Robert Biedroń: Samorządowcy na pewno nie powinni mieć ochrony. Esencją naszego działania jest bycie z ludźmi

23.01.2019 06:43

"Bijące serce Polski jest na ulicy. Trzeba być z ludźmi. Zza ochrony nie widać ich problemów" - mówi w Radiu ZET Robert Biedroń. Były prezydent Słupska stanowczo nie popiera pomysłu zapewnienia ochrony samorządowcom. "Esencją naszego działania jest bycie z ludźmi" - dodaje w programie "Gość Radia ZET".

Łukasz Konarski: Robert Biedroń, były prezydent Słupska. Nazwa pana partii Kocham Polskę już została zmieniona?

Robert Biedroń: Nie, tak nie będzie się na pewno nazywała moja partia. Ale zapraszam 3 lutego na halę Torwaru, dowiecie się państwo, jaka będzie nazwa.

To nie zdradzi pan teraz, jaka będzie nazwa?

No nie. Dlatego robię to wydarzenie 3 lutego, żeby 3 lutego państwu o tym powiedzieć.

Pojawiły się takie pogłoski, że to będzie Umowa Roberta Biedronia.

No nie no... Ja wiem... To ciekawe jest, że tak dużo jest dyskusji wokół tego nowego ruchu, nawet nazwy są wymyślane... To dobry znak. To znaczy, że jest potrzeba stworzenia w polskim społeczeństwie czegoś nowego, że ludzie chcą o tym rozmawiać, że chcą wymyślić ten nowy ruch. Dla mnie na pewno jest to coś optymistycznego. Nie będzie to Umowa Biedronia na pewno też. Ale zapraszam. Widzę niecierpliwość. Już za kilkanaście dni.

3 lutego na Torwarze konwencja pana partii. wolność, solidarność i dobrze zarządzane państwo to filary pana ugrupowania?

Wartości. Jedne z wartości, na podstawie których buduję ten ruch, bo wierzę, że przede wszystkim wartości powinny budować jakąś wspólnotę i dopiero później powinniśmy to ubierać w programy, w konkretne rozwiązania. Rzeczywistość się zmienia, a wartości często są stałe, które sobie przyjmujemy. Też mam takie wrażenie, że w polskiej polityce brakuje często przywiązania do jakichś wartości. Jak mówimy „równość”, to co oznacza ta równość? Czy ta równość jest dla wszystkich czy tylko dla wybranych? Mam wrażenie, że od '89 r. jest ona jednak tylko dla wybranych.

No dobrze, ale rozumiem, że na Torwarze te konkrety będą?

No tak, po to robimy ten Torwar i po to jest to wydarzenie, żeby przedstawić też program. Oprócz wartości opowiedzieć o tym, jakie będą to konkretne rozwiązania właśnie programowe, jacy ludzie będą to robili i pod jaką nazwą.

I rozumiem, że potem będą też konkretne projekty ustaw?

Przedstawimy też kilka konkretnych projektów ustaw. Ale dzisiaj jeszcze nie jesteśmy w Sejmie, chociaż sondaże są całkiem niezłe jak na ugrupowanie, którego jeszcze faktycznie nie ma.

Trzecie miejsce w Sejmie.

Trzecie w Sejmie, na podium. To jest oczywiście wielki kredyt zaufania dla nas. Ale pracujemy już też nad konkretnymi rozwiązaniami ustawowymi, tak żeby być przygotowanym, kiedy wejdziemy do Sejmu. Zresztą o to ludzie pytają podczas spotkań, podczas burz mózgów, które odbywam, jakie to będą konkretne rozwiązania.

No to jakie będą?

Wiele. Np. dotyczące wyrównywania szans między dużymi a mniejszymi ośrodkami miejskimi. Ja jako prezydent Słupska wiem, że dzisiaj w Polsce pięknie rozwija nam się Wrocław, Poznań, Warszawa, zazdrościmy Gdańskowi tego pięknego rozwoju, także pod rządami Pawła Adamowicza. Tylko ja marzę o tym, i pewnie wiele osób w Polsce marzy o tym, żeby tak samo rozwijały się te mniejsze ośrodki miejskie, żeby nie zamykano im połączeń kolejowych i autobusowych. 20% sołectw w Polsce nie ma transportu publicznego. Żeby ludzie, którzy tam żyją, też mieli w miarę równe szanse, bo na to się umówiliśmy w konstytucji – że będziemy robili kraj zrównoważonego rozwoju. To będzie rozdział państwa od Kościoła, o czym państwo przecież dużo mówicie. Czyli w końcu po '89 r. uregulujemy te kwestie dotyczące Funduszu Kościelnego, opodatkowania księży. No jeżeli przeciętny ksiądz w polskiej parafii płaci 200 zł podatku zryczałtowanego około, czyli kilkakrotnie czy kilkanaście razy mniej niż w tej samej miejscowości płaci szewc, fryzjer, czy właściciel warsztatu samochodowego, to jest to pewna niesprawiedliwość.

