czy do wojewody.

Okej, więc liczę na to, że ten pakiet dla miast średnich dotknie też i moje miasto, że coś na tym skorzystamy. Jestem trochę zaniepokojony tym, że kolejne wagony pieniędzy pojadą na Polskę wschodnią i na Śląsk, nie wiem dlaczego. Bo kiedy moje miasto upadało i zakłady... Ja miałem dwie fabryki, w których pracowało w jednej 5 tys. kobiet, w drugiej 5 tys. mężczyzn. Jak te fabryki upadły i u nas bezrobocie było, tak jak powiedziałem, bliskie 42%, to pies z kulawą nogą się nami nie zainteresował.

Ale to nie były rządy tej partii chyba.

Okej, ja tylko mówię, że nam nikt nie pomagał. Więc ja zadaję pytanie: dlaczego te pociągi pieniędzy jadą na wschód i dlaczego jadą na Śląsk? To są silne ośrodki.

No to może powinien pan też po te pociągi się zwrócić?

Wie pani, ale my się zwracamy. Dlatego jeszcze raz: ja mogę pochwalić obecny rząd za to, że zarobione przez nas pieniądze trafiające do budżetu państwa częściowo wrócą na drogi. Bo na te drogi tych pieniędzy było naprawdę do tej pory mało.

Wie pan, ile region i Nowa Sól dostanie?

Nie, jeszcze nie ma tych wyliczeń dokładnie, ile tych pieniędzy dostaniemy.

Na ile pan liczy?

Może inaczej: np. z miliarda złotych, a wcześniej pół miliarda na drogi lokalne, zapowiedź jest taka, że rocznie będzie ok. 3,5 mld. Ja się bardzo cieszę. Chciałbym tylko, żeby to zostało urealnione. Więc jeszcze raz powtórzę: te projekty, które się pojawią, chcemy je zobaczyć, bardzo chętnie będę je realizował, ale jeszcze raz: to myśmy wypracowali te pieniądze, te pieniądze trafiły do Warszawy i rząd dzieli te pieniądze. Ten sukces gospodarczy jest naszym udziałem. To my na dole, w tych miastach, miasteczkach tworzyliśmy warunki, uzbrajaliśmy strefy przemysłowe, tworzyliśmy miejsca pracy. Te fabryki były na rozruchu, zaczęły zatrudniać ludzi, ludzie zaczęli płacić...

To jest tak, że budżet państwa w ogóle nie miał w tym swojego udziału?

A jaki? W tworzeniu... Oczywiście ja nie mówię o energetyce, o spółkach Skarbu Państwa, bo to jest inny temat zupełnie. Rozwój gospodarczy tworzył się w tych małych ojczyznach, w takich miejscowościach jak Nowa Sól, Żary, Świebodzin i wiele, wiele innych również tych średnich miast i dużych miast, tej gospodarki nie budował rząd. Rząd co najwyżej może stwarzać klimat.

No i stworzył ten klimat w Nowej Soli?

Ten klimat tworzył poprzedni rząd tak naprawdę, bo ten największy rozwój gospodarczy mieliśmy w poprzednich latach. Ja przypomnę tylko, że przynajmniej w moim mieście boom gospodarczy to był w latach 2005-2008, później kryzys światowy, to wszystko siadło, później znowuż przyszedł ten boom. My w Nowej Soli go wykorzystaliśmy na maksa, totalnie. Więc my teraz jeszcze też konsumujemy ten sukces gospodarczy Nowej Soli. W ostatnich latach pozyskaliśmy kilka, kilkanaście nowoczesnych fabryk u siebie. Ale powiem pani szczerze, niepokojące jest to, że telefony przestały dzwonić. Ja nie chcę zrzucać na rząd PiS-u, bo to jest kwestia, jaka jest gospodarka chińska, amerykańska, europejska, niemiecka przede wszystkim. My jesteśmy w dużej mierze uzależnieni od gospodarki niemieckiej. Więc nie chcę w to wchodzić. Tylko ja bym nie chciał, żeby rząd brnął w to, że te wszystkie zasługi to są ich zasługi. To są nasze zasługi. Jeszcze raz powtórzę: to my tworzyliśmy klimat, my nosiliśmy na rękach inwestorów, my budowaliśmy drogi, my uzbrajaliśmy strefy, my załatwialiśmy dla nich wszystkie formalności, my razem z inwestorami. To u nas powstawały miejsca pracy, to u nas zaczęto płacić coraz większe podatki, które trafiają do Skarbu Państwa i rząd te podatki dzieli, mniej lub bardziej sprawiedliwie.

