Słuchaj
Mateusz Ptaszyński, Marcin Sońta
Aga Kołodziejska
Damian Michałowski, Ewelina Pacyna
Marcin Łukasik
Redakcja Radia ZET
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

Robert Biedroń: Ja nie chcę, żeby Jarosław Kaczyński ze swoim kotem urządzali mi życie!

22.02.2018 06:53
xxx zet

„Docierają do mnie sygnały, że gdybym wystartował na prezydenta Warszawy, to mam szansę na dobry wynik. Na razie nie mam planów dotyczących startu w stolicy, ale kto wie, co będzie jutro. Niczego nie wykluczam” — mówi gość Radia ZET, prezydent Słupska, Robert Biedroń. Jego zdaniem Warszawa jest bardzo ważna i na pewno będzie „symbolem na przyszłość”. Biedroń żałuje, że w wyścigu o ten fotel nie ma żadnej kandydatki. „Marzę o tym, żeby wystartowała kobieta, może Barbara Nowacka” — dodaje. Dopytywany przez Konrada Piaseckiego o to, jakie są szanse, że wystartuje w Warszawie, gość Radia ZET odpowiada: „… I tu zapadła cisza”. „Będę kandydował na prezydenta Słupska” — deklaruje samorządowiec. Pytany o sondaże w jego mieście Biedroń komentuje: „Nie mogę powiedzieć, jakie są, bo przeciwnicy zaczną kalkulować, ale są dziś niezłe”.

Konrad Piasecki: Prezydent Słupska, nieustająca nadzieja lewicy, Robert Biedroń. Nie będzie pan walczył ponownie o prezydenturę Słupska, prawda?

Robert Biedroń: Będę. Zadeklarowałem już, że będę startował na prezydenta miasta.

Ale pan tak się hamletyzuje, tak się kokosi z tymi deklaracjami, z tymi planami...

Ale ja już się deklarowałem! Mam powtórzyć sześć razy?

Tak, niech pan powtórzy.

Będę startował na prezydenta Słupska. Będę startował na prezydenta Słupska. Będę startował na prezydenta Słupska. Będę startował na prezydenta Słupska. Będę startował na prezydenta Słupska. Będę startował na prezydenta Słupska.

Ale nie jest tak, że jednak bardziej się panu marzy, jeśli jakaś prezydentura, to prezydentura Warszawy dzisiaj?

Nie...

Ale to zawahanie się było charakterystyczne.

Żebym się nie pomylił, że pan zapytał o Słupsk. Nie, ponieważ wiem, że są już kandydaci na prezydenta Warszawy. Szkoda, że nie ma kandydatki. Marzę o tym, żeby wystartowała w tym biegu także kobieta, może Barbara Nowacka. Wszystko przed nami. Ja nie mam takich planów.

Wiem, że pan wspiera Barbarę Nowacką, Barbara Nowacka wspiera pana, ale ona zupełnie nie ma planów startu na prezydenta Warszawy.

No więc nie mamy planów, zobaczymy, może ktoś trzeci się pojawi. Trzymam kciuki za lewicę w Warszawie.

Bo tutaj w warszawskich salonach politycznych opinia, że Biedroń przebiera nogami, żeby wystartować w Warszawie, nie jest opinią, której nie słychać.

Radio ZET, poważna stacja, będziemy się plotkami zajmowali?

Ale to nie są plotki.

To są, panie redaktorze, plotki. Proszę zobaczyć, moje nogi są spokojne, niczym nie przebieram.

Zagłosuj

Który z poniższych kandydatów byłby najlepszym prezydentem RP od 2020 roku?

Ale jest tak, że pan próbował zbadać, na ile pan by miał szanse w Warszawie?

Nie, ja tego nie badam, ponieważ nie jestem zainteresowany, ale oczywiście docierają do mnie sygnały, że gdybym wystartował, to mam szansę na dobry wynik.

I co pan z tymi sygnałami pocznie?