No dobrze. A ilu pan ma działaczy?

Tysiące. Mamy już struktury w całej Polsce. Mamy w każdym okręgu wyborczym koordynatorów i koordynatorki, mamy 280 struktur powiatowych. Do 3 lutego będziemy mieli 380 tych struktur. Ludzie zgłaszają się w całej Polsce, powstają profile. Na spotkania – i możecie to państwo sprawdzić, czy taka jest prawda – przychodzą, setki osób na te spotkania przychodzą.

Nie no, widać, że chętnie przychodzą i się spotykają.

Więc jest potrzeba czegoś, co będzie postępowe, otwarte, nowoczesne, co będzie uciekało też od tej wojny partyjnej polsko-polskiej. Nie wojny Polek i Polaków, to nie jest wojna Polek i Polaków. To jest wojna dwóch wielkich partii, które od 13 lat trzymają nas w takim śmiertelnym uścisku i prowadzą ten jałowy spór. Kiedy ja słyszę, że mam np. bojkotować TVP i nie chodzić tam, i to jest propozycja PO dla Polek i Polaków, to ja pytam, czy to rozwiązuje realne problemy w naszym kraju.

A będzie pan bojkotował?

Nie będę. Dlatego że to nie jest moja wojna. I nie chcę uczestniczyć w tej wojnie.

Ale zapraszają pana?

Rzadko, bardzo rzadko. Byłem tam chyba raz w ciągu ostatnich trzech lat. Ale to nie jest moja wojna. To nie jest też największy problem Polek i Polaków. Szczególnie w sytuacji, w której TVP dociera do osób, do których inne media nie docierają. To jak ten głos alternatywny wobec Prawa i Sprawiedliwości ma być słyszany w tych miejscowościach?

Czyli bojkot jest bezsensowny?

Jest dziwaczny. Bo ja oczekiwałbym, żeby dzisiaj opozycja zaraziła ludzi nową wizją, żeby pokazała, że jest lepsza od PiS-u, że nie jest tylko anty-PiS-em, że ma konkrety do rozwiązania, także w kwestiach konstytucyjnych, ładu społecznego, tego, co po PiS-ie. I takich rozwiązań myślę, że oczekują Polski i Polacy.

Samorządowcy powinni mieć ochronę po zabójstwie Pawła Adamowicza?

Nie, na pewno nie. Myślę, że... To znaczy ja mówię oczywiście w swoim imieniu, ale wierzę, że... jestem prawie pewien, że moi koledzy i koleżanki z tej rodziny samorządowej powiedzą to samo. Esencją naszego działania – pan dobrze wie, że tak działał i Paweł Adamowicz, Jacek Karnowski tak działa, ja tak działałem – jest bycie z ludźmi. Ja wystawiałem tę swoją czerwoną kanapę na ulicach Słupska, bo wiedziałem, że żeby zrozumieć problemy ludzi, ja muszę być wśród nich. Ja zza szyby limuzyny nie zobaczyłbym tego, co widziałem w autobusie, jeżdżąc z ludźmi czy chodząc po ulicach, czy siedząc na tej czerwonej kanapie i rozmawiając z ludźmi. To bijące serce naszych miast – czy Polski w ogóle, bo to dotyczy też Polek i Polaków, tych polityków ogólnopolskich – to jest na ulicy i trzeba z tymi ludźmi być. Zza ochrony tego nie widać. I przykładem jest Jarosław Kaczyński, jego odrealnienie w polskiej polityce. Jarosław Kaczyński nie czuje tego, co pan czuje na co dzień. Jak się robi zakupy na co dzień, jak się robi przelew przez Internet, jak się rozmawia przez telefon komórkowy i wybiera numer. To są rzeczy, mam wrażenie, obce dla Jarosława Kaczyńskiego, a nie powinny być obce dla każdego człowieka, bo to są rzeczy codzienne.

No dobrze, ale jakieś publiczne wystąpienia np. z jakąś dyskretną asystą policji?

Ja takich nie mam. Oczywiście dzisiaj...

Ale pan się boi czy pan się nie boi? Bo ja mam wrażenie, że pan to jest jakby weteranem walki z hejtem.

Jestem, ale ja też wiem, że jeżeli ja bym nie jeździł autobusem, nie rozmawiał z ludźmi, nie był wśród nich, to też bym ich nie zrozumiał. Oni by też baliby się mnie jeszcze bardziej. Nie wiedzieliby, z czym je się tego polityka czy w moim przypadku np. „tego geja”. Pamięta pan, jak pracowaliśmy w Sejmie, ja byłem kilka razy pobity, także w autobusie, wracając wieczorem np. z Sejmu. Ale następnego poranka do tego Sejmu znów przyjechałam autobusem, bo wiedziałem, że jeżeli coś się ma zmienić, jeżeli ludzie mają mi ufać, to muszę mnie znać, muszą mnie dotknąć, muszą zamienić ze mną słowo w tym autobusie. I jestem pewien, że gdyby pan zapytał Pawła Adamowicza dwie godziny przed tym, co się wydarzyło, czy chciałby ochronę, czy chciałby być za jakimś murem, to odpowiedziałby panu to samo co ja. Znałem go, pracowałem z nim. I tak pewnie każdy samorządowiec z Polsce panu odpowie.

