Słuchaj
Mateusz Ptaszyński, Marcin Sońta
Aga Kołodziejska
Damian Michałowski, Ewelina Pacyna
Marcin Łukasik
Redakcja Radia ZET
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

Rafał Nowicki o odstrzale dzików: To nie chodzi o masowe uśmiercenie całej populacji

12.01.2019 08:00
xxx zet

- To nie chodzi o depopulację dzika, masowe uśmiercenie całej populacji, bo to raz, że się tego zrobić nie da, a dwa - nie byłoby to wskazane - tak o planowanym w styczniu odstrzale dzików mówi w Radiu ZET Rafał Nowicki z Zarządu Głównego Polskiego Związku Łowieckiego. 
Gość Radia ZET tłumaczy, że tzw. polowania zbiorowe na dziki, do którego Ministerstwo Środowiska zobowiązało koła łowieckie, to normalny typ polowania, które co roku organizowane są w zimę. Jedyne, co odróżnia tegoroczne polowania od poprzednich jest to, że koła łowieckie zorganizują te polowania w tym samym czasie w znajdujących się obok siebie okręgach łowieckich, co ma pomóc w walce z Afrykańskim Pomorem Świń. Jak mówi Rafał Nowicki, te polowania i tak by się odbyły, bo koła łowieckie są do nich zobowiązane.
Ile dzików zostanie odstrzelonych w styczniu? - Pojawiła się liczba 210 tysięcy osobników do odstrzału. To jest technicznie niemożliwe i nie wiem skąd ta wartość się wzięła. Roczny plan łowiecki, plan minimum dla całego kraju zakładał odstrzał 185 tysięcy osobników, także odstrzelenie w trzy weekendy 210 tysięcy zakrawa na absurd i jest nielogiczne - mówi Nowicki i dodaje, że w tym sezonie łowieckim w Polsce jest około 300 tysięcy dzików. 

 

Łukasz Konarski: Rafał Nowicki, zarząd główny Polskiego Związku Łowieckiego. Dzień dobry.

Rafał Nowicki: Witam pana, witam państwa.

Ministerstwo nakazało kołom łowieckim zorganizowanie masowych, wielkoobszarowych i skoordynowanych polowań, a na myśliwych nałożyło obowiązek udziału w masowym odstrzale dzików w trzech terminach w styczniu. Wyrusza pan w ten weekend w las strzelać do dzików?

Wyruszam, natomiast należy tu od razu zdementować słowo „masowe” i zalecenie obowiązkowego udziału.

Jak to jest?

Jesteśmy w okresie zimowym, w którym odbywają się tzw. polowania zbiorowe. Są to polowania, w których bierze udział większa liczba myśliwych, jest możliwość wzięcia naganki czy też używania psów myśliwskich. Jest to normalny, prawnie dopuszczony typ polowania. On się odbywa, tak jak mówię, w okresie zimowym. Każde koło łowieckie przygotowuje sobie taki harmonogram polowań zbiorowych. I jedyna różnica tych polowań zaleconych przez pana ministra, tzw. – może troszeczkę nazwa jest błędna tutaj – wielkopowierzchniowych, polega na tym, aby polowania zbiorowe, które koła i tak mają zamiar zorganizować, były zorganizowane w tym samym czasie w sąsiadujących ze sobą obwodach łowieckich, tak żeby jeszcze większa skuteczność wykonywania takiego polowania była. Natomiast dalej jest to realizowanie rocznego planu łowieckiego. Nie jest to jakieś specjalne dodatkowe działanie, tylko to, co my normalnie robimy, tylko że po prostu w tym samym czasie.

Ale obowiązek udziału w tym polowaniu jest czy nie?

Nie ma, bo nikt nie może takiego obowiązku nałożyć na pojedynczego myśliwego. Przecież jest to pewnego rodzaju hobby, jest to stowarzyszenie, ludzie uczestniczą w życiu łowieckim dobrowolnie.

Ale koło łowieckie jednak musi to polowanie zorganizować? Czy też nie?

Nie, ale tak jak mówię, każde koło łowieckie i tak organizuje polowania zbiorowe w tym okresie zimowym, tak że chodziło tylko i wyłącznie o to, aby zmienić ewentualnie termin takiego polowania.

A ma pan jakieś wątpliwości, patrząc na tę burzę, która się toczy?

Rozumiem działanie, rozumiem zalecenie pana ministra. Zresztą pan minister powtórzył to, co zostało wypracowane na grupie roboczej ds. monitorowania i zwalczania afrykańskiego pomoru świń u dzików. Co ważne podkreślenia, to to, że to nie jest działanie, które miałoby się odbyć na terenie całego kraju.

