Słuchaj
Robert Karpowicz, Marcin Sońta , Aga Kołodziejska
Michał Korościel
Damian Michałowski, Ewelina Pacyna
Mateusz Ptaszyński
Hubert Radzikowski
Redakcja Radia ZET
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

Rafał Trzaskowski: Orban ograł PiS i zostawia ich na spalonym. Ci cały czas rozbijają się głową o ścianę

17.01.2018 06:54

„Orban ograł PiS i widać u nich panikę. Pokazał im kolejny raz, że można zabiegać o interes narodowy, czasami łamiąc zasady UE, ale można przy tym być politykiem racjonalnym. Jest pragmatykiem a nie dogmatykiem i zostawia PiS na spalonym” – mówi gość Radia ZET Rafał Trzaskowski, pytany o Węgry, które przyjęły uchodźców. Zdaniem byłego ministra ds. europejskich, Viktor Orban dobrze wie, że przyjęcie kobiet i dzieci z potwierdzoną tożsamością nie stanowi żadnego zagrożenia dla państwa. „Pokazuje gotowość do kompromisów i rozumienie solidarności a rząd Prawa i Sprawiedliwości idzie w zaparte, zbudował politykę opartą na strachu i znajdzie się na spalonym” – uważa polityk PO. Dodaje, że partia rządząca „przez cały czas rozbija się głową o ścianę”. „Różnica jest taka, że Viktor Orban sam podejmuje decyzje – jedzie, widzi i kalkuluje. A Beata Szydło i Mateusz Morawiecki muszą się zastanawiać co na końcu powie prezes i to ich paraliżuje” – komentuje gość Radia ZET.

Łukasz Konarski: A gościem Radia Zet jest Rafał Trzaskowski Platforma Obywatelska, kandydat na prezydenta Warszawy, dzień dobry.

Rafał Trzaskowski: Dzień dobry panu, dzień dobry państwu.

Nasz słuchacz pyta, czy jeśli wygra pan wybory to przyjdzie pan na komisję reprywatyzacyjną, jako prezydent Warszawy?

Ale ja nie mam nic wspólnego z reprywatyzacją.

Ale jako organ samorządu, czy pan będzie tłumaczył te decyzje Hanny Gronkiewicz-Waltz.

No tak, tylko że dlaczego ja mam tłumaczyć decyzje, z którymi nie miałem nic wspólnego? Jeżeli kiedykolwiek byłaby sytuacja taka, że moja by była osobista odpowiedzialność, ja się nie uchylam przed rozmową przede wszystkim z obywatelami, bo to jest najważniejsze, żeby tłumaczyć swoje decyzje i zobaczymy, jak będzie wyglądała ta sytuacja. Natomiast w tej chwili to pytanie jest kompletnie nie na miejscu, bo przecież nie ja podejmowałem te decyzje.

A czy pan, jako kandydat na prezydenta z Platformy dzisiaj tłumaczy w kampanii, jednocześnie mówiąc, że to nie wina pana, tylko właśnie Hanny Gronkiewicz-Waltz?

Te pytania padają, to jest całkowicie naturalne. Natomiast kampania będzie o przyszłości, a nie o tym, co było tylko i wyłącznie. Ja wielokrotnie się wypowiadałem na temat reprywatyzacji. Uważam, że to, co się działo w tej sprawie za skandal i nie uchylam się od tych pytań. Natomiast myślę, że nie da się, mimo że PiS bardzo by chciało i nie tylko PiS, żeby cała kampania dotyczyła tylko tego jednego tematu.

A czy Hanna Gronkiewicz-Waltz jest dużym obciążeniem dla Platformy teraz?

Ja nie chcę mówić w tych kategoriach, dlatego że wszyscy wiemy i powtarzam to od wielu, wielu tygodni, nawet miesięcy, że jeżeli chodzi o kwestie reprywatyzacji jest to skandal, natomiast warszawiacy też widzą, jak dzięki pani prezydent zmieniło się miasto. I na końcu to oni będą oceniać panią prezydent.

A myśli pan, że na końcu kampanii samorządowej to komisja reprywatyzacyjna będzie jeszcze bardziej podkręcać atmosferę, tempo?

Pewno będzie się starać. Natomiast ja myślę, że większość tych faktów dotyczących reprywatyzacji ujrzała już światło dzienne jeżeli chodzi o sam proceder. Warszawiacy wiedzą dokładnie, co się działo i są w stanie ocenić też w sposób, myślę, wyważony prezydenturę Hanny Gronkiewicz-Waltz.

