Prof. Stanisław Obirek o przewróceniu pomnika ks. Jankowskiego: To symboliczny wyrok na prałacie

21.02.2019 06:56

„To wpisuje się w akt obywatelskiego nieposłuszeństwa” - tak w Radiu ZET przewrócenie pomnika prałata Jankowskiego komentuje profesor Stanisław Obirek, teolog i były jezuita. „W momencie, w którym niektóre struktury zawodzą – jak państwo, Kościół i samorządy – obywatele biorą czasem sprawy w swoje ręce, czasem w radykalny sposób” – twierdzi w rozmowie z Beatą Lubecką. Profesor Obirek zapewnia w Gościu Radia ZET, że nie stara się usprawiedliwiać nocnego czynu trzech mężczyzn, którzy przewrócili pomnik duchownego. „Staram się zrozumieć. Czytając to, co wykonawcy tego symbolicznego wyroku na księdzu Jankowskim napisali, rozumiem że to czyn wyrastający z oburzenia” – mówi teolog.

Beata Lubecka: Gościem Radia ZET jest dzisiaj profesor Stanisław Obirek, teolog, historyk, były jezuita, teraz wykładowca na Uniwersytecie Warszawskim w Ośrodku Studiów Amerykańskich. Na pewno pan słyszał, co się wydarzyło w nocy w Gdańsku. Pomnik księdza prałat Jankowskiego został obalony, przewrócony. Ten termin wydaje się nieprzypadkowy. Wiadomo, że dziś jest szczyt w Watykanie dotyczący pedofilii w Kościele. Jak by nie patrzeć, jest to akt wandalizmu – tak czy nie?

Stanisław Obirek: Tuż przed wejściem do studia dokładnie przeczytałem obszerny reportaż z tego wydarzenia na OKO.press. Uważam, że to się wpisuje w akt obywatelskiego nieposłuszeństwa. W momencie, kiedy podstawowe struktury państwowe zawodzą, jak państwo, Kościół, samorządy, obywatele biorą w swoje ręce, czasem w sposób radykalny…

Czyli pan to usprawiedliwia?

Ja nie usprawiedliwiam, ja staram się zrozumieć. Czytając to, co wykonawcy tego symbolicznego wyroku na księdzu Jankowskim napisali, jak motywują swój czyn, ja rozumiem, że to jest czyn, który wyrósł z oburzenia.

Czyli nie jest pan zaskoczony, że coś takiego się wydarzyło, że do czegoś takiego doszło?

Myślę, że w przestrzeni publicznej od wielu miesięcy narasta niezgoda czy wręcz gniew społeczeństwa, które jest zaskakiwane indolencją, niemożnością Kościoła.

Tam były zaledwie trzy osoby.

Ale to są reprezentanci ruchu obywatelskiego. Oni się podpisują. To nie jest ich pierwsze działanie w przestrzeni publicznej. Oni mówią, że kiedy pedofil, znany… To w Gdańsku była tajemnica poliszynela od lat. Ten człowiek był pedofilem. Nadużywał swojej władzy, swojej pozycji społecznej do tego, żeby krzywdzić dzieci. To jest opisane już w tej chwili dość dokładnie, więc nie ma potrzeby tego przypominać. Natomiast nic nie zostało zrobione, również w jakiś symboliczny sposób.

Czy sądzi pan, że ten pomnik powinien zostać ponownie postawiony?

Nie. Sądzę, że to duży problem w sensie symbolicznym. Ale polska opinia publiczna, i w ogóle my, Polacy, jesteśmy bardzo dobrzy w stawianiu i przewracaniu pomników, więc sądzę, że to będzie nowy precedens. Zobaczymy. Część na pewno jest za tym, żeby prałat w ogóle zniknął z przestrzeni publicznej. Podpisuję się pod tym ze względu na to, co on mówił, jak mówił. Oni mówią też o antysemityzmie, który był bardzo jaskrawo obecny u niego.

Czyli zdaniem pana profesora ten pomnik powinien zniknąć z przestrzeni publicznej. Teraz nawiązuję do tego, co wczoraj się wydarzyło, bo to był akt symboliczny – chociaż niektórzy uważają, że to gest trochę pusty, teatralny. Chodzi o to, że papież Franciszek pocałował w dłoń prezesa Fundacji Nie Lękajcie Się, który też był ofiarą księdza pedofila, jak miał 13 lat. Jak to odbierać? Czy rzeczywiście to jest pusty gest, teatralny, czy jednak ma szersze znaczenie?

Dość uważnie obserwuję, co i jak papież Franciszek robi od momentu, kiedy został papieżem, jeśli chodzi o pedofilię. Myślę, że wszystko można mu zarzucić, ale na pewno nie puste gesty i teatralne zachowania.

Czyli to nie jest pod publikę?

Widziałem ten film, który też jest dostępny na OKO.press. Widać ogromne napięcie emocjonalne z obu stron, gdy papież podszedł do Marka Lisińskiego, ujął jego dłoń, chwilę się modlili obaj wyraźnie. Sądzę, że to był impuls po prostu. Ciężary, które instytucja, której papież Franciszek przewodzi… [Ciężary] winy, okropnej winy nadużyć przestępców w sutannach on bierze na siebie. W akcie skruchy i żalu całując ręce jednej z ofiar, mówi: „Przepraszam was. Zrobimy wszystko, żeby wasz ból nie poszedł na marne, żeby jakoś go odkupić”.

