Słuchaj
Mateusz Ptaszyński, Marcin Sońta
Aga Kołodziejska
Damian Michałowski, Ewelina Pacyna
Marcin Łukasik
Redakcja Radia ZET
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

Tomasz Siemoniak w Radiu ZET: Sam widok minister Zalewskiej irytuje; 1 IX powinna stać przed szkołą, a nie jeść mule w Brukseli

02.04.2019 06:44

Tomasz Siemoniak określa w Gościu Radia ZET start minister edukacji narodowej Anny Zalewskiej w wyborach do PE mianem „ucieczki do Brukseli”. - Nie chce patrzeć jako minister, co będzie działo się we wrześniu przy kumulacji roczników. Pierwszego września powinna stać pod szkołą i patrzeć w oczy rodziców, dzieci i nauczycieli. Nie jeść mule w Brukseli – uważa wiceprzewodniczący PO w rozmowie z Beatą Lubecką. Zapewnia, że wniosek o wotum nieufności wobec szefowej MEN jest już gotowy. Komentuje też propozycje rządu dla związków nauczycielskich.

Beata Lubecka: Tomasz Siemoniak, wiceprzewodniczący PO. Dziś kolejne rozmowy chyba ostatniej szansy w sprawie ewentualnych podwyżek dla nauczycieli. Czy rząd się ugnie przed tymi żądaniami związkowców i zaproponuje jakieś salomonowe wyjście? Bo na razie to mam wrażenie, że jednak kręcimy się w kółko.

Tomasz Siemoniak: Oby tak było, bo chodzi o bardzo poważne sprawy, sprawy nauczycieli, ale też i dzieci, przyszłości polskiej szkoły.

Ale czego się pan spodziewa?

Nie wiem, nie mam dobrych myśli, bo wydaje mi się, że pojawienie się tutaj w tym wszystkim wicepremier Szydło... Jakoś minister edukacji na drugim planie, nie dziwię się zresztą, że ją się chowa – jest postacią tak skompromitowaną, że sam jej widok już ludzi, a zwłaszcza nauczycieli, irytuje. Odwoływane są jej spotkania...

Ale to znaczy, że premier Beata Szydło, jej osoba dla pana nie jest dostateczną rekomendacją? Że te negocjacje jednak mogą spalić na panewce?

No nie jest, no bo nie zajmowała się tymi sprawami, właściwie nie bardzo wiadomo, czym się przez rok zajmowała, nagle się pojawia.

No to dlaczego teraz się tym zajmuje?

Nie wiem, widać tak chciał premier Morawiecki, widać ma jakąś misję do wykonania. Wygląda to mi na chęć podzielenia związkowców.

A dlaczego?

Na pokazanie, że można się dogadać z Solidarnością, z Solidarnością, która nagle dość desperacko dołączyła do protestu ZNP. I zrobienie złego z Broniarza, z ZNP i atak na nich. Ja nie widzę w tych propozycjach, które wczoraj – nie wiemy, co dzisiaj się wydarzy – przedstawiała wicepremier Szydło, niczego nowego. To, że powtarzają propozycje sprzed miesięcy, lub to, że odkręcą złe rzeczy, które wprowadziła minister Zalewska to naprawdę nie jest satysfakcjonujące. Wszyscy wiedzą, o co nauczycielom chodzi. ZNP ma bardzo mocny mandat po referendum, znakomita większość nauczycieli poparła strajk…

Ale czy jednak ZNP nie powinno spuścić z tonu? No bo z pustego Salomon nie naleje – takich pieniędzy nie ma w budżecie.

Ale to, czy jest to puste Salomona, nie jest jasne. Ja myślę, że te propozycje z lutego, tzw. piątka PiS-u, rozsierdziły dodatkowo nauczycieli, którym mówiono, że nie ma pieniędzy, a tu się okazało, że są, tylko nie dla nich. I ja myślę, że to nie jest tylko kwestia nauczycieli, ale też poważnej części opinii publicznej, do tej części też jako rodzic się zaliczam, przekonania, że tak dalej się nie da. Nie da się, żeby ludźmi pracującymi za tak niskie pensje kształcić i wychowywać ludzi, którzy dadzą sobie radę w XXI wieku. Myślę, że to jest fundamentalna sprawa. A PiS pokazuje nauczycielom: „Nie jesteście ważni, poczekajcie”, a minister Zalewska, to jest tak naprawdę podpalenie tego lontu, ucieka do Brukseli, chce wyjechać do Brukseli, nie chce patrzeć jako minister, co się będzie we wrześniu działo, kiedy się skumulują roczniki. Pani Zalewska powinna 1 września o 8.00 rano stać pod szkołą i patrzeć w oczy rodziców i dzieci, i nauczycieli tego dnia, a nie jeść mule w Brukseli tego dnia. Naprawdę, to jest sprawa absolutnie fundamentalna.