Czy gdyby Hanna Gronkiewicz-Waltz podała się do dymisji to ułatwiłaby panu walkę o stolicę?

Nie, dlatego że wtedy stolica przeszłaby w ręce PiS, dlatego że wtedy rządziłby komisarz i PiS zrobiłoby w Warszawie to, co robi w reszcie kraju, czyli wprowadziło swoje namiestnikowskie rządy. I dlatego Hanna Gronkiewicz-Waltz nie podała się do dymisji, bo świetnie wie czym by się to skończyło.

A czy to też by nie było tak, że po prostu przyznałaby się do błędu?

Ale Hanna Gronkiewicz-Waltz mówiła wielokrotnie o tym i widać to też z jej wypowiedzi, że to był błąd. Natomiast również bierze pod uwagę, jakie byłyby konsekwencje natychmiastowego podania się do dymisji. W tej chwili rządziłoby PiS i mielibyśmy próbkę tego, co zamierza, czyli grodzenie placów, stawianie pomników, przemianowywanie ulic, na tym się PiS skupiło, a nie na rozwoju miasta.

Z kim bardziej nie chciałby pan przegrać wyborów? Z Patrykiem Jakim, czy Stanisławem Karczewskim?

To jest takie klasyczne, dziennikarskie pytanie.

Oczywiście.

Bardzo mało wnoszące do debaty. Zobaczymy kto będzie kandydatem i wtedy będziemy się na ten temat wypowiadać. Tutaj to nie ja wybieram sobie kontrkandydatów, to jest decyzja PiS. Ja wszystkich szanuję. Żaden kontrkandydat PiS nie będzie łatwym kontrkandydatem, dlatego że PiS ma sporo poparcia w społeczeństwie. Poczekamy. Zobaczymy.

Prezydent podpisał wczoraj kodeks wyborczy dotyczący wyborów samorządowych, co pan na to?

Jestem zawiedziony, dlatego że ten kodeks prowadzi do upolitycznienia wyborów samorządowych. Niestety, ale sam nadzór nad wyborami będzie pozostawiał bardzo dużo do życzenia, mówiąc delikatnie, bo będziemy mieli politycznych nominatów i to budzi bardzo, bardzo wiele kontrowersji. Szkoda, że pan prezydent tego nie zobaczył. Pan prezydent ułożył się z PiS w zamian za większe prerogatywy w dziedzinie polityki zagranicznej. Nawet już przestał udawać, że jest czynnikiem niezależnym. Ja nad tym ubolewam, dlatego że w momencie reformy sądownictwa był taki moment, kiedy taka nadzieja powstała, że może pan prezydent będzie się starał unieść ponad te spory polityczne, że będzie w pewnym sensie niezależny. Niestety wszystkie te nadzieje skończyły się jednym, wielkim rozczarowaniem.

A kiedy Platforma rozpocznie taką kampanię wyborczą, po prostu całkowicie będzie tutaj na wiecach Rafał Trzaskowski, w fabrykach, w metrze.

Ja cały czas prowadzę kampanię wyborczą. Wczoraj miałem bardzo duże spotkanie na Pradze Południe, gdzie spotykałem się i z sympatykami Platformy i z ruchami miejskimi, praskimi, i z lokatorami, i z działkowiczami, dzisiaj będę się spotykał z lekarzami, także to przez cały czas trwa. Kampania to jest kampania rozmowy z ludźmi. Ona nie musi być jakoś niebywale spektakularna. Oczywiście też będą takie momenty, gdzie będziemy ogłaszali propozycje programowe. Ta kampania jest trochę niezwykła, bo ona trwa osiem miesięcy, więc dobrze trzeba rozłożyć akcenty, ale najważniejsze jest to żeby rozmawiać z ludźmi, żeby się pokazywać z ludźmi, żeby rozmawiać o problemach, które ich nurtują w Warszawie. Będę się spotykał w przyszłym tygodniu z lokatorami, będę się spotykał z seniorami, tych spotkań jest mnóstwo, mnóstwo i właśnie na tym polega kampania.

I przesiada się pan do komunikacji miejskiej?