To panu teraz bliżej do Nowoczesnej czy do PO?

Mi bliżej do partii, która się nazywa Nowa Sól. Jeszcze raz powtórzę.

Ale po tym romansie z Nowoczesną...?

Oczywiście, że mi jest bliżej do totalnej opozycji, bo ja jestem za tym, żeby totalnie się przeciwstawić...

Czyli Koalicja Obywatelska?

Tak, coś koło tego. Jestem za tym, żeby totalnie się przeciwstawić temu, co się w Polsce dzieje w ostatnich latach, temu populizmowi, temu szczuciu Polaka na Polaka, żebyśmy wrócili do tej ścieżki rozwoju. Bo Polska naprawdę bardzo fajnie się zaczęła rozwijać. Ja dzisiaj jestem zaniepokojony, jeszcze dwa, trzy lata temu nie byłem. Bo byliśmy cały czas na ścieżce wzrostu. To, co się dzisiaj w kraju dzieje, niestety budzi niepokój.

Wadim Tyszkiewicz, dziękuję bardzo, pozostajemy na RadioZET.pl.

Dziękuję. Pozdrawiam.

Joanna Komolka: Wadim Tyszkiewicz, prezydent Nowej Soli, od 16 lat ponad prezydent ego miasta, ale też tuż po śmierci prezydenta Pawła Adamowicza coraz więcej doświadcza ataków, gróźb pod swoim adresem. Czy pana zdaniem to, o czym teraz się mówi, czyli zaostrzenie kar, to jest dobre rozwiązanie, dobra droga?

Wadim Tyszkewicz: Bezsensowna. Zaostrzenie kar niczego nie da. Nieuchronność kary może spowodować to, że ktoś się zastanowi. A to, czy ktoś będzie siedział pięć czy siedem lat, to dla kogoś, kto podejmuje taką decyzję, to chyba jest mniej istotne. I te groźby się nie pojawiły teraz. Trzeba pamiętać o tym, że...

Ale teraz jest takie nasilenie, po tym, co się wydarzyło w Gdańsku.

Ale te groźby były. Teraz jest nasilenie oczywiście, bo są różni ludzie, których to kręci. Ale ja od 16 lat jestem prezydentem, dostawałem bardzo różnych dużo gróźb wszelkiego rodzaju, już nie mówiąc o napisach na ścianie albo pamiętam, jak...

To te, które pan zamalowywał?

Tak, między innymi. Ale między innymi Piotr Ikonowicz u mnie zorganizował taką pikietę pod urzędem miejskim i byłem w szoku, kiedy patrząc z okna, widziałem ludzi tam stojących i widziałem panią, która dostała ode mnie mieszkanie, ja jej pomogłem. A ona pokazywała mi gest podcinanego gardła. I ja oczywiście nie to, że się wystraszyłem tej pani, ale mi było potwornie przykro. My pracujemy, my jako samorządowcy staramy się ludziom pomagać. Ktoś dostaje od miasta mieszkanie, ale przyjeżdża Ikonowicz, rozbudza emocje wśród ludzi i kobieta, która dostałą mieszkanie od miasta, pokazuje mi gest podcinanego gardła. To tylko pokazuje, że gra na emocjach skutkuje. I tu niestety...