No właśnie. Gdzie konkretnie?

To jest taki pas szerokości mniej więcej trzech obwodów łowieckich na granicy żółtej strefy ograniczenia afrykańskiego pomoru świń, które ustanawia Komisja Europejska.

Jakby pan mógł to zobrazować, bo niektórzy nie wiedzą, gdzie to jest.

To jest taki pas mniej więcej trzymający się troszkę Wisły, generalnie województwa warmińsko-mazurskie, mazowieckie, trochę łódzkiego, świętokrzyskie i podkarpackie. Wisła zahacza. No i to jest taki wąski pas w tych pięciu województwach.

I tam w ten weekend będą polowania?

Bo i tak by się odbywały, no bo myśliwi z racji tego, że mają swoje inne zajęcia, mogą to robić tylko weekendami.

Ale to będzie masowy odstrzał dzików, jak wszyscy mówią?

Nie, właśnie nie ma tu masowego. I też pojawiała się liczba 210 tysięcy osobników do ostrzału. No to jest technicznie niemożliwe, nie wiem, skąd ta wartość się wzięła.

No to ile tych dzików państwo odstrzelą.

Roczny plan łowiecki, sumaryczny dla każdego kraju, zakładał odstrzał 185 tys. osobników – plan minimum. Na koniec listopada – bo za grudzień jeszcze danych nie mamy – było 168 tys. odstrzelonych osobników. Tak że odstrzelenie w trzy weekendy 210 tys. zakrawa na absurd i jest wręcz nielogiczne.

No to jeżeli dobrze liczę, państwo mają odstrzelić teraz około 17 tys.? Czy źle liczę?

17 tysięcy zostało. O to panu chodzi?

Tak.

Tylko że tak jak mówię – jest to plan minimum. Czyli 185 tys. to tyle, co trzeba odstrzelić, a to, co więcej, no to nie jest to w żaden sposób karane, wręcz pożądane.

A ile jest tych dzików teraz?

Statystyka łowiecka jest tak konstruowana, że liczymy, szacujemy w zasadzie wielkość populacji w marcu każdego roku. Na rok 2018 liczba ta wynosi około 90 tys. tylko należy pamiętać, że to jest jeszcze przed rozrodem. Przyrost zrealizowany szacuje od 150% do 250% – tyle populacja może wzrosnąć w stosunku do tej wyszacowanej na wiosnę. Tak że możemy liczyć, że około 300 tys. dzików jest w tym sezonie łowieckim, natomiast nigdy nie możemy tutaj powiedzieć o jakiejś stałej wartości, no bo odbywają się polowania, jest naturalna śmiertelność zwierząt. Tak że no nie powiem, ile jest teraz. Mamy stan początkowy, jakiś poziom odstrzału zaplanowany, no i znowu będzie liczenie na wiosnę 2019 r.

No dobrze, ale czy patrząc na te trzy weekendy najbliższe, państwo mają plan – że tak powiem językiem myśliwych – pozyskania tych dzików? Tej liczby?

Nie ma tutaj ilościowego planu, bo, tak jak mówię, mamy ten plan minimum do wykonania. Jeżeli wykonamy go na poziomie 200 tys. sumarycznie, no to okej. Chodzi jednak o to – tutaj należy to wszędzie podkreślać – że to nie chodzi o depopulację dzika, masowe uśmiercenie całej populacji. Bo to raz, że się zrobić nie da, a dwa, że no też nie byłoby do końca wskazane.

Patrząc na te dane, które państwo przekazują – pozyskanie dzika kształtowało się następująco na przestrzeni poprzednich sezonów: 2014-2015 - 260 tys., potem kolejny sezon – 310 tys., następnie 282 tys. i 2017-2018 – 308 tysięcy, a w tym roku planowane 185.

Tak, to jest dużo mniej niż w latach ubiegłych.

Ekolodzy mówią, że to największa masakra dzików od lat.

Dlatego jest pewne niezrozumienie i m.in. jestem tutaj dla pana, dla państwa, żeby takie rzeczy prostować i wyjaśniać.

To ile dzików zostanie, pan myśli?

Zostanie przy życiu?

Tak.