Wczoraj do papieża dotarł raport o polskiej pedofilii doręczony przez posłankę Joannę Scheuring-Wielgus, wcześniej z Nowoczesnej, teraz w partii Teraz. Nie zachowała się jednak trochę zbyt zuchwale?

To są normalne zachowania w czasie audiencji generalnej. Są ludzie, którzy podchodzą do papieża, rozmawiają z nim. Polska grupa, bo było ich czworo czy pięcioro, uprzedziła papieża listem, że chcą się z nim spotkać.

I papież wyszedł im naprzeciw, tak?

To było zapowiedziane na konferencji prasowej głównych organizatorów tego szczytu w sprawie nadużyć seksualnych księży, że [papież] chce się spotkać z ofiarami. To nie było jakimś nadzwyczajnym, teatralnym gestem, tylko papież był uprzedzony, wiedział, kto to jest.

Czy ten raport będzie miał przełożenie na to, co będzie się działo w polskim Kościele? Zakładamy, że papież ten raport przeczyta lub już przeczytał. Tak zakładają ci, którzy dostarczyli ten raport.

Papież powiedział: „I promise”.

Złożył obietnicę. Jak się do przełoży na to, co się wydarzy w polskim Kościele?

Myślę, że już nie będzie tak, jak było. Ten pocałunek, gest skruchy papieża wyrażonej publicznie wobec ofiary, i przyrzeczenie, że się zapozna z raportem, oznaczają, że oficjalny raport, który dzisiaj przywiezie ze sobą biskup Jędraszewski z polską delegacją oficjalną, ojcem Żakiem, biskupem Mizińskim, że te dwa raporty będą musiały być uzgodnione. Prawdopodobnie oficjalna wersja kościoła jest taka, że minimalizuje i ilość ofiar, i ilość nadużyć. Natomiast o ile wiem, raport złożony przez panią posłankę i Fundację Nie Lękajcie Się jest bardzo solidnie udokumentowany, łącznie z wyrokami sądowymi.

Czym zakończy się ten szczyt w Watykanie, ten mały synod? Czy będzie jakiś przełom? A jeśli będzie, to co to miałoby oznaczać? Jakie pociągnąć konsekwencje?

Z tego, co pisze prasa światowa, nie będzie przełomu w tym sensie, że to, co się do tej pory robi, to już jest przełom. „Zero tolerancji” to nie jest tylko deklaracja.

Taki szczyt jest zresztą bez precedensu w historii Kościoła.

Tak, zwłaszcza arcybiskup Charles Scicluna, który jest głównym promotorem „zero tolerancji”, mówi, że przede wszystkim chcą zwrócić uwagę biskupów całego świata. Nie wszystkie episkopaty radzą sobie z pedofilią. Amerykański, chilijski, irlandzki czy niemiecki to są pewne wzory zachowań. Ale episkopaty w Afryce czy w Europie Środkowowschodniej uważają, że to margines, że to nie ma przełożenia na realne problemy Kościoła.

Więc czym to się zakończy?

Sądzę, że wspólną linią „zero tolerancji”, która nie będzie tylko pustymi deklaracjami, jak to się zdarza.

Czyli zero zamiatania pod dywan.

Coś jeszcze bym dodał, zwłaszcza że w mediach jesteśmy. Organizatorzy szczytu mówią, że bardzo ważną rolę odgrywają media. Mówią o „Spotlight”, czyli o Boston Globe.

Nawet było podziękowanie dla dziennikarzy, że takie rzeczy ujawniają, bardzo niewygodne dla Kościoła.

Tak, róbcie jak najwięcej, wywierajcie presję. Nie pozwalajcie, żeby Kościół uciekał od odpowiedzialności. Skoro Kościół jest instancją moralną, którą głosi szczytne ideały i wzorce zachowań, napomina nas, jak powinniśmy się zachować, teraz światła kamer są zwrócone na Kościół. Zobaczymy, jak to będzie.

Jeszcze zapytam o polską delegację. Poleciał tam arcybiskup Jędraszewski, o którym pan profesor wspomniał. Miał lecieć arcybiskup Gądecki, rozchorował się. Życzymy zdrowia. Jak to wpłynie na prace i na to, co zobaczymy, jak już ta delegacja wróci?

Myślę, że już sam fakt, że nagle biskup Gądecki się rozchorował, jest znaczący. Znamy takie choroby dyplomatyczne.

Tutaj jest zapalenie płuc, szpital.

O ile wiem, biskupi mają bardzo dobrą opiekę prewencyjną i w trakcie.

Czyli pana zdaniem to choroba dyplomatyczna?

Myślę, że on nie uniósł odpowiedzialności. Na pewno bał się konfrontacji z Fundacją Nie Lękajcie Się, której od wielu lat nie przyjął. Teraz, ad calendas Graecas, przeniósł spotkanie na wiosnę, nie wiadomo kiedy. Myślę, że to tchórzostwo po prostu. Człowiek, który na własnym podwórku nie stoi na wysokości zadania, bał się konfrontacji z papieżem Franciszkiem. Zobaczymy, jak sobie poradzi biskup Jędraszewski, który jest bardzo znany z dyplomacji i retorycznych zawiłości. Zobaczymy, czy sobie da radę z tym prostolinijnym Argentyńczykiem. Jestem bardzo ciekaw.

RadioZET/JZ/PaNa

Oceń