No wtedy już pewnie tak będzie. Chociaż przewidują, że może lepszy wynik niż pani minister Zalewska będzie miała druga na liście PiS-u na Dolnym Śląsku Beata Kempa, że być może może zdystansować panią minister.

Tam jest dream team rzeczywiście taki PiS-owski. Myślę, że na Dolnym Śląsku dotkliwą porażkę PiS poniesie, bo wszystkie te osoby źle się kojarzą.

A czy PO stoi za tym protestem? Czy współpracujecie ze Sławomirem Broniarzem? Czy Sławomir Broniarz działa na zlecenie opozycji?

Ale oczywiście, że nie działa na zlecenie opozycji. Taka opinia by urażała te tysiące nauczycieli, które głosowały, którzy pewnie głosowali w referendum strajkowym…

Ale protest jest na rękę opozycji.

Ale cóż nam jest na rękę? Nie jest nam na rękę chaos, nie jest nam na rękę zamieszanie.

Ale skoro Hanna Zdanowska czy Rafał Trzaskowski mówią, że zapłacą strajkującym nauczycielom, no to znaczy, że jest to jednak realne wsparcie.

Bo są odpowiedzialnymi ludźmi, odpowiedzialnymi samorządowcami. I od samego początku wielu samorządowców próbuje ratować dzieci, nauczycieli i rodziców przed fatalną reformą. I to jest ich zadanie, ich odpowiedzialność, ja się nie dziwię, że próbują pomagać nauczycielom. Natomiast teraz toczą się rozmowy, na placu boju są nauczyciele związkowcy i rząd. I wyłącznie na rządzie spoczywa odpowiedzialność za tę sytuację.

I chce mi pan powiedzieć, że PO nie ma z tym nic wspólnego i nie macza w tym palców?

Wspieramy, wypowiadamy się… Grzegorz Schetyna w sobotę zapowiedział kolejny wniosek o wotum nieufności dla minister Zalewskiej.

I on już jest gotowy ten wniosek?

Jest gotowy…

Kiedy zostanie złożony?

Mówił Schetyna, że w tym tygodniu…

Czyli dzisiaj, pojutrze?

W tym tygodniu. Ten tydzień to jest wniosek o wotum nieufności do innego fatalnego ministra, ministra rolnictwa, będzie rozpatrywany na tym posiedzeniu, i natychmiast po rozpatrzeniu tego wniosku składamy wniosek o minister Zalewską. To jesteśmy winni nauczycielom, rodzicom, dzieciom i działamy w sferze politycznej, a związki działają w sferze pracowniczej.

Tylko że wie pan, czym to się zakończy – oczywiście minister Zalewska pozostanie w rządzie i większość sejmowa ją wybroni.

I brawo, niech PiS ją broni.

Więc składanie takich wniosków trochę jest kontrproduktywne.

Nie jest kontrproduktywne, to jest prawo opozycji. Mamy prawo do debaty, prawo do oceny minister Zalewskiej. I proszę bardzo, niech premier Morawiecki, prezes Kaczyński bronią minister Zalewskiej. Ona jest nie do obrony. Nawet Solidarność, związek wspierający rząd, jest przeciwko niej. Wiele miesięcy temu mówił, że trzeba ją odwołać, teraz dołączył do tych działań protestacyjnych. Więc niech bronią. Naprawdę, będę siedział i patrzył, jak premier Morawiecki tłumaczy, że jest świetną minister Zalewska i że świetna była reforma. Naprawdę, to jest poza granicą przyzwoitości.

Dla pana mission impossible. A prezydent też nagle złożył jakąś propozycję. Proponuje, żeby nauczycieli potraktować tak jak twórców, żeby mogli odliczać od podatku 50% kosztów uzyskania przychodu. Co się stało, że prezydent nagle włącza się do gry?

Może rozmawia z żoną nauczycielką i słyszy, co się mówi o PiS-ie w pokojach nauczycielskich. Nie wiem, czy te słowa mają jakiekolwiek znaczenie, bo słyszę przedstawicieli rządu, którzy mówią: „Przeanalizujemy”, jakby to była propozycja burmistrza małej miejscowości, więc nie wiem, czy za tym cokolwiek stoi. Nauczyciele, związki zawodowe o to nie postulują, tego nie ma na stole. I jeśli prezydent chce pomóc, powinien powiedzieć: „Popieram ZNP, popieram związkowców, popieram nauczycieli”.

Powiedział, że popiera nauczycieli, powiedział, że sympatyzuje z nauczycielami. A czym Koalicja Europejska zaskoczy w sobotę wyborców? Bo w końcu przedstawicie nam program. To co tam się w tym programie znajdzie?