Ja jeżdżę i samochodem, to dosyć często, jeżdżę również czasami taksówkami i jeżdżę również metrem. Znam komunikację miejską, nawet jak przyjeżdżam do centrum samochodem to potem często jeżdżę po mieście tramwajem. Wszystkie środki transportu są mi bardzo znane. Natomiast fakt faktem, że często, bo ja przyjeżdżam samochodem, bo się muszę czasami przemieszczać po mieście, czasami przyznaję się, biję się w pierś, przyjeżdżam również z lenistwa i rzeczywiście wymagać to będzie ode mnie postanowienia, żeby częściej i więcej korzystać z komunikacji miejskiej, ale proszę mi wierzyć, że w metrze mnie często widać i to bez kamer telewizyjnych, jak to niektórzy politycy, którzy jak wsiadają do metra raz na rok, nawet nie widzą, jak skasować bilet i za nimi podąża tysiąc kamer.

A jako prezydent Warszawy pan będzie też jeździł komunikacją miejską, czy nie?

Tak, tak. Będę, ale nie chcę robić, bo to wygląda, jak taki prosty zabieg PR, że prezydent będzie czasami wsiadał do metra.

Ale działający.

Zobaczymy. Warszawiacy mnie rozliczą. Wydaje mi się, że mogą się zdziwić, jakbym został prezydentem, to na pewno zobaczą mnie w metrze, czy w tramwaju w sposób całkowicie naturalny.

Katarzyna Lubnauer zaproponowała opozycji…

Jeszcze powiem tylko jedno, wie pan, jak się chce zaplanować w Warszawie, że się będzie na pewno na czas, to wtedy się jedzie metrem.

Katarzyna Lubnauer zaproponowała opozycji wspólną listę na wybory do sejmików.

I bardzo dobrze, bo będziemy o tym rozmawiać, zresztą rozmawiamy o tym w kontekście warszawskim.

No tak, ale o tym tak się mówi, mówi i nic nie wynika.

Ale przecież wybory nie są za tydzień.

Pewne rzeczy trzeba ustalić wcześniej.

Tak, ale rozmowy w Warszawie na ten temat, od momentu ogłoszenia tego, że idziemy z .Nowoczesną razem do wyborów w Warszawie, jeżeli chodzi o prezydenturę, te rozmowy się toczą. Ponieważ staramy się o szerszą listę opozycji w związku z tym trudno w tej chwili ogłosić już listy Platformy i .Nowoczesnej, kiedy te rozmowy trwają również z innymi. Natomiast ja się cieszę z tej deklaracji, bo na pewno jeżeli chcemy wygrać wybory, to musimy mieć wspólną listę, bo przecież to nie jest tylko, że prezydent Warszawy, to jeszcze rada miasta, rady dzielnic i tutaj musimy mieć wspólne listy.

Dzisiaj w całej Polsce odbędą się protesty ruchów kobiecych, czy opozycja ma dla nich jakąś ofertę?

Przez cały czas o tym rozmawiamy, bo ja jestem zwolennikiem takiej tezy, że nie możemy sobie pozwolić na to żeby w Sejmie był tylko i wyłącznie ten skrajnie prawicowy, czy konserwatywny projekt podstawą dyskusji. Muszą być również inne propozycje. I pracujemy nad tym w PO, również będziemy o tym rozmawiać z .Nowoczesną.

Opozycja pozaparlamentarna domaga się żeby PO i .Nowoczesna przejęła ten projekt inicjatywy „Ratujmy kobiety” i jako projekt poselski, zrobicie to czy nie?

Właśnie o tym rozmawiamy, o tym rozmawiamy, czy dokładnie będziemy starali się przejąć ten projekt, czy będziemy pracowali nad innym. Tej decyzji jeszcze nie ma żeby było jasne. Natomiast ja przekonuję swoje koleżanki i swoich kolegów żeby się pojawił inny projekt, rozmawiamy w tej chwili o szczegółach, po to żeby ta dyskusja nie była tak jednostronna, abstrahując od tego, jaki będzie wynik końcowego głosowania w Sejmie, bo ja myślę, że o to chodziło. Chodziło o to, bo rozumiem, że większość protestujących rozumie, że są posłowie konserwatywni, którzy na końcu mogliby nie chcieć, czy nie móc ze względów światopoglądowych poprzeć pewnego projektu, natomiast chodziło o dopuszczenie do dyskusji, a to jest rzecz zupełnie inna.