Myśli pan, że śmierć Pawła Adamowicza nada ton kampanii wyborczej?

Mam nadzieję. Mam nadzieję, bo Paweł zostawił piękny testament. Testament nie tylko dotyczący tego, jak budować infrastrukturalnie nasze miasta, jak dbać o to, żeby zdobywać środki, a Pawłowi to świetnie wychodziło. Byliśmy prezydentami na Pomorzu, pracowaliśmy razem, robiliśmy razem wspólne projekty, ale także ten testament właśnie związany z wartościami, z tym, że trzeba szukać wspólnoty, szczególnie dzisiaj, solidarności.

Ale jak to będzie wyglądało? Będzie to jakaś łagodniejsza kampania wyborcza?

Mam nadzieję. Mam nadzieję, że będziemy uciekać od tej wojny polsko-polskiej, bo jak widać, ona do niczego dobrego nie prowadzi, że będziemy szukali tego, co nas łączy, że będziemy bardziej solidarni, że będziemy mniej używali mowy nienawiści, że nie będziemy na siebie się napuszczać, że będziemy rozumieli, że tam jest drugi człowiek z drugiej strony. No przecież możemy się różnić światopoglądowo, możemy mieć inne opinie, ale Jarosław Kaczyński, Grzegorz Schetyna, Katarzyna Lubnauer to są ludzie i mają swoje uczucia. I trzeba też rozumieć, że mają inne poglądy, czy ich wyborcy, ale w państwie demokratycznym jest pluralizm. I dlatego mnie też tak bardzo uwiera ta presja, że ja mam porzucić swoje wartości, że ja mam porzucić swoje marzenia i ludzie, którzy we mnie lokują te marzenia, i przyłączyć się do projektu, który nie jest moim projektem, który nie reprezentuje moich wartości.

No dobrze, ale czy ten spokój w polityce to nie są pobożne życzenia?

Ale jeżeli nie zaczniemy od pobożnych życzeń, to nic się nie zmieni, jeżeli nie zaczniemy od naszych marzeń i próby przełożenia tych marzeń na realne rozwiązania, to nic się nie zmieni. Znów odwołam się do Pawła, bo o tym nie można zapominać. Gdyby nie zaczęło się od pewnej wizji Gdańska w przypadku Pawła Adamowicza, to nic by się nie zmieniło, to nie mielibyśmy Gdańska – miasta otwartego.

Ciąg dalszy na RadioZET.pl. Robert Biedroń gościem Radia ZET.

***

W internetowej części rozmowy Robert Biedroń kontynuował temat "wojny polsko-polskiej". "To oczywiście nakręca bardzo wiele osób. To, co wylewa się w internecie, jest pochodną zachowania też liderów opinii, mediów. Dobrze wiedzą, że krew się sprzedaje, a pokój się nie sprzedaje. Że pokój jest nudny, prozaiczny, banalny i nie nadaje się na newsa. Politycy też to wiedzą i będą to podsycali. Będą korzystali z tego" - mówi były prezydent Słupska.

Gość Radia ZET dodaje: "Kwestia mowy nienawiści zaczyna się od edukacji, od szkoły. Jeśli obojętnie przechodzimy obok murów, gdzie w szubienicę wpisana jest gwiazda Dawida, a tak jest. Jeśli w szkole uczymy dzieci o skomplikowanej budowie pantofelka, wierszyków na pamięć, a nie uczymy jak radzić sobie z nienawiścią i hejtem, bo na to już brakuje czasu, to coś jest nie tak". Według Roberta Biedronia, trzeba umówić się na jaką szkołę się umówimy. "To powinna być szkoła bardziej praktyczna, mniej teoretyczna" - twierdzi.

Łukasz Konarski zapytał swojego gościa ile osób zablokował na Twitterze z powodu hejtu. "Mnóstwo" - odpowiada Robert Biedroń. Przyznaje że podobnie jest na Facebooku i tłumaczy: "To jest mój fanpage, a nie hatepage. Mam zasadę, że jeśli ktoś mnie hejtuje i przekracza pewne granice, nadużywa wolności, to na moim fanpage'u nie będę tego tolerował. Przeżyłem w życiu tyle zła, że otaczanie się nim jest dla mnie bardzo trudne. Nie zachęcam do tolerancji wobec takich rzeczy" - mówi w Radiu ZET.

RadioZET.pl/DG/PaNa

Oceń