Zaskoczymy jednością opozycji. Myślę, że ta premia w sondażach za zjednoczenie jest bardzo wyraźna i pokażemy, że mamy program. Trwają prace zespołów programowych. I proszę trochę cierpliwości, najbliższy weekend to będzie weekend Koalicji Europejskiej.

Ale program jest już gotowy czy jeszcze nie?

Tak, jest gotowy. Natomiast od piątku do niedzieli będziemy go odsłaniali.

Co będzie takim głównym filarem?

Nie chcę uprzedzać faktów. Ja myślę, że wyborcy dlatego popierają Koalicję Europejską, bo wiedzą, że jesteśmy za obecnością Polski w Europie...

Na razie to kupują trochę kota w worku.

Nie, ten kot jest wyborcom dobrze znany – to są byli premierzy, ministrowie, partie, które wprowadzały Polskę do Europy i NATO...

Ale nie chodzi tylko o znane postacie, ale chodzi również o to, co macie do zaproponowania wyborcom, jak chcecie Polskę urządzać.

Jeszcze kilka dni cierpliwości. Chodzi mi o to, że wyborcy nas bardzo dobrze znają i to premiują też, bo przewidywalność w polityce i dobre pomysły to jest coś, co powinno być premiowane.

Grzegorz Schetyna powiedział, że jeśli PO wróci do władzy, to będzie 1000 zł podwyżki dla nauczycieli, 1000 zł brutto. Ale skąd weźmiecie te pieniądze?

Ale to jest oczywista rzecz, że tak powinno być.

Ale skąd weźmiecie te pieniądze?

Będzie tworzony budżet, to będziemy tych pieniędzy szukać. Ja uważam, że np. podwyżki dla nauczycieli i stan szkoły jest ważniejszy niż takie projektu jak Centralne Lotnisko w Baranowie, na które skądinąd zresztą też PiS nie ma pieniędzy. Ale po co nam wielkie lotniska, wielka infrastruktura, jak nie będziemy mieli wykształconych…

Czyli Centralne Lotnisko będzie zlikwidowane?

Ja mówię: na przykład. Bo po co jakieś wielkie projekty, miliony elektrycznych samochodów, po co to lotnisko, elektryczne samochody, żeby wyjeżdżać z Polski, bo tu nie będzie pracy...

Chodziło o nowoczesne technologie.

Ale ktoś te technologie musi wdrażać, ktoś musi nad nimi pracować i bez szkoły tego nie zrobimy. Naprawdę, tak jak mówimy w początkowej części rozmowy, jesteśmy w krytycznym punkcie. Albo polska szkoła będzie przygotowywała absolwentów na XXI wiek, na trzecią dekadę, albo po prostu zostaniemy z tyłu. Jeśli PiS tego nie rozumie i mami opinię publiczną wielkimi jakimiś przedsięwzięciami, Lux-Torpedami, samochodami elektrycznymi, to ja tego nie rozumiem. Na to muszą być pieniądze, nawet kosztem właśnie jakichś wielkich dziwnych projektów.

Tomasz Siemoniak, wiceprzewodniczący PO. Tyle w części radiowej. Jesteśmy na RadioZET.pl i na Facebooku, zapraszam.

***

W internetowej części rozmowy Tomasz Siemoniak został zapytany między innymi o zakaz handlu w niedzielę.

- Czy jeśli Platforma Obywatelska dojdzie do władzy, to zostanie zniesiony lub będzie wprowadzony tylko na dwie niedziele? - pytała Beata Lubecka.

- Protestowaliśmy przeciwko temu absurdalnemu pomysłowi. Zastrzegam tylko, że trzeba zadbać o to, żeby pracownicy mieli co najmniej dwie wolne niedziele w miesiącu. Te dane mówiące o upadku tysięcy polskich małych sklepów pokazują, że to fatalny pomysł, wielka porażka PiS i tych, którzy im to suflowali. Uprzykrzenie ludziom życia kompletnie bez powodu - mówi wiceprzewodniczący PO.

- Czyli każda niedziela powinna być handlowa? - dopytywała prowadząca rozmowę.

- Uważam że tak. Każda niedziela handlowa, ale szczególna ochrona dla pracowników, którzy pracują w niedzielę. Gratyfikacja finansowa, część wolnych niedziel czy wolne dni w tygodniu. Ale wśród tych, którzy pracowali w niedzielę... tysiące studentów. Stracili bardzo na tym, to nie są wcale wielkie koncerny hipermarketowe, bo one znakomicie poradziły sobie w tej sytuacji sprzedając więcej w sobotę - uważa Siemoniak.

