Słuchaj
Mateusz Ptaszyński, Marcin Sońta
Aga Kołodziejska
Damian Michałowski, Ewelina Pacyna
Marcin Łukasik
Marcin Wojciechowski
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

Anna Solska-Mackiewicz rok po śmierci męża: Egoizmem jest żądanie, by ktoś oddał się tylko rodzinie [Wywiad Tomka Michniewicza]

20.01.2019 12:19
xxx zet

Rok minął od tragicznej śmierci Tomka Mackiewicza, który nie wrócił ze swojej siódmej próby zdobycia Nanga Parbat. Wszyscy pamiętamy te chwile. Emocje opadły i czas porozmawiać o tym, co się działo w mediach i w sieci w tych dniach. Posłuchajcie rozmowy Tomka Michniewicza z wdową po himalaiście Tomaszu Mackiewiczu – Anną Solską-Mackiewicz.

Anna Solska-Mackiewicz rok po śmierci męża: Egoizmem jest żądanie, by ktoś oddał się tylko rodzinie [Wywiad Tomka Michniewicza] fot. Radio Zet
Anna Solska-Mackiewicz o reakcjach po śmierci Tomasza Mackiewicza
- - : - - / - - : - -

T: Niemal rok minął od tragicznej śmierci Tomka Mackiewicza znanego w świecie podróży i w świecie gór jako Czapkins. Tomek podczas swojej siódmej próby zdobycia Nanga Parbat w tej górze został. Wszyscy pamiętacie te chwile, bardzo dramatyczne momenty i bohaterską akcję ratunkową Denisa Urubki i Adama Bieleckiego. Akcja została zakończona połowicznym sukcesem, Tomek w górze został. Emocje opadły i chyba pora, żeby porozmawiać o tym co się działo w mediach i w sieci w tych dniach. Moim gościem jest wdowa po Tomku Mackiewiczu – Anna Solska-Mackiewicz. Dzień dobry.

A: Dzień dobry.

T: To musiałyby dla Ciebie tragiczne dni. Nie mówię tutaj tylko o samym smutnym wydarzeniu, tylko o tym jak wyglądała reakcja opinii publicznej w mediach. W każdym portalu było tysiące komentarzy, które moralnie oceniały – „jak on mógł osierocić dzieci? Jak on mógł zostawić żonę?” Jak ty odnajdywałaś się w tym wszystkim nie mając głosu? 

A: To były dla mnie strasznie trudne momenty i czas szoku wywołanego tym co się stało, czyli startą Tomka, akcją ratunkową, czasem nadziei, czasem walki o niego, czasem zaangażowania wspaniałych ludzi, ale były jednocześnie czasem obserwowania ze zdumieniem ocen ludzkich – pełnych nienawiści i pełnych jadu, do których ludzie czuli się uprawnieni.

T: Jedną zacytuję: „co za idiota i egocentryk”.

A: No.. Tak. Przede wszystkim forma jest nie do zaakceptowania, to odzwierciedla moi zdaniem jakiś rodzaj naszej polskiej choroby. Ten język, ta forma idzie z góry, idzie od tzw. elit. Przyzwolenie na wstrętną mowę nienawiści idzie z góry. Drugą sprawą jest ocena moralna człowieka i jego wyborów, która dokonuje się w sposób uproszczony i niesprawiedliwy, ale też i czas, w którym ludzie pozwalają sobie na te oceny. Jesteśmy wolnymi ludźmi, więc mamy prawo oceniać wybory innych, ale dla mnie przy każdej ocenie należy się poważnie zastanowić i przede wszystkim mieć wiedzę na temat człowieka, ocenianej sytuacji, jego życia, jego otoczenia, itp. Żeby pokusić się na ocenę na jakikolwiek temat musimy mieć dane.

T: To była bardzo dziwna sytuacja, bo widziałem w Internecie setki a nawet tysiące w sumie samozwańczych adwokatów twoich przeciwko twojemu mężowi. Chociaż wasze wspólne życie jest waszym wspólnym wyborem.

A: Jak najbardziej i nikt mnie nie pytał o zgodę czy prawo, żeby oceniać moje życie albo wypowiadać się źle o Tomku w opozycji do mnie – czyli, że on mnie w jakiś sposób skrzywdził. Ja jestem o to pytana ale jest to pytanie, i tylko ja mogę i mam prawo na te pytanie odpowiadać.

Mnie dodatkowo strasznie bolało to, że człowiek którego kocham nie ma prawa głosu. Jest oceniany w sposób okrutny i niesprawiedliwy. Są dzieci i tylko one mogą za parę lat powiedzieć, czy mają do ojca żal o to jak żył. Ale to jest tylko i wyłącznie ich prawo. Co do ocen, to nie jest ten czas, żeby w ogóle o tym rozmawiać. To jest czas solidarności z rodziną, milczenia, a nie okrucieństwa i chamstwa.

