Słuchaj
Michał Korościel, Damian Michałowski
Marcin Sońta , Mateusz Ptaszyński
Marcin Wojciechowski
Kamil Nosel, Marcin Łukasik
Hubert Radzikowski
Redakcja Radia ZET
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

Sędzia Wojciech Łączewski: nie idę na wojnę z premierem, ale nie wycofuję skargi na premiera. Premier nie dotrzymał terminu

04.12.2018 07:08

We wtorek 4 grudnia 2018 roku gościem Radia ZET i Beaty Lubeckiej będzie sędzia Wojciech Łączewski. Start audycji o 8:02. Oglądaj na żywo. 

Beata Lubecka: sędzia Wojciech Łączewski, sędzia Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieście, który skazał Mariusza Kamińskiego i szefów CBA. To ja cofnę się nieco w czasie i posłużę się cytatem: „Chcemy, aby już nigdy nie było sędziów na telefon, żeby nie było sędziego Łączewskiego i innych, którzy mają pewne karty, których nie powinien mieć sędzia orzekający wydający sprawiedliwe wyroki”. To były słowa rzeczniczki rządu, które padły w połowie lipca. Dlaczego domagał się pan wyjaśnienia premiera w tej sprawie?

Wojciech Łączewski: Bo wszystko zależy, kto mówi. Jeżeli określone sformułowanie pada z ust rzecznika rządu… Ja rozumiem, że tak rozbierając to zdanie wypowiedziane przez Joannę Kopcińską, to mogę powiedzieć, że nie jestem na telefon, tylko jestem jakimś innym, który ma jakieś karty, które się komuś nie podobają. To jeżeli ja mam takie karty, to bardzo proszę, są odpowiednie procedury, żeby te procedury wszcząć, rozpocząć. Jak na razie mijają trzy lata, nic się nie dzieje, w związku z powyższym rozumiem, że to jest ocena pani rzecznik. Natomiast jeżeli pani rzecznik rządu zapowiada, że skutkiem działań rządu ma mnie nie być w zawodzie, to znaczy, że mam zostać usunięty, w sytuacji, kiedy konstytucja gwarantuje, że sędzia jest nieusuwalny, oczywiście pomijam procedury dyscyplinarne np., to znaczy, że zaczynamy się niebezpiecznie zbliżać w kierunku określonego świata.

Ale pan to tak odebrał, że pani rzecznik chciałaby pana z tego zawodu relegować?

Powiem w ten sposób: ja się o tej wypowiedzi dowiedziałem z ust jednego z przedstawicieli…

Bo ta wypowiedź padła w jednej z telewizji internetowych.

Tak. ...z ust przedstawiciela International Bar Association, który się zwrócił do mnie, co ja na to, czy ja się czuję...

A co to za organizacja?

Międzynarodowe Stowarzyszenie Adwokatów. To jest część stowarzyszenia American Bar Assosiation, które monitoruje sytuację w Polsce i m.in. zagrożenie niezawisłości sędziowskiej monitoruje i się przygląda procedurom, które są wszczynane.

I pan się dowiedział od tego człowieka i...?

I zainteresowałem się tym tematem. Powiem szczerze, nie jest ważne, jak ja to odbieram, ważne, jak odebrała to Iustitia, wydała 1 sierpnia uchwałę, jest ważne, jak odebrały to organizacje międzynarodowe. Tylko ja mogę podjąć działania w takiej sytuacji, więc skierowałem pismo, co to tak naprawdę znaczy. Biorąc pod uwagę, że był taki czas, bo to 2016 rok, tak naprawdę, cały 2016 rok, dodam, zakończyło się to 30 grudnia, z wielkim hukiem – z przestrzeleniem mi szyby w samochodzie. I w tym okresie czasu działy się bardzo dziwne rzeczy. Więc ja nie wiem, czy to było jakieś nawiązanie do czegoś, czy zapowiedzenie czegoś, co mnie może spotkać.

I zwrócił się pan do premiera z prośbą o wyjaśnienie i prawie pół roku pan czekał na odpowiedź. 23 listopada złożył pan skargę na bezczynność premiera do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Domagał się pan ukarania premiera grzywną w wysokości 43 tys. złotych – dużo – oraz załatwienia sprawy. Dlaczego pan poszedł na wojnę z premierem?

