Słuchaj
Mateusz Ptaszyński, Marcin Sońta
Aga Kołodziejska
Damian Michałowski, Ewelina Pacyna
Marcin Łukasik
Redakcja Radia ZET
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

gen. Jarosław Stróżyk o konferencji bliskowschodniej: Nic nie zyskujemy, a możemy stracić dobrą opinię w Iranie

14.02.2019 06:55

„Mam wrażenie, że nadzieje były większe. Że przyjedzie pierwszy lub drugi garnitur z niektórych państw. W rzeczywistości niektórych państw nie ma. Turcja jest reprezentowana przez ambasadora, nikt nie przyjechał” – mówi w Gościu Radia ZET o trwającej w Warszawie konferencji nt. Bliskiego Wschodu generał Jarosław Stróżyk, wiceprezes fundacji Stratpoints. „Nie zyskujemy nic, a możemy stracić” – twierdzi w rozmowie z Beatą Lubecką. Co może w takim razie stracić Polska? „Na przykład dobrą opinię, którą mieliśmy w Iranie. Nasza ambasada reprezentowała interesy amerykańskie” – zauważa generał Stróżyk. Według gościa Radia ZET, najlepiej grać na kilka stron. „Oczywiście, że Stany Zjednoczone są ważniejsze [od Iranu]. Niekoniecznie trzeba gdzieś robić sobie tyły i naprężać swoje stosunki z państwami na Bliskim Wschodzie. Polska potrafiła się tam poruszać przez wiele lat” – zachwala w rozmowie z Beatą Lubecką. Jak mówi, trwający w Warszawie szczyt może pogorszyć nasze stosunki także z niektórymi krajami Unii Europejskiej.

Beata Lubecka: Gościem Radia ZET jest generał Jarosław Stróżyk, generał rezerwy, były attaché wojskowy przy ambasadzie RP w Waszyngtonie, a i jeszcze trzeba powiedzieć, że teraz wiceszef Fundacji Stratpoints. Generał brygady, czyli jedna gwiazdka. Zaczniemy od tej konferencji, która się odbywa, konferencja o Bliskim Wschodzie, organizujemy ją. Co my zyskujemy w ten sposób?

Jarosław Stróżyk: Mam wrażenie, że nadzieje były większe – że przyjedzie tu rzeczywiście pierwszy garnitur bądź drugi garnitur z niektórych państw…

A przyjechał który? Trzeci?

No niektórych państw, zwłaszcza z regionu, czy też niektórych państw nie ma. Turcja jest reprezentowana bodajże przez ambasadora, czyli praktycznie nikt nie przyjechał z Turcji. Więc wydaje mi się, że nie zyskujemy nic, a możemy trochę stracić.

A co możemy stracić?

Stracić dobrą opinię, którą jednak gdzieś mieliśmy w Iranie. Przecież reprezentowaliśmy nawet Stany Zjednoczone, nasza ambasada była przedstawicielem czy reprezentowała interesy amerykańskie.

Ale może trzeba się na coś zdecydować: dla nas ważniejszy jest Irak czy Stany Zjednoczone?

Najlepiej grać jednak na kilka stron. Oczywiście, że Stany Zjednoczone są ważniejsze, ale niekoniecznie trzeba gdzieś sobie robić, mówiąc kolokwialnie tyły i naprężać swoje stosunki z tamtymi państwami. Naprawdę na Bliskim Wschodzie Polska umie się poruszać i umiała się poruszać przez wiele lat. Plus oczywiście w dalszym ciągu też zaogniamy nasze stosunki z głównym państwami UE czy też z samą UE, której jesteśmy członkiem.

No tak, nie będzie tutaj przedstawicieli tych głównych, bo nie będzie na przykład szefowej unijnej dyplomacji ani jej zastępczyni. Pojawiają się takie opinie, że przy pomocy tej konferencji nomen omen w sprawie bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie USA chcą zbudować koalicję przeciwko Iranowi. Pan by się zgodził z taką opinią czy ona jest jednak na wyrok?