Polityki nie robi się dla stanowisk, politykę robi się dla pewnych wartości, dla idei. Ja mam poważne zadanie w Słupsku, muszę wyprowadzić to miasto na prostą. Dzisiaj miasto jest w bardzo dobrej sytuacji finansowej. Zdobyliśmy rekordową liczbę środków, wczoraj podpisałem kolejną umowę na sześć milionów złotych na wsparcie dla uboższych i to jest dla mnie największe wyzwanie dzisiaj.

I wyobrażam sobie doskonale, że pan za dwa czy trzy miesiące mówi: „Zrobiłem w Słupsku to, co mogłem, moje zadanie zrealizowałem. Teraz czas przywdziać większą, potężniejszą, cięższą zbroję i to będzie zbroja warszawska”.

To deklaruję panu, że takich planów dzisiaj nie mam.

Dzisiaj nie?

Kto wie, co będzie jutro.

No właśnie, i o to właśnie pytam, o to, co będzie jutro, a nie o to, co jest dzisiaj.

Polska tonie, a my tutaj o plotkach. Rozmawiajmy o tej katastrofie dyplomatycznej, z którą mamy do czynienia i o wielu innych sprawach.

To za sekundkę i o tym. Ale widać gołym okiem, że dla pana Słupsk to za mało, że pańskie ambicje sięgają znacznie dalej.

Jest pan bardzo miły. Dziękuję panu bardzo.

Mówię o pańskich ambicjach, nie wiem, czy to jest miłe.

Dla mnie Słupsk to jest wyzwanie. To było piąte najbardziej zadłużone...

Ale już je pan zrealizował przez trzy i pół roku.

Ja wiem, ale wyzwań jest jeszcze wiele. Zdobyliśmy 270 mln środków zewnętrznych. Ja muszę realizować inwestycje, które w przyszłości będą rozwijały miasto.

Tyle że pańskie aktywności, pańskie spotkania, pańskie rajdy po kraju, ostatnio po Śląsku, to nie są aktywności prezydenta miasta na północy Polski.

A wie pan, dlaczego to robię? Ponieważ nie jest mi wszystko jedno, ponieważ dla mnie Polska też jest ważna. Ja wiem, że jeżeli Słupsk ma się rozwijać, to Polska musi być w UE, to w Polsce muszą być dobre, stabilne rządy, Polska musi być praworządna. Ja widzę, jak oddziałuje chaos organizacyjny państwa na nierozstrzygane przetargi w moim mieście, na opóźnienia w realizacji środków unijnych.

I dlatego pan musi jeździć na Śląsk i spotykać się z mieszkańcami Jastrzębia?

A na Śląsku rozmawialiśmy np. o mniejszościach. U mnie są Kaszubi, na Śląsku są Ślązacy, którzy walczą o to — i słusznie — żeby uznać ich języki regionalne. To są moje problemy. Ja mam szkoły kaszubskie w Słupsku.

Nie są pańscy słupszczanie coraz bardziej wściekli na Biedronia, którego przez siedem miesięcy w ciągu trzech lat kadencji nie było w Słupsku?

W przeciwieństwie do Warszawy w Słupsku sprawdzam, jakie jest poparcie, np. na ulicy.

I jakie jest? Na ulicy...

Ale też za pomocą sondaży.

I jakie ma pan sondaże?

Nie mogę powiedzieć panu dzisiaj, bo przeciwnicy pewnie zaczną więcej kalkulować. Ale one są dzisiaj niezłe. Trzeba jednak pamiętać, że łaska wyborców na pstrym koniu jeździ, trzeba się każdego dnia starać.

Ale ci słupszczanie na ulicach nie mówią: „Panie prezydencie, nie ma pana! Widzieliśmy pana na Śląsku, na konferencji w Kaliszu, widzieliśmy pana w Los Angeles, na Ukrainie, ale nie widzieliśmy pana w Słupsku”.

Ale to nielogiczne. Jak widzą mnie na ulicy, to znaczy, że jestem w Słupsku.

