Tadeusz Cymański o obniżeniu poselskich pensji: Jestem wściekły na decyzję prezesa. Jest kontrowersyjna

12.04.2018 06:38

„Jestem wściekły, nie podoba mi się to i nie tylko mi. Decyzja prezesa o obniżeniu parlamentarnych pensji nie budzi entuzjazmu, bo jest bardzo kontrowersyjna” – mówi gość Radia ZET, wiceprzewodniczący klubu PiS Tadeusz Cymański. Dlaczego Jarosław Kaczyński zdecydował się na tak drastyczny ruch? „To konsekwencja naszych błędów i również działań Platformy Obywatelskiej, która zrobiła nam taką jazdę z billboardami… PO powinna się puknąć, co będzie dalej z tą sprawą” – uważa polityk koalicji rządzącej. Jego zdaniem to właśnie przez akcję billboardową Platformy i niską ocenę posłów, prezes PiS uznał, że jedynym rozwiązaniem jest „radykalne podejście”. „I jeszcze samorządowców w to wciągamy. Nie wiem, czy to jest najlepsze” – uważa gość Radia ZET. Pytany przez Konrada Piaseckiego o to, co o obcięciu pensji uważają koledzy posłowie, Tadeusz Cymański odpowiada: „Po co takie pytania, skoro wszyscy wiemy? Pan uważa nas za zboczeńców? Normalnie ludzie myślą”.

Konrad Piasecki: Wiceprzewodniczący klubu PiS Tadeusz Cymański. Coś niedobrze z panem Antonim.

Tadeusz Cymański: Dlaczego?

Nawet rządowa telewizja nie transmituje jego wiekopomnych raportów.

A to, że rządowa telewizja nie transmituje, to jest dziwne dla mnie. To musi zastanawiać. Pan to wyłapał. Ależ pan jest dociekliwy.

Charakterystyczne jest też to, że pan się nie zdziwił, o jakiej rządowej telewizji mówię, bo wszyscy wiedzą.

Oficjalna. To  można dwojako rozumieć. Ale tu od razu stawiam sprawę na nogi…

Przyzna pan, że opinię rządu telewizja publiczna popiera i powiela.

Oficjalnie publiczna telewizja...

I przychodzi taki dzień, 11 kwietnia 2018 r., Antoni Macierewicz, wiekopomna konferencja prasowa, wiekopomny raport techniczny i TVP Info tego nie zauważa.

Tu już nie będę brnął w to, bo to już nie wiekopomna, bo tu nie było zapowiedzi: „Uwaga, wstrzymajmy oddech”, bo wtedy by transmisja była na pewno.

Zawsze jak pan Antoni coś mówi, to wstrzymujemy oddechy. Chyba że pan przestał już.

Słyszycie państwo, jaki sprytny, jak to pięknie ten pan Konrad Piasecki, łapiczka jedna, druga łapica, wnyk, takie pułapki… Ale dobrze, nie chodzi o to. Nie, nie.

Proszę ten wnyk rozewrzeć i powiedzieć, o co chodzi? Dlaczego Antoni Macierewicz nagle w TVP Info nie znajduje dla siebie godnego miejsca?

Myślę, że w ogóle, że zaczynamy tak poważną rozmowę o poranku… Nie chcę tu deprecjonować, żeby było jasne, ale to nie była wiekopomna, końcowa, to nie było zamknięcie sprawy. Od razu trzeba to wszystko powiedzieć na samym wejściu, początku. Nazwano to „raport techniczny”. Każdy, kto nas teraz słucha, większość ludzi techniczny raport...

A, czyli uznali, że to będzie nieciekawe.

Nie wiem, czy ciekawe, nie mówię o ciekawości. Mówię o tym, że to nie jest końcowe. I taki mamy też w tej chwili przekaz.

Odwołam się do prezesa. 10 kwietnia prezes mówi, że dziękuje panu Antoniemu, ale że wiele lat jego eksperymentów, czasem nieudanych, różne hipotezy potwierdzane, czasem niepotwierdzane – strasznie to półgębkiem takie i chłodne.

W to, co teraz pan powiedział, w ten cytat, warto się wsłuchać i z niego wyciągnąć właściwe wnioski.

Jakie?

Niech pan nie obraża swoich słuchaczy, bo tutaj w ZET-ce to wszyscy myślą, kumają za dwóch. Ja pozdrawiam ich wszystkich.

To ja wyciągam dwa wnioski z tego. Po pierwsze, powiedzmy sobie wprost – Macierewicz popadł w niełaskę.

To za mocne. Ja się nie podpiszę pod takimi...