Ale to też nie jest trochę tak, że państwo jako samorządowcy, choć wydaje się, że często z politykami w części niemający tak dużo wspólnego, to jednak gdzieś tam na dole są różnymi partiami kojarzeni, dlatego też państwo doświadczają tych ataków?

Nie, to znaczy ja miałem akurat krótki epizod polityczny, nazwijmy to, ja jestem rzemieślnikiem samorządowym. Ale ja sobie uświadomiłem po tym, co się wydarzyło w Gdańsku, że jednak wykonujemy zawód podwyższonego ryzyka. Trzeba pamiętać o tym, że np. jeżeli sąd wydaje wyrok, to sąd wydaje wyrok. Jeżeli ja wydaję wyrok eksmisyjny dla kogoś, kto wrócił z więzienia, terroryzuje swoich sąsiadów, zachowuje się agresywnie bardzo i ja go eksmituję, przecież ja nie jestem dla niego przyjacielem, a wrogiem, w związku z czym powinienem jednak też oglądać się za siebie. A to, co się wydarzyło w Gdańsku, pokazuje, że te rozbudzane emocje, pokazywanie, jakie to są sądy złe, niesprawiedliwe, że ci pokrzywdzeni ludzie bardzo często, którzy zasługują na karę, oni dzisiaj dostali takiego paliwa.

Pan był jednym z tych samorządowców, którzy po tym, co się wydarzyło w Gdańsku, czyli po zabójstwie prezydenta Pawła Adamowicza, był tym samorządowcem, który powiedział: „Przestaję milczeć. Zabieram się do roboty, będę teraz każdy przypadek zgłaszał”. Rozumiem, że wcześniej pan tego nie robił?

Robiłem. Więc grzech zaniechania nie tylko ma obecny rząd, ale poprzednie rządu również. Ja takich gróźb dostawałem mnóstwo. Te sprawy były umarzane z powodu niewykrycia sprawcy albo na przykład sprawcę znaleziono, ale on się nie przyznał, że on napisał na własnym komputerze, i prokurator mu umarzał postępowanie. Więc tego było dosyć sporo. W pewnym sensie można powiedzieć, że to tego się przyzwyczailiśmy. Nam zawsze mówiono, ja pamiętam, po pierwszych atakach na mnie, ja poszedłem do adwokata i adwokat mówi: „Panie prezydencie, pan jest osobą publiczną, pan musi mieć grubą skórę”. I ta gruba skóra nie pomogła Adamowiczowi. My powinniśmy być równi wobec konstytucji. Jeżeli ktoś szarga moje imię, jeżeli ktoś mnie obraża, jeżeli ktoś mnie straszy, to adwokat mi powiedział, że ja mam mniejsze prawa niż przechodzień na ulicy. Dlaczego? Przecież ja pracuję dla społeczeństwa, jestem wynajętym menadżerem do zarządzania miastem. Ja wykonuję swój zawód, stara się go wykonywać jak najlepiej. Jeżeli ktoś mnie straszy, grozi mi, już nie mówiąc, że mi ubliża, bo do ubliżania to już się wszyscy przyzwyczailiśmy. I proszę, żeby też słuchacze nie wyobrazili sobie, że siedzi tutaj przed mikrofonem ktoś, kto jest totalnie zły. Ja wygrywam wybory – przepraszam, że tak mówię, bo nie chciałbym się przechwalać – wygrywam wybory między 79% a 87%. Więc ja mam bardzo duże poparcie w swoim mieście.

No właśnie, jak to tłumaczyć, skoro pan ma bardzo duże poparcie, a jednak... no bo to teraz było prawie 80% w poprzednich wyborach samorządowych.

No tak. A rekord miałem 87% prawie.

No tak, no to spore poparcie, a mimo wszystko doszło do takiego momentu, że pan zaczyna się w swoim mieście oglądać za siebie?