No tak, jak się pan pojawi, jak pan wpadnie czasami do Słupska, to wtedy to mogą panu mówić.

Dla mnie Słupsk jest najważniejszy. Ja pojadę nawet do Los Angeles, czy gdzie tam pan...

Wszystko dla Słupska.

Wszystko dla Słupska.

W Los Angeles to była chyba LGBT konferencja?

Nie byłem w Los Angeles.

Powiedział pan to z żalem lekkim.

No niestety. Podobnie jak pan pewnie. Moglibyśmy razem pojechać, zobaczyć, co tam się dzieje.

Traktuję to jako wiążącą propozycję.

Pan płaci. Ale dzięki tym wyjazdom np. to jest jedyne miasto w Polsce, gdzie dzięki sponsorowi, dzięki Biedronce, wszystkie dzieci w Słupsku mają darmowe lekcje jazdy na łyżwach na lodowisku. Wszystkie szkoły. Warto to załatwiać czy nie? No warto.

Ale lekcji wychowania seksualnego pan nie jest w stanie załatwić.

No niestety, bo PO z PiS-em w koalicji były przeciw. Żałuję. To jest inna twarz PO.

Samorządowcy PO mówią, że pan przystąpił do tego bez żadnego przygotowania, bez żadnych konsultacji, bez żadnych rozmów z nauczycielami, ze środowiskami nauczycielskimi.

Tak, ponieważ to była uchwała intencyjna. A jak jest uchwała intencyjna, to muszę mieć zgodę rady, żeby przystąpić do rozmów.

No to cóż się dziwić, że odrzucają uchwały intencyjne, które są nieprzygotowane.

Ale nie mogą być przygotowane, bo żeby iść dalej... Uchwała intencyjna oznacza, że prezydent dostaje zielone światło.

Nie może pan z nauczycielami porozmawiać bez ustawy intencyjnej?

No nie bardzo.

To ja mógłbym porozmawiać z nauczycielami bez uchwały intencyjnej, a pan nie może?

Wie pan, co wtedy radni z PO powiedzą? Powiedzą: „A dlaczego pan rozmawia z nauczycielami bez naszej zgody o edukacji seksualnej?”.

Czyli taki pan biedny, spętany.

Nie, wprost przeciwnie, całkiem nieźle sobie radzę chyba.

Szanse na to, że wystartuje pan w wyborach na prezydenta Warszawy, są jakie?

I tu zapadła cisza.

Charakterystyczna.

Ale są większe wyzwania, panie redaktorze.

Oczywiście, jest jeszcze prezydentura Polski w 2020, która też się panu marzy.

Polska tonie, a pan o Warszawie. Warszawa jest bardzo ważna. Będzie ważnym symbolem na przyszłość, na to, co się będzie w Polsce działo. Ale ja niczego nie wykluczam. Ja dokończę kadencję na pewno w Słupsku, to jest pewne.

Parę miesięcy tylko zostało, więc gdyby pan nie skończył, byłoby to zadziwiające.

Ale Polska jest też wyzwaniem i słyszę te głosy, także na Śląsku czy w studiu Radia ZET, gdzie jest tęsknota za pewnymi wartościami, które ja reprezentuję. I to nie chodzi o Biedronia, chodzi o to, żeby te wartości były w polskiej polityce.

A czy Robert Biedroń w Słupsku i poza nim urodził jakiś pomysł albo urodził mu się w głowie jakiś pomysł i przepis na to, jak pokonać PiS w skali kraju?

Tak, zlikwidować IPN na przykład.

Naprawdę? Uważa pan, że istnienie IPN-u i dalsze rządy PiS-u są ze sobą w jakikolwiek sposób związane?

Uważam, że w kontekście tej destrukcji, którą dzisiaj mamy przez zmianę ustawy o IPN-ie, powinniśmy pomyśleć o likwidacji IPN-u.

Ale czemu pan na biedny IPN zwala to, co rządzący wielką kampanią o polskiej historii zrobili?