Ale ja na wojnę z premierem nie idę, bo mnie nie interesuje, kto sprawuje urząd premiera, mnie interesuje, że mamy Kancelarię Prezesa Rady Ministrów, którą zawiaduje prezes Rady Ministrów i to jest organ. Czy premierem jest pan X czy pani Y, to jest absolutnie nie istotne dla działania tego organu, nie powinno być istotne.

To w jakim czasie powinna nadejść ta odpowiedź?

W tej sprawie, która nie jest sprawą z całą pewnością skomplikowaną, w ciągu miesiąca.

To jest jakoś uregulowane prawnie, tak?

Tak, to jest w Kodeksie postępowania administracyjnego uregulowane, ale ja powiem w ten sposób – ja jestem normalnym człowiekiem, wiem, że Kancelaria Prezesa Rady Ministrów ma wiele rzeczy na głowie i wystarczyło zgodnie z KPA napisać: „Drogi obywatelu Łączewski, zawiadomimy ciebie w stosownym terminie – za trzy miesiące, za cztery miesiące” i ja bym sobie spokojnie czekał. Natomiast tu była cisza. Cisza, cisza, cisza. Wysyłam ponaglenie – cisza, cisza, cisza. Jeden z panów oskarżonych, obecnie pan minister…

A dlaczego na tym panu tak bardzo zależało?

No bo jeśli pani czytała to moje pytanie, to najdelikatniej mówiąc, pan premier powinien w takiej sytuacji wszcząć postępowanie wyjaśniające. Bo ja nie wiem, czy to jest stanowisko rządu, że się konkretnego sędziego chce pozbyć z zawodu.

I odpowiedź nadeszła, w ubiegłą środę. I czytamy, cytuję za Onet.pl, pisał to Jacek Świderski, zastępca dyrektora departamentu spraw obywatelskich z Kancelarii Premiera: „Dalece niezasadne jest interpretowanie wypowiedzi pani minister inaczej niż jako wyrażenie ogólnej opinii”. I takie wyjaśnienie dla pana zamyka sprawę czy nie?

To ja pozostawiam słuchaczom, żeby sobie ocenili – że ma nie być sędziego Łączewskiego, to czy to jest ogólna opinia, czy nie.

Złożył pan skargę w sądzie. Chce pan ją wycofać czy pan jej nie wycofa?

Nie, dlaczego miałbym?

Dostał pan odpowiedź.

Odpowiedź nie rzutuje…

Rozumiem, że ta odpowiedź pana kompletnie nie satysfakcjonuje?

Tu nie ma problemu, czy ta odpowiedź mnie satysfakcjonuje, czy nie. To jest kwestia tego, że zostały przekroczone terminy. I chodzi o to, żeby Wojewódzki Sąd Administracyjny sprawdził, czy była przewlekłość, bezczynność.

A kiedy ta sprawa może być rozpatrzona?

Nie mam pojęcia.

Czyli terminu jeszcze nie ma wyznaczonego.

To znaczy, skargę się wnosi za pośrednictwem tego organu, który dopuścił się bezczynności WSA, więc w tym wypadku za pośrednictwem prezesa Rady Ministrów. Nie wiem, kiedy pan prezes Rady Ministrów przekaże do WSA, WSA wezwie mnie wtedy do opłaty. Jeszcze pan premier mówi się odnieść do skargi, powinien przynajmniej się odnieść do tej skargi. A co do tej grzywny, o której pani redaktor mówi, to jest maksymalna przewidziana bodaj artykułem 149 KPA grzywna w sytuacji stwierdzenia bezczynności organu. Dziesięciokrotność przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce.

W lipcu tygodnik „Sieci” pytał: „Czy proces w sprawie Mariusza Kamińskiego był ustawiany?”. I dziennikarze zarzucali panu, że przed wydaniem wyroku skazującego szefostwo CBA na więzienie, kontaktował się pan z Piotrem Niemczykiem, który wcześniej był ekspertem PO, który doradzał komisji ds. służb specjalnych.

I?