To, że się zaczynam oglądać za siebie, to jest związane z tym, co się w Gdańsku wydarzyło. Ja miałem bardzo dużo sytuacji, kiedy musiałem reagować. Moja żona się ze mnie śmieje, mówi, że powinienem chodzić z gwiazdą szeryfa. Ona nie lubi ze mną wychodzić na miasto, nie lubi ze mną jeździć rowerem, bo ja reaguję. Ktoś coś niszczy, ktoś śmieci wyrzuca – ja reaguję. I do tej pory były różne sytuacje. Ja czuję się gospodarzem swojego miasta. Ja nie mogę przejść obojętnie wobec jakiegoś aktu wandalizmu na przykład. I miałem wiele sytuacji takich groźnych dosyć. Miałem przypadek, kiedy człowiek wyjął maczetę, taką półmetrową, i zaczął mnie gonić. Akurat byłem na rowerze, to jakoś sobie poradziłem.

Ale zgłosił to pan też?

Tak, zgłosiłem. I powiem szczerze, popełniłem błąd totalny, dlatego że ja z powództwa cywilnego nie wytoczyłem procesu, a z urzędu prokurator tej sprawy nie pociągnął i sprawa została zamknięta. Trochę z mojej winy, bo ja mogłem wtedy pociągnąć z oskarżenia prywatnego. Nie zrobiłem tego.

A myśli pan, że ta sytuacja, z którą teraz mamy do czynienia, to jest też trochę tak, że do samorządów zeszła ta polityka? Bo państwo jako samorządowcy, prezydenci miast często mówią: „Polityka to jest gdzieś obok, tak naprawdę naszych mieszkańców interesuje to, czy mamy chodnik zrobiony, drogę zrobioną i tak naprawdę ta polityka ich mniej interesuje”. Mam chyba inne wrażenie.

Wie pani, ale to w ostatnich latach to się stało – że samorządy zostały upolitycznione. Tak jak powiedziałem, ja byłem zawsze poza polityką. Miałem krótki epizod polityczny, nazwijmy to, no byłem czy jestem związany z Nowoczesną, ale jako zwykły członek dzisiaj, ja nie jestem działaczem partyjnym. Był krótki moment, kiedy się troszeczkę zaangażowałem, a dzisiaj zajmuję się tylko swoim miastem. Moja partia nazywa się Nowa Sól, moja partia pierwszego wyboru. I większości samorządowców w Polsce. To nas włożono w takie buty, że my tak naprawdę u siebie po pierwsze siedzimy i nic nie robimy. Ja już tego trochę mam dosyć po 16 latach. Kiedy zbliża się wypłata „trzynastek” albo analiza oświadczeń majątkowych, jesteśmy wystawiani do odstrzału, że tak powiem. Ktoś wytworzył tę atmosferę wokół samorządowców, że to nieroby, którzy siedzą na ciepłych stołkach i nic nie robią. A w końcu Polska rozwija się dzięki komu? Ja się nie mogę pogodzić, że dzisiaj, jeżeli konsumujemy ten sukces gospodarczy Polski i dzisiaj partia rządząca mówi: „My, my, my” – to jest nieprawda.

Ale to jest jedyna partia rządząca, która to sobie przypisuje?

Poprzednicy akurat nie przypisywali, bo tak naprawdę my na sukces gospodarczy Polski pracujemy kilkanaście lat. A to, że teraz, rzeczywiście ostatnie lata to jest konsumpcja tego sukcesu, ja widzę po swoim mieście. Przecież ja przejmowałem miasto z 42-procentowym bezrobociem, gdzie była Polska naprawdę w ruinie. Bo później Nowa Sól zasłynęła niesłusznie z konferencji pani Szydło, bo w moim mieście ta konferencja się odbyła, pokazująca Polskę w ruinie. Kiedy ta konferencja trzy lata temu się odbywała, to Polska już nie była w ruinie. Polska w runie była w roku 2000, 2001, 2002. Myśmy tę Polskę z ruiny podnieśli. Ciężko pracujemy na sukces Polski, a ktoś zasługi przypisuje sobie. To samorząd tak naprawdę jest największym sukcesem Polski po '89 roku. Oczywiście są i lepsi, i gorsi samorządowcy. Ja nie mogę mówić za wszystkich, że wszyscy są idealni. Ale tak naprawdę ludzie wybierają swoich przedstawicieli i oni wykonują kawał dobrej roboty.