Znaczy to, co docelowo strategia zwalczania ASF zakłada, to utrzymanie gęstości populacji 0,1 osobnika na kilometr kwadratowy. I tego się trzymamy, jest to wartość, która w założeniu powoduje to, że nie powinno dochodzić do transmisji wirusa między osobnikami. Bo im rzadziej tego dzika spotykamy, no to tym trudniej przekazują sobie osobniki czynnik chorobotwórczy. To tak samo jak z człowiekiem. Mamy grypę, no to jeżeli będziemy kaszleć w zatłoczonym autobusie, no to wiadomo, czym się to skończy dla reszty. A wiadomo, choroby zakaźne człowieka, no to po to jesteśmy odizolowani w szpitalach zakaźnych, żeby do tego nie dochodziło.

O samym ASF-ie jeszcze porozmawiamy. Słuchacze pytają – co z bezpieczeństwem spacerów po lesie w ten weekend?

Tak jak mówię, jest to zwykłe polowanie zbiorowe, które i tak by się odbywało. Zgodnie z przepisami prawa każde polowanie zbiorowe musi być oznaczone. Zostały przygotowane takie specjalne tablice: „Uwaga, polowanie”. One są rozmieszczana na terenie, gdzie się to polowanie ma odbywać. Ponadto gmina jest również informowana, nadleśnictwo jest również informowane, gdzie takie polowanie i kiedy się odbywa, tak że można zasięgnąć oczywiście języka, o czym oczywiście spacerowicze wiedzieć nie muszą, dlatego te tablice są ustawiane w taki sposób, żeby zabezpieczyć wszystkie ewentualne drogi spacerowania, żeby nie narażać społeczeństwa na ewentualną utratę zdrowia czy życia.

Z tego, co czytałem, państwo niespecjalnie informują o tym, gdzie te polowania będą, bo się obawiacie, że będą blokowane.

No to też jest pewien problem, gdyż ja rozumiem przeciwników łowiectwa, natomiast łowiectwo jest czynnością jak najbardziej legalną. Roczne plany łowieckie koła łowieckie są zobowiązane wykonywać, gdyż w przeciwnym razie ponosimy jako koło łowieckie kary finansowe za niewykonanie tych planów. Tak że każde blokowanie polowania utrudnia wykonanie tego planu łowieckiego sumarycznie.

Czyli rozumiem, że obowiązek jednak jest nałożony na państwa, żeby w tym polowaniu wziąć udział? Może nie taki wprost, ale koniec końców to się może skończyć dla państwa finansową karą.

No tak, ale to jest obowiązek wykonania planu, a nie uczestnictwa w polowaniu zbiorowym. Bo są jeszcze polowania indywidualne w ciągu roku i każdy myśliwy jak chce, tak jeździ na polowania, i tutaj nie ma przymusu.

No dobrze, wyobraźmy sobie taką sytuację, która prawdopodobnie się będzie działa, że to polowanie ekolodzy będą się starali zablokować. Co państwo wtedy zrobią? Rozumiem, że nie będziecie strzelać do zwierząt?

Absolutnie, no to wtedy siłą rzeczy musimy przerwać to polowanie, no bo bezpieczeństwo nasze, myśliwych i bezpieczeństwo osób postronnych jest jednak najważniejsze. Jest to może sytuacja denerwująca, ale tak jak mówię, bezpieczeństwo jest na pierwszym miejscu zawsze, więc odstąpimy w tym momencie od wykonywania tego odstrzału.

A ile takich polowań jest blokowanych w ciągu roku? Takich oczywiście zbiorowych?

Zbieramy takie dane, natomiast staje się to niestety coraz popularniejsze, tworzą się na Facebooku różne grupy przeciwko myśliwym. Gromadzą się, zbierają specjalnie w celu blokowania polowań. Jaka to jest liczba, na tę chwilę nie jestem w stanie odpowiedzieć.

Co się dzieje z tymi dzikami, które państwo odstrzelą? Będą badane pod kątem, czy mają wirusa ASF, a zdrowe sprzedane?

To zależy o jakim rodzaju odstrzału mówimy. Bo jeżeli mówimy o polowaniu, no to dziki z polowania, zresztą nie tylko dziki – mamy dwie możliwości wykonywania tuszy: albo ona zostanie

wzięta na użytek własny, wzięta w cudzysłowie, bo tak naprawdę jest to zakup tuszy przez myśliwego. Mimo że myśliwy pozyskał, odstrzelił danego osobnika, to nie należy ona do niego tylko do koła łowieckiego, od którego musi to wykupić. W zależności od kilograma cena jest przeliczana. Druga możliwość to sprzedaż do punktu skupu. Ono trafia wtedy na rynek, albo w postaci świeżego mięsa, albo przerobionej wędliny. Natomiast jeżeli mówimy o odstrzale tzw. sanitarnym zarządzonym przez powiatowego lekarza weterynarii bądź wojewodę, to tutaj zalecenie jest takie, aby dziki podlegały utylizacji, ewentualnie myśliwy może wziąć takiego dzika na użytek własny. Takie mięso, nawet jakby było zdrowe, nie ma prawa trafić na rynek. Są przepisy unijne, które mówią, że mięso dzikich zwierząt może trafić na rynek tylko pod warunkiem, że zostało upolowane. Polowanie to nie to samo, co odstrzał sanitarny.