No i dziennikarze bronili się w ten sposób, że wiedzę na ten temat czerpali z zeznań dwóch świadków, samego Niemczyka i jego współpracownika, i pisali, że obydwaj świadkowie mieli potwierdzić, że chciał pan z Niemczykiem rozmawiać w kontekście procesu w sprawie afery gruntowej.

Czy pani redaktor jest pewna, że mówi pani o dziennikarzach?

Czytałam, więc...

Dziennikarz to jest osoba zatrudniona w tytule prasowym, która wykonuje swój zawód. Trudno mi nazwać tych dwóch panów dziennikarzami. To jest pierwsza kwestia. Druga kwestia, bardziej zasadnicza, co do rzekomych kontaktów – nie wiem, ile mogę powiedzieć, ponieważ Prokuratura Okręgowa w Opolu prowadzi postępowanie, które dziwnie ewoluuje. Prowadzi je od 8 kwietnia 2016 – to też niech sobie słuchacze odpowiedzą, jak to wygląda – i po dwóch latach, kiedy już chyba stwierdzili, że żadnego ujawnienia tajemnicy nie ma, no ale coś trzeba zrobić, przecież Łączewski może się pojawić gdzieś tam, zaczęto przesłuchiwać wszystkich moich znajomych bądź osoby, które pojawiły się w billingach. Więc między innymi przesłuchano Piotra Niemczyka, z którym się widziałem w listopadzie 2014 i rozmawiałem z nim na temat literatury do doktoratu, bo wtedy szukałem, mniej więcej próbowałem określić temat doktoratu swojego.

No tak, to mówił pan w wywiadach, to czytałam. A doktorat pan napisał?

Doktorat zacząłem pisać od października 2016 r. Upłynęły dwa lata. Więc proszę sobie odpowiedzieć na pytanie, jeżeli osoba, która stricte ma napisać doktorat w cztery lata, a ja jeszcze pracuję zawodowo, czy jestem w stanie w dwa lata się wyrobić, jeżeli piszę rocznie 144 uzasadnienia.

Pozwał pan dziennikarzy w tej sprawie?

A dlaczego mam pozywać? Złożyłem doniesienie do prokuratury. Złożyłem też doniesienie na ministra sprawiedliwości, który nie panuje nad podległą mu prokuraturą, ponieważ wycieki ze śledztwa, które mają skompromitować sędziego – to już nie pierwszy raz, kiedy to mnie spotyka. Więc pan minister też się powinien nad tym zastanowić, bo uchwalono ustawę o prokuraturze na początku 2016 r., gdzie postawiono prokuratora generalnego na czele prokuratury, który tym wszystkim zawiaduje. Więc jeżeli tak ustawodawca określił kompetencje prokuratora generalnego, to znaczy, że prokurator generalny bierze odpowiedzialność za wszystko, co się w prokuraturze dzieje. Chciał takiej odpowiedzialności, powinien się zastanowić, czy na pewno aż tak szeroka powinna być.

Autorzy artykułu się pana nie boją, są pewni swego. Cytuję za Markiem Pyzą, jednym z autorów, który w portalu wPolityce.pl napisał tak: „Czekamy na pozew, to będzie intrygujący proces”.

A dlaczego ja mam pisać pozew? Złożyłem doniesienie do prokuratury.

Czyli czeka pan, co zrobi prokuratura.

I tam nie doszło do naruszenia moich dóbr osobistych, żebym ja wnosił pozew. Pani redaktor, my mamy w ogóle coś takiego, że mamy 30 mln piłkarzy, trenerów piłkarskich, medyków, lekarzy, specjalistów od służb specjalnych, teraz mamy 30 mln prawników. Proszę mi pozwolić wybrać drogę prawną, jaką ja wybieram, i ja nie będę się decydował na wnoszenie sprawy o ochronę dóbr osobistych w sytuacji, kiedy w tym artykule, może w drugiej części naruszono dobra osobiste moje, ale ja mam trzy lata na rozpoczęcie stosownego postępowania przeciwko osobie, która takie dobra osobiste naruszyła, bo taki jest termin przedawnienia.

Sędzia Wojciech Łączewski, to tyle w części radiowej, ale jesteśmy cały czas na Facebooku i na RadioZET.pl.

RadioZET/JZ

Oceń