T: Ja rozumiem, ze w oczach wielu osób to było wydarzenie publiczne w jakiś sposób. Ale pytanie z jakiego powodu miało to być wydarzenie publiczne? Bardzo szybko pojawiły się oceny moralne  - czy miał prawo, czy to było przemyślane, czy dobrze analizował ryzyko,  jak i bardzo techniczne – czy byli przygotowani, czy opłacało się wyjść, czy były dobre warunki. Zastanawiam się, czy spotkałaś się kiedyś z tego typu ocenami w przypadku sportowców z innych dyscyplin sportu?

A: Nigdy. Zastanawialiśmy się z przyjaciółki dlaczego właśnie himalaizm, alpinizm, wspinaczka wysokogórska wywołuje aż takie emocje. To nie jest jedyna aktywność człowieka, która niesie za sobą ryzyko. Jest wiele zawodów i hobby, które są ryzykowne. Nie wierzę, że wszyscy oddający się jakieś nietypowej pasji nie mają dzieci czy nie mają rodzin i bliskich. To pytanie jest szersze. Ale rzeczywiście się nie spotykałam. To jest pytanie tez do państwa, dlaczego himalaizm i wspinaczka wysokogórska wywołuje aż tak skrajne emocje. 

W przypadku Tomka to też dotyczy tego, że był przez polskie środowisko himalajskie wyszydzany i wyśmiewany. Podkreślano jego rzekomy brak profesjonalizmu, rzekomą bezmyślność, czy rzekomą wręcz głupotę, że był nieprzygotowany, że nie potrafił, że był poniżej tych doświadczonych.

T: Nawet gdyby tak było i te oceny były uprawnione co to ma do rzeczy? Przecież to są jego wybory, wasze ryzyko i wasze decyzje.

A: Wyprawa Tomka i Eli była wyprawą niskobudżetową. Tomek po prostu nie miał środków, nie miał wsparcia. To były wyprawy finansowane przez jego fanów, internautów i jego samego. Podobnie Elizabeth. Nie mieli wielkich sponsorów i wielkiego zaplecza. Jak to Tomek określił była to „bida z nędzą”. Podobnie też kwestie ubezpieczenia. Na to są potrzebne ogromne pieniądze. Z drugiej strony dotyczyło to też stylu, w którym wchodzili. Oni uważali ten styl za czysty. To nie jest styl z głębokim zapleczem finansowym, z pomocą szerpów,  czyli tragarzy wysokościowych. Tomek i Elizabeth zawsze uważali, ze wspinają się w stylu czystym. Inna sprawa, że na szerpów nie było ich stać. Ale to nie o to chodziło. Ich ideowym założeniem było - wspinamy się tak jak potrafimy, o własnych siłach, nikt nas nie wciąga na górę, nikt nam nie targa gratów. 

Informacja, która dotarła do mnie od Eli była straszna, sparaliżowała mnie. To było potworne, to co zobaczyłam, że on nie widzi, że jest odmrożony,  zobaczyłam wysokość i sygnał, ze powinniśmy organizować helikopter. No i się zaczęły moje telefony do ambasady, do przyjaciół, do agenta, do mnóstwa osób, cały czas jakieś działanie. To ja zawiadomiłam ambasadę o tym, że jest ekipa pod K2, że jest taki pomysł, żeby tę ekipę sprowadzić. Później okazało się, że helikopter ma lecieć prawie 300 km ze Sardu do obozu pod K2 a później na Nangę. To są potworne odległości, to są Himalaje. Zaczęły się te sytuacje z pieniędzmi. Czyli po pierwsze nie żadna gwarancja ambasady tylko gotówka, a po drugie ta kwota z 15 tys. dolarów wzrosła do 50 tysięcy. 

26 stycznia rano zostałam postawiona w sytuacji, w której muszę zorganizować pieniądze. Skąd? Jak? W jaki sposób w ciągu kilku godzin? W jaki sposób przelać te pieniądze do Pakistanu? To nie jest prosta sprawa, to jest inny świat pod tym względem. Przelewy idą kilka dni. Wtedy wiedząc, że mając kolegę, który był pod K2 – Roberta Jałochę z TVNu zadzwoniłam do niego i powiedziałam, że potrzebuję jego pomocy, muszę to rozgłosić, bo inaczej nie mam szans, żeby zdobyć te pieniądze. Wiedziałam, ze rozpęta się piekło medialne, ale nie miałam wyboru. To  był jedyny sposób, żeby powiedzieć, ludziom, ze natychmiast potrzebuję pomocy. Robert zapytał, czy ma uruchamiać TVN. Chodziło o uruchomienie jak największej ilości mediów. Wszyscy się zainteresowali, ale jednocześnie uruchomiło to w ludziach emocje, które nie wiedzieć czemu ludzie muszą dać wyraz tym emocjom w sposób dla mnie niewyobrażalny.  To co jest ważne teraz, kiedy widzę sytuację z panem prezydentem Gdańska to jest to, że my analizujemy mowę nienawiści, szczucie ludzi nawzajem na siebie, co doprowadziło do tragedii. Chcę popatrzeć na to z innej strony – ogrom wsparcia od ludzi, ta solidarność była niewspółmierna w porównaniu z nienawiścią, ocenami, tą obrzydliwością, która się z ludzi wylała. Ja czyściłam profil Tomka z tego błota, nie wyobrażałam sobie, ze tyle podłych słów może tam być  w takim momencie. Mnóstwo ludzi mi pisało, żebym to zostawiła, żeby inni ludzie zobaczyli, do czego są zdolni ci inni. Faktycznie była też taka sytuacja, że inni komentujący atakowali tę osobę, która zachowywała się podle i nieładnie. Oni atakowali tę osobę i bronili mnie. Mnie to zszokowało i potwornie bolało.