To jest jeden z elementów, żeby politykom odebrać zabawki. To, co się dzieje w mediach publicznych, w spółkach Skarbu Państwa, w IPN-ie, wielu innych instytucjach, gdzie politycy powinni trzymać swoje ręce z daleka, woła o pomstę do nieba. I trzeba zastanowić się, jak to zmienić, jak sprawić, żeby tych pokus dla polityków było jak najmniej. 363 mln zł każdego roku przeznaczane jest na IPN. Co jest efektem tego? To, że np. nam, samorządowcom, IPN zmienia nazwy ulic, do których mieszkańcy byli przyzwyczajeni i kochają te nazwy.

Ale to u pana w Słupsku jaką pokochali mieszkańcy nazwę ulicy?

Np. Leona Kruczkowskiego. No czym zawinił Leon Kruczkowski w Słupsku swoją ulicą, żeby zmieniać mu ulicę?

Co do Leona Kruczkowskiego, rzeczywiście, serio mówiąc, zastanawiałbym się. Ale jak patrzę na niektóre nazwy, które po 30 latach wolnej Polski wciąż funkcjonują w przestrzeni publicznej, to myślę sobie, że naprawdę przez 30 lat dojrzeliśmy do tego, żeby je zmienić.

A wie pan, kto ma prerogatywy do tego, żeby zmieniać nazwy ulic w polskim systemie prawnym?

Samorządowcy. Tyle że samorządowcy nie kwapią się do zmiany wielu nazw, wobec czego są do dzisiaj, nawet w Warszawie jeszcze, np. komunistycznego szefa MSZ.

Ale trzeba o tym rozmawiać. Dziś panu zmieniają nazwy ulic, a jutro panu zmienią kościół, do którego pan ma chodzić, pojutrze panu zmienią nazwisko w dowodzie osobistym, albo wyznanie, albo narodowość, i tak się będzie to działo. Im dalej ci politycy będą się posuwać w tych swoich działaniach, tym gorzej dla obywatela. Więc ja zrobię wszystko, jako samorządowiec także, żeby moje miasto, mój samorząd, moją małą ojczyznę chronić przed takimi potworami jak IPN, który kosztuje wiele.

Czemu się pan na ten IPN dzisiaj rano uparł?

Dlatego, że przez ten IPN mamy dzisiaj taki kryzys dyplomatyczny.

Przez ustawę o IPN-ie, z którą IPN nie miał wiele wspólnego, bo nawet nie był konsultowany w tej sprawie.

Ale jednak IPN będzie wykonawcą.

IPN? Jeśli, to prokuratorzy IPN, ewentualnie.

No właśnie — czyli IPN.

Ale też prokuratorzy prokuratury powszechnej mogą prowadzić śledztwo, bo to nie jest wyłącznie ograniczone do IPN-u.

To jest papierek lakmusowy tej władzy. Widzimy, że ta władza ma pokusę do tego, żeby nam wszystkim urządzać życie. A ja nie chcę, żeby mi PiS urządzał życie, żeby Jarosław Kaczyński ze swoim kotem mi życie urządzali! Ja wolałbym sobie sam urządzić życie. Szczególnie w Słupsku — żeby mieszkańcy mojego miasta mogli sami decydować o tym, na jakich ulicach mieszkamy, do jakiego kościoła chodzimy, jak sobie wyobrażamy nasz stosunek do Żydów czy Niemców.

Albo czy żyjemy z kotem, czy bez kota.

Albo czy żyjemy z kotem, czy bez kota — no właśnie.

Ale sam pan zagląda do tego, z kim żyje Jarosław Kaczyński, ale wolałby pan, żeby nikt nie zaglądał do tego, z kim żyje Robert Biedroń.

Wprost przeciwnie, cieszę się, że Jarosław Kaczyński żyje z kotem i cieszę się, że jest z tego dumny, bo ja kocham koty i pieski, i wszystkie zwierzęta, i ludzi.