To proszę powiedzieć właściwie: jaka jest linia partyjna w tej sprawie?

Myślę, że to nie jest łatwe. Nie wiem, czy to jest w ogóle możliwe.

Żeby Macierewicz popadł w niełaskę?

Nie, co innego. Bo wielu z naszych słuchaczy, znakomity jest serial, na pewno, to nie kryptoreklama, fantastyczny serial: „Katastrofy w przestworzach”. Przecież nawet ani pan, nawet taki wspaniały dziennikarz, ani ja... To jest taka materia, badanie katastrof, że wysnuwanie wniosków a priori czy twierdzenia, i bez wraku jeszcze – o, o, to jest bardzo ważne. W tych audycjach wielu znakomitych ekspertów  mówimy teraz o najwybitniejszych ludziach - uważają, że w przypadku katastrofy eksplozji, bo to też nie jest to samo, czy zamach, w takich sprawach wrak jest elementem może nie niezbędnym, ale bardzo ważnym.

Ale ten wrak mieliście natychmiast sprowadzić. Wy mieliście mieć sposób na to. A ponad dwa lata mijają rządu PiS i co?

I nie wyszło. No niestety tak. Drapaliśmy się, drapaliśmy… A poza tym na miejscu Rosjan w życiu! Przecież im zależy najbardziej na awanturze, na tym, żebyśmy nie doszli tej prawdy.

Ale wy mówiliście, że to zrobicie. Wy mieliście pretensje do poprzedników, że oni nie potrafią. A wy mówiliście: „My potrafimy”.

Tu powtórzę bez fałszywej skromności taką doktrynę – ona jest nie tyle wygodna, a prawdziwa - nie jesteśmy partią ani geniuszy, ani aniołów, ani ludzi, którzy wszystko super do końca na sto procent. Proszę pana, i my też, i nam się też zdarzyło, że nasze obietnice nie wszystkie zostały… Robimy też błędy. My jesteśmy z krwi i kości, żaden cud i miód, okej?

Okej, tak, zgadzam się. Ale czy nie czuje pan – i pytam teraz całkiem poważnie – że Antoni Macierewicz ze mnie, z pana, z nas wszystkich robi, mówiąc kolokwialnie idiotów, mówiąc, że nigdy nie mówił o zamachu? A to wczoraj padło podczas konferencji.

Nie wiem, ja...

Słyszał pan pana Macierewicza mówiącego o zamachu?

Myślę, że takie wrażenie można było odnosić.

Nie, nie wrażenie. Słyszał pan?

Ja tego słowa może wprost… Antoni Macierewicz w tych sprawach przez tyle lat, tych hipotez było tak dużo, że można się w tym zagubić, to jest oczywiste.

Ale pan uważa, że Antoni Macierewicz nigdy nie powiedział nam wszystkim o tym, że w Smoleńsku doszło do…

Mówił o wybuchach.

Mówił o osobach trzecich. Słowa „zamach” też używał wielokrotnie.

Tak, i z tego można było takie wnioski wyciągać.

Czyli robi z nas idiotów.

To pan mówi. Pan mnie próbuje skłonić, żebym ja tak powiedział o swoim serdecznym koledze.

Gratuluję serdecznych kolegów w takim razie.

Ja mam szeroki smak do ludzi.

Gratuluję. I współczuje.

Poza tym tyle lat byłem z Antonim Macierewiczem... Bo to, co może w nim drażnić, nie podobać się, a nawet wkurzać czy doprowadzać, jak pan tutaj sugeruje do pasji, to jedna sprawa. A druga rzecz – ma swój wkład i zasługi.

Wiemy, że samolot Tupolew 10 kwietnia kilometr przed pasem znajdował się kilka metrów nad ziemią. Antoni Macierewicz pisze, że załoga i kapitan przez cały czas lotu podejmowali właściwe decyzje. No jakże właściwą decyzją jest sprowadzenie samolotu tuż nad ziemię podczas kiedy jest się kilometr przed początkiem pasa.

Takich pytań jest sporo, więcej… Proszę mnie dobrze zrozumieć...

To niechże pan będzie tym jedynym sprawiedliwym, który powie: Antoni Macierewicz rozmija się z prawdą, nie mówi prawdy, błądzi.

Jedynym sprawiedliwym to ja byłem kilka razy w życiu i źle wspominam te momenty. Jeżeli jest pan gospodarzem i mnie pan szanuje… Co znaczy „jedyny sprawiedliwy”?

To niech pan będzie „jedynym odważnym” w innej sprawie.