Beata Kempa wizytowała obozy dla uchodźców w Jordanii, zamierza zaproponować rządowi zwiększenie finansowania pomocy humanitarnej, a tymczasem Victor Orban powiedział, że Węgry przyjmą uchodźców, ale chcą wcześniej ich sprawdzić, a w wywiadzie dla „Dziennika maltańskiego” węgierski podsekretarz stanu w MSZ przyznał, że Węgry przyjęły 1300 uchodźców.

Bo Victor Orban jest pragmatykiem, a nie dogmatykiem i również podejmuje decyzje w sposób racjonalny. Zostawia PiS na spalonym, dlatego że sam dobrze wie, że przyjęcie kilkuset, głównie kobiet i dzieci z potwierdzoną tożsamością nie stanowi żadnego zagrożenia dla Węgier. Pokazuje pewną gotowość do kompromisów i rozumienie solidarności, a rząd PiS idzie w zaparte, bo zbudował w Polsce politykę na strachu, próbuje straszyć przez cały czas, że te kilkaset kobiet i dzieci mogłoby zagrozić bezpieczeństwu, no i znajdzie się na spalonym. Widać tę olbrzymią różnicę, z jednej strony Orban, który bywa twardy czasami, również łamie zasady praworządności, ale potrafi się z nich wycofać, potrafi negocjować, potrafi podejmować samodzielne decyzje. Potrafi podejmować decyzje racjonalne. Z drugiej strony PiS, które przez cały czas rozbija się głową o ścianę.

Czyli co, ograł PiS?

Na pewno ograł PiS, bo nie konsultował tego z rządem PiS, widać tu panikę, a poza tym pokazał im, po raz kolejny, tak samo, jak przy negocjacjach dotyczących przedłużenia mandatu Donalda Tuska, że można zabiegać o interes narodowy, czasami nawet łamiąc zasady Unii, czego ja nie pochwalam, ale można przy tym być politykiem racjonalnym. Różnica podstawowa polega na tym, że Orban sam podejmuje decyzje. On jedzie, widzi, kalkuluje, sprawdza, co ile go kosztuje i podejmuje decyzje. A zarówno pani premier Szydło, jak i premier Morawiecki muszą się zastanawiać, co na końcu powie prezes i to ich całkowicie paraliżuje.

Rafał Trzaskowski, dziękuję.

Dziękuję bardzo.

„Cenię kompetencje Czaputowicza. To osoba wysoce kulturalna”

Czaputowicz nie ma żadnego umocowania politycznego w PiS. Cenię jego kompetencje, ale nie będzie politykiem samodzielnym, a wiemy, jakie fobie ma Kaczyński – mówi Trzaskowski, pytany w internetowej części programu o nowego szefa MSZ. Dodaje: To osoba wysoce kulturalna. Zaznacza, że nie spodziewa się fundamentalnej zmiany jeśli chodzi o politykę zagraniczną Prawa i Sprawiedliwości. Nawet, jeżeli będzie trochę więcej uśmiechów i podróży – komentuje. Pytany o ewentualne spotkanie Czaputowicz-Tusk, odpowiada, że „spokojnie obaj panowie mogą prowadzić spokojną i wyważoną debatę”. A Donald Tusk na pewno w takich kwestiach nie jest małostkowy dodaje.

Odwołanie Ryszarda Czarneckiego z funkcji wiceszefa PE, za porównanie Róży Thun do szmalcowników? To spawa bez precedensu, by szefowie tak wielu frakcji w PE zwracali się z takim wnioskiem – odpowiada Trzaskowski. Odbiło się to szerokim echem. Większość w Parlamencie Europejskim uważa, że przekroczona została kolejna granica – mówi gość Radia ZET. Ubolewam nad tym, że Czarnecki, który w Europie stara się sprawiać wrażenie polityka wyważonego, dla zdobycia punktów u Kaczyńskiego, posuwa się do takiej retoryki. To chamskie – komentuje.

Nic nie jest ustalone. Nikt mi nie będzie narzucał kandydatów. Ja będę wszystkie decyzje podejmował. Nikt nie będzie dyktował mi warunków – odpowiada Rafał Trzaskowski, pytany o to, czy Sebastian Wierzbicki z SLD jest kandydatem na wiceprezydenta stolicy.

Rafał Trzaskowski odpowiada także na pytania m.in. o opozycję, sondaże i współpracę Polska-Węgry.

RADIO ZET/MA

Oceń