Panie prezydencie, a tak a propos polityki, to jutro niedziela, a więc konwencja Roberta Biedronia. Myśli pan, że dla jego ugrupowania też jest miejsce w samorządzie?

Wie pani, ja z Robertem się przyjaźnię, to jest mój bardzo dobry kolega, ale się z nim nie zgadzam. Ja mu mówiłem: „Robert, ty jesteś za bardzo na lewo. Ja jestem jednak liberałem, ja twardo stąpam po ziemi, ja wiem, co to znaczy”...

Jednak pojawia się w sondażach.

Pojawia się, bo to jest bardzo fajny, sympatyczny człowiek, ja go bardzo lubię, to jest mądry człowiek. Ale ja nie zgadzam się z tym, że trzeba rozdawać bez opamiętania, bo ja wychodzę z założenia, że żeby coś komuś dać, to trzeba komuś to zabrać, a wcześniej to trzeba wypracować. Więc jestem bardzo ostrożny. Trzeba pomagać ludziom, ale są tego granice. Jeżeli ta pomoc jest źle adresowana, to ona robi więcej szkody niż pożytku. Ja mam przećwiczone to na swoim mieście.

Czy pana zdaniem zatem ten projekt ma szanse powodzenia? Okej, on teraz w sondażach się pojawia pewnie dlatego, że jest nowość, że jest potrzeba takiej świeżości, nowości, czegoś nowego.

Ale Robert popadł w pewną pułapkę. Bo on cokolwiek by nie zrobił, będzie źle. Bo jeżeli on pójdzie sam, oczywiście wesprze PiS, no bo wiadomo, podzielą się głosy. Jeżeli pójdzie z Koalicją Obywatelską czy jak ją by tam zwał, on zniknie wśród tych innych partii. Więc on znalazł się w dosyć trudnej sytuacji, ja mu trochę współczuję.

A powinien był zostać w Słupsku?

Nie, Robert już chyba był politykiem formatu ogólnopolskiego i myślę, że w Słupsku zrobił to, co do niego należało. Trudno mi powiedzieć, jak tam mieszkańcy oceniają go, ale chyba oceniali go dobrze. I on nadaje się do ogólnopolskiej polityki, to jest fajny człowiek, bardzo go lubię, to jest mój kolega, ale on jest za bardzo na lewo. Nie wolno bez opamiętania rozdawać, bo tak jak wcześniej powiedziałem: ja w swoi mieście, kiedy miasto przejmowałem, miałem 42-procentowe bezrobocie. Była tragedia.

A teraz ile?

Dzisiaj rzeczywiste zero. Rzeczywiste, bo ileś tam procent tego bezrobocia może jest. Dzisiaj pracodawcy... Ja czasami mam taką satysfakcję. Kiedyś u pracodawców na biurku leżały setki podań o pracę. Ludzie błagali o to, żeby gdzieś znaleźć pracę. Dzisiaj jest odwrotnie. Dzisiaj przychodzą pracodawcy i mówią: „Panie prezydencie, ludzi do pracy mnie mogę znaleźć”. A ja tam pod nosem lekko przeklnę i mówię: „Kurczę, ja 15 lat na takie słowa czekałem”. Dzisiaj brak pracy jest efektem tego, że pracowaliśmy ciężko wiele lat na to. Ja w swoim mieście przyciągnąłem dwadzieścia kilka nowoczesnych fabryk. Dzięki naszej pracy. Te fabryki dają ludziom zatrudnienie. Fabryki płacą podatki, ludzie płacą podatki. Te podatki wpływają do Skarbu Państwa. Część ich wraca w postaci 500+. My konsumujemy ten sukces gospodarczy, my po wielu latach w moim stosunkowo niedużym w końcu mieście budujemy basen, halę widowiskowo-sportową. To myśmy na to zapracowali, my, samorządowcy.