Jeśli walczyć z PiS-em, to w zjednoczonej opozycji? Od prawa do lewa, od Schetyny, Petru i Lubnauer aż po Biedronia i Nowacką?

Dzisiaj to się nie uda.

Nie wierzy pan w zjednoczenie opozycji?

Nie, dlatego że ta parlamentarna opozycja okazała się niewiarygodna. To pokazują sondaże.

Przepraszam, ale pana w sondażach ogólnopolskich w ogóle nie ma, wobec czego ciężko powiedzieć, że oni ze swoimi dwudziestoma paroma procentami...

No jestem. W prezydenckich... Gdzieś tam jestem.

A, czyli jednak śledzi pan te sondaże.

Ja nie mam żadnej partii politycznej... Śledzę wszystko.

To kiedy pan ją założy, żeby się sprawdzić wreszcie w ogólnopolskiej polityce?

Problemem parlamentarnej opozycji jest to, że jest niewiarygodna, że połowę elektoratu straciła od ostatnich wyborów parlamentarnych. Trzeba się zastanowić, jak stworzyć coś, co będzie wiarygodne, autentyczne, co będzie miało za sobą wartości, a nie wyciągało karty do głosowania albo mówiło, że przez dwa lata w parlamencie niczego się nie nauczyło.

To kiedy pan się za to zabierze, zamiast tylko siedzieć na wygodnym fotelu recenzenta?

Jak skończy się moja przygoda ze Słupskiem, dla mnie Słupsk jest najważniejszy i nie zamierzam kandydować na prezydenta RP dzisiaj, ponieważ Słupsk jest dla mnie najważniejszy. Naprawdę, panie redaktorze, to widać.

Do października, czyli do wyborów samorządowych.

A później wszystko w rękach mieszkańców.

Albo w rękach Roberta Biedronia, który nie będzie kandydował.

Jak pan redaktor się przeniesie do Słupska, będzie mógł głosować, polecam swoją osobę.

Kocham Warszawę. Jestem warszawiakiem i do Słupska chyba raczej nie... Bardzo dziękuję.

Dziękuję panu, dziękuję państwu.

 „Powołałbym komisję prawdy i odpowiedzialności”

Powołałbym komisję prawdy i odpowiedzialności tak, jak zrobiono to w Afryce. Powołano komisję, która porządkowała wszystkie błędy z przeszłości i starała się wyprowadzić RPA na prostą — mówi Robert Biedroń pytany w internetowej części programu o to, co zrobiłby, gdyby miał podjąć jedną, wiążącą decyzję. Prezydent Słupska dodaje, że byłaby to komisja „porządkująca wszystko”. Jeżeli mamy wrócić do tego, co było, to ja dziękuję. Nie bawię się w to, ponieważ wcale nie uważam, że za rządów PO było lepiej, sprawiedliwiej i wiarygodniej — ocenia gość Radia ZET. Jego zdaniem należy iść do przodu i stworzyć system, który będzie „bardziej wrażliwy i solidarny społecznie”.

Pytany o zjednoczenie lewicy i trio z Barbarą Nowacką i Adrianem Zandbergiem, Biedroń odpowiada, że nie ma takich ambicji. Ja udzielam wielu ślubów i nigdy nie udzieliłbym go parze, która tego nie chce. Podobnie powinno być z lewicą. Jeżeli lewica nie chce takiego ślubu, to nie trzeba go udzielać — mówi gość Konrada Piaseckiego. Dodaje: Niech żyją sobie osobno i próbują swojego szczęścia na osobności. Singli mamy w Polsce sporo i całkiem nieźle sobie radzą.

Jestem nadal jedynym gejem na wsi, nie ma drugiego prezydenta w Europie Środkowo-Wschodniej. Ubolewam nad tym — mówi Robert Biedroń.

Gość Radia ZET odpowiada także na pytania o swoje plany i wizytę na Śląsku.

RADIO ZET/MA

Oceń