A tutaj mamy do czynienia z czym?

Z jednym i z drugim tak naprawdę. Niektóre powiaty, niektóre województwa mają zarządzony odstrzał sanitarny, i te polowania wielkopowierzchniowe, które mają się odbywać, również mogą

się odbywać z puli odstrzału sanitarnego, a tam, gdzie nie jest zarządzony odstrzał sanitarny, normalne polowania zbiorowe.

A ile myśliwy dostaje za jednego dzika? Państwo dostają też pieniądze za to, że odstrzelili, czy nie? Jak to jest

To jest taka zachęta głównego lekarza weterynarii do tego, żeby intensyfikować odstrzał. Są faktycznie kwoty, jest to 650 zł za lochę powyżej 30 kg, jeżeli mówimy o odstrzale sanitarnym, to w całym kraju, jeżeli mówimy o polowaniach, to tylko w tych strefach ASF ustanowionych przez KE, tych trzech: żółtym, czerwonym i niebieskim kolorze, taka mapka jest – nie mam jej teraz przy sobie, jesteśmy w radiu – natomiast jest ona na stronie głównego oddziału sanitarnego.

Można powiedzieć, że to się państwu opłaca, jak minister mówi, żeby odstrzelić tych dzików ileś tam.

Jest to finansowo opłacalne na pewno, ale jest to taka troszeczkę mobilizacja, te 650 zł, do tego, żeby odstrzeliwać samice. Natomiast mamy swój kodeks etyki łowieckiej, która nam zabrania strzelania do ciężarnych loch czy loch prowadzących młode. I tutaj każdy etyczny myśliwy i tak by się powstrzymywał od takiego strzału.

Pytają słuchacze, w jaki sposób są państwo w stanie odróżnić taką lochę ciężarną od nieciężarnej?

To się da zrobić, natomiast każda wątpliwość, jeżeli myśliwy by tego nie umiał, każda wątpliwość działa na korzyść tego zwierzęta. Po prostu się nie strzela. Jeżeli nie mam pewności, czy to jest samica, czy to jest samiec, powstrzymuję się od strzału.

Da się odróżnić dzika zdrowego od chorego? Tak przez lunetę?

To zależy, na którym stadium rozwoju choroby. Da się, natomiast zdarzają się przypadki, że dziki potrafiły przejść przez chorobę i wyzdrowieć. Są zarażone, są nosicielami choroby, ale przeżyły. Tak że takie powinny też ze środowiska być eliminowane.

Czy da się powstrzymać ASF, nie zabijając dzików?

Różne zdania są na ten temat. Dzik jest jednym z wektorów czy rezerwuarów tejże choroby, ale nie jedynym. Polski związek łowiecki, realizując taką większą strategię zwalczania ASF, jest władny zajmować się tylko tym dzikiem. Są inne elementy tej strategii, które również powinny być realizowane. Jeżeli wszystkie będą realizowane, no to tę chorobę zapewne uda się powstrzymać.

Np. w jaki sposób? Odławianie jakieś czy coś takiego?

W przypadku dzików jedyną skuteczną metodą jest odstrzał, zredukowanie populacji, rozrzedzenie jej. Odłów jest nieopłacalny. Zresztą tak naprawdę po co je odławiać, bo gdzieś trzeba by je było trzymać. A jeżeli są zarażone, no to padną, a jeżeli są wszystkie zdrowe i nagle wpuścimy zarażonego, to i tak padną. Dlatego tutaj odstrzał jest najtańszą, najpewniejszą metodą – w przypadku dzików, oczywiście.

Czy patrząc na tę awanturę, nie wiem, czy to jest dobre słowo, potężne zamieszanie, jeśli chodzi o ten odstrzał dzików, ręka panu nie zadrży na polowaniu?

Ja robię to od lat, poluję i tak jak mówię, dla meni jest to zwykłe polowanie. Jedyna różnica to jest to, że jest ono skoordynowane w tym samym terminie z różnymi kołami łowieckimi. To jest jedyna różnica.

Rafał Nowicki, zarząd główny Polskiego Związku Łowieckiego. Ciąg dalszy na RadioZET.pl.

RadioZET.pl/BM

Oceń