Gość Radia ZET odpowiedział też na pytanie internauty Adama: "Jakie konsekwencje spotkały posłów PO za słynne głosowanie przeciw ustawie aborcyjnej, a jakie w sprawie ACTA2?".

- Zostali zawieszeni ci posłowie, którzy głosowali inaczej niż klub. Mówimy o ustawie aborcyjnej. Ściśle mówiąc chodziło o skierowanie do prac, to nie było głosowanie jako takie - stwierdza Siemoniak. Co z tzw. ACTA2? - Stanowisko PO było jasne, była konferencja w Warszawie. Nie było dyscypliny, to było mocne wskazanie dla naszych europarlamentarzystów. Część głosowała inaczej, natomiast tutaj stanowisko PO jest jasne. Sprawa nie jest zero-jedynkowa. Skoro prezes Kaczyński mógł w sobotę ogłosić, że rząd tak implementuje tę dyrektywę, że nikt tutaj nie ucierpi, to znaczy że cały atak w tej sprawie i nazywanie tego "ACTA2" ma się nijak do słynnej sprawy "ACTA" było ogromnym nadużyciem i robieniem z tego polityki. Jesteśmy na końcu kadencji. Część eurodeputowanych, głównie tych niekandydujących po prostu zagłosowała według własnego uznania i tyle - mówi poseł PO.

Czy Platforma Obywatelska jest za przyjęciem euro w Polsce. Jeśli tak, to kiedy?

- Jesteśmy, wielokrotnie o tym mówiliśmy. W momencie, w którym to będzie korzystne dla Polek i Polaków i kiedy będą spełnione te kryteria, do których jest nam daleko. Tak naprawdę zobowiązaliśmy się do tego wstępując do Unii Europejskiej. W traktacie akcesyjnym jest mowa, że powinniśmy prędzej czy później przyjąć euro. To jest sprawa skomplikowana i z powodów wewnątrzpolskich, już mówiłem o kryteriach ale też potrzebie zmiany konstytucji... ja myślę, że w tym momencie trudno komukolwiek, czy zwolennikom czy przeciwnikom, wyznaczać jakieś cezury. Przypomnijmy, że kiedy ta dyskusja rozgorzała w roku 2008 za sprawą takiej deklaracji, woli premiera Donalda Tuska. Miesiąc później wybuchł kryzys finansowy, który potem bardzo mocno dotknął strefę euro. Grecja, Hiszpania, Włochy - pamiętamy. W związku z tym w ogóle nie było tematu przystępowania Polski do strefy euro. Trzeba o tym rozmawiać w kategoriach korzyści, w kategoriach spełnienia kryteriów, a nie robić z tego polityczny problem - mówi gość Beaty Lubeckiej.

Czy Grzegorz Schetyna powinien zrezygnować z kierowania Platformą Obywatelską, jeśli Koalicja Europejska przegra wybory do PE z PiS. Kto wtedy powinien go zastąpić?

- Grzegorz Schetyna ma bardzo silny mandat. Wybrali go wszyscy członkowie PO. Nikt nie ma wątpliwości, że to był dobry wybór. Grzegorz Schetyna doprowadził do sytuacji takiej, że z 12 punktów procentowych w najgorszym momencie, dzisiaj mamy Koalicję Europejską, którą on stworzył i zaangażował w to dziesiątki godzin rozmów z liderami innych partii. Nie przegramy tych wyborów. Więcej optymizmu, my te wybory wygramy. Wszystko jest na jak najlepszej drodze. Nie rozmawiajmy co by było jeśli się przegra. Porażki powstają w głowach ludzi - uważa.

4 czerwca w Gdańsku miał pojawić się symboliczny okrągły stół na placu Solidarności. Wojewoda wydał jednak zgodę na organizowanie cyklicznej imprezy dla "Solidarności".

- To fatalny ruch wojewody dzielący Polaków, dzielący gdańszczan. Nie może być monopolu na żadną rocznicę, zwłaszcza na taką. Może nikt nie powinien mieć tutaj pierwszeństwa, tylko wszyscy powinni świętować i obchodzić. Myślę że samorządowcy i obywatele znajdą miejsce także w Gdańsku, jeśli wojewoda nie znajdzie rozwiązania, żeby wszyscy mogli się pomieścić. 4 czerwca należy do wszystkich Polaków i samorządowcy to reprezentacja też nas wszystkich - stwierdza Siemoniak.

- Ale nie bądźmy naiwni, również miała być taka manifestacja polityczna. Jeśli miał tam być Lech Wałęsa, Donald Tusk... - wymienia Beata Lubecka.

- A jak ma nie być Lecha Wałęsy na rocznicy? To kto ma być, Stanisław Piotrowicz? - pyta wiceprzewodniczący PO.

RadioZET.pl/DG/PaNa

Oceń