Rzeczywiście ta konferencja jest o tyle dziwna, że miała być to konferencja o Iranie, a o Iranie się za dużo ma nie mówić, ma nie padać nawet to słowo, ale być może tak jest. Natomiast ja bym jednak poszedł w stronę amerykańską – stwierdzenia prezydenta Trumpa, że Iran jest największym zagrożeniem stoją w sprzeczności z tym, co mówią szefowie jego wywiadów. Dwa tygodnie temu bodajże w Kongresie koordynator ich służb oraz szefowie ich służb mówili, że Iran nie jest zagrożeniem, Iran przestrzega tego porozumienia, które zostało zerwane przez prezydenta Trumpa w zeszłym roku w maju. Z drugiej strony, że Korea jest zagrożeniem, a prezydent Trump mówi, że Korea nie jest zagrożeniem.

No to o co chodzi, że Iran jest tak na celowniku, jeśli chodzi o administrację Donalda Trumpa czy też samego prezydenta Trumpa?

To też trzeba spojrzeć na otoczenie prezydenta Trumpa. Jego doradcą do spraw bezpieczeństwa jest John Bolton, który jest takim jakby jastrzębiem antyirańskim od dobrych 15 lat. Więc czasem w polityce grają pewne ambicje personalne główne skrzypce. I w tym przypadku oczywiście, że Iran stanowi zagrożenie, trzeba obserwować, co robi, natomiast pamiętajmy, że to porozumienie nuklearne z 2015 r. podpisało pięć państw, w tym Chiny, Francja, Niemcy i Rosja. I tylko Stany Zjednoczone na tym etapie twierdzą, że Iran nie przestrzega tego porozumienia. Więc tutaj trzeba by się najpierw zgodzić we własnym gronie.

Ten szczyt zaczął się od takiego zgrzytu, bo wieczorem, po pierwszych spotkaniach z przedstawicielami krajów arabskich, na Twitterze Benjamina Netanjahu, czyli premiera Izraela, pojawił się taki wpis, że rozmowy – i tutaj cytat – dotyczyły wojny z Iranem. Wpis został usunięty, okazało się, że był błąd w tłumaczeniu z hebrajskiego na angielski, ale mleko się rozlało. Teheran jest oburzony.

No cóż, Twitter jest bardzo szybkim narzędziem. Jeżeli ktoś coś publikuje, to natychmiast to widzą miliony, jeżeli nie setki milionów ludzi. Więc jeżeli taka rzecz się stała... Nie ma czegoś takiego jak kasowanie tweeta, po prostu to dalej istnieje. Ale rzeczywiście tam były i inne może niefortunne wypowiedzi prezydenta Pence’a o bohaterze żydowskim, który po wojnie jednak dołączył do oprawców, żołnierzy wyklętych, więc tu rzeczywiście takie niuanse… ale te niuanse grają rolę jednak.

Wracając do tych naszych ewentualnych korzyści, bo rząd mówi, że chodzi o zacieśnianie relacji wojskowych ze Stanami Zjednoczonymi przede wszystkim. Ale mamy tutaj taki dwugłos, bo z jednej strony słyszymy, że będzie więcej żołnierzy jednak tutaj w ramach kontyngentu na terenie Polski. I tak sugerowała w wywiadzie dla „Financial Times”, czyli poczytny jednak i elitarny, ale też wpływowy brytyjski dziennik, amerykańska ambasador w Polsce Georgette Mosbacher. Natomiast co innego mówi jednak rzecznik Pentagonu: że – cytuję – „jakiekolwiek spekulacje na temat zwiększenia liczby żołnierzy są w tym momencie bezpodstawne”. O co chodzi?