T: Możemy porozmawiać o związkach? To było coś co było przedmiotem publicznej oceny – wasze wybory i wasze decyzje. Zakładam, ze żyjąc z himalaistą, który ma takie marzenie jakie ma i próbuje siedmiokrotnie realizację tego wydarzenia czyli zdobycie szczytu Nanga Parbat w Himalajach, musisz się liczyć ze wszystkim, również z tym, że twój mąż nie wróci. W jaki sposób się analizuje wspólnie takie ryzyko? Co musi leżeć na drugiej szali tej wagi żeby opłacało się w jakiś sposób je związkowo ponieść?

A: Tutaj odpowiedź jest potwornie banalna i niezwykle prosta, czyli miłość i wybór. Kiedy decydujemy się z kimś związać to wiemy, czujemy i widzimy jaka to jest osoba. Jest tylko kwestia czy mamy siłę to unieść i udźwignąć, a z drugiej strony w przypadku głębokiej i silnej więzi tego wyboru raczej nie ma, w znaczeniu chce być z tą osobą, taką jaka ona jest. To jest definicja miłości. Akceptujemy tę osobę taka jaką ona jest. Co do tego, czy ten związek jest trudny i myślenie o tym wyborze cały czas, czy damy radę czy to ma sens – to towarzyszy cały czas. Ten koszt jest potworny. Nie ma co ukrywać, że to jest łatwe i proste życie. Wydaje mi się, ze im dłużej taka relacja trwa to tym bardziej przekonujemy się, że wytrzymamy , tak ma być i trzeba umieć się z tym zgodzić.

Jesteśmy podobni gdzieś głęboko i mamy potrzebę niezależności wewnętrznej i swojego świata, więc jesteśmy się w stanie porozumieć i zrozumieć wzajemne potrzeby. 

T: Czy umiesz sobie wyobrazić takie życie, w którym Tomek 10 lat temu wiesza buty na kołku i mówi, że nie będzie się więcej wspinał dla ciebie i dzieci?

A: Właśnie nie. Wspinaczka to jest jego życie, to jest część jego ale znacząca, najważniejsza. Nie widzę powodu, żeby dla mnie i dla dzieci poświęcił się i porzucił coś co jest nim. Ma obumrzeć w połowie, tylko dlatego, że my tego od niego żądamy? Uważam też, ze to również jest niemoralne. Egoizmem jest to, że Tomek zostawia rodzinę, ale egoizmem jest żądać od kogoś, żeby wszystko zostawił i wszystko oddał rodzinie, czyli oddał to na czym mu zależy. Dla Tomka to był dylemat, to nie była prosta sprawa, że on jedzie i ma w nosie. On cały czas o tym mówił i myślał, zastanawiał się nad sensem tego co robi. Oczywiście nie mógł się temu oprzeć, bo to go konstytuowało, to go określało.  

Takie osoby, które spełniają jakieś szalone marzenie, pragnienie czy plan są też w jakiś sposób innym potrzebne, bo pokazują czystą motywację. Są inspiracją dla innych ludzi. Ja cały czas dostaję takie sygnały, co jest budujące i wspaniałe, że ludzie piszą, ze Tomek zmienił ich życie. Pokazał im, że można, że można próbować, że można chcieć, że można nie zgadzać się na życie jakie jest nam dane.  On też dawał coś ludziom, to nie było czcze i nic nie warte.

T: Niebawem w książkach pojawi się książka Dominika Szczepańskiego  „Czapniks. Historia Tomka Mackiewicza”. Zajrzycie do niej, zobaczycie te sytuacje i wiele innych górskich sytuacji z zupełnie innej perspektywy. Anna Solska Mackiewicz niestety wdowa po Tomku Mackiewiczu była moim gościem. Bardzo Ci dziękuję za tę rozmowę.

A: Bardzo dziękuję. 

Oceń