Ja już powiedziałem dzisiaj wystarczająco dużo. Odwołałem się do inteligencji. Mądrej głowie dość dwie słowie, każdy ma swoją głowę. Poza tym 80% Polaków już wie, jak było. Ja jestem blisko ludzi. Ludzie wiedzą, że był zamach, a drudzy wiedzą, że nie było zamachu.

A pan uważa, że był zamach czy nie?

Ja nie miałem w tej sprawie nigdy jasnego [stanowiska], bo za duży mam dystans do wiedzy.

Ale mówi pan, że wszyscy wiedzą.

Nigdy nie mówiłem w telewizji, że w to wierzę.

A w co pan wierzy dzisiaj?

Wierzę, że ta sprawa będzie kiedyś wyjaśniona. A najbardziej prawdopodobnie, że z uwagi na te okoliczności, czas i brak wraku, że nigdy się tej prawdy [nie dowiemy]. I do tego przygotował nas tą wypowiedzią cytowaną dzisiaj i rok temu wcześniej zapowiadając, że zbliżamy się, ale nie wiadomo, jak się to skończy, Jarosław Kaczyński. On jest w tej sprawie szczególnie przecież zaangażowany i jego słowa są znamienne. Ot, i wszystko. I tyle.

Będzie pan miał odwagę, żeby powiedzieć prezesowi nie i zagłosować przeciwko obniżeniu poselskiej pensji?

To nie odwaga, to szaleństwo.

I tego szaleństwa w panu nie ma?

A wie pan dlaczego? Bo odwaga pozbawiona rozumu jest szaleństwem.

I to by było szaleństwo? Chociaż rozum podpowiada panu, że to populizm.

Jestem wściekły, bo mi się to nie podoba, żeby było jasne. I nie tylko mnie. Uważam, że żeśmy się w takie teraz, cała sfera polityczna… Bo w politycznej walce, gdzie nawet o swoje pensje potrafimy się nawzajem chlastać jedni z drugimi... I to szaleństwo doprowadziło do tego, że sprawa zaszła w taki daleki teren, że prezes uznał, że jedynym wyjściem jest odwołanie się do starej maksymy łacińskiej: vox populi vox Dei. I ta decyzja nie budzi entuzjazmu. Nawet panowie tutaj, pan i pańscy koledzy, dziennikarze, mówią, że to jest bardzo kontrowersyjna decyzja.

Mówi pan: „Jestem wściekły”. Na co, na tę decyzję?

Tak, bo uważam, że to jest konsekwencja błędów naszych i błędów również – chociaż to przybrało formę sukcesu – PO, która zrobiła taką jazdę nam z tymi billboardami...

Samiście się podłożyli.

Ale oni dobrze powinni też wiedzieć i się puknąć, co będzie dalej.

Ale czy wyście się nie powinni puknąć w momencie, kiedy wybuchła ta afera i nie wypuszczać…?

Nie zauważył pan, że się puknęliśmy?

Nie. Przez miesiąc Beata Szydło milczała, a potem pokazała pazurki, a potem się okazało, że wcale nie miała tych pazurków pokazywać.

Przecież wycofaliśmy się w sposób spektakularny.

Po miesiącu bronienia…

Lepiej późno niż wcale. Niech mnie pan już tak nie dołuje i nie niszczy…

Nie jest pan wściekły na Beatę Szydło, że ona wypłacała posłom…?

Wściekły nie, ja bronię jej bo ona jest uczciwym, dobrym człowiekiem, była premier...

Czy uczciwy, dobry polityk sam sobie przyznaje premie?

Tak, to brzmi fatalnie, ale niech pan też uczciwie powie – wszyscy dostali te premie, to premier miał dostać premię czy nie?

Ale to nie powinien jej sam sobie...

A kto?

Powinien uczciwie stanąć przed obywatelami i powiedzieć: „Ministrowie i premier zarabiają za mało, wnoszę projekt ustawy, która podwyższa te pensje”. A nie po cichu gdzieś tam pod stołem dawać premie.

To, że sama sobie, to było podszyte złą nicią, dlatego że przepisy obecnie nie pozwalają. Jak ja byłem burmistrzem, to mnie dawał przewodniczący rady, a dzisiaj w Polsce, jeżeliby nawet chciano, to nie ma kto... Zrobiła błąd, okej.

Kto w tej sprawie błędu nie zrobił?