Skoro mówimy o miejscach pracy, to może z otwartym sercem powitałby pan w ramach deglomeracji jakiś urząd? Oczywiście nawiązuję do tych zapowiedzi obozu rządzącego dotyczących przeniesienia pewnych instytucji z Warszawy od mniejszych miejscowości.

To jest temat na godzinną rozmowę, bo sama deglomeracja nie jest złym pomysłem. Ale to, co się wydarzyło w Niemczech np. albo w innych krajach, z których czerpiemy dzisiaj przykład, to się działo przez dziesięciolecia. Ja nie wiem, czy się da nagle z Warszawy poprzenosić urzędy. Oczywiście, fajnie by było, gdyby te urzędy były rozproszone, ale jakie skutki przyniesie to pozytywne, a jakie negatywne, tego nie wiemy. Więc akurat mojego miasta to nie dotyczy, ja się bardziej cieszę. Wie pani, ja jestem totalną opozycją, do tego się przyznaję otwarcie, ale za jedno mogę pochwalić obecny rząd – że docenił znaczenie miast średnich. Do tej pory byliśmy spychani na margines, poprzednicy tego nie doceniali. Miasta średnie są solą tej ziemi, tak jak moja Nowa Sól. To my w tych niedużych ośrodkach miejskich budujemy gospodarkę. Tworzymy miejsca pracy.

I rząd zapowiada, że dostaniecie więcej pieniędzy. Premier Morawiecki mówi, że tak naprawdę wypracował około 300%-400% więcej dla samorządu.

Kto wypracował?

Cytuję premiera.

To myśmy wypracowali, nie pan premier.

Nowa Sól coś dostałą z tych pieniędzy czy dostanie?

Jeszcze nie dostała. To znaczy nic nadzwyczajnego do tej pory ekstra nie dostaliśmy. Ale są zapowiedzi większych...

No to może powinien pan się zwrócić do premiera czy do wojewody.

Okej, więc liczę na to, że ten pakiet dla miast średnich dotknie też i moje miasto, że coś na tym skorzystamy. Jestem trochę zaniepokojony tym, że kolejne wagony pieniędzy pojadą na Polskę wschodnią i na Śląsk, nie wiem dlaczego. Bo kiedy moje miasto upadało i zakłady... Ja miałem dwie fabryki, w których pracowało w jednej 5 tys. kobiet, w drugiej 5 tys. mężczyzn. Jak te fabryki upadły i u nas bezrobocie było, tak jak powiedziałem, bliskie 42%, to pies z kulawą nogą się nami nie zainteresował.

Ale to nie były rządy tej partii chyba.

Okej, ja tylko mówię, że nam nikt nie pomagał. Więc ja zadaję pytanie: dlaczego te pociągi pieniędzy jadą na wschód i dlaczego jadą na Śląsk? To są silne ośrodki.

No to może powinien pan też po te pociągi się zwrócić?

Wie pani, ale my się zwracamy. Dlatego jeszcze raz: ja mogę pochwalić obecny rząd za to, że zarobione przez nas pieniądze trafiające do budżetu państwa częściowo wrócą na drogi. Bo na te drogi tych pieniędzy było naprawdę do tej pory mało.

Wie pan, ile region i Nowa Sól dostanie?

Nie, jeszcze nie ma tych wyliczeń dokładnie, ile tych pieniędzy dostaniemy.

Na ile pan liczy?