No rzeczywiście Pentagon ma wydać ten słynny, powiedzmy, Fort Trump raport do 1 marca, taki jest termin, i na pewno to zrobi. Te pierwsze przecieki czy też pierwsze informacje są takie, że żołnierzy rzeczywiście będzie więcej, będą oni gdzieś rozlokowani w kilku miejscach, czy w Gdyni, czy w Krakowie, czy więcej w Żaganiu tych żołnierzy i to jest ten trend. Natomiast oczywiście na tym etapie chyba jasno można już powiedzieć, że nie będzie budowy takiego słynnego Fortu Trump.

Czyli wątpi pan w to, że będzie tu amerykańska stała baza?

Znaczy stałej… To są takie semantyczne gierki: stała baza rotacyjna albo stała obecność w rotacyjnej bazie… Ważne, że Amerykanie są, z nimi współpracujemy.

Ale stałej bazy nie będzie? Fort Trump to jest dla pana miraż, tak?

Fortu Trump nie będzie, to chyba było wiadomo od początku tak naprawdę.

Polskie władze przekonują, że to jest pytanie nie, czy w ogóle, tylko kiedy.

Więc żołnierze amerykańscy w stałych bazach mniejszych bądź troszkę większych stacjonują w Polsce od 2012 roku, lotnicy pierwsi stacjonowali...

Jest ich ponad 4 tysiące.

W tej chwili oczywiście, że to się zwiększyło, bo zwiększyło się zagrożenie ze strony Rosji, i zwiększa się w ostatnich latach, bo tak planują planiści strategiczni w Pentagonie i jeżeli oni coś zaplanują, to tak jest. Natomiast mnie troszkę, nie chcę powiedzieć „denerwuję”, ale to takie codzienne mówienie, że się zacieśniły stosunki amerykańsko-polskie. Są one dobre, bardzo dobrze, ja się cieszę z tego, ale nie mówmy codziennie, że one się zacieśniają, bo to już w 80. latach, pamięta, pan satyryk Pietrzak miał takie o zacieśnianiu stosunków, które nie mogą się zacieśniać codziennie, więc są one dobre, dbajmy o nie, ale też nie szarżujmy tak jak gdzieś wczoraj dziennikarze niektórzy, że Polska jest najważniejszym sojusznikiem Amerykanów na świecie, bo też tak nie jest. Więc bądźmy rozsądni, nie popadajmy w jakąś naprawdę...

Może można powiedzieć tak: że Polska jest najważniejszym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych w Europie?

Tak, oczywiście, tylko zaraz się okaże, że ważniejsi będą np. Rumuni, bo Amerykanie działają zgodnie ze swoimi interesami. Więc, mówię, dbajmy o swoje interesy, patrzmy na siebie, nie mówmy, że jesteśmy najlepsi, najbystrzejsi, tylko rzeczywiście dbajmy o swoje interesy.

Wczoraj też została podpisana umowa na dostarczenie polskiej armii amerykańskiej systemów rakietowych HIMARS. W grę duże pieniądze wchodzą. To jest korzystna dla Polski umowa, jak przekonuje polski rząd?

Znaczy na pewno dla wojska jest korzystne, że dostaje nowy sprzęt, ja się z tego bardzo cieszę. Natomiast w kategoriach biznesowych nie uważam, że to jest dobry ruch dla Polski.

Czego zabrakło w takim razie?