Mówię o surowej ocenie, ale nie okrutnej. I bronię dobrego imienia, bo nie jest, jak powiedział nasz kolega bardzo nieładnie, którego znam dobrze, on powiedział „chciwa baba” - no tak nie mówmy. Apeluję, by w tym wszystkim zachować jakiś rozsądek. Zobaczymy, jak te sprawy się potoczą. Mam nadzieję, że jakoś z tej sprawy wyjdziemy. Niska oceny Parlamentu, posłów powiązana z tą akcją spowodowała taki efekt, że prezes Kaczyński uznał, że jedynym rozwiązaniem jest takie radykalne podejście. Jeszcze samorządowców w to wciągamy. Nie wiem, czy to jest też najlepsze. Samorządowcy – o 20% w dół.

A co koledzy na to, posłowie? Spotkaliście się w Sejmie po tym, jak prezes to powiedział. I tak bym powiedział, vox Dei to raczej obwieścił, nie konsultując z niczym. Nie ma wściekłości w klubie PiS-u?

A po co takie pytania, skoro wszyscy wiemy? Pan uważa nas za zboczeńców? Normalnie ludzie myślą, ktoś ma rodzinę… Bo jeszcze taki singiel, jeden z drugim, który kawalerem jest, a byłem kiedyś kawalerem, to wiem, ale jak ma rodzinę na utrzymaniu, i to jedno drugiego nie wyklucza. Czy ja przed dwudziestu lat rezygnując z burmistrzowania w Malborku, zostając posłem, mając piątkę dzieci i żonę niepracującą, dla pieniędzy poszedłem do Sejmu?

Nie będzie buntu? Nie będzie frakcji, która powie: „Prezesie, kochamy pana i kochamy ten Parlament, ale nie jesteśmy w stanie wyżyć za 20% mniej”?

Wkracza na scenę zimny, chłodny, przeklęty rozum, myślenie. A myślenie mówi mi jedno: „Nie”.

Raczej telefon posła Cymańskiego wkracza tutaj na scenę.

Już oburzeni dzwonią: „Co ty gadasz?”.

Beata Mazurek: „Tadek, przestań, zejdź z anteny”.

20% pensji nawet w takich okolicznościach i bez aprobaty, z zaciśniętymi z wściekłością zębami, to nie jest cena zbyt wysoka za utrzymanie jedności, bo bezcenne, a coś o tym wiem...

Czyli zagłosujecie za. Zgodnie, 236 posłów.

Myślę. Ja panu powiem więcej, słuchaczom, sympatykom PO, powiem, że PO też zagłosuje za. I na tym polega pewien rozum…

Festiwal populizmu.

A to pan już powiedział, ale niech pan taki kąśliwy nie będzie, bo ja jeszcze kawy nie dopiłem. Jestem w końcu gościem pańskim.

Ale rozumiem, że pan zagłosuje za, chociaż bez sympatii, bez przekonania?

Myślę, że tak, i nie z serca ochotnego, bardziej jednak na zasadzie chłodnej, zimnej analizy sytuacji, bo uważam, że program dla milionów wart jest poświęcenia interesu setek czy tysięcy.

Tadeusz Cymański, bardzo dziękuję.

Dziękuję bardzo.

Cymański przeprasza za słowa Pawłowicz o „mordzie”. „Źle się dzieje. Przykro mi, że nie wytrzymała nerwowo i puściła takie zdanie”

Takie słowa nie powinny padać. Źle się dzieje – mówi wiceszef klubu PiS, pytany w internetowej części programu o Krystynę Pawłowicz. Posłanka Prawa i Sprawiedliwości zwróciła się do Kamili Gasiuk-Pihowicz, że ta „bez obrażania nie potrafi mordy otworzyć”. To źle, przykro mi z tego powodu, że nie wtrzymała nerwowo i puściła takie zdanie. Tych, których to wzburzyło – przepraszam – dodaje Tadeusz Cymański. Podkreśla, że właśnie przez takie epizody, opinia publiczna ma złe zdanie o posłach.

Pytany o relacje PiS-Andrzej Duda odpowiada, że tu „nic się nie wydarzy”. Jestem piewcą jedności, ja, który odszedł z PiS-u. Zawsze jedność – komentuje gość Radia ZET. Partia rządząca krytycznie o prezydencie? Polityk uważa, że jeżeli ktoś atakuje Andrzeja Dudę, to albo „nie kuma i nie czuje, albo robi to z emocji”. Prezydent państwa, żeby zostać prezydentem musi otrzymać ponad 50 proc. głosów. Musi mieć poparcie tych, którzy nigdy na nas nie zagłosują – dodaje.

Tadeusz Cymański odpowiada także na pytania o Annę Marię Anders i upamiętnianie Lecha Kaczyńskiego.

RADIO ZET/MA

Oceń