Może inaczej: np. z miliarda złotych, a wcześniej pół miliarda na drogi lokalne, zapowiedź jest taka, że rocznie będzie ok. 3,5 mld. Ja się bardzo cieszę. Chciałbym tylko, żeby to zostało urealnione. Więc jeszcze raz powtórzę: te projekty, które się pojawią, chcemy je zobaczyć, bardzo chętnie będę je realizował, ale jeszcze raz: to myśmy wypracowali te pieniądze, te pieniądze trafiły do Warszawy i rząd dzieli te pieniądze. Ten sukces gospodarczy jest naszym udziałem. To my na dole, w tych miastach, miasteczkach tworzyliśmy warunki, uzbrajaliśmy strefy przemysłowe, tworzyliśmy miejsca pracy. Te fabryki były na rozruchu, zaczęły zatrudniać ludzi, ludzie zaczęli płacić...

To jest tak, że budżet państwa w ogóle nie miał w tym swojego udziału?

A jaki? W tworzeniu... Oczywiście ja nie mówię o energetyce, o spółkach Skarbu Państwa, bo to jest inny temat zupełnie. Rozwój gospodarczy tworzył się w tych małych ojczyznach, w takich miejscowościach jak Nowa Sól, Żary, Świebodzin i wiele, wiele innych również tych średnich miast i dużych miast, tej gospodarki nie budował rząd. Rząd co najwyżej może stwarzać klimat.

No i stworzył ten klimat w Nowej Soli?

Ten klimat tworzył poprzedni rząd tak naprawdę, bo ten największy rozwój gospodarczy mieliśmy w poprzednich latach. Ja przypomnę tylko, że przynajmniej w moim mieście boom gospodarczy to był w latach 2005-2008, później kryzys światowy, to wszystko siadło, później znowuż przyszedł ten boom. My w Nowej Soli go wykorzystaliśmy na maksa, totalnie. Więc my teraz jeszcze też konsumujemy ten sukces gospodarczy Nowej Soli. W ostatnich latach pozyskaliśmy kilka, kilkanaście nowoczesnych fabryk u siebie. Ale powiem pani szczerze, niepokojące jest to, że telefony przestały dzwonić. Ja nie chcę zrzucać na rząd PiS-u, bo to jest kwestia, jaka jest gospodarka chińska, amerykańska, europejska, niemiecka przede wszystkim. My jesteśmy w dużej mierze uzależnieni od gospodarki niemieckiej. Więc nie chcę w to wchodzić. Tylko ja bym nie chciał, żeby rząd brnął w to, że te wszystkie zasługi to są ich zasługi. To są nasze zasługi. Jeszcze raz powtórzę: to my tworzyliśmy klimat, my nosiliśmy na rękach inwestorów, my budowaliśmy drogi, my uzbrajaliśmy strefy, my załatwialiśmy dla nich wszystkie formalności, my razem z inwestorami. To u nas powstawały miejsca pracy, to u nas zaczęto płacić coraz większe podatki, które trafiają do Skarbu Państwa i rząd te podatki dzieli, mniej lub bardziej sprawiedliwie.

To panu teraz bliżej do Nowoczesnej czy do PO?

Mi bliżej do partii, która się nazywa Nowa Sól. Jeszcze raz powtórzę.

Ale po tym romansie z Nowoczesną...?

Oczywiście, że mi jest bliżej do totalnej opozycji, bo ja jestem za tym, żeby totalnie się przeciwstawić...

Czyli Koalicja Obywatelska?

Tak, coś koło tego. Jestem za tym, żeby totalnie się przeciwstawić temu, co się w Polsce dzieje w ostatnich latach, temu populizmowi, temu szczuciu Polaka na Polaka, żebyśmy wrócili do tej ścieżki rozwoju. Bo Polska naprawdę bardzo fajnie się zaczęła rozwijać. Ja dzisiaj jestem zaniepokojony, jeszcze dwa, trzy lata temu nie byłem. Bo byliśmy cały czas na ścieżce wzrostu. To, co się dzisiaj w kraju dzieje, niestety budzi niepokój.

Wadim Tyszkiewicz, dziękuję bardzo, pozostajemy na RadioZET.pl.

Dziękuję. Pozdrawiam.

Oceń