Wojsko kilka lat temu określiło, że potrzebuje trzy takie dywizjony, wczoraj została podpisana umowa na jeden taki dywizjon. Więc jeżeli planiści wojskowi polscy, polscy pułkownicy, polscy generałowie, określają, że potrzebują trzy razy więcej, minimum trzy razy więcej, bo pamiętam, pan Macierewicz zapowiadał, że będzie 9 takich dywizjonów, zgodnie ze swoimi wieloma zapowiedziami… Więc jeżeli ktoś kupuje tylko jeden i potem mówi, że może dokupimy jeszcze dwa, to wie pani, takie szybkie porównanie, to tak jakby rodzina stwierdziła: „Potrzebujemy 54 metrów kwadratowych, trzech pokoi”, i oczywiście ktoś od nas z rodziny to kupuje, przychodzi i mówi: „Tak, kupiłem. Chodźcie. Świetny apartament, tu, proszę bardzo, jeden pokój, 18 metrów, te dwa się później dokupi”. No to po pierwsze biznesowo się nie składa, ponieważ nasza pozycja negocjacyjna będzie znacznie słabsza bądź w ogóle jej nie będzie, powiedzmy sobie szczerze. Plus rzeczywiście wojsko potrzebuje… Plus nawet termin dostarczenia tego dywizjonu, który został wczoraj kupiony, modułu ogniowego, 2023 rok, to też wydaje mi się, że trochę może za długo, może można było to też trochę lepiej negocjować. Ale rzeczywiście jest to potencjał odstraszania, ale za mało i za późno będzie on, uważam, dostarczony.

Ale szef MON Mariusz Błaszczak tłumaczył, że trzeba było dokonać takich zakupów, bo proces zakupu takiego zbrojenia się ślimaczy, w związku z tym wybraliśmy tzw. formułę rumuńską, czyli najtaniej i bez offsetu.

Tę formułę polski rząd… To ślimaczy się już temu rządowi czwarty rok, więc tę formułę można było wybrać trzy lata temu. A pamiętajmy, że w tej sprawie negocjowaliśmy jednak zakup tego uzbrojenia z technologiami, które miały być wykorzystywane przez nasze rodzime fabryki, Polską Grupę Zbrojeniową. Ktoś w tej Polskiej Grupie Zbrojeniowej mówił też – mamy swoje zakłady: Mesko, Stalową Wolę – że to jest jednak czarna środa dla nich, bo oni wiedzą, że nie będą nic produkować, nie będzie tej możliwości. Polski rząd w tej chwili nie zadbał o interesy Polskiej Grupy Zbrojeniowej, czyli własnego podmiotu, własnej siły roboczej, robotników, którzy wiedzą dzisiaj, że za cztery lata oni nie wiadomo, co będą robić.

Generał Jarosław Stróżyk, to tyle w części radiowej, ale cały czas jesteśmy na Facebooku i na RadioZET.pl.

Dziękuję bardzo.

***

W internetowej części rozmowy gość Radia ZET został zapytany o to, jak ocenia Mariusza Błaszczaka jako szefa MON. „Pan minister Błaszczak jest politykiem i ocenią go wyborcy. Jest moim rówieśnikiem, robi swoje działania polityczne. Przede wszystkim wydaje mi się, że jest po panu Macierewiczu człowiekiem, który trochę uspokoił sytuację, ale nie oznacza że zrobił wiele dobrego. Moim zdaniem jest takim administratorem, nie wdaje się w dyskusję, nie poszukuje konsensusu z opozycją czy z poprzednimi ministrami. Nie widzę wielkiej charyzmy” – odpowiada Stróżyk.

Wiceprezes fundacji Stratpoints komentuje też plany MON dotyczące utworzenia wojsk obrony cyberprzestrzeni. "Myślę, że ruch troszeczkę spóźniony, ale świetnie. To jest bardzo trudny nabór, gdzieś czytałem, nowego szefa tych wojsk. To są fachowcy, potrzebujemy ludzi, którzy znają się na komputerach" - mówi. Dodaje: "Pamiętajmy, że największa trudność to jest przyciągnąć ludzi, którzy zarabiają dużo w cywilu. To jest jednak najlepsza branża. W wojsku nie są najwyższe pensje. Wyzwaniem będzie jak zabezpieczyć finansowo funkcjonowanie tego komponentu wojsk. Tutaj potrzebne są środki, potrzebna jest budowa. Mogę tylko przyklasnąć".

Czy generał Stróżyk tęskni za mundurem? "Trochę tak. Jestem generałem rezerwy. Jeśli Polska będzie wzywała, bardzo chętnie" - zapewnia.

RadioZET/JZ